Katarzyna Grochola
Magdzie i Adamowi bynajmniej nie z braku szacunku.
Oto Krzysztof.
Krzysztof ma już swoje lata.
Krzysztof ma już swoje lata, zresztą zaznacza, że nigdy nie miał cudzych, tak jak każdy z nich. Do tych jego lat dołączona jest końcówka - cztery miesiące i dwa dni.
Tyle czasu minęło od jego urodzin.
Krzysztof ma niesforne ciemne włosy, ostatnio obcina je tuż przy skórze, ale nawet tak krótkie próbują się wić, w związku z tym Krzysztof ma z tyłu czaszki trzy, a czasami cztery kręgi, co wygląda trochę jak łysienie plackowate. Jednym słowem jego włosy układają się jak tajemnicze kręgi w łanie zboża, z tym że Krzysztof nie zwykł przejmować się tyłem swojej czaszki. Przejmuje się za to wszystkim innym.
Krzysztof porządkuje świat.
Ma władzę.
Jest dyrektorem dużej firmy.
Dwa lata temu kupił volvo 40 S, ze skórzaną białą tapicerką, lekko używane, prosto z wystawy sklepu na ulicy Długiej dwadzieścia łamane przez dwadzieścia sześć. Buba nie mogła zrozumieć, jak je wpakowali na tę wystawę, Basia i Róża również. Ale ani Piotr, ani Krzysztof, ani Roman ani przez sekundę nie zastanawiali się nad tym. Rozważali tylko, jakie przyspieszenie osiągnie na śliskiej nawierzchni. Dla Piotra był jeszcze ważny moment obrotowy silnika, ale kiedy mężczyźni wybrali się na niedzielę do Zakopanego, okazało się, że volvo potrzebuje tyle samo czasu, ile stary opel corsa Piotra i Basi, albowiem na Zakopiance jak zwykle był korek. Jednak Krzysztof nie wydawał się rozczarowany.
- Zawsze lepiej czekać w korku w dobrym aucie - powiedział, i być może miał nieco racji.
Jest wyjątkowy.
Za gotówkę! Kogo na to stać?!
*
Oto Basia.
Narzeka, że ma krótkie nogi, ale to nieprawda. Po prostu Basia jest niewysoka, w związku z tym jej nogi też są niewysokie. Nosi długie spódnice i cierpi, kiedy jedzie na wycieczkę rowerową. Wtedy musi włożyć szorty. Chyba że nie ma upałów.
Basia jest taka delikatna.
Basia obraża się, bo uważa, że wszystko, co powie, może być wykorzystane przeciwko niej. Na pytanie „która godzina” podnosi się i zbiera do wyjścia. Kiedy jej mąż, Piotrek, patrzy na nią zdziwiony, szepcze:
- Nie widzisz, że za długo siedzimy? Już zapytali o godzinę.
Basia jest przewrażliwiona i dlatego Basi jest w życiu nie lekko.
Ale i specjalnie ciężko też nie. Tylko skąd ona ma o tym wiedzieć?
Oto Piotr.
Piotr ożenił się z Basią dwa lata temu, ponieważ - to zabrzmi dziwnie, ale dzieją się na ziemi i na niebie różne rzeczy, o których się filozofom nie śniło - ponieważ ją kochał, a ona za nim szalała. Przekonał ją ostatecznie o swoim uczuciu, wsiadając na karuzelę łańcuchową, która rozpięła swoje ramiona na Błoniach pewnego czerwcowego popołudnia, ku uciesze wszystkich dzieci.
Jest taki odważny!
Czy jeśli mnie kochasz, to zrobisz dla mnie wszystko?
Ale na przykład co? Na przykład wsiądziesz na tę karuzelę? Krzesełka śmigały prosto w niebo upstrzone białymi barankami. Więc Piotr jest odważny, bo dla Basi wsiadł na krzesełko i poleciał do samego nieba, a nienawidził karuzel, poza tym w tym wieku! Basia tymczasem mdlała ze strachu o niego oraz o inne dzieci i rozwydrzoną młodzież, która, zamiast spokojnie sobie dawać w żyłę i nie przeszkadzać nikomu, sczepiała łańcuchami po dwa krzesełka i szybowała wysoko, wrzeszcząc niemiłosiernie.
Oto Róża.
Róża wszystko w życiu może osiągnąć!
Róża ćwiczy. Step, aerobik, aquaaerobik, callanetics.
Róża może wszystko i dlatego wie, że sześćdziesiąt cztery w pasie to tylko kwestia ćwiczeń i silnej woli.
Róża ma własną firmę, co pozwala jej dobrze zarabiać i dobrze wydawać pieniądze.
Kto nie zadba o siebie, nie będzie umiał zadbać o innych.
Więc Róża, która ma dobre serce, wkłada to serce w kanapki, z których słynie. Jej catering jest mocno wysmakowany, zimny bufet nie ma sobie równych, ale Róża zna swoje ograniczenia. Obsługuje tylko małe przyjęcia, do pięćdziesięciu osób, ponieważ życia nie można strwonić na zarabianiu pieniędzy i zarzynaniu się dla nich.
Więc Róża chadza do teatru i do kina, a także na siłownię i na basen, bo człowiek powinien dbać o siebie. A w środy i piątki spotyka się z Sebastianem.
Kiedy ty w końcu wyjdziesz za mąż, córuchno?
Czy ty już myślisz poważnie o życiu?
Tak, tak, Róży się wspaniale układa, naprawdę wspaniale. Na razie nie myśli o zamążpójściu.
No, żeby czegoś nie przegapiła.
Oto Sebastian.
Ależ z niego facet!
Duży. Silny. W ramionach ma metr dwadzieścia pięć.
Sebastian skończył AWF, ponieważ nie chciał, żeby koledzy spuszczali mu manto. Do czternastego roku życia był niewielkim pryszczatym chłopcem, za grubym i za małym, żeby nie pozwalać sobie w kaszę dmuchać. W kaszę mu wobec tego dmuchano chętnie i często, aż pewnego dnia, po kolejnych wakacjach, w czasie których chcąc nie chcąc strzelił w górę, strzelił absolutnie chcący kolegę z siódmej C, który go zaczepił. Kolega potraktował rzecz całą odpowiednio - uznał, że należało mu się za krótkowzroczność - Sebastian bowiem miał już blisko metr osiemdziesiąt, silne ręce i niezwykły refleks.
Od tego czasu nikt już Sebastiana nie bił, a ksiądz Jędrzej, który był świadkiem całego zdarzenia i refleks Sebastiana wzbudził jego nielichy podziw, zgarnął chłopaka na treningi judo. Dla Sebastiana zaczęło się nowe życie i nikt mu już nigdy nie podskoczył.
Bezmózgowiec, ale jaki tyłek! Sebastian ćwiczył swoje dziesięć najważniejszych mięśni pośladkowych oraz inne mięśnie na siłowni we wtorki i czwartki od godziny siedemnastej do dziewiętnastej.
W czwartek, pewnej wiosny, spotkał tam Różę.
Oto Julia.
Właściwie jeszcze jej nie ma. Jeszcze siedzi na lotnisku Heathrow i płacze. Ma na koncie sześć tysięcy funtów i złamane serce. Serce zostało złamane przez pewnego Davida, Anglika, którego Julia poznała w Krakowie, dwa lata wcześniej. David Childhood nie przypominał Anglików z powieści, nie był chłodnym angielskim draniem, był gorącym angielskim draniem. Po dwutygodniowym romantycznym związku w okolicach Jagiellońskiej, David wyjechał urzeczony Julią, a Julia pozostała w Krakowie, urzeczona angielskim kochankiem. Po następnych dwóch miesiącach gorącej wymiany e-mailowej Julia wylądowała wraz z samolotem Boeing 737 na Heathrow i padła w ramiona Davida. Nieco później okazało się, że David ma dwuletnią córeczkę, a jeszcze później okazało się, że do córeczki Davida dołączona jest jej mama, Mandy, prawowita małżonka, która nie słyszała nic o rozwodzie ze swoim mężem Davidem Childhoodem.
Dla Julii rozmowa w języku angielskim z żoną Davida.
Mandy, była niezmiernie ważna nie tylko dlatego, że okazało się, że angielski Julii jest zupełnie OK, ale z zupełnie innych przyczyn, których skutkiem jest to, że Julia właśnie siedzi na lotnisku i płacze, choć jeszcze wczoraj strasznie klęła i krzyczała. Również niezłym angielskim.
Oto Roman.
Właśnie zbiega po schodach. Jest tych schodów dużo, bo Roman wynajmuje mieszkanie na strychu. Lub wynajmuje podrasowany strych na mieszkanie. Płaci niedużo, ale za to musi wysłuchiwać wszystkiego, co pan Jan, z drugiego mieszkania na strychu, ma do powiedzenia na temat świata, pieniędzy, Żydów, rządów oraz seriali telewizyjnych. Pan Jan bowiem jest właścicielem strychu i człowiekiem, który lubi kontakt z ludźmi, ale nie lubi rządu, Żydów oraz seriali telewizyjnych. A wie o nich wszystko, ponieważ wroga trzeba poznać, panie Romanie. Pan Jan jest rencistą.
Roman jest malarzem.
Przepraszam bardzo, a co pan maluje?
Przepraszam, a co to jest?
Od czasu do czasu udaje mu się sprzedać jakiś obraz, ale ponieważ nie może się całkiem odzwyczaić od jedzenia, zarabia na życie, pomagając przy remontach. Umie kłaść kafelki, klepkę podłogową, malować ściany i kłaść gładź gipsową. Robi to częściowo w tajemnicy przed przyjaciółmi, bo trochę się wstydzi.
Mam niezłe zlecenie.
Teraz dłubię jakiś projekt dla FORKERS.
Aaa... takie zamówienie... Niewielkie, ale zawsze...
Poza tym, że maluje ściany i płótna, Roman leczy obolałą duszę.
Dusza Romana ucierpiała bardzo, kiedy pewna kobieta, której imienia Roman nie wymienia, pewnego dnia wyprowadziła się z jego strychopracowni i powiedziała, że musi wszystko przemyśleć na spokojnie, skoro mają być razem.
Myślała intensywnie w towarzystwie innego pana.
Roman natknął się na nich w okolicach Piwnicy pod Baranami. Byli tak zajęci sobą, że nie zwrócili na niego uwagi. A towarzysz pani, której imienia od tego czasu Roman nigdy nie wymówił, nie wyglądał na faceta, który próbuje jej pomóc w myśleniu nad związkiem z Romanem. W związku z czym Roman stracił serce i zaufanie do kobiet.
Bywa i tak.
Oto Buba.
Buba ma dwadzieścia dwa lata, niewyparzony ozór i włosy albo czarne, albo blond, albo rude, albo jasnorude, albo marchewkowe, albo złoty blond, albo kasztan, albo itd.
Buba, co ty robisz, włosy ci wypadną od tego farbowania.
Zobaczysz, jak będziesz wyglądać za dziesięć lat!
Wrzuć luz, kochana.
Buba nosi buty ciężkie, wiązane do kolan, mimo że już nie są modne. Buba nazywa rzeczy po imieniu. Buba klnie. Buba wiesza w oknach kryształki, bo Buba lubi tęczę. Ma dzwonki rurowe, bo one odpędzają złą energię.
Jej drzwi są pomalowane na zielono, ponieważ to dobre z punktu widzenia feng-shui.
Róża lubi koty, a Piotr, Roman. Sebastian i Róża lubią Bubę. Traktują ją trochę jak maskotkę, po trosze czują się za nią odpowiedzialni. Buba długo mieszkała z ciotką i była trudnym dzieckiem, czasem ciotka ją gdzieś ekspediowała, ale nie wiadomo gdzie i dlaczego. Potem Buba pojawiała się znowu, a potem została sama, bo ciotka umarła, zostawiając Bubie w spadku dwupokojowe mieszkanie, na końcu korytarza, po lewej stronie.
Buba pojawiała się i znikała w najmniej oczekiwanych momentach. Nigdy nie mówiła o swojej rodzinie, zupełnie jakby była dzieckiem znalezionym przez ciotkę w kapuście. Zresztą bardzo długo myślała, że tak było naprawdę. Ciotka jej opowiadała, jak rozchylała liść po liściu i nagle ze środka wyskoczyła Buba. Kiedy Buba skończyła dziewięć lat, zobaczyła pole niezebranej kapusty. Był luty, stopniał śnieg, spod śniegu wyjrzały rozmiękczone, gnijące i meduzowate placki. Chwyciła ciotkę za rękę i krzyknęła:
- Przecież ja się urodziłam w styczniu, a w styczniu nie ma kapusty!
Basia wprowadzała Bubę w świat dorosłych kobiet, co na ogół sprowadzało się do banalnych opowieści, najpierw jacy wredni są chłopcy, a z czasem - jacy wredni są mężczyźni, wszyscy oprócz Piotra.
Różnica wieku między nimi zacierała się jak późny świt.
Buba wydawała się starsza, niż była, a Basia młodsza. Za ile lat będą w tym samym wieku?
Julia uczyła Bubę francuskiego, ale pewnego dnia francuski przestał Bubę interesować. Właściwie jej znajomość języka skończyła się na odmianie czasowników mieć i być, avoir i etre, które to czasowniki były niezbędne do tworzenia czasów, których francuski ma nieskończoną ilość. Bubę to mocno zirytowało i zapisała się na hiszpański. Wkrótce okazało się, że nauczyciel hiszpańskiego wrócił do Kostaryki, z której, ku zdziwieniu kursantów, pochodził, a Buba postanowiła zapisać się na kursy japońskiego. Po dwóch tygodniach zrezygnowała z nauki języka, za to ze znajomą poznaną na kursie zapisała się na kurs origami. Dzisiaj uczy się rosyjskiego, żeby być oryginalna. I angielskiego. Jeszcze nie wie, że angielski ma dużo więcej skomplikowanych czasów niż francuski, a może i hiszpański.
Teraz Buba jest blondynką. Idzie ruchliwą ulicą w kierunku plebanii i lekko się chwieje.
Może nie powinna tyle pić?
Entliczek pentliczek czerwony stoliczek Miłość i śmierć na kogo wypadnie entliczek pentliczek na tego bęc.
W tym mieście mieszkają, w tej starej kamienicy, i jeszcze w tamtej, i na strychu, i w wynajętym mieszkaniu, i w okropnym bloku, te nowe bloki są takie nieprzyjazne.
Najlepiej ma Basia z Piotrem, bo odziedziczyli mieszkanie po jego rodzicach.
No, ale Piotr nie ma już rodziców, co nie jest najlepsze.
Za to ma żonę, i żyją szczęśliwie, a o to przecież niełatwo. I nie musi sobie sam gotować.
Najgorzej ma Basia, bo nigdy jako mężatka nie była u siebie, zawsze u Piotra.
No, ale Basią ma się kto opiekować, mąż ją kocha, a to znowu nie takie powszednie, prawda?
Za to Basia nie znosi swojej pracy. Cóż jest przyjemnego w byciu bibliotekarką, gdy bibliotekę wkrótce zlikwidują?
Najlepiej ma Krzysztof. Wynajmuje mieszkanie i firma za to płaci, a niech mnie!
No, ale żyć tak bez własnego kąta...
Najlepiej ma Julia. Jest w Anglii, a każdy by chciał być w Anglii, nie w tym syfie, który coraz bardziej nas otacza. Jeśli tylko człowiek czyta gazety i ogląda telewizję, rzecz jasna. Bo jeśli nie korzysta ze środków masowego przekazu, nie jest tak źle. Środki masowego przekazu są i tak lepsze od środków masowego rażenia.
