1.1.2. OPOWIESC NIEMIECKA Pouczajace moze byc porownanie historii Trishy Marshall z innym przypadkiem, pod pewnymi wzgledami podobnym, a pod innymi nie. Przeniesmy sie przez polowe swiata do Niemiec i cofnijmy w czasie szesc miesiecy przed ow moment, gdy dla Marshall tak fatalnie skonczyla sie proba rabunku. 5 pazdziernika 1992 Marion Ploch, osiemnastoletnia Niemka pracujaca jako pomoc dentystyczna w poludniowych Niemczech, wyruszyla w droge powrotna do domu. Miedzy Feucht i Altdorf jej samochod uderzyl w drzewo. Gdy kwadrans pozniej na miejsce wypadku przybyl ambulans, byla nieprzytomna i stwierdzono zlamanie kosci czaszki. Wezwano helikopter i przewieziono ja do szpitala w Erlangen, cichym miescie uniwersyteckim. Rodzicow, Gabriele i Hansa Plochow, wezwano do szpitala i tam powiedziano im, ze corka znajduje sie na oddziale intensywnej terapii, ale nie ma szans na przezycie. Zapytano ich, czy nie byliby sklonni wyrazic zgody na pobranie jej narzadow do przeszczepienia, ale odmowili. Potem przyszla zaskakujaca wiadomosc. Corka, powiedziano Plochom, jest w ciazy. Ciaza trwala juz okolo trzynastu tygodni. Czy wiedza, kto jest ojcem? Nie wiedzieli. Marion Ploch byla niezamezna i nie powiedziala rodzicom, ze spodziewa sie dziecka ani tez ze ma jakiegos chlopaka. Lekarze oznajmili rodzicom Marion, ze chociaz ich corka albo juz jest, albo wkrotce bedzie w stanie smierci mozgowej, to jednak mozliwe byloby podtrzymywanie jej funkcji fizjologicznych az do marca - przez nastepne piec miesiecy - do chwili, gdy plod stanie sie zdolny do samodzielnego zycia. Czy panstwo Plochowie zgadzaja sie, by w tym celu ich corka pozostawala nadal podlaczona do respiratora? Pod presja Plochowie wyrazili zgode. Pozniej mieli powiedziec, ze zgodzili sie tylko dlatego, ze zagrozono im, iz w przypadku odmowy zostana im odebrane prawa rodzicielskie.5 Trzy dni po wypadku testy medyczne wykazaly smierc moz- 20 gowa. Wkrotce potem panstwo Plochowie doszli do granic wytrzymalosci. Probowali cofnac zgode na dalsze podtrzymywanie funkcji fizjologicznych corki. Lekarze powiedzieli jednak, ze teraz w gre wchodzi zycie plodu i ze nie moga wylaczyc respiratora. Zdesperowani Plochowie zwrocili sie o pomoc do prasy popularnej. Przypadek nazwany "Erlangen Baby" (od nazwy miasta, w ktorym znajdowal sie szpital) wkrotce znalazl sie na pierwszych stronach gazet. Decyzja lekarzy o podtrzymywaniu czynnosci fizjologicznych Marion Ploch zostala zaatakowana tak gwaltownie, ze krytyka, jaka spotkala Highland General Hospital, wyglada przy tym wrecz na zachete. Bez watpienia dlatego, ze w Niemczech na kazda kwestie etyczna kladzie sie cien nazizmu, a takze dlatego, ze presja finansowa wywierana na szpitale niemieckie nie dorownuje amerykanskiej, krytyka skupila sie nie na kosztach, lecz na problemie ludzkiej godnosci. Parlamentarzystka Hanna Wolf powiedziala, ze Marion Ploch zostala "zdegradowana do roli plynu odzywczego, do wyrzucenia po uzyciu". Alice Schwarzer, redaktorka pisma feministycznego "Emma", stwierdzila: "Papiezowi to sie spodoba - kobiety jako inkubatory. Ja uwazam to za zboczenie." Szpital zalaly obelzywe listy. Doktora Johannesa Scheelego, profesora chirurgii ze szpitala w Erlangen i lekarza odpowiedzialnego za cialo Marion Ploch, porownywano do Josefa Mengele, naczelnego lekarza Oswiecimia. Kiedy jedna z gazet doniosla, ze cialo Marion Ploch poddawane jest cwiczeniom gimnastycznym - normalne postepowanie wobec pacjentow w spiaczce, zapobiegajace przykurczom konczyn - na scianie szpitala na widocznym miejscu pojawilo sie graffiti komentujace te "gimnastyke zwlok". Inny niemiecki lekarz, Julius Hackethal, nie byl tak pewny, ze Marion Ploch to zwloki. Usilowal wytoczyc Scheelemu sprawe o spowodowanie "uszczerbku cielesnego, zatrucia i maltretowania pacjenta pozostajacego pod jego opieka". Broniac pogladu, ze Ploch jest nadal pacjentka, Hackethal dodal: "Wyrazenie <<smierc mozgowa>> jest konstrukcja werbalna, 21 ktora nie ujmuje sedna sprawy. W rzeczywistosci jedynie kora mozgowa pacjentki nie funkcjonuje, natomiast pozostala czesc jej mozgu dziala bardzo dobrze. Ona zyje." Stanowisko Hackethala spotkalo sie jednak z niklym poparciem, gdyz panowala opinia, ze "wszystkie czesci mozgu sa martwe (...) wlacznie z nizszymi i filogenetycznie starszymi". Prokurator, ktoremu Hackethal przedstawil swa skarge, odmowil wniesienia oskarzenia. Podczas gdy wokol szalala burza sporow, lekarze robili wszystko, co bylo w ich mocy, by utrzymac plod przy zyciu. Scheele powiedzial: "Nie widzimy zadnego moralnego powodu, aby pozwolic plodowi umrzec." Zgodzil sie z tym kierownik kliniki, doktor Franz Paul Gall: "Prawo dziecka do zycia nakazuje zastosowac nowoczesne metody technologiczne." A w odpowiedzi na fale krytyki zarzucajacej, ze wykorzystanie ciala Marion Ploch jako inkubatora jest przejawem braku szacunku dla niej, radca prawny kliniki, profesor Hans Bernhard Wurmeling, stwierdzil: "Szacunek dla martwego ciala nie jest absolutnym nakazem etycznym, a prawo do zycia jest." Gdy jednak zapytano, co by sie stalo, jesli okazaloby sie, ze plod ulegl uszkodzeniu podczas wypadku lub wskutek leczenia, jakiemu poddano pozniej jego matke, miedzy opiniami lekarzy i radcy zarysowala sie rozbieznosc. Wurmeling powiedzial, ze w takim przypadku sluszne byloby odlaczenie urzadzen. Scheele stwierdzil natomiast, ze uszkodzenie takie nie mialoby znaczenia, gdyz "nie nam decydowac, kiedy zycie ma wartosc". Chociaz Wurmeling jest bardzo szanowanym profesorem prawa, to jednak w tej sytuacji, podobnie jak inni niemieccy prawnicy, jedynie zgadywal. Niemieckie prawo nie stanelo bowiem nigdy przedtem wobec problemu, czy obowiazuje nakaz prawny podtrzymywania zycia plodu w kobiecie zmarlej smiercia mozgowa. Mimo obelzywego tonu wielu atakow na lekarzy ze szpitala w Erlangen, dyskusja w Niemczech miala glebszy niz w USA charakter i dotyczyla podstawowych pytan o zycie i smierc. Ale panowal w niej takze wiekszy zamet. Niepokoj wywolany 22 losem Marion Ploch przynajmniej w pewnym stopniu spowodowany byl oporem przed uznaniem jej za rzeczywiscie zmarla. Lekcewazenie, z jakim Hackethal potraktowal "smierc mozgowa" jako formule czysto werbalna, nie znalazlo co prawda zrozumienia wsrod jego kolegow lekarzy, odbilo sie natomiast szerokim echem w czesto powtarzanym komentarzu, ze powinno sie odlaczyc maszyny, aby Marion Ploch "mogla umrzec z godnoscia". Lecz jesli smierc mozgowa jest smiercia, Marion juz byla martwa: jak wiec mozna bylo "pozwolic jej umrzec" z godnoscia lub bez? Hackethal uzyskal rowniez pewne poparcie religijne w samym szpitalu w Erlangen. Podobno Wilhelm Polster, kapelan oddzialu intensywnej opieki medycznej, mial powiedziec: "Nie akceptuje ustalen lekarskich. Dla mnie kobieta martwa to ktos, kto lezy bialy i sztywny. W koncu nikt nie wie, kiedy dusza opuszcza cialo." Ale katolicki kapelan szpitala, Rainer Denkler, twierdzil, ze wie: "Dusza to osobowosc. Dopoki ktos pozostaje w spiaczce, dopoty mozliwy jest zwiazek duszy i ciala. W jej przypadku dusza odeszla." Nie powiedzial jednak, skad to wie. Prawo takze przyczynilo sie do tego zamieszania. Prawo niemieckie, podobnie jak prawo kazdego rozwinietego spoleczenstwa (z wyjatkiem japonskiego), za smierc uznaje smierc mozgowa. A jednak sedzia miejscowego sadu ustanowil jedna z ciotek Marion Ploch kuratorem strzegacym jej interesow. Sedzia Gerold Wahl oparl te decyzje na ustawie o kurateli, ktorej celem jest umozliwienie sadowego wyznaczania opiekunow prawnych osob o znacznie obnizonej sprawnosci intelektualnej. Lecz osoby o znacznie obnizonej sprawnosci intelektualnej sa zywe i maja interesy, ktore moga wymagac ochrony. Martwi ludzie nie maja interesow w tym samym sensie, i sady nie wyznaczaja opiekunow, ktorzy mieliby tych interesow strzec. Jakie interesy moglaby miec Marion Ploch? Nielatwo odpowiedziec na to pytanie. Mozemy sprobowac odpowiedziec na nie innym pytaniem: czego chcialaby Marion Ploch? Ale jak moglibysmy z kolei odpowiedziec na to pytanie? Nie 23 jest niespodzianka, ze Marion nigdy nie brala pod uwage tak dziwacznego konca swej cielesnej egzystencji. Byc moze chcialaby jak najszybciej byc pochowana albo tez wolalaby dac plodowi - jedynemu dziecku, jakie moglaby kiedykolwiek miec - szanse przezycia. Nikt tego nie wie. A co z interesami plodu? Zaskakujace, ze pewne osoby, po ktorych mozna by sie spodziewac, ze beda ich najsilniejszymi rzecznikami, niechetne byly obronie jego prawa do zycia. Kapelan katolicki Rainer Denkler powiedzial: "Nie moge solidaryzowac sie z decyzja, zeby zmarla smiercia mozgowa mloda kobiete wentylowac i odzywiac przez kilka miesiecy po to, by czternastotygodniowy plod mogl sie urodzic." Johannes Grundel, teolog katolicki z Uniwersytetu Monachijskiego, uwazal, ze zaprzestanie intensywnej opieki "pozostawiloby sprawy ich naturalnemu biegowi" i nie byloby moralnie rownowazne z aborcja. Dietrich Roessler, profesor teologii na uniwersytecie w Tybindze, utrzymywal, ze "prawo do nietykalnosci zycia i umierania obejmuje takze prawo do godnego pogrzebu i nalezy uznac, ze przeznaczeniem tej matki i dziecka jest umrzec". "Bild-Zeitung", brukowiec o masowym nakladzie - nie wahal sie nawet przemawiac w imieniu Stworcy. Od samego poczatku zaczal prowadzic kampanie przeciwko zamyslom lekarzy. Jeden z tekstow nosil tytul: "Kto wtraca sie do Stworzenia, pewnego dnia poniesie kare." 16 listopada 1992 doszlo do naturalnego poronienia i plod urodzil sie martwy. Przyczyny poronienia nigdy nie poznamy, gdyz panstwo Plochowie, majac zapewne dosyc nowoczesnej medycyny, odmowili zgody na sekcje zwlok matki i dziecka. 24...
Absurdalis