Jadwiga Coulcmahler Oczy Demona Tytu� orygina�u: Frauen in Not � Copyright by Gustav H. Liibbe Yerlag GmbH, Bergisch Gladbach � Copyright for the Polish edition by Edytor, Katowice � Translation by Pawe� �atko 8?5e6 ISBN 83-86812-11-7 Projekt ok�adki i strony tytu�owej Marek Mosi�ski Redakcja Joanna Gryzik Korekta Rudnicka Wydanie pierwsze. Wydawca: Edytor s.c., Katowice 1995 Sk�ad i �amani-e: �Studio-Sk�ad", Katowice Druk i oprav,a: Rzeszowskie Zak�ady Graficzne Rzesz�w, ul p�k. Lisa-Kuli 19 Zam. 4630/95 � Prosz� odprowadzi� mnie do go�ci. Nie mog� d�u�ej tego s�ucha�. Jest pan natr�tny! � Ale� najdro�sza, najukocha�sza, najbardziej uwielbiana kobieto pod s�o�cem! Czy t� prawd� mo�na uzna� za natr�ctwo? Czy pani nie widzi, �e ja ju� nie panuj� nad sob�? Oszalej�, je�eli nie b�d� m�g� liczy� na wzajemno��. M�wi�c te s�owa Rolf Fernau po�era� pi�kn� kobiet� wzrokiem, kt�ry budzi� w niej l�k i odbiera� trze�wo�� my�lenia. Jeszcze raz unios�a si� dum�: � Prosz� mnie przepu�ci�. Nie chc� z panem rozmawia�. Pan dobrze wie, �e jestem m�atk� i kocham mojego ma��onka. � Wcale go pani nie kocha. Tak si� tylko pani wydaje. Pani jeszcze nie wie, jak naprawd� wygl�da mi�o��. Dopiero ja naucz� pani� kocha�, s�odka, najukocha�sza Konny! � Ani s�owa wi�cej! Kto panu pozwoli� zwraca� si� do mnie po imieniu? Niech pan wreszcie zamilknie. Nie zostan� z panem ani chwili d�u�ej. Zwabi� mnie pan do tej sali podst�pem, od kilku tygodni prze�laduje mnie pan swoimi wyznaniami � mam tego dosy� i ju� dawno powiedzia�abym o tym m�owi, gdybym si� nie ba�a, �e z w�ciek�o�ci zrobi co�, czego ju� potem nie da si� naprawi�. � Droga Konny, wiem dobrze, �e nie mia�aby pani serca donie�� na mnie m�owi. Pani serce nale�y ju� do mnie, czuj� to, wi�c niech pani ju� przestanie walczy�. Przecie� pani wie, jak bardzo gor�ca jest moja mi�o��, jak nie wyobra�am sobie szcz�cia be1z pani. Sama si� pani przekona, �e prawdziwego szcz�cia i0^na dopiero ze mn� � nim doko�czy� to zdanie, porwa� j� w rar�onjia i zacz�� ca�owa�. Konstancja Rutland czu�a, jak krewpatli jej policzki i zaskoczona nie mog�a oderwa� przera�onych oczu o^ m(�czyzny, kt�ry odwa�y� si� m�wi� takie s�owa i ca�owa� j�. Jeg0 ^zrok dziwnie j� zniewala�, uniemo�liwia� jakikolwiek op�r. Zebra[aj,ednak resztki si�, odepchn�a go tak, a� si� zatoczy� i biegiem rzuci�a ^, do drzwi, jakby chcia�a uciec przed sam� sob� i m�czyzn�, kt�ry wywiera� na ni� jaki� dziwny wp�yw. Kocha�a m�a, by�a z nim szcz�liwa : dotychczas nic nie zak��ca�o ich spokojnego, harmonijnie uk�adaj�cego si� �ycia. Kilka tygodni temu zjawi� si� Rolf i od razu zacz�� obsypy%<; j� komplementami i sk�ada� �arliwe wyznania, jakich jeszcze od nil^o nie s�ysza�a. Od pierwszej chwili czu�a si� w jego obecno�ci skr�powana, jakby pozbawiona w�asnej woli i si�y. Z dystansem reag^w#�a na jego czu�e s�owa, ale niewiele to pomaga�o. Rolf stawa� sl� ,coraz bardziej natarczywy, a Konny zaczyna�a w�tpi�, czy zdo�a si� tou oprze�. Dzisiaj, gdy ta�czyli razem, zupe�nie nie panowa�a nad sob� j jpawet nie spostrzeg�a, kiedy zaprowadzi� j� do oddalonego od sali ba|ovej, pustego pokoju i posun�� si� tak daleko, �e musia�a si�� uwolni� y? ^ jego ramion. Ucieka�a, ale mia�a wra�enie, �e co� ci�gnie j� z pow^ejm, �e chce jeszcze