Jose Saramago - Podwojenie.pdf

(1432 KB) Pobierz
José Saramago
Podwojenie
(Przełożył Wojciech Charchalis)
925431449.002.png
Dla Pilar, do ostatniej chwili
Dla Ray-Güde Martin
Dla Pepy Sánchez-Manjavacas
925431449.003.png
Chaos jest jeszcze nieodgadnionym porządkiem.
Księga Przeciwności
Jestem szczerze przekonany, że przechwyciłem wiele myśli przeznaczonych
przez niebo komuś innemu.
Laurence Sterne
925431449.004.png
Mężczyzna wchodzący do wypożyczalni, aby wypożyczyć kasetę wideo, ma w swym dowodzie
niezbyt popularne imię o posmaku klasycznym, który z czasem uległ zjełczeniu, ni mniej, ni więcej,
lecz Tertulian Maksym Alfons. Co do częstszych w użyciu Maksyma i Alfonsa jakoś jeszcze potrafi
się przyznać, jednakowoż w zależności od stanu ducha, w jakim się znajduje, Tertulian wszakże
ciąży mu jak głaz od pierwszego dnia, kiedy to zdał sobie sprawę, iż nieszczęsne imię można
wymówić z ironią zabarwioną odcieniem obraźliwości. Jest nauczycielem historii w gimnazjum, a
film został mu polecony przez kolegę z pracy, który nie omieszkał go uprzedzić, Nie jest to
arcydzieło sztuki kinematograficznej, ale będziesz mógł się rozerwać przez półtorej godziny.
Prawdę powiedziawszy, Tertulian Maksym Alfons bardzo potrzebuje bodźców mogących go
rozerwać, mieszka sam i nudzi się, albo, by wyrazić to z kliniczną dokładnością wymaganą przez
rzeczywistość, poddał się chwilowej słabości ducha powszechnie znanej pod nazwą depresji. Aby
mieć jasność co do jego przypadku, wystarczy powiedzieć, że był kiedyś żonaty i że nie pamięta, co
go skłoniło do małżeństwa, rozwiódł się i teraz nie chce nawet pamiętać powodów, dla których się
rozszedł. W zamian nie pozostała mu po nieudanym związku gromadka dzieci domagających się od
niego nieodpłatnie świata podanego na srebrnej tacy, tylko słodka historia, poważny i
wychowawczy przedmiot, do której nauczania go powołano i która mogła stać się wygodnym
schronieniem, ale od dłuższego czasu postrzega on ją jako bezsensowną udrękę i początek bez
końca. Dla nostalgicznych temperamentów, z natury swej chwiejnych, niezbyt elastycznych,
samotne życie jest niezwykle ciężką karą, lecz taka sytuacja, przyznajmy to, choć przykra, z rzadka
jedynie prowadzi do porywającego dramatu, z tych, co to wstrząsają ciało dreszczem i jeżą włosy na
głowie. Najczęściej widać, tak często, że przestaje to już kogokolwiek dziwić, ludzi cierpliwie
cierpiących o systematyczne drążenie samotności, jak w niedawnej przeszłości pokazały publiczne
przykłady, choć niezbyt nagminne, a nawet w dwóch przypadkach zakończone szczęśliwie, tego
portrecisty, którego poznaliśmy zaledwie inicjał imienia, tego lekarza medycyny ogólnej, który
wrócił z wygnania, by umrzeć na łonie ukochanej ojczyzny, tego redaktora, co to usunął prawdę,
aby w miejsce jej zaszczepić kłamstwo, tego pracownika archiwum, który usuwał świadectwa
zgonu, wszyscy oni, przez przypadek czy też zbieg okoliczności, byli płci męskiej, ale żaden z nich
nie cierpiał z powodu nieszczęsnego imienia Tertulian, i to zdecydowanie przemawiało na ich
korzyść w sprawie stosunków z bliźnimi. Ekspedient, który wyciągnął już z półki zamówioną kasetę,
zapisał w książce wypożyczeń tytuł filmu i aktualną datę i zaraz wskazał klientowi rubrykę, by się w
niej podpisał. W podpisie, złożonym po chwili wahania, można było dojrzeć jedynie dwa ostatnie
słowa, Maksym Alfons, bez Tertuliana, lecz jakby chcąc wyjaśnić z góry sprawę mogącą stać się
powodem konfliktu, klient, podpisując się, wyszeptał, Tak będzie szybciej. Na niewiele mu się zdały
te zabiegi, bo ekspedient, przepisując do kartoteki dane z jego dowodu osobistego, wypowiedział na
głos znane nam imię, do tego jeszcze takim tonem, że nawet niewinne stworzenie rozpoznałoby go
