2.txt

(11 KB) Pobierz
Rozdzia� 2: W go�cinie

 

 

   -�Zimno�gdzie ja jestem?�- Otworzy� oczy, ale ujrza� tylko ciemno��- �Zaraz, zaraz�zimna posadzka�chyba kamienna, wilgotne powietrze, ciemno��to mi przypomina jakie� lochy�ale jak ja si� tu znalaz�em?�- Harry my�la� gor�czkowo. Chcia� wsta�, ale zauwa�y�, �e ma zwi�zane r�ce i nogi- �Czekaj�skalpel, park, Anna, czarna kotka�o cholera! Czy�bym dosta� zaproszenie od��- us�ysza� zgrzyt �elaza i do ciemnego pomieszczenia wesz�a zakapturzona posta� w bia�ej masce

   -Cho�, Potter, zabawimy si�- us�ysza� z�o�liwy kobiecy g�os

   -Bella! Wiedzia�em, �e nied�ugo si� zobaczymy- zironizowa� ch�opak, kiedy ta odwi�za�a mu nogi i postawi�a do pionu

   -Zamknij si�, szczeniaku i id�!- Warkn�a w odpowiedzi i wbijaj�c mu r�d�k� w plecy. Pos�usznie wszed� na schody. P�niej skierowali si� d�ugim korytarzem do okr�g�ej, du�ej komnaty. Tak na rze�bionym tronie siedzia�, nie kto inny, jak Lord Voldemort

   -Pan Potter, jak mi�o- jego s�owa wprost ocieka�y sarkazmem- Wreszcie si� pan obudzi�. Ju� my�la�em, �e zaczniemy to przyj�cie bez ciebie- kr�g postaci za�mia� si� szyderczo, kiedy Bellatrix pchn�a ch�opaka na �rodek sali. Ten, cho� autentycznie przera�ony, tylko u�miechn�� si� ironicznie i powiedzia�

   -Cze�� Tom! Dawno si� nie widzieli�my�chyba jakie� dwa miesi�ce. A ju� my�la�em, �e b�d� mia� przyjemno�� nie ogl�dania twojej wrednej g�by przez d�u�szy okres czasu

   -Gadaj zdr�w- za�mia� si� Czarny Pan i zwr�ci� do �miercio�erc�w- Macie trzy rundy. Ma pozosta� �ywy- trzy rundy oznacza�y jakie� 4 godziny tortur. Harry to wiedzia�, wi�c zacisn�� mocno z�by, �eby nie krzykn��. Niestety jego postanowienie leg�o w gruzach ju� po p� godzinie. Po czterech by� ca�y zakrwawiony, z jego koszulki zosta�y strz�py, a jego kontakt ze �wiatem by� bardzo ograniczony

   -Do��!- Krzykn�� Voldemort- Severusie, doprowad� go do porz�dku, chc�, �eby wytrzyma� co najmniej dwa tygodnie

   -Tak, Panie- sk�oni� si� Snape, przeni�s� Pottera na niewidzialne nosze i uda� si� do swojego gabinetu. By� przera�ony tym, co zobaczy� i us�ysza�. Ch�opak i tak dzielnie si� trzyma�. Ale dwa tygodnie?! To by�o straszne

   -Ju� sko�czyli?- Szepn�� s�abo, kiedy Mistrz Eliksir�w po�o�y� go na ��ku w jego pracowni

   -Tak- odpar�, si�gaj�c po misk� z wod� i eliksiry

   -Jak d�ugo tu b�d�?- Zapyta� Harry szeptem tak cichym, �e a� ledwie s�yszalnym

   -Czarny Pan chce mie� ci� tu przez 2 tygodnie, ale w�tpi�, czy tyle wytrzymasz- odpar� m�czyzna szczerze, obmywaj�c mu rany

   -Super- mrukn�� Harry i zamkn�� oczy. Kiedy nadawa� si� do jako takiego u�ytku wr�ci� do swojej celi. Niestety, tej pilnowa� dementor. 

   Pobyt w zamku Voldemorta ci�gn�� si� w niesko�czono��. Przez pierwsze kilka dni Harry chcia� tylko umrze�. Dodatkowo os�abiony psychicznie przez swojego stra�nika by� w fatalnym stanie. Ale co� dodawa�o mu otuchy. Nie wiedzia�, co, ale by� temu naprawd� wdzi�czny. Po tygodniu doszed� do wniosku, �e prze�yje za wszelk� cen�. �y�, by m�c si� zem�ci�. Obieca� sobie, �e kiedy� pom�ci swoich rodzic�w, Syriusza i�siebie. 

   -Po�a�ujesz tego, Tom- mrukn�� pewnego dnia, po powrocie z kolejnej serii tortur. Nie wiedzia�, jak w tym momencie by� bliski prawdy. 

 

***

 

   W ciemnej komnacie siedzia�o pi�cioro ludzi: trzy kobiety i dw�ch m�czyzn

   -Musimy go stamt�d wyci�gn��!- Krzykn�a Anna, powstrzymuj�c �zy od d�u�szego czasu nap�ywaj�ce jej do oczu

   -Jestem tego samego zdania- popar�a j� Viktoria

   -Jeste�cie pewni, �e sam sobie nie poradzi?- Upewni� si� Oteos

   -Jezu! Ty cz�owieku jednak jeste� jednak t�py!- Warkn�� Vincent- Pomy�l logicznie: szesnastoletni ch�opak w depresji, poddany trzytygodniowym torturom, przebywaj�cy 24 godziny na dob� z dementorem, przeciwko prawie 20 wykwalifikowanym czarodziejom i jednemu, pot�nym czarnoksi�nikowi ma sobie sam poradzi�? 

   -Trzeba co� zrobi�!- Przerwa�a martwa cisz� Gabriele

   -Dobra, id� ja i Viki- zdecydowa� Vincent i wsta� z fotela

   -B�d�cie ostro�ni- krzykn�a za nimi Anna, ale ich ju� nie by�o

 

***

 

   -I co z nim!?- Krzykn�a pani Weasley, kiedy tylko Severus wszed� do kuchni kwatery g��wnej Zakonu Feniksa- �yje?

   -Tak�ale ledwie si� trzyma- mrukn�� czarnow�osy m�czyzna

   -Dumbledore! Trzeba natychmiast co� zrobi�! Powtarzam ci to ju� od trzech tygodni!- Krzykn�a Tonks- Przecie� nie mo�emy pozwoli� mu tak umrze�!

   -A niby co ja mam zrobi�!?- Zdenerwowa� si� starzec

   -Cokolwiek! W ko�cu to ty jeste� jedynym, kt�rego On si� boi!

   -Przesta�cie- warkn�� Snape- To nie jest czas na k��tnie. Musimy si� zastanowi�, co dalej

   -Pozostaje nam tylko czeka� na cud- westchn�� Dumbledore i ukry� twarz w d�oniach

 

***

 

   -Moi drodzy �miercio�ercy- zacz�� przemow� Voldemort- I ty, m�j drogi Harry- Potter sta� po�rodku kr�gu, ca�y posiniaczony i opuchni�ty. Na ciele mia� wiele niezagojonych ran, a mimo to sta� wyprostowany, patrz�c z nienawi�ci� w oczy swojego oprawcy- Dzi� mija dok�adnie 20 dni od przywitania naszego go�cia. My�l�, �e dzi� zako�czymy nasz� zabaw� i og�osimy �wiatu, kto jest jego panem- �miercio�ercy zacz�li wiwatowa�, ale on uciszy� ich gestem d�oni- Ale najpierw doko�czymy spraw�. Macie jak zwykle trzy rundy- zacz�o si� piek�o dla Pottera. Po dw�ch godzinach jego os�abiony organizm nie mia� nawet si�y wykrzesa� z siebie tyle energii by krzycze�. Kiedy my�la�, �e to ju� koniec, nagle przy sklepieniu pojawi�y si� dwie postaci. Obie ubrane by�y w czarne peleryny z dziwnym znakiem na plecach. By� to szary smok trzymaj�cy miecz. Najdziwniejsze by�o to, �e jedna z tych postaci mia�a skrzyd�a

   -Kim jeste�cie?- Zapyta� Voldemort, celuj�c w nich r�d�k�, kiedy opu�cili si� na pod�og� tu� obok Harryego

   -Porwanie tego ch�opca by�o najwi�kszym b��dem w twoim �yciu, opr�cz przyj�cia na �wiat- powiedzia�a zakapturzona kobieta ze skrzyd�ami- Nie zap�acicie za to teraz�najwi�ksz� kar� jest jego zemsta- powiedzia�a wskazuj�c na nieprzytomnego Pottera- A teraz dowidzenia- dotkn�a ch�opaka i znikn�a razem ze swym towarzyszem, pozostawiaj�c oniemia�ych �miercio�erc�w i r�wnie zaskoczonego Voldemorta.

 

***

 

   -Gdzie ja jestem?- Zapyta� Potter otwieraj�c oczy. Ostatnie, co zapami�ta� to dwie postaci. P�niej zemdla�

   -W Kwaterze G��wnej- odpar�a pani Pomfrey- Dobrze, �e si� obudzi�e�. Ju� my�la�am, �e b�dziesz spa� przez kolejne cztery dni. Za tydzie� rozpoczyna si� rok szkolny

   -Jak si� tu znalaz�em?- Odezwa� si� s�abym g�osem

   -Przynios�a ci� jaka� kobieta, nic wi�cej nie wiem�a teraz kto� chcia�by ci� widzie�- powiedzia�a kobieta po kr�tkiej przerwie i wysz�a z pokoju. Po chwili w drzwiach stan�� Dumbledore

   -Harry�- zacz�� z u�miechem na twarzy

   -Nie przypominam sobie, by�my byli na �ty�- warkn�� Potter i rzuci� mu mordercze spojrzenie 

   -Porozmawiajmy, prosz�- zacz�� staruszek, ale ch�opak ponownie mu przerwa�

   -Nie mamy o czym rozmawia�, Dumbledore. Dowidzenia- powiedzia�, odwracaj�c si� do niego plecami. Chwil� p�niej us�ysza� odg�os otwieranych i zamykanych drzwi, a do pokoju wpad�a pani Weasley, Ron, Ginny, Hermiona, Fred, Georg, Bill, Lupin i Tonks

   -Harry! Jak dobrze, �e ju� si� obudzi�e��tak bardzo si� o ciebie martwili�my- zacz�a Hermiona

   -Niepotrzebnie- mrukn�� Potter ironicznie, a ch��d i dystans, jaki go otacza�, zdziwi� zebranych

   -Nic ci nie jest?- Zapyta� Ron, patrz�c dziwnie na przyjaciela

   -Nie�czuj� si� �wietnie. Tom bardzo dobrze mnie karmi�- jego s�owa a� ocieka�y sarkazmem. Nie wiedzia�, dlaczego by� dla nich tak niemi�y, ale po prostu musia��musia� im dogry��

   -Przesta�!- Krzykn�a Hermiona, powstrzymuj�c �zy- Jakim prawem tak nas traktujesz?! Przecie� chcieli�my dla ciebie dobrze! Co si� z tob� sta�o? Harry�- ostatnie zdanie wyszepta�a, ale Potter ze zdziwieniem odkry�, �e jej �zy ma�o go obchodz�

   -Jakim prawem? Nie wiem. Po prostu tak� mam ochot�- mrukn�� i ponownie si� odwr�ci�, a jego go�cie, z wyrazem b�lu na twarzach wyszli z sali

   -No, no, Potter�- oparty o �cian� w cieniu sta� Severus Snape. Na pocz�tku by�o mu �al ch�opaka, ale teraz zauwa�y�, �e by� to �al nieuzasadniony- Nie ma co, rani� przyjaci� umiesz doskonale. Nie�adnie�

   -Dzi�kuj�- mrukn�� ch�opak i u�miechn�� si� z�o�liwie- Jak si� nazywa� ten eliksir, kt�ry poda� mi pan na pierwszej rundzie w czwarty dzie�? �wietny, �wietny�- Snape wytrzeszczy� oczy

   -�Sk�d w nim tyle ironii?�- Dziwi� si�

   -No, s�ucham. Mow� panu odj�o?- Doda� Potter z�o�liwie, mru��c oczy. Dopiero teraz zorientowa� si�, �e widzi dobrze, cho� w zamku Voldemorta straci� okulary

   -Nie my�l, �e Czarny Pan ci odpu�ci- szepn�� czarnow�osy i ju� chwyta� za klamk�, kiedy us�ysza�

   -Przeka� mu, �e ch�tnie go odwiedz�, Smarku- Mistrz Eliksir�w zacisn�� z�by i wyszed�, udaj�c, �e tego nie s�ysza�

   -I co? Uda�o ci si� z nim porozmawia�?- Zapyta� Dumbledore, kiedy tylko wszed� do kuchni

   -S�dz�, �e mu si� w g�owie poprzewraca�o- podsumowa� rozmow� Snape

   -A je�li on ju� nigdy nie b�dzie taki jak poprzednio?- Zaszlocha�a pani Weasley

   -Nikt po serii tortur pod okiem Czarnego Pana nie jest taki sam, a co dopiero po prawie 30 takich seriach?- Pytanie Mistrza Eliksir�w zawis�o w powietrzu

 

***

 

   -�Ciekawe, kto mnie uwolni�?�- My�la� Harry gor�czkowo. Nie czu� �adnych wyrzut�w sumienia z powodu swojego zachowania- �Bo to na pewno nie by� Zakon Feniksa. Ci idioci nie wydostaliby nawet psa ze schroniska�- My�la� tak d�ugo, a� zasn��. 

   Kolejny tydzie� w Kwaterze G��wnej Zakonu Feniksa nie nale�a� do najprzyjemniejszych. Harry wsta� z ��ka ju� trzeciego dnia. Opuchlizna ca�kiem zesz�a. Pozosta�o mu tylko kilka blizn na plecach, lewej nodze i jedna na prawym ramieniu. Nie odzywa� si� do nikogo, tylko ca�y czas chodzi� po domu z ironicznym u�miechem na ustach. 

Wygl�da�, jakby w�a�nie uciek� z zak�adu dla psychicznie chorych. Kiedy wybrali si� ...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin