O kłamstwie.pdf

(44 KB) Pobierz
12642817 UNPDF
Leszke Kołakowski- O kłamstwie
Przekazywanie fałszywych informacji jest, by tak rzec, w porządku natury.
Motyl mówi do ptaszka: „ ależ ja nie jestem motylem, tylko zwiędłym
liściem”. Osa mówi do pszczoły, strażniczki ula: „ ależ ja nie jestm osą,
tylko pszczołą, o czym możesz się przekonać, pszczółko-dodaje uczenie-
za pomocą swoich sensorów olfaktorycznych” ( podobno niektóre gatunki
os tak czynią). Natychmiast przy tym rzuca nam się w oczy różnica
między tymi dwoma kłamstwami. Chwalimy motylka, który udając listek,
chroni swoje życie przed drapieżnikiem, co go pożreć może. Groszy nas
wszelako osa, która udając pszczołę, aby się dostać do ula i zrabować
pokarm przez pracowite pszczółki nagromadzony.
Podobnie z kłamstwami u ludzi, które oceniamy moralnie: jedne nas
gorszą, inne uważamy za usprawiedliwione. Niektórzy filozofowie bronili
skrajnego i rygorystycznego zakazu kłamania- np. Świety Augustyn i
Kant. Nakaz, wedle którego w żadnych okolicznościach nie wolno kłamać,
jest, wobec komplikacji spraw ludzkich, nie tylko beznadziejny, ale, co
gorsza, w zastosowaniu sprzeczny czasem z nakazem życzliwości dla
bliznich albo z dobrze uzasadnionym interesem społecznym. Pomińmy
sprawy wojny, gdzie oszukiwanie wroga jest niezbywalna częścią sztuki
wojennej, bez której obejść sie niepodobna. Pomińmy nawet dypomacje i
biznes. Najprostszy i bynajmniej nie wymyślony sztucznie, ale nieraz
rzeczywisty przykład z lat okuupacji: jeśli gdzieś Żyd sie ukrywa i
przychodzą niemieccy żandarmi pytając, czy tu Żyd jaki nie mieszka- któż
z resztką sumienia mógłby powiedzieć, że w imię szlachetnej zasady nie-
kłamania trzeba wydać człowieka katom na pewną śmierć?
Rządy często kłamią swoim obywatelom, albo wprost, albo przez
przemilczanie spraw, które, gdy przemilczane, stwarzają fałszywy obraz
rzeczywistości. Często są to kłamstwa, które służą ochronie rządu przed
krytyką i ukrywają jego nieprawości czy błędy. Czasem są to kłamstwa
uzasadnione; oprócz spraw, które muszą być zatajone z uwagi na
bezpieczeństwo kraju, są kłamstwa, które są naprawdę w interesie
społecznym: jeśli np. rząd nosi się z zamiarem dewaluacji pieniądza i
pytają go, czy zamierza swoją walutę zdewaluować, musi zaprzeczyć, bo
uprzedzenie z góry o dewaluacji naraziło by państwo na wielkie straty ze
strony spekulantów finansowych, którzy natychmiast rzuciliby sie jak
szarańcza na łatwy łup.
Co więcej, cnoty towarzyskie, jak dyskrecja i uprzejmość, bardzo często
ocierają sie o kłamstwo, ale trudno nie przyznać, że gdyby tych cnót nie
było, życie zbiorowe było by znacznie gorsze, niż jest i nie tyle
oddychalibyśmy czystym powietrzem prawdy, ile żylibyśmy wśród
chamstwa. I tych, co zawsze bez zastanowienia mówią to, co za prawdę-
słusznie czy niesłusznie- mają uważamy za chamów.
Dyskutuje się czasem sprawę, czy lekarze powinni powiadamiać chorych o
ich beznadziejnym stanie ( co jest przypadkiem kłamstwa wprost albo
przez zatajenie): w tej sprawie różne są obyczaje w różnych krajach, a
chociaż łatwo znaleść argumenty po jednej i po drugiej stronie, to jednak
argumenty te odwołują sie z reguły do racji humanitarnych, do ineresu
chorych albo ich rodzin, a nie do wartości prawdy jako takiej.
Krótko mówiąc, jest bodaj zgodne ze zdrowym rozsądkiem uznac, że
zachodzą okoliczności, kiedy trzeba kłamać w dobrej sprawie i cały kłopot
polega na tym, jak tę 'dobrą sprawę' określić, bo będziemy przecież łatwo
skłonni do rozciągnięcia tej zasady w taki sposób, że wszystko, co jest w
naszym prywatnym interesie, jest właśnie 'dobrą sprawą', a trudno
wymyślić taką regułę, co by wszystkie możliwe przypadki poszczególnie
przesądzała.
Obrońcy rygorystycznego zakazu kłamania powiadają: gdyby każdy
kłamał, kiedy mu sie podoba albo kiedy mu wygodnie, zaufanie do innych
ludzi byłoby całkowicie zniszczone, a zaufanie jest nieodzownym
warunkiem jakiegokolwiek ładu i współżycia ludzi; w ten sposób, dodają,
kłamstwo obróciło by się przeciwko kłamcom, bo i tak nikt by nikomu nie
wierzył.
Nie jest to argument nierozsądny, ale nie jest przekonujący, jeśli miało być
racją dla absolutnego zakazu kłamania. Gdybyśmy nigdy nie mogli
wierzyć w prawdomówność innych, życie w rzeczy samej byłoby nie do
zniesienia. Zupełny rozkład wzajemnego zaufania chyba nam nie grozi. Na
ogół wiemy, kiedy możemy się zdać na podawane przez innych
informacje, a kiedy musimy być czujni, bo podejrzewamy, że jest w
interesie drugiego człowieka w błąd nas wporowadzić i że być może taki
zamiar on żywi. Ludzie rzadko kłamią bezinteresownie. Są wprawdzie
przypadki kłamców notorycznych: znałem, na przykład pisarza, któremu
nigdy nie wolno było wierzyć, bo lubił snuć o swoim życiu opowieści,
które ciągle były zmieniane, zależnie od okoliczności lub rozmówców;
robił to jednak pomysłowo i zabawnie, tak że przyjemnie było go słuchać,
chociaż wszyscy wiedzieli, że nie należy tych opowiadań brać na serio; nie
było więc obawy, że nieobecność cnoty prawdomówności w jego
charakterze narazi innych na przykre skutki. Znamy też przypadki
kłamców patologicznych, którzy wręcz nie potrafią czegokolwiek
prawdziwie powiedzieć, ale przekręcają i fałszują wszystko bez
wyraznego powodu, ale także bez imaginacji; tacy są pogardzani, a ich
kłamstwa czy konfabulacje są mało szkodliwe, bo tak czy owak nikt im
nie wierzy.
Nawet kłamstwa, tak pospolite w polityce, w biznesie i na wojnach, nie
unicestwiają zaufania w stosunkach prywatnych między ludzmi, jako że
wszyscy w tych dziedzinach czynni mają sie na baczności i wiedzą, kto I
dlaczego może ich oszukiwać. Nawet kłamstwa reklamy są mniej
szkodliwe, niż mogłoby się wydawać. We wszystkich krajach istnieją
restrykcje prawne, które zapobiegają bezpośredniemu podawaniu
kłamliwych informacji o reklamowych produktach; po prostu nie wolno,
pod grozbą kar, sprzedawać wody z kranu w opakowaniu, które głosi, że
jest to niezawodne lekarstwo na raka. Wolno jednak głosić, że mydło Cud
albo piwo Hamburg jest najlepsze na świecie. W tym przypadku wszelaklo
calem raklamy nie jest sprawić, żebym, usłyszawszy w telewizji
wiadomość, iż mydło Cud jest najlepsze na świecie, doszedł do wniosku,
że tak właśnie jest; nie, celem jest bym zapamiętał sobie widok
opakowania mydła Cud i, gdy mam wybrać mydło w sklepie, zwócił się do
produktu, który wydaje mi się znajomy po wielokrotnym oglądaniu tej
samej reklamy, reklama liczy, nie bez racji, na nasz naturalny
konserwatyzm, na to, iż mieć będę poczucie, że już znam mydło Cud,
nawet jeśli go wcale nie znam.