jako zamierzony. Nikt, jak sądzimy, bez względu na to, jak pozbawione przykrości byłoby jego
życie, nie ośmieliłby się przyznać, że nigdy nie zdarzył mu się afront tego typu. Zawsze pojawi się na
925431449.005.png
naszej drodze, wcześniej czy później, jeden z tych silnych duchem, w których słabości ludzkie,
szczególnie te wyjątkowo subtelne, wzbudzają wybuchy szyderczego śmiechu, prawda jest taka, że
pewne nie wyartykułowane dźwięki, które czasem mimo woli opuszczają nasze usta, nie są niczym
innym tylko niepohamowanym jękiem pradawnego bólu, zupełnie jak stara blizna, która nagle o
sobie przypomina. Wkładając kasetę do swej sfatygowanej nauczycielskiej teczki, Tertulian
Maksym Alfons, z godnością wartą odnotowania, wysila się, by nie okazać uczucia przykrości, jakie
wywołało w nim bezinteresowne obwieszczenie wszem i wobec jego imienia, ale nie potrafi
powstrzymać się od powiedzenia do siebie samego, chociaż jednocześnie obwiniając sam siebie za
nikczemną niesprawiedliwość, myśli, że wina była po stronie kolegi i wynikała z manii, nieobcej
różnym ludziom, udzielania komuś porad, choć ten o nie nie prosi. Zwykle gdy tego potrzebujemy,
zrzucamy winę na coś odległego, podczas gdy w rzeczywistości zabrakło nam odwagi, by stawić
czoło temu czemuś, co bezpośrednio stanęło nam na drodze. Tertulian Maksym Alfons nie wie,
nawet sobie tego nie wyobraża, nie może zgadnąć, że ekspedient już żałuje swego złego i
niewczesnego zachowania, inne ucho, bardziej czułe niż jego własne, będące w stanie wychwycić
subtelne stopniowanie głosu, którym zawsze deklarował swą usłużność w odpowiedzi na
wymuszone do widzenia, pozwoliłoby dostrzec, że za kontuarem zagnieździło się wielkie pragnienie
zawarcia pokoju. Jakkolwiek by było, fundamentem handlu, wymurowanym w przeszłości i
umocnionym przez wieki używania, jest maksyma, że rację ma zawsze klient, nawet w tak
nieprawdopodobnym, choć możliwym, przypadku, kiedy nazywa się Tertulian.
Już w autobusie zostawiającym go blisko bloku, w którym mieszka od kilku lat, to znaczy
odkąd się rozwiódł, Maksym Alfons, by użyć wersji skróconej imienia, bo w naszym mniemaniu
dopuścił do jej użycia jedyny pan i właściciel, lecz przede wszystkim dlatego, że słowo Tertulian,
będąc tak blisko, zaledwie dwie linijki wcześniej, zakłóciłoby tok narracji, otóż Maksym Alfons, jak
mówiliśmy, zadał sobie pytanie, nagle zaintrygowany, nagle bezradny, jakież to dziwne motywy,
jakież szczególne powody skłoniły kolegę od matematyki, zapomnieliśmy powiedzieć, że kolega jest
od matematyki, polecać mu z takim uporem film, który przyszedł wypożyczyć, skoro prawdą jest, że
nigdy tak zwana siódma sztuka nie była przedmiotem ich rozmowy. Można by jeszcze zrozumieć
ten upór, gdyby chodziło o jakiś dobry film, z tych, co to nie podlegają dyskusji, w tej sytuacji
przyjemność, satysfakcja, entuzjazm spowodowany odkryciem dzieła o wielkiej wartości estetycznej
mogłyby skłonić kolegę, podczas obiadu w stołówce albo podczas przerwy pomiędzy dwoma
lekcjami, do pociągnięcia w pośpiechu za rękaw i powiedzenia, Nie pamiętam, żebyśmy
kiedykolwiek mówili o filmach, ale teraz mówię ci, stary, musisz go zobaczyć Kto szuka, znajduje,
bo taki jest dokładnie tytuł filmu, który Tertulian Maksym Alfons niesie w teczce, tej informacji też
nam brakowało. Wtedy nauczyciel historii by zapytał, I w jakim kinie go wyświetlają, na co ten od
matematyki odpowiedziałby, prostując, Nie wyświetlają, wyświetlali, film ma już cztery albo pięć
lat, nie wiem, w jaki sposób uciekła mi premiera, a potem, ciągle zaniepokojony możliwą
bezużytecznością rady, którą dawał z takim zapałem, Ale może już go widziałeś, Nie widziałem,
rzadko chodzę do kina, zadowalam się telewizją, No to powinieneś go zobaczyć, znajdziesz go w
925431449.001.png
Zgłoś jeśli naruszono regulamin