pos�ucha� jego mi�ych, gor�cych wyzna�. I kto y^ czy nie zdecydowa�aby si� wr�ci�, gdyby nagle nie wpad�a na czyj��' barczyst� posta�. � Da�, kochany braciszku, trzymaj mrlie! Zosta� ze mn�! � zawo- �a�a zdesperowana. Daniel Herfort, jej brat, znalaz� sj? przypadkowo w pustym korytarzu, poszukuj�c ustronnego miejsc^, gdzie m�g�by spokojnie wypali� papierosa. Patrzy� przestraszony ^a blad� twarz siostry. � Konny, co si� sta�o? Jeste� zupe�nje roztrz�siona! Przytuli�a si� bezradnie do jego pier^j j szepn�a: � Da�, potrzebuj� twojej pomocy. BO^U dzi�ki, �e przys�a� mi ci� w tej chwili. Zaprowad� mnie do Heniyj^... teraz i tak nie mog� ci wszystkiego opowiedzie�. Przyjd� do i^e jutro, wyja�ni� ci, o co chodzi. Mam do ciebie zaufanie i wierz�, Ze mi pomo�esz. Henryka nie mog� o to prosi�, ale ciebie chyba tak, 5aA? Jeste� moim bratem, ale traktuj� ci� te� jak ojca... Obiecaj, �e nie powiesz o niczym Henrykowi. Przyjd� do mnie godzin� przed obiadem, wtedy on na pewno b�dzie jeszcze w biurze. Przyjdziesz, prawda? A teraz zaprowad� mnie do Henryka. Da� patrzy� na siostr� z wielk� trosk�. Czu�, �e ca�a dr�y, i widzia� jej zrozpaczone spojrzenie. Poklepa� j� po r�ku. � Uspok�j si�, Konny. W tym stanie nie mo�esz pokaza� si� Henrykowi. Chod�, pospacerujemy chwil�, zanim troch� dojdziesz do siebie. Potrz�sn�a energicznie g�ow�. � Nie! P�jdziemy do Henryka, a ja po drodze na pewno och�on�. Ju� w zasadzie jestem spokojna wiedz�c, �e ty mi pomo�esz. G�upia, w nieszcz�ciu w og�le o tobie nie pomy��a�am, a mog�am sobie oszcz�dzi� zmartwie�. Chod�my ju�. Daniel by� pewien, �e tak naprawd� to siostra poczuje si� bezpieczna dopiero u boku m�a. Przeszli do du�ej sali balowej, mijaj�c po drodze kilka pomieszcze� klubowych. Nowo wybrane w�adze wyda�y przyj�cie w salach klu- bowych dla swoich wyborc�w, by odzyska� zaufanie utracone wraz z wybuchem wojny. Jedni bawili si� ta�cz�c, inni prowadz�c o�ywione rozmowy. Henryk Rutland sta� przy oknie zas�oni�tym ci�k� kotar� z zielo- nego pluszu i dyskutowa� z jakim� rze�kim, jowialnym staruszkiem. Zobaczywszy �on� w towarzystwie szwagra, u�miechn�� si�: � A, jeste� wreszcie, Konny! Szuka�em ci�, bo chcia�em zata�czy�. Zanim zorientowa� si�, w jakim Konny jest stanie, Daniel odezwa� si� pierwszy: � Henryku, Konny nie-czuje si� najlepiej. Obawiam si�, �e teraz nie zechce ta�czy�. Henryk popatrzy� na ni� zatroskanym wzrokiem. � Rzeczywi�cie, Konny, jeste� bardzo blada. Co si� sta�o? � spyta� zaniepokojony, g�aszcz�c �on� po ramieniu. Konny poczu�a si� nagle, jakby kto� zdj�� z jej serca ogromny ci�ar. Teraz Rolf Fernau nie mo�e ju� nic jej zrobi�. Da� na pewno dopilnuje, aby tamten nie zadr�cza� jej swoimi ckliwymi wyznaniami, nie zawraca� jej w g�owie. Wszystko zn�w b�dzie dobrze. Szybko wytar�a usta, jakby chcia�a z nich zetrze� wstyd, �e dotkn�� ich Fernau. 5 przekona, �e prawdziwego szcz�cia dozna dopiero ze mn� � nim doko�czy� to zdanie, porwa� j� w ramiona i zacz�� ca�owa�. Konstancja Rutland czu�a, jak krew pali jej policzki i zaskoczona nie mog�a oderwa� przera�onych oczu od m�czyzny, kt�ry odwa�y� si� m�wi� takie s�owa i ca�owa� j�. Jego wzrok dziwnie j� zniewala�, uniemo�liwia� jakikolwiek op�r. Zebra�a jednak resztki si�, odepchn�a go tak, a� si� zatoczy� i biegiem rzuci�a si� do drzwi, jakby chcia�a uciec przed sam� sob� i m�czyzn�, kt�ry wywiera� na ni� jaki� dziwny wp�yw. Kocha�a m�a, by�a z nim szcz�liwa i dotychczas nic nie zak��ca�o ich spokojnego, harmonijnie uk�adaj�cego si� �ycia. Kilka tygodni temu zjawi� si� Ro�f i od razu zaczai obsypywa� j� komplementami i sk�ada� �arliwe wyznania, jakich jeszcze od nikogo nie s�ysza�a. Od pierwszej chwili czu�a si� w jego obecno�ci skr�powana, jakby pozbawiona w�asnej woli i si�y. Z dystansem reagowa�a na jego czu�e s�owa, ale niewiele, to pomaga�o. Rolf stawa� si� coraz bardziej natarczywy, a Konny zaczyna�a w�tpi�, czy zdo�a si� mu oprze�. Dzisiaj, gdy ta�czyli razem, zupe�nie nie panowa�a nad sob� i nawet nie spostrzeg�a, kiedy zaprowadzi� j� do oddalonego od sali balowej, pustego pokoju i posun�� si� tak daleko, �e musia�a si�� uwolni� si� z jego ramion. Ucieka�a, ale mia�a wra�enie, �e co� ci�gnie j� z powrotem, �e chce jeszcze pos�ucha� jego mi�ych, gor�cych wyzna�. I kto wie, czy nie zdecydowa�aby si� wr�ci�, gdyby nagle nie wpad�a na czyj�� barczyst� posta�. � Da�, kochany braciszku, trzymaj mnie! Zosta� ze mn�! � zawo- �a�a zdesperowana. Daniel Herfort, jej brat, znalaz� si� przypadkowo w pustym korytarzu, poszukuj�c ustronnego' miejsca, gdzie m�g�by spokojnie wypali� papierosa. Patrzy� przestraszony na blad� twarz siostry. � Konny, co si� sta�o? Jeste� zupe�nie roztrz�siona! Przytuli�a si� bezradnie do jego piersi i szepn�a: � Da�, potrzebuj� twojej pomocy. Bogu dzi�ki, �e przys�a� mi ci� w tej chwili. Zaprowad� mnie do Henryka... teraz i tak nie mog� ci wszystkiego opowiedzie�. Przyjd� do mnie jutro, wyja�ni� ci, o co chodzi. Mam do ciebie zaufanie i wierz�, �e mi pomo�esz. Henryka nie mog� o to prosi�, ale ciebie chyba tak, Da�? Jeste� moim bratem, ale traktuj� ci� te� jak ojca... Obiecaj, �e nie powiesz o niczym Henrykowi. Przyjd� do mnie godzin� przed obiadem, wtedy on na pewno b�dzie jeszcze w biurze. Przyjdziesz, prawda? A teraz zaprowad� mnie do Henryka. Da� patrzy� na siostr� z wielk� trosk�. Czu�, �e ca�a dr�y, i widzia� jej zrozpaczone spojrzenie. Poklepa� j� po r�ku. � Uspok�j si�, Konny. W tym stanie nie mo�esz pokaza� si� Henrykowi. Chod�, pospacerujemy chwil�, zanim troch� dojdziesz do siebie. Potrz�sn�a energicznie g�ow�. � Nie! P�jdziemy do Henryka, a ja po drodze na pewno och�on�. Ju� w zasadzie jestem spokojna wiedz�c, �e ty mi pomo�esz. G�upia, w nieszcz�ciu w og�le o tobie nie pomy�la�am, a mog�am sobie oszcz�dzi� zmartwie�. Chod�my ju�. Daniel by� pewien, �e tak naprawd� to siostra poczuje si� bezpieczna dopiero u boku m�a. Przeszli do du�ej sali balowej, mijaj�c po drodze kilka pomieszcze� klubowych. Nowo wybrane w�adze wyda�y przyj�cie w salach klu- bowych dla swoich wyborc�w, by odzyska� zaufanie utracone wraz z wybuchem wojny. Jedni bawili si� ta�cz�c, inni prowadz�c o�ywione rozmowy. Henryk Rutland sta� przy oknie zas�oni�tym ci�k� kotar� z zielo- nego pluszu i dyskutowa� z jakim� rze�kim, jowialnym staruszkiem. Zobaczywszy �on� w towarzystwie szwagra, u�miechn�� si�: � A, jeste� wreszcie, Konny! Szuka�em ci�, bo chcia�em zata�czy�. Zanim zorientowa� si�, w jakim Konny jest stanie, Daniei odezwa� si� pierwszy: � Henryku, Konny nie czuje si� najlepiej. Obawia...
sergiuszd