Dick Philip K - Transmigracja Timothyego Archera.pdf
(
870 KB
)
Pobierz
4413956 UNPDF
Philip K. Dick
Transmigracja
Timothy’ego Archera
Tłumaczył: Lech Jęczmyk
Wydanie oryginalne: 1982
Wydanie polskie: 1999
Philip K. Dick urodził się w 1928 roku w Chicago,
większość życia spędził w Kalifornii. Zmarł w 1982
roku w Santa Ana. Pozostawił po sobie imponującą
— ilościowo i jakościowo — spuściznę literacką, na
którą składają się setki opowiadań i dziesiątki po-
wieści. W 1962 roku otrzymał Nagrodę Hugo za no-
welę
Człowiek z Wysokiego Zamku,
a w 1974 nagro-
dę im. Johna W. Campella za
Płyńcie łzy moje, rzekł
policjant.
Dick, zwany Dostojewskim science iction, jest au-
torem słynnej trylogii
VALIS (Valis, Boża inwazja,
Transmigracja Timothy’ego Archera),
której inspira-
cją było mistyczne przeżycie w marcu 1974 roku.
Jego twórczość jest niezwykle oryginalna, zadzi-
wiająca zarówno bogactwem pomysłów fabular-
nych, jak i głębią rozważań ilozoiczno-teologicz-
nych. Tematem przewodnim są niezmiennie pyta-
nia o sens życia, o miejsce Boga w świecie pełnym
zła oraz o kondycję współczesnego człowieka dążą-
cego do poznania prawdy.
Oda na cześć tegoż
Ach, Benie!
Na twe skinienie
Któż by raz jeszcze nie siadł
Do którejś z Lirycznych Biesiad
„Pod Słońcem”, „Pod Psem”, czy w tawernie
„Potrójna Beczka”, gdzie wiernie
Gromadził się nasz Parnas cały
Na tęgo zakrapiane lecz podniosłe szały,
A przecież każda Zwrotka słyszana z ust Mistrza
Była słodsza niż wino, niż pieczeń mięsistsza.
Mój Benie,
Na ziemskiej scenie
Stań znów, lub z wyżyn nieba
Ześlij choć, czego nam trzeba:
Zmyślość tą, którejś miał w nadmiarze;
A spraw też, byśmy
—
jak mądrzy włodarze
—
Umieli rządzić się owym Talentem,
Bo gdy staniemy nad źródłem wyschniętem,
Gdy strwonimy bezcenny Spadek, nasz Kapitał,
Próżno o Wielkie Wiersze świat się będzie pytał.
Robert Herrick, 1648
(tłum. Stanisław Barańczak)
1
Barefoot prowadzi swoje seminaria na łodzi mieszkalnej w Sausalito. Trzeba zapłacić
sto dolarów, żeby się dowiedzieć, po co żyjemy na tej ziemi. Dostaje się też kanapkę, ale
tego dnia nie byłam głodna. Właśnie zabito Johna Lennona i chyba wiem, po co żyjemy
na tej ziemi. Żeby się dowiedzieć, że to, co kochamy najbardziej, zostanie nam odebra-
ne raczej na skutek błędu na górze niż w wyniku jakiegoś planu.
Zaparkowałam swoją hondę civic przy parkometrze i siedziałam, słuchając radia. Już
na każdej częstotliwości można było usłyszeć wszystkie kiedykolwiek napisane piosen-
ki Beatlesów. Cholera, pomyślałam. Czuję się, jakbym była z powrotem w latach sześć-
dziesiątych, a moim mężem był nadal Jeferson Archer.
— Gdzie jest przystań numer pięć? — spytałam dwóch przechodzących hipisów.
Nie odpowiedzieli. Zastanawiałam się, czy słyszeli już o Lennonie. Potem pomy-
ślałam, co mnie, u diabła, obchodzi arabski mistycyzm, suiowie i wszystko to, o czym
Edgar Barefoot opowiada w swoim programie radiowym z Berkeley. Ci suiowie to
szczęśliwi ludzie. Dla nich istotą Boga nie jest potęga ani mądrość, ani miłość, ale pięk-
no. To całkowicie nowa idea, nie znana żydom i chrześcijanom. Ja nie jestem ani ży-
dówką, ani chrześcijanką. Nadal pracuję w sklepie muzycznym przy Telegraph Avenue
w Berkeley i usiłuję spłacać raty za dom, który kupiliśmy z Jefem, kiedy byliśmy mał-
żeństwem. Teraz ja mam dom, a Jef nie ma nic. Takie było całe jego życie.
Dlaczego ktoś przy zdrowych zmysłach miałby się przejmować arabskim mistycy-
zmem, zadawałam sobie pytanie, zamykając hondę i ruszając w stronę łodzi. Zwłaszcza
przy takiej pogodzie. Ale co tam, przejechałam już przez most Richardsona, przez tan-
detne Richmond i obok rainerii. Zatoka jest piękna, a na moście Richardsona każdego
namierza policja. Liczą czas od momentu, kiedy się płaci rogatkowe i zjeżdża z mostu
po stronie Marin. Jak się przyjeżdża do Marin za wcześnie, płaci się kupę forsy.
Nigdy nie przepadałam za Beatlesami. Kiedy Jef przyniósł do domu płytę
Rubber
Soul,
powiedziałam mu, że to mdłe. Nasze małżeństwo zaczęło się rozpadać, od kiedy
musiałam miliard razy, dzień po dniu, wysłuchiwać
Michelle.
To było gdzieś około roku
sześćdziesiątego szóstego. Tu, nad Zatoką, wiele osób datuje wydarzenia według ukazy-
wania się płyt Beatlesów. Pierwszy solowy album Paula McCartneya ukazał się na rok
przed naszą separacją. Kiedy słyszę
Teddy Boy,
zaczynam płakać. To rok, kiedy miesz-
4
kałam w naszym domu sama. Nie róbcie tego. Nigdy nie mieszkajcie same. Jef do sa-
mego końca zajmował się swoją działalnością pacyistyczną. Ja się wycofałam i słucha-
łam przez radio muzyki barokowej, niech ją licho porwie. W ten sposób po raz pierw-
szy usłyszałam Edgara Barefoota, którego początkowo uznałam za dupka z tym jego
cienkim głosikiem i tonem kogoś, kto zachwyca się własną działalnością umysłową, cie-
sząc się niczym dwulatek każdym kolejnym
satori.
Są dowody, że byłam nad Zatoką je-
dyną osobą, która tak myślała. Później zmieniłam zdanie. Stacja KPFA zaczęła nadawać
późno w nocy nagrane wykłady Barefoota, których słuchałam, próbując zasnąć. Kiedy
człowiek jest na pół przytomny, cała ta monotonna recytacja nabiera sensu. Wiele osób
tłumaczyło mi, że około roku tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego trzeciego wszystkie
programy nadawane w Streie Zatokowej zawierały komunikaty podprogowe, pocho-
dzące prawie na pewno od Marsjan. Komunikat, jaki odbierałam, słuchając Barefoota,
brzmiał mniej więcej tak: „Jesteś w istocie dobrą osobą i nie powinnaś pozwolić, żeby
ktoś inny układał ci życie”. W każdym razie, w miarę upływu czasu, sypiałam coraz le-
piej. Zapomniałam Jefa i to światło, które zgasło wraz z jego śmiercią, tyle że co pewien
czas coś mi się przypominało, zwykle w związku z jakimś zdarzeniem w sklepie spół-
dzielczym na University Avenue. Jef zwykle wdawał się tam w awantury, a mnie to ba-
wiło.
Wchodząc po trapie na elegancką łódź Edgara Barefoota, uświadomiłam sobie, że
będę datować mój udział w tym seminarium od zabójstwa Lennona i że te dwa wyda-
rzenia są dla mnie nierozłączną całością. Cóż za sposób, żeby zacząć rozumieć świat.
Lepiej wracaj do domu i wypal parę skrętów. Do licha z drżącym głosem oświecenia, to
jest czas rewolwerów. Oświecona czy nie, nie masz tu nic do powiedzenia, jesteś sprze-
dawczynią płyt po studiach humanistycznych. „Najlepszym nawet brak zdecydowa-
nia...”, coś w tym rodzaju. „Cóż to za prymitywna bestia... wlecze się do Betlejem, żeby
się narodzić”. Istota z wadą postawy, zmora świata. Mieliśmy test z Yeatsa. Dostałam
A minus. Byłam dobra. Potraiłam siedzieć przez cały dzień na podłodze, jedząc ser, po-
pijając kozim mlekiem i zastanawiając się, która powieść jest najdłuższa... przeczytałam
wszystkie długie powieści. Ukończyłam Uniwersytet Kalifornijski. Mieszkałam w Ber-
keley. Przeczytałam
W poszukiwaniu straconego czasu
i nic nie pamiętam. Jak to mówią,
wyszłam przez te same drzwi, przez które weszłam. Nic mi to nie dało, wszystkie te lata
w bibliotece, w oczekiwaniu aż zapali się mój numer, sygnalizując, że przyniesiono dla
mnie książkę. Pewnie to samo może powiedzieć większość ludzi.
Ale i tak zachowuję te lata w pamięci jako dobry czas, w którym byliśmy mądrzej-
si, niż się na ogół uważa. Wiedzieliśmy dokładnie, co mamy robić: reżim Nixona trze-
ba obalić; to, co robiliśmy, robiliśmy z pełną świadomością i nikt z nas tego nie żałuje.
Teraz Jef Archer nie żyje, od dzisiaj nie żyje John Lennon. Wzdłuż drogi leżą inni nie-
żywi ludzie, jakby przejechało tędy coś dużego. Może dzięki suim z ich przekonaniem
5
Plik z chomika:
Velevit
Inne pliki z tego folderu:
Dick Philip K - Boża inwazja.pdf
(328 KB)
Dick Philip K - Cudowna bron.pdf
(801 KB)
Dick Philip K - Kosmiczne Marionetki.pdf
(300 KB)
Dick Philip K - My zdobywcy.pdf
(1874 KB)
Dick Philip K - Paszcza Wieloryba.pdf
(277 KB)
Inne foldery tego chomika:
(NIEPRZYPISANE)
Arthur Clarke, Gentry Lee, Stephen Baxter
George Orwell
Herbert George Wells
Isaac Asimov
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin