Notatnik K.I.Gałczyńskiego sporządzony w Altengrabow od dnia 18 VIII do 18XI 1941.odt

(67 KB) Pobierz

N O T A T N I K Konstantego Ildefonsa

G A Ł C Z Y Ń S K I E G O

sporządzony od 18 sierpnia do 18 listopada 1941 w Altengrabow

 

Okładka wewnętrzna: Drogiemu profesorowi wraz z ołówkiem ofiarowuje wdzięczny uczeń J.J. 8.VIII.1941 (nie znany charakter pisma)
(cała reszta — K.I.G.)
Et dimitte nobis peccata nostra sicut et nos dimittimus peccatoribus nostris.
20.VIII 41

* * *

Domine Jesu, in uniona perfectissimorum operum tuorum commendo tibi hoc opus meum secundum tuam laudabilissimam voluntatem regendum ad salutem fotrus Universitatis.

(strona następna, w rękopisie zaznaczona jako 2)

18 VIII 41

Podczas podwieczorku siedziałem na kupie desek wśród zapachu pokrzyw i różnego fantastycznego zielska w pobliżu szkieletu karety, a plecami do opuszczonego kościoła. Kościół opuszczony; pokrzywy, resztki karety. Najbardziej chodziło mi o karetę. Dziwne, że mimo tych twardych lat nie mija mi sentyment do starych karet, dziwnych naczyń itp. Niepoprawny poeta.

(cała notatka skreślona)

18 VIII 41

Podczas podwieczorka siedziałem koło zrujnowanej karety. Zostało z niej niewiele: cztery koła, kierownica, bicz z kozła, resztki przodu. Ale jednak kareta. Za plecami, cały w pokrzywach wyprężających się aż ku oknom, w zielsku, obłożony wszelkiego rodzaju głazami, kościół. Ale jednak kościół.

(cała notatka skreślona)

18 VIII 41

Podczas jednego z tysiąca podwieczorków siedziałem koło starej karety zrujnowanej doszczętnie jak jakaś zagrożona cywilizacja. Za plecami miałem kościół zapomniany, zarosły zielskiem i pokrzywami aż po brzegi okien. Jak jakaś zagubiona religia. W nozdrzach miałem zapach tych pokrzyw, w ustach i gardle łupy od grochu, któryśmy młócili (który żułem), a w sercu tę karetę i ten kościół.

19 VIII 41

Nic specjalnego. Jak zwykle przed południem stodoła, po południu drzewo. Dżdżystość i nuda. Ale w ten dzień sklejony dokładnie z tych dwóch części — przedpołudnia i popołudnia — wbite różne myśli, jak szpilki ukryte w poduszce nieskończonych rozmiarów.

20 VIII 41

Ranek moralnie dobry. Znów zdolność do rozpłynięcia się w gromadzie, „obsłużenia gromady”. Quicunque vamerit inter ros magnus freri este vester minister Matt. 20.26—27 („Nie tak ma być między wami; ale ktokolwiek by chciał między wami być wielki, niech będzie sługą waszym” i „I ktokolwiek by chciał być między wami pierwszy, niech będzie sługą waszym”) Pokora to czy pycha? I ciągle przypomina się to „intima commiserationi commotus” najcudniejsze, najtrudniejsze, chrystusowe. Głos mówi, że „dalekie jest tylko w tym <odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy>” — a to jest istota chrześcijaństwa. Bez tego „remitte nobis peccata nostra sicut et nos dimittimus debitoribus nostris”, bez tego, mówię, zwornika chrystianizmu, wóz świata nie zajedzie daleko. To jest smar..

20 VIII 41

Przed chwilą byłem na modlitwie. Na modlitwę w tej ciasnej izbie wypłynąłem jak na morze, a na tym morzu była wyspa mojej miłości, a na tej wyspie kołysały się trzy moje złote trzciny: żona, córka i najukochańsza matka mojej żony. Amen.

21 VIII 41

Cała mądrość jest w zrozumieniu cierpienia.

Koronny problem Conrada — honor. Tak było latem zeszłego roku, jeszcze w B. W pewną niedzielę po południu woda zalała piwnicę. Dostaliśmy polecenie przytaszczyć pompę strażacką, wypompować wodę. Popołudnie niedzielne, senność, nikomu się nie chce, bractwo się rozbiegło. Ci, co się rozbiegli, uznali się za bardzo przebiegłych, że się tak wykręcili od roboty. Bo co nas, kurwa mać, obchodzi ta woda. Zostałem ja, Janek i jeszcze niejaki Z., przemiły, bardzo wysoki i bardzo niechlujny chłopiec. Sonate en blond mineur. I pompowaliśmy na zmianę aż do końca, w krzywym słońcu, w parności zachmurzonego niebska, w odorach z pobliskiego silosa. Na pompie był jakiś napis — rzeczownik, firma — nie pamiętam. Ale ten rzeczownik przypomniał mi inny rzeczownik „Patria” u Conrada. I zrozumiałem, że pompować trzeba było, chociaż niedziela i ciężko, że ta strażacka obca pompa, pompująca naszymi ramionami obcą wodę to była — ojczyzna. Ojczyzna to jest obowiązek pojęty najgłębiej i chociażby na dnie piekła. Powiedziałem dziś owczarzowi koło jego domu, gdyśmy wracali z pola, ja cały w jesiennej muzyce tych ostów, dębów i diabli wiedzą jeszcze jakich nut, złud itp.: — Passen Sie mal auf. Bestreuen werde ich ihnen. Paar von diese Georginien kleinen. Die sind zu schön. (A chwiały się właśnie, a strzelały do góry te georginie. Co to są kwiaty?) Odpowiedział mi na to głośnym nieszczerym śmiechem, bo […] bardzo podobny […] z powodu syna, który został ciężko ranny w nadudzie.

22 VIII 41

Czuć się w życiu przechodniem.

23 VIII 41

Mglisty i ciepły dzień. Każdy dzień to tylko ramy do portretu mojej dalekiej rodziny.

24 VIII 41

Przed paroma dniami zrobiłem żartem wyrzuty Jankowi, że mi ofiarował ten brulion, bo mnie to zmusza do pisania. — Tak to — mówiłem — miałem spokój. A teraz osaczają mnie tysiączne problemy słownictwa, składni, słowem wiecznie ciężki problem stylu. Którejś nocy zdecydowałem się wreszcie na temat alegoryczny, bo wydaje mi się, że tylko na tej drodze powinienem osiągnąć statyczność konstrukcji ponad kłębiącą się otchłanią naszego czasu. A zresztą (to nie pesymizm) w sztuce planuje się jedno, a wychodzi drugie. A la guerre comme a la guerre. A l'art comme a l'art.

25 VIII 41

I odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym wrogom — najświętsza tajemnica chrześcijaństwa i najdoskonalsza formuła na wyrażenie wszystkich naszych niepokojów, płynących z naszych konfliktów z bliskimi i gromadą.

26 VIII 41

Dżdżysty abisyński dzień na górze słomy nazbieranej z Włochem. Rozmowy o Napoleonie III, Nicei, Sabaudii, o Cavour(ze), Garibaldim, Ponte dei Sospiri, o Piombi, Dantem a nawet D�annunzio. Wspomnienie Włocha z czasów budowy Góry Massama. Addis Abeba. (Nocą pod namiotem zwabione zapachami jedzenia lamparty, hieny). Zastanawiające: dla Włocha każde drzewo jest „propa”. W rozmowie z Włochem cała dewocyjna Italia z książek Axela Munthe wstaje jak żywa.

27 VIII 41

Stół, który się chwieje, kaganek z pękniętym szkłem, i gotowanie kompotu z sacharyną w zwariowanej porze, i georginia zwiędła na gnój. I kiepski tytoń, i brudna bielizna, i ości jęczmienia w pępku, i księżyc wyłącznie wojenny, który już dawno utracił wszelkie walory liryczne, i odniesienie spodni do stajni z ostrym dialogiem z inspektorem, który nagle zadaje pytanie: „Was machen Sie hier?”. I rozdrażnienie przez wszystko i na wszystko, pragnienie, żeby nareszcie uciekły wszystkie „cholera”, i wszystkie „kurwa mać”, i bezwolna bezbrzeżna złość na głupotę, ciemnotę, chamstwo — i nagle wszystko się zmienia, gdy się przypomni to „i odpuść nam nasze winy jako i my…” I wtedy znowu cisza w sercu, i pociecha, a z tej ciszy i pociechy humor i talent. I stół chwieje się zabawnie, i kaganek ma w sobie coś tajemniczego, a kompot charakter intymnej biesiady, a georginia staje się cudownym zwykłym kwiatem, a kiepski tytoń przypomina, że to wszystko jest ciężki ale patetyczny marsz; ości z pępka można usunąć, a księżyc jest starym kochankiem ziemi. I dobrze jest. Amen.

29 VIII 41

Wczoraj pracowałem przy zwalaniu owsa w b. trudnych warunkach. Mało miejsca, ciasno, ale refleksy światła na słomie to feeria zawsze. T.zw. „autarchia” w życiu państwowo—ekonomicznym jest tak samo niemożliwa jak zupełna samodzielność w naszym życiu indywidualnym. Jako jednostka jestem związany tysiącem nici emocjonalnych i gospodarczych z różnymi przedstawicielami „gromady” i porwać te wszystkie nici jest praktyczną niemożliwością. Ostatecznie najbardziej czarujący outsider jest tylko owcą ciągnącą ironicznie, ale tuż w pobliżu stada. Ale nie może być mowy (w normalnych warunkach!) o jakiejś niewoli gromadzkiej indywiduum, boć indywiduum ma prawo wyboru gromady. W twardym życiu jest coś cudownego, jak i coś cudownego jest w długim wysiłku, czy w pracy, od której człowiek dostaje zawrotu głowy i troi mu się w oczach. Jest pewne, że „biczowanie” ciała wyzwala w nas skrzydła ptaków, tak kolorowych, jakich próżno szukać we wszystkich poznanych częściach świata. Remitte nobis peccata nostra…

29 VIII 41

Zapach sitowia, kolor jarzębin, smak jeżyn. Żniwa. Ciężko. Drżą ręce. A jednak chwilami, a w gruncie rzeczy ciągle, jestem myślowo nadal w mojej pustelni anińskiej i mimo widły przyrastające do ramienia — rozplątuję ten cudowny świat jak ciemny łaciński czy grecki period, gdzie zdania wikłają się jak girlandy lauru. Cierpliwość jest tak potrzebną cnotą, że summę korzyści płynącą z opanowania tej cnoty po prostu nie sposób obliczyć. Daj mi, Boże, cierpliwości, trochę zdrowia i dziesięć lat na moją pracę. Amen. Wróciłem do Scheeren z bukietem czerwonych georginii (i jednym czerwonym goździkiem. Nigdy nie przypuszczałem, że zapach czerwonego goździka to po prostu Warszawa). Jutro mamy wolną niedzielę. Daj Boże, żebym ją wykorzystał, wypił do dna jak kielich liturgiczny pełen mszalnego wina mądrości.

31 VIII 41

Plan i sposób opanowania każdego dnia powzięte po przebudzeniu („ledwo oczy przetrzeć zdołam”), wybór treści dnia itd. wszystko to na przestrzeni rosnących godzin ulega stałemu zniekształceniu przez presję gromady. Wolałbym teraz mieć za oknem tylko Atlantyk, lub tylko Alpy, ale z drugiej strony jest prawdopodobne, że plan i sposób opanowania dnia itd. właśnie kształtują się, i to boleśnie, w ciągłym ścieraniu się z gromadą: z przyjaciółmi, którzy zawracają nam głowę i z nieprzyjaciółmi, którzy chętnie by nam głowę urwali. Przez gromadę wędruj jak słoń przez splątaną puszczę. Tylko mało trąbić, a dużo wędrować. Zatrąbię i zatańczę na końcu drogi. Amen.

Gotyk wyszedł z bólu Francji, studia współczesnych muzyków idą po linii i badania dawnej muzyki we Francji (N.B. w tych studiach nad starą liturgiczną muzyką może być wiele z omackowego przeczucia idących czasów): Czy by wobec tego nie należało w poszukiwaniu wzoru zacząć od badań nad średniowiecznym teatrem francuskim? Warto by w końcu jednak przeczytać Herriota „Cathedrales de France”.

1 IX 41

Piłowanie drzewa na okrągłej pile. Zmurszała sosna w słońcu wrześniowym pachnie jak wielkanocna babka. Nad głową korona dębu, szpic wieży kościelnej i malutki, malutki obłoczek. Nagle wznoszę ramiona do góry, jakbym był w warszawskiej katedrze św. Jana; obłoczek przypomina dym z kadzielnicy, a dźwięk piły — ryk organów. Sierp ekscelencji Ziehendorfa znalazł się.

2 IX 41

Filmowe wrażenie przedpołudnia; ruch w dłoni. W wysokiej na człowieka naci szparagowej, przy gracowaniu zielska — dialogi o — solidarności, uprzejmości i niebezpieczeństwie. Zgadzamy się wszyscy, instynktownie i rozumowo, że wartość ludzką mierzy niebezpieczeństwo, a tonącego w rzece wroga należy bezwzględnie wyciągnąć na brzeg. Wizje, które inni osiągają zbytecznie za pomocą haszyszu czy opium, można bardzo łatwo osiągnąć, trzymając głowę skrzywioną ciągle w jednym kierunku, nad splątanym zielskiem, przez pięć godzin bez przerwy, z gracą w ręku, na zmęczonych nogach, pod nienawistnym okiem nadzorcy, w słońcu wrześniowym, które koniec końców rozgrzesza wszystko. Nieraz docierający resztkami sił do fajrantu bez haszyszu czy opium, widziałem urojenia dziwniejsze niż święty Patryk. Hoc genus daernontarium nullo modo potert exite nisi orando et jejunando.

3 IX 41

Wczoraj Eryk Niemiec przywiózł na kierownicy roweru kukułkę z dolnym dziobem nieco nadłamanym w walce jastrzębiem. Sławek z Malczewskim (?) zapasjonowali się do wróżby „kocha, lubi, szanuje” z liści akacji. Wczoraj Sławek oskubał trzy liście i ciągle mu wychodziło: nie chce, nie dba albo żartuje. Dziś rano wyszło mu wreszcie „kocha”. Oczy zabłysły mu jak ogień na kominku, zawołał: Kocha… pierdolona. Przypomniało mi to Janka, który przy pewnej ciekawej wiadomości, wykrzyknął nam przez okno:

        — W imię Ojca i Syna i Ducha… Kurwa jego mać.

I cisnął czapkę o ziemię.

W prerii i naci szparagowej rozmawialiśmy o Gulliverze, Don Kichocie i Robinsonie. Jak chłop jest wrażliwszy na baśń i na bajkę (fable)! Iluż to czytelnikom czy widzom zdaje się, że się zaczynają boleści żołądka, ponieważ do zupy wkrajałem sobie ogromnego rydza na surowo.

4 IX 41

Kopię kartofle a Nicola nosi i opowiada anegdoty w stylu Boccacia. Rozumiem piąte przez dziesiąte w tej piekielnej mowie sycylijskiej, ale czuję, że to są jakieś boccacia, czuję tylko, bo uwagi należycie skupić nie mogę: robota jest ciężka. Najlepiej rozumiem Peppi. Ale Peppi jest wenecjaninem. Nicola obiecał mi przynieść po południu książkę do nabożeństwa. „Breviario” nie zrozumiał. Musiałem powiedzieć „libro di chiesa”. Zasypiając wczoraj myślałem, że powojenny teatr będzie w każdym razie a—względnie antyrealistyczny. Daj mi Boże stworzyć teatr w guście średniowiecznym i znaleźć stężałe, statyczne formy wypowiedzi ponad skłębioną otchłanią czasu. I pisać dużo.

5 IX 41

(Studiuję od paru dni watykańską „Porta Argentea” Antonia Averlino wg fotografii i opisu w kolońskim tygodniku „Feuerreiter). Nicola przyniósł breviario.

Spotkanie z pisarzami: o starym kochanym Gibbonie (o którym pierwszy raz dowiedziałem się z „Czarującej chrzestnej” Huxley`a) znalazłem wzmiankę w „Das Reich”. Wczoraj dzięki dobroci B. Wpadł mi w ręke Lafcadio Uearn „Die wandernde seele Japanische Geschrohten”. Kto to będzie następny? En passant: jeszcze w Gettlengen przeczytałem Frenssena „Glaube des Nordens”, gdzie ten pastor „miłosierdziu” przeciwstawia pracę. Ludzie walczący z Ewangelią przypominają kobiety o żarliwym sercu, które usiłują nie parać się miłością… Zespół: „miłosierdzie — praca” trzeba będzie jeszcze przemyśleć. Kartofle. Kartofle. Tyraliera bab. Świat zacieśniony do pleców babich, chwiania się zielsk i łętów, do firmy wozu „Deuta 100”, którą ciągle odczytuję*, a tylko czasem sensacja ze znalezienia siedmiu jaszczurczych jajek. Ze Staszczykiem dobrze się pracuje. Podajemy sobie nawzajem kopy, czasem mija mnie Nicola, ciekawy, głupkowaty Nicola. Powiadam do niego: Bella giornata oggi, Nicola.

Uśmiecha się, patrzy na niebo i słońce:
— Si, una bella giornata. To na to, żeby się wojna prędko skończyła. Zobaczysz — mówi — przy tej pogodzie wojna prędko się skończy. Tak chce Pan Bóg, i Gesu, i Madonna. Wszyscy się o to modlimy. I odchodzi ze swoim koszykiem.
(Skurwysyn! Ja noszę te wielkie kopy, a on mały koszyczek!)
Kochany Nicola. Wierzę i uśmiecham się i bardzo ogromnie wierzę.

*

Najlepiej jest pójść odlać się między wozy. Gwar bab oddala się, jest tu cień Dalej oczy uciekają na chwilę w horyzont, własny wymiar… daleko, tam gdzie, biega po wysypanych złotym piaskiem ścieżkach moja Kira (o, my daughter!), gdzie twarz Natalii jest jak twarz starożytnej cesarzowej w czerwonym blasku zachodu, gdzie matka czyta gazetę przez okulary, a gdzie ja czytam Gibbona. Daj mi, Boże, w niedzielę opracować na piśmie cały kompleks moralnych zagadnień teatralnych. Amen.

6 IX 41

Zasadniczym warunkiem pięknego życia jest doszczętne wypielenie w sobie trwogi przed śmiercią i lęku przed cierpieniem.

Wracałem na obiad obok młodziutkiego sosnowego gaju. Przy drodze leżały bardzo piękne kamienie, w słońcu, nieruchome, jakby nazbyt tłuste i nazbyt szczęśliwe dzieci. W niemieckim życiu teatralnym i muzycznym sezon i, moim zdaniem, znaczne ożywienie: we Wrocławiu „Don Carlos” — Die Inszenierung von Oberspielleiter Kurt Hoffmann war in straffer aber werkgetreuer zusammenfassung auf die rein manschlichen Vorgänge der Dichtung abgestellt und liesz (?) das Staatspolitische Drama, die vielfaltigen politischen und weltanschaulichen Gedankengänge, die unsere zeit aus dieser Dichtung liest nur gelengntlich anklingen. (N.B. zaczynają się ukazywać artykuły o charakterze starych kościołów). Również we Wrocławiu „Wesele Figara”, w Hamburgu Kleist („Amfitrion”) i Hebbel „Genoveva”, o której tyle „Völk. Beob.”: „Textliech stark gekurzt und scenisch reiernfacht, fermochte das reienlich schleppend gespielte von schauerlichem Dunkel belandene Werk kamm zu packen”. Aha, Irzykowski!
Das Grosse Haus der Reichsgautheater Posen eröffnet die neue Spielzeit am 14 September mit Webers „Freischütz” unter der musikalischen Leitung von Hans Roessert. Im Kleinen Haus beginnt die Spielzeit am 15 September mit Lessinggs „Minna von Barnhelm”.
WIECZÓR
Modlę się: przez „affetti tereni” przedzieram się jak księżyc przez chmury.

7 IX 41

„Od więzów złego ducha wybaw nas, Dziecię Jezus, Od złośliwego świata wybaw nas, Dziecię Jezus”. Wczoraj po raz pierwszy od wielu miesięcy widziałem Wielką Niedźwiedzicę. Stała jak zwykle na północy — między naszą budą a szopą z narzędziami; ale jarzyła się młodzieńczo, młodo, jak gdyby Duch Święty stworzył ją przed paroma minutami. Poniższy wiersz — mimo, że prawie debiut jest jednak delikatnym kwiatem pośród nawałnicy.

        Drachen

Riss der Wind die Blätter von den Zweigen —?
Ueber den Dächern die bunten Drachen steigen.
Blüten, die zögernd im letzten Blauen schaukeln,
Falter, die sommermüde zur Erde gaukeln.
Kinder halten die Fäden fest in der braunen Hand:
Alle Falter und Blüten müssen zurück ins Kinderland.

Lina Staab

(„Magdeburgische Zeitung*) Magdeburger General—Anzeiger”. Set (G 26). To b. ładnie ze strony p. Liny Staab, że spostrzegła latawce.

*z 3 IX 41

        Rozważania o teatrze

Z pomocą Ducha Świętego i Świętych: Natalii, Wandy, Kiry, Wiery, Mieczysława, i Konstantego, i Mikołaja rozpoczynam moje planowane na dzień dzisiejszy rozważania teatralne: chciałbym nadać im, o ile to możliwe, tok naturalny i prawie że senny moich zwykłych medytacji przed zaśnięciem; chciałbym dać rodzaj „sejsmografu” i to nie celem osiągnięcia symultanicznego (o tempus uctum!) stylu niniejszych rozważań, ale celem nieskrępowanego otwarcia siebie dla nieskrępowanego otwarcia myśli. Jak zacząć, z której strony „anfassen”? Czuję w tej chwili niesłychane luki swojego wykształcenia, jestem jak kulawy — przy pięknym wysiłku można dotrzeć do celu i na kikutach! Ergo: — Rok 1939 jest niewątpliwie początkiem nowej ery: germanie nie po raz pierwszy odegrali swoją rolę negatywnie cywilizacjotwórczą (myśl tę zawdzięczam Cieszyńskiemu, u którego uczyłem się po grecku, a który jeszcze w Busch. odszedł do szpitala). O ile jednak „pokuta” wojny okaże się niewystarczająca dla odrodzenia przyszłego widza teatralnego, kadry dramaturgów muszą wystąpić z teatrem, który może na początku nie pójdzie w smak widzowi, ale w końcu podbije go i powiedzie we właściwym kierunku. Czy teatr zawsze dotychczas szedł po linii obsługiwania apetytów widza? Chyba tak. Toć nawet tragicy greccy, jednak — przy całej autonomii swych talentów — pisali tak, aby się prześwietnej publiczności podobać. Mimo tego „oportunizmu” rezultaty osiągnęliśmy przeznakomite. Paradoks: proszęż pamiętać*, że w erze 1939 artysta ma zbyt wiele do przełamania czynników demoralizacyjnych; chcąc wygrać odrodzenie sztuki, musi niejako rozpocząć walkę z całym życiem. Z tym całym życiem to może znowu nie jest tak źle. Kto wie: może przyszły widz przyszłego teatru już jest zrobiony, może okaże się, że całym zadanie dramaturga będzie tylko podniesienie pokrywki nad rondlem, w którym zupa już się ugotowała? Daj Boże. Zobaczymy, czy to są te czynniki demoralizacyjne epoki.

        Czynniki demoralizacyjne epoki

Nasiąkła nimi i sztuka i dlatego bez wyplątania tych czynników emoralizacyjnych ze sztuki** nie ma odrodzenia sztuki. Zadaniem dramaturga nie jest wymiecenie całej izby cywilizacji, ale musi on przynajmniej zrobić porządek w swoim kąciku, wtedy resztę izby inni wymiotą. Czy jednak może być mowa o jakichś charakterystycznych cechach demoralizacyjnych epoki 1939? Toć każda epoka miała swoje plusy i minusy, swoje gwiazdy i swoje śmieci. Dobrze, ale nasilenie zła jest różne i w głowach, i w ludzkości. Wydaje mi się, że nasilenie zła w epoce 1939 jest większe niż w innych epokach i dlatego śmiało możemy mówić o charakterystycznych cechach demoralizacyjnych epoki 1939. (Dzisiejszą niedzielę, chwalić Boga, spędziło się nieźle; o ile to możliwe, czasu zmarnowałem niewiele; skończyłem Hearne`a, przeczytałem po włosku szereg modlitw w książce Nicoli — niektóre bardzo ładne, niektóre znowuż trochę niepokojące w swej na pół załganie—XIX wiecznej, na* pół średniowiecznej dewocyjności. Następnie przeczytałem artykuł o tumie havelberskim i o Chorgestühl na 104 osoby w katedrze kilońskiej, nazwany „zwierciadłem świata” dla mnogości tematów plastycznych; poza tym jakiś artykuł o Hermanie Löhnsie (niezły poeta, ale gdzie mu do Gumilowa!)***, et caetera, et caetera, et caetera, nie licząc pracy tej przy Marinym; ale nade wszystko napisałem niezły list do Natalii. Jutro, o ile robota będzie lżejsza, kontynuuję „Rozważania o teatrze” t.zn. rozdział „Czynniki demoralizacyjne” c.d..

*A czyż w starożytnej Grecji nie było korupcji, tyranii,sobiepaństwa itd.?
**Czyż to nie jest błąd encyklik R.N — Q.A. Kościół — wierni, sztuka, społeczeństwo? ”
*** i jakiś kawałek włoskiej powieści o r.1817 i spisku bonapartystów.

8 IX 41

Rano w Ewangelii przeczytałem zdanie: „Delige proximum tuum ut teipsum —…Sublata in humeros cruce. (Sieczka. Lekko. Przez okienko liście dębowe i kawałek wieży kościelnej. Rozcinam snopki. W pewnej chwili koniuszek sznurka z juty przypomniał mi knotek w naszej lampce przed obrazem naszej M.B.Kazańskiej).

9 IX 41

        Czynniki demoralizacyjne Epoki

Rusztowanie rozdziału: transporty: związana z nimi produkcja i handel. Demony nie znane w średniowieczu: trusty, koncerny, kartele, monopole. Nie znane w żadnej epoce zagadnienie surowców w takiej skali (materie prime). Nasilenie żądzy zysku i stąd pycha fortun. Jeszcze raz o szaleństwie i bólu naszym. Zbożowy kupiec sycylijski za czasów Cezara i dzisiaj. Dlaczego ludzie wciąż się przeprowadzają? (Będę próbował wieczorem rozwinąć argumentum powyższego rozdziału. Wydaje mi się, że sztuka będzie się nazywała albo „Orfeusz” albo „Петушоk”. Odczuwam lekki spadek żarliwości duchowej, „mróz”, ale to przejdzie. Zrobiłem i tak pewien skok i wszystko powoli przygotowuje się do właściwego konstruowania. Mieszałem rano nawozy sztuczne z Franzem Głupim i z Franzem Świniarkiem*. Spokojnie. Ukradłem różę w ogrodzie, ale chciałem ukraść i pomidorów. Rozmawiałem po włosku z wenecjanką Esteriną. Przepisuję hymn do Ducha Świętego

* Z Franzem Świniarkiem wśród tych nawozów sztucznych mówiłem o zmartwychwstaniu. Franz w zmartwychwstanie nie wierzy. Zabawne, cudowne w r. 1941 czuć za sobą cień, ateński cień św. Pawła.

        (…)

        Czynniki demoralizacyjne epoki

Zenit epoki to r. 1939, wschód zaczyna się wynalezieniem maszyny parowej i wprowadzeniem motorów spalinowych. Choćby przede mną tysiąc razy zgłębiano sprawę maszyny, muszę ją zgłębić do dna po raz 1000—1szy.

10 IX 41

Wszelkiego rodzaju środki techniczne, na których się wznosi aparat wymiany (kablo i radio graczy giełdowe). Technika jako jeden z demoralizacyjnych czynników epoki. Technika i technokracja. A tymczasem artysta inicjatywy nie wykazuje. Ars militans. (Przed południem Birkholz. Dwóch Francuzów. Ładowanie słomy na deszczu. kartofle, drzewo, i węgiel dla Włochów, na ręcznym wózku razem z Francuzem Świniarkiem. Rozmowa z Włochami w komórce. Nicola przynosi mi łaciński modlitewnik i chleb. Seameridge obiecuje ofiarować fajkę. Kiedyśmy przez miasteczko wieźli kartofle, za jedną z firanek zdawało mi się, że widzę Cesarzową. A firanka zakołysała się, jakby śnieg padał za oknem. A Natalia zaczarowała i znikła. Przy mieszaniu nawozu głupi Francuz oszalał, rozrzucał worki i podrzucał pod powałę całe łopaty tomosówki. Coś w tym było, w tym śmiechu i w tej naprawdę szalonej zabawie Francuza. Rozmawiałem z Esteriną. Mówi, że po włosku mówię dobrze.

Organizacja chciwości. Organizacja w ogóle. Zegary złej woli. Zegar zła. Ars militans. Ars militans. (Pisałem to przy malutkim kaganku „dont be worry”. Bo raz mocniej westchnąłem, to zaraz zgasnął.) Żołnierz to jest robotnik wykonujący robotę specjalną w specjalnych warunkach. Żołnierze — robotnicy wykonujący robotę specjalną w specjalnych warunkach. Moloch produkcji i terror konsumowania. Scena XIX „Orfeusz” („Пeтушоk”). Kobiety bez uszu muszą kupować kolczyki, bo maszyna produkuje kolczyki. Hasło „kupujcie pastę do zębów ,super krem dealbabor” — propozycja, czy mus, rozkaz? Struktura epoki.

11 IX 41

Quae antem deo vobis, omnibus deo, vigilate.

        Czynniki demoralizacyjne Europy

(książka śliczna!) od Nicoli nazywa się „Veni milenii” — Napoli 1836, zdaje się, że chce mi ją podarować. Wokół czego epoka 1939 skrystalizowała się? Wokół jakiego ziarna krystalizacyjnego? W każdym razie nie koło „humilitas”, nie koło „dilige proximum tuum” i nie wokół tego świetlistego „sublata in humeros cruee”. (Seameridge ofiarowałem najbrzydszą fajkę bez cybucha i wstydziłem się tego. Jako ekspiacja chciałem zrewanżować się Nicoli ołówkiem, ale tym od Janka, gdzie u spodu leży tylko egoistyczna intencja pozbycia się rzeczy od człowieka, do którego ostatnio czuję niechęć. Madonno, pomóż mi zwalczyć w sobie te drobne szpetoty. I pomyśleć, że takie szpetoty robi się odruchowo. Czy Ewangelia jest contra naturam? Czy też należy najwyższym wysiłkiem woli przekroczyć w sobie pewną granicę strefy zła żeby służenie nakazom Ewangelii stało się służbą naturalną?) Dziś deszcz. Zeszliśmy z pola. Jest przykry czas. Ale zeszłą jesienią przy kopcu z Francuzami było jeszcze gorzej. Podły śnieg siekł nam w oczy i były chwile, że wszystko to już stawało się majaczeniem. Najlepiej trzymał się Francuz — historyk. (Inteligent jest wytrzymalszy od chłopa). Pawlak chodził wokół kopca jak mały garbaty diabełek. Ta cała wojna z jej haute basse politiquez jej całą problematyką nie jest warta funta kłaków z brody Tadeusza Zielińskiego, jednej strofy Horacjusza, jednej jednomilimetrowej zadumy filologa nad jednym zdaniem trudnym jak wszystko, co cudowne, cudownym jak wszystko, co trudne.

        Czynniki demoralizacyjne epoki

Megaloprychia. Perriode de cadaver. Góra i dół. Na górze tylko a piece. Wszystko jest masa. Chciwość. A piece. Góra i dół = masa. Wspólna kontaminacja. {Najważniejsze jest wypielenie z siebie małego grzechu, skłonności do małych przekroczeń, do małych świństw. Wielka zbrodnia odraża, od małych zbrodni karleje się. Trzeba walczyć z małym grzechem.} Zegary złej woli — wychowanie i człowiek epoki 1939 pracuje za dużo, produkcja dla produkcji tysiąca inne i terror ich skonsumowania. Człowiek za dużo pracuje; człowiek jest zmęczony, niezdolny do recepcji sztuki (?). Klasy wypoczywające są niemoralne i niezdolne do recepcji sztuki (?). … A teraz wyobraźmy sobie artystę w tym świecie. Jakby na podwórzu gigantycznej fabryki … Próbki gleby literackiej na świecie. Charakterystyki matadorów.{Peppi opowiedział mi, że na wyspie Chioggia k. Wenecji rośnie taka dolce cipolla e si grande, że niektóre cebule są większe niż sama wyspa. Moim zdaniem Peppi przesadza} Dobrym zwierciadłem jest diariusz: poranna notatka o konieczności zwalczania w sobie małych grzechów oddała mi w ciągu dnia niewątpliwe usługi. NB.Podczas pobytu w Scheeren przez drzwi stale mi śpiewał pogodny szewczyk z Krakowa różne romanse. Do niego nie mam urazy o podpis: — Wielcy panowie wielkie błędy porobili, a my — powiada — byliśmy na to ciemni. Uczciwe. Bezwzględnie uczciwe.

        C.D.E. — cd.

13 IX 41

Ex inferno inferiori.
{Mój Boże, żeby też można chociaż co tydzień jedną swoją wadę wyplenić. Ciekawym jednak, czy w podnoszącym się słońcu cnoty istotnie idzie za nami coraz ostrzejszy cień zła, czy odchwaszczając się z wad, coraz bardziej narażamy się na zawrót głowy, super abyrro peca. (?) A może z grzechami jest jak z zielskiem? Dobrze wypielone już nie rośnie? Świętość to jest po prostu dzielność. Nie, z gleby naszej duszy ciągle wyrastać będzie chwast, i ciągle mamy go plewić, śpiewając. Jakie tu książki chciałbym mieć?
(Notuje tylko z obowiązku dziennikarskiego: Świat jest to duża smaczna ryba, ale ludzie to ości.

        Po 5 minutach

Świat jest to duża smaczna ryba, ludzie to ości, mam zaszczyt być jedną z nich

13 IX 41

Die Dominica

{Bu, bu, bu,
Jedziemy do ślubu, Górami, lasami,
Pan Jezus nad nami.
(z polskiej ludowej piosenki weselnej)}

        C.D.E. — c.d.

Ba, najprościej byłoby zażyć starego symbolu i powiedzieć, że epoka 1939 skrystalizowała się wokół Szatana. Boję się jednak, że użycie tej „alegorii” mogłoby osłabić zasięg „Rozważań” wśród indyferentów. A może właśnie należałoby „wskrzesić” Szatana, wrócić wszystkie blaski jego dawnej chwały, a żeby tymi blaskami oświetlony, stał się ponownie wyrazistym celem dla nacierającej Ars Militans. {Ex „Precibus Vespertinis” ( „Veni Maeum piorum sacerdotum sire exercitia, et preces matutinae, vespertinae aute et post missam; nec non Hebdomas Mariana et aliae selatae devatrones ad B.M.V.” Neapoli apud Januaricum Mirelli Bibliopolamin platea dicta della Trinita Maggiore. 1836 p.200) O Domina mea, sancta Maria, sicut Filius Dei tauta te cogritione, et claritate illuminare dignatus est, ut totuum coelum illumines; ita nunc, et in hora mortis meae. Animam mram cogritione fidei sic illustres, et corrobores, et nulloerrore, aut ignorantia pervertatur. Amen.

*   *   *

… a pod wierzchołkiem brzozy było tak jasno, tak złociście, jakby tam zamieszkała Matka Boska.

        C.D.E. c.d.

W robieniu nowego Dantego w epoce 1939 można się potknąć i wykierować na nowego Baudelare`a, a Baudelaire w dantejskiej katedrze jest zaledwie jedną z chimer. (Medytację powyższą zawdzięczam lekturze dantologicznych rozważań T.S.Elliot`a) {Zwei Dichter trafen sich. Der eine zeigte sein neues Gedicht. Der andere las schob es zurück: (Sehr, sehr ähnliche Verse las ein Dichter einst König Walter dem Gerechten vor Fünf Minuten später war der Dichter tot!) „Was für ein merkwürdiger Zufall!” „Nein, gar nicht! Der König liess ihn hinrichten.}

14 IX 41

Die Lunae.

Dziś przed południem w Birkholz nie lubiłem katolicyzmu. Jakoś tak ułożyło mi się w głowie, że z tych wielu modlitw w „Veni mecum” Nicoli przebija ciągle i ustawicznie moment gromadki, moment współdziałania, ofiarowywania własnego bólu za drugiego i wice versa. Universitas. Universitas. Ja dla ciebie, ty dla mnie. Razem. Więc gdzie tu mówić o indywidualizmie katolicyzmu. N.B. Tylko te systemy religijne są radosne, które łączą nas z całością, a nie od niej oddzielają. (Powyższe podczas ładowania gnoju.) (!!!)
Pomerigio: Ciepluśko. Miło. Dom z dwoma Lehrmanami (dwa koboldy), z Franzem Szalonym i Franzem Świniarkiem. Ładuję gnój, ale jakoś tak inaczej, na tyłach obory między głaszczącymi twarz gałęźmi dzikiego bzu, nad dżunglą pokrzyw, które rozmarzają. Podczas podwieczorku przespałem się mocno na dyszlu. Dobrze mi było spać. Świadomie poddaję się życiu naturalnemu. Trzeba wypocząć. Zdaje się, że wysiłki myślowe są nie takie małe. O Sancta Maria, Mater amabilis, roga Filium tuum, ut cum ipsi planerit, educat de custodia animam meam ad confitendum nomini sancto suo, ut it abundantia charitatis erga Deum, et proximum ita ingrediar sepulcrum, sicut (brak odbitki)

15 IX 41

Die Martis

Kartofle. Rewizja. Zmęczenie i