Julia ma najgorzej, bo jest daleko od domu i od nich wszystkich, sama, na obczyźnie, człowiek kategorii drugiej, szczególnie w Anglii Anglicy są władcami świata, cała reszta jest kategorii drugiej.
Najlepiej ma Róża. Jest niezależna, wolna, robi, co chce, nieźle zarabia, ma własną firmę i, jakby tego było nie dosyć, figurę modelki.
Ale logicznie rzecz ujmując, Róża ma najgorzej. Wraca do pustego domu, w którym nikt na nią nie czeka. Co z tego, że spotyka się z Sebastianem? Po prostu taki układ.
Najlepiej ma Sebastian. Bez zobowiązań i przydziałów, spija śmietankę z tego życia, nie musi się z nikim liczyć, Róża idzie na taki układ, ale to ich sprawa. A bo to on jeden ma podwójne życie?
Z drugiej strony... Sebastian jeździ na rowerze i jest nauczycielem wychowania fizycznego. Obyś cudze dzieci... No owszem, spotyka się z Różą, ale zawsze u niej. W ogóle niewiele wiadomo o Sebastianie, pewno nie ma się czym pochwalić, a do domu, ze względów oczywistych, zaprosić ich nie może. Jakie to względy?
Nie pytali, bo nie należy włazić z buciorami w cudze życie.
Najlepiej ma Roman - jest twórcą. Co prawda chwilowo niezbyt liczącym się. Ta chwila trwa już ładnych parę lat, ale Roman robi to, co bardzo lubi robić, i mieszka na cudownym, odlotowym strychu, z poprzecznymi belkami i oknami z widokiem na dachy.
Jak jaki Toulouse-Lautrec.
Z tym, że szczęśliwie nie gnębią go choroby wielkiego malarza.
W zasadzie jednak Roman ma najgorzej. Mieszka na strychu, w zimie jest u niego mniej niż piętnaście stopni, przez okna wieje. I dorabia malowaniem mieszkań. Jego obrazów nikt nie kupuje. To straszne - robić coś, czego nikt nie docenia.
Najlepiej chyba ma Buba. Jej stara ciotka Gabriela umarła prawie cztery lata temu i pewnie zostawiła jej majątek, bo Buba nie musi pracować i nigdy nie martwi się o pieniądze. Robi, co chce, i jest taka młodziutka.
No, ale wszyscy współczują Bubie, że ma najgorzej. Nie dość, że nie miała nigdy prawdziwego rodzinnego domu, to po śmierci ciotki została sama jak palec.
Za to życie przed nią, bo jest najmłodsza z nich wszystkich.
A więc - Piotr, Basia, Buba, Krzysiek, Roman, Róża i Sebastian i nieobecna chwilowo Julia. Są zaprzyjaźnieni.
I najważniejsze, że wszystko o sobie wiedzą.
Na przykład Basia wie, że Róża jest pedantką. To wiele tłumaczy. Nawet jej higieniczny i regularny związek z Sebastianem. Piotrek wie, że Sebastian nie lubi mówić o tym, co robi. I nic dziwnego. Co można mówić o kolejnych czterdziestu pięciu minutach spędzanych z kupą bachorów?
Julia wiedziała, że Basia kocha się w Piotrku, dużo wcześniej, niż Piotr się dowiedział, że kocha Basie. Julia pierwsza się dowiedziała, kiedy Basia straciła cnotę. Buba wie, jakich perfum używa Roman i że używa ich rzadko. Właściwie to woda po goleniu, ale za to luksusowa. Nie jest to wiedza magiczna - wodę dostał Roman od Buby na imieniny półtora roku temu i nie zużył wiele, bo ostatnio, kiedy byli u niego, widziała w łazience prawie pół butelki.
Sebastian wie, że Krzysiek lubi tylko pilznera, a na przykład żywca nie tknie, nie wiadomo dlaczego.
Wszyscy wiedzą, że Krzysiek studiował w Niemczech i wrócił przed pracą dyplomową, bo... bo coś tam.
Krzysiek za to wie, że Piotrek ciągle szuka roboty.
Owszem, robi piękne zdjęcia, ale co z tego? Roczny PIT Piotrka to miesięczne zarobki Krzysztofa. No, może to przesada.
Róża wie, że romans Julii skończył się tragicznie. Basia wie, że romans Julii skończył się najlepiej jak mógł, to znaczy, że nie będzie z tym chłystkiem, który jej, Basi, nigdy się nie podobał. Basia wie, że Róża spłakała się na filmie „To tylko miłość”.
Ciekawe dlaczego, skoro to była komedia?
Ot, proszę bardzo, Piotr wychodzi. Nie na rękę mu przerywanie pracy w środku dnia, ma jeszcze zdjęcia, ale ksiądz Jędrzej prosił, żeby wpadli na chwilę, po trzeciej, no to trudno, pojedzie teraz do redakcji oddać zdjęcia.
Wychodzi cicho, bo sąsiadka z naprzeciwka zawsze, ale to zawsze, ilekroć słyszy ruch na klatce schodowej, uchyla drzwi.
- Panie Piotrusiu, to pan? - pyta zaciekawiona, co niezmiennie doprowadza Piotra do szewskiej pasji. - Co tam słychać?
Dresik różowy albo niebieski, ciałko opięte tym dresikiem, fałdy tłuszczu widoczne jak na dłoni, tfu, ohyda, jak się można tak ubierać w tym wieku! „Tam” - to znaczy gdzie? U nich? W mieście? Na świecie? I co to za pytanie!
- Dzień dobry pani - mówi wobec tego za każdym razem Piotr, najuprzejmiej jak potrafi. - Dziękuję. - I zbiega ze schodów, nie czekając na windę.
- Panie Piotrusiu! - Czasem Różowy Dresik znacznie wcześniej otwiera drzwi, zanim Piotr dopadnie schodów.
- Jakby pan był uprzejmy...
No i Piotr jest uprzejmy, jeśli nie jest szybki.
Masełko. Albo włoszczyzna. Albo sok pomarańczowy, ale tylko z czerwonych. Lub grejpfrutowy, ale tylko z czerwonych. Albo dwadzieścia deka sera żółtego, ale tylko krojonego. Dwadzieścia pięć deka szynkowej, ale tylko pokrojonej. Albo troszkę obsuszanej krakowskiej, ale niech zdejmą przed krojeniem ten nieprzyjemny sztuczny flak! I bardzo cienko pokrojonej.
A marchewka tylko jeśli będzie średnia, nie za duża, nie za mała. Włoszczyzna najlepiej nie w siatce, osobno wszystkie warzywka. Jakie? No, por, jak będzie ładny, to może być dwa, seler, dwie, trzy pietruszki, trochę kapusty kiszonej, byleby nie była za kwaśna.
Pan zapisze, ile panu jestem winna, to jak przyjdzie córka, w sobotę albo w niedzielę, to się rozliczy.
Bardzo proszę, sąsiadom trzeba pomagać.
Nawet wtedy, kiedy się wyrzuca śmieci, nawet bez skarpet, nawet bez kurtki w listopadzie. Bo:
- Panie Piotrusiu, jeśli pan taki uprzejmy...
- A nie sprawię kłopotu, jeśli recepta? - Ależ skąd, żaden kłopot.
I Piotr się cofa, wkłada kurtkę albo skarpety, albo buty, i zamiast trzyminutowego wyjścia z kubłem, pół godziny zmarnowane.
Tylko Buba umie umknąć przed wścibskimi oczami Różowego Dresika. Czasem Niebieskiego.
Nigdy nie widział tej kobiety inaczej ubranej.
Tym razem udało się. Drzwi się otwierają, kiedy Piotr już jest piętro niżej.
Miał szczęście.
Bałam się, że to będzie wenflon i parogodzinny wlew do żyły. Pamiętałam z przeszłości kroplówkę i niejasne wspomnienie męczenia się na łóżku szpitalnym - tak bardzo chciało mi się siusiać, a nie mogłam przecież się ruszyć i w końcu powzięłam decyzję, że jednak zdejmę tę butelkę i razem z nią pójdę do łazienki. Nikt mi nie powiedział, że mogę przycisnąć plastikowy zawór i wtedy kroplówka przestanie kapać, lub że mogę po prostu zadzwonić po pielęgniarkę, poprosić o odłączenie kroplówki i iść spokojnie do łazienki. Wtedy wymknęłam się chyłkiem, niosąc wysoko nad sobą odczepiony przezroczysty woreczek z płynem w środku, a w łazience położyłam woreczek na podłodze i z ulgą się wysikałam i wtedy zobaczyłam, że krew z żyły wpływa do woreczka i bezbarwny płyn czerwienieje.
Przestraszyłam się, że umrę od tej krwi, co ze mnie ucieka, podbiegłam korytarzem do dyżurki, z workiem znowu uniesionym wysoko nad głową. Pielęgniarka zaczęła się śmiać, a potem mi wyjaśniła, że po pierwsze, od paru kropli krwi nikt nie umarł, a po drugie, żebym dzwoniła i mówiła, że chcę siusiu.
Ale tym razem to nie była kroplówka, tylko zastrzyk.
Owszem, bolało, zrobiło mi się mdło, czułam jak to coś, co mi wstrzyknięto, rozchodzi się po całym ciele.
Gdybym mogła, tobym krzyknęła NIE! temu zastrzykowi, ale przecież miał mi przynieść życie, więc cierpiałam w milczeniu.
Ach, że też muszą dzisiaj iść do księdza Jędrzeja!
Ale tak rzadko się u niego spotykają, że właściwie...
Całe szczęście, że nie nawraca zagubionych owieczek.
No cóż, dorośli są. I ostatecznie ksiądz Jędrzej jest wujkiem Basi. Śmieszne, że ksiądz jest czyimś wujkiem.
Księży się powinno znajdować w kapuście. Kiedy Basia przyznała się, że Jędrzej jest bratem jej mamy, nie wierzyli. Ksiądz przecież nie jest synem ani bratem, ani wujkiem, ani siostrzeńcem, tylko księdzem. Ale wtedy byli mali i w wiele rzeczy nie wierzyli. Na przykład Basia bardzo długo nie mogła uwierzyć, że jej rodzice robią te rzeczy. Prawdę powiedziawszy, nie wierzy w to do dziś.
A na przykład Piotr nie wierzył, że ksiądz Jędrzej chodzi w spodniach i przeżył szok, kiedy pierwszy raz zobaczył Jędrzeja bez sutanny. I to nie tylko bez sutanny, ale w krótkich portkach, bo ksiądz Jędrzej postanowił katechizować swoje dzieci w sposób szczególny: grać z nimi w piłkę, zabierać je w góry, przyjaźnić się z nimi i przede wszystkim - najważniejsze - być z nimi na ty.
Z dziećmi!
Kto to widział!
Jakby od tego można było uwierzyć w Boga!
Niekoniecznie wierzą.
Ale wierzą w księdza Jędrzeja.
Ksiądz Jędrzej zaś głęboko wierzy w Boga i nie wierzy w lekarzy. Uważa, że lepiej się od nich trzymać z daleka.
Wtedy człowiek jest zdrowy. A jak już raz do nich trafisz, proszę ja ciebie, to wtedy już cię, człowieka przecież zdrowego, nie wypuszczą ze swoich szponów.
Wie coś o tym, bo ksiądz proboszcz od świętego Józefa Robotnika robił badanie krwi, niewinne badanie krwi! I nagle się okazało, że ma cukrzycę. Wielkie nieba, gdyby nie poszedł na badania, to by cukrzycy nie miał!
Dlatego Jędrzej nie idzie do okulisty - w końcu to też lekarz - chociaż coraz gorzej widzi, bo jeszcze się, nie daj Boże, odpukać, okaże, że ma jakąś chorobę oczu. Kupił w aptece okulary za dwanaście złotych i jest lepiej.
Choć nie bardzo.
...
Sabaidee