Kiedy zaś mówimy o kłamstwie politycznym, trzeba poczynić ważne
odróżnienie. Kłamstwo polityczne, częste, a jednak ograniczone przez
wolność słowa i krytyki w krajach demokratycznych nie narusza różnicy
między prawdą a nieprawdą. Jakiś minister może oznajmić, że o czymś nie
wiedział, chociaż wiedział. Słamał zatem i , czy wyda się jego kłamstwo,
czy nie wyda, odróżnienie prawdy i fałszu pozostaje w mocy. Inaczej w
krajach totalitarnych a zwłaszcza w komunizmie czasów jego zdrowia, tj.
za czasów stalinowskich. Tam zacierała sie całkiem różnica między tym
co prawdziwe, i tym, co politycznie słuszne, tak iż ludzie, którzy ze
strachu powtarzali 'politycznie słuszne' słowa, na pół sami w nie wierzyli,
a również przywódcy parti padali nieraz ofiarami własnych kłamstw.
Celem było sprawić, by różnica ta zatarła sie w umysłach obywateli tak,
aby ludzie wiedzieli, co należy mówić jako politycznie słuszne i
zapominali o tej różnicy, żeby można było fałszować prawdę historyczną i
w ten sposób nie po prostu kłamać, ale unicestwiać samą ideę prawdy w
naturalnym sensie słowa. Cel ten nie był osiągalny w pełni, ale
spustoszenia umysłowe, jakie ten system spowodował, były ogromne, w
szczególności w Związku Radzieckim, mniej w Polsce, gdzie totalitarny
reżym nigdy nie osiągnął tego poziomu. Swoboda słowa i krytyki nie
może wyrugować kłamstwa politycznego, ale może przywrócić normalny
sens słową 'kłamstwo', 'prawda', czy 'prawdomówność'.
Z tego, że kłamstwo bywa dopuszczalne i że można kłamać w dobrej
sprawie, nie należy jednak wnosić, że wolno nam polegać na formule “
kłamstwo jest czasem dobre, czasem złe”, bo taka formuła jest na tyle
mglista, że może praktycznie wszystkie nasze kłamstwa usprawiedliwiać.
Nie wynika także, że można od początku wychowywać dzieci w tym
duchu. Bezpieczniej jest raczej uczyć dzieci, że kłamstwo jest po prostu
niedobre, bez wyjątku, alby w ten sposób zaszczepić im odruch, moca
którego będą przynajmniej czuły się nieswojo, kiedy kłamią. Reszty
nauczą sie same- szybko, łatwo i bez pomocy dorosłych.
Jeśli jednak absolutny zakaz kłamania jest zarówno nieskuteczny, jak
niekiedy sprzeczny z innymi, ważniejszymi przykazaniami, jak znaleść
ogólną zasadę dopuszczalności kłamstwa? Ogólnej takiej zasady,
niezawodnie rozstrzygającej każdy przypadek poszczególny, powtarzam,
nie ma. Wolno nam jednak pokusić się o pewne morały, które mogą być
pomocne.
Pierwszy morał jest taki, że należy czynić wysiłek, aby nie kłamać
samemu sobie, a więc m.in, gdy się kłamie, wiedzieć, że się kłamie.
Samooszukiwanie jest osobnym i ważnym tematem, który jednak muszę tu
odłożyć na bok. Dość powiedzieć, że gdy kłamiemy i sądzimy, że czynimy
tak w dobrej sprawie, powinniśmy wiedzieć dokładnie, że tak własnie jest.
Powinniśmy, po wtóre, pamietać, że nasze samousprawiedliwienia i nasze
pojęcie o 'dobrej sprawie', co ma kłamstwo czcigodnym uczynić, są
zawsze podejrzane, jeśli 'dobra sprawa' jest po prostu naszym prywatnym
interesem. Możemy, po trzecie, pamiętac o tym, że kłamstwo nie jest
moralnie dobre róznież wtedy, kiedy jest dopuszczalne albo wręcz
zalecane w imię ważniejszych dóbr.
Po czwarte, dobrze jest wiedzieć, że kłamstwo często szkodzi innym, ale
jeszcze częściej szkodzi kłamcy, bo go wewnętrznie pustoszy.
Pamiętanie o tych regułach nie sprawi, byśmy się stali- czy większość z
nas- świętymi i bezgrzesznymi, nie zniszczy też kłamstwa na świecie, ale
może nauczyć nas ostrożności w używaniu broni kłamstwa, nawet gdy
użyć jej trzeba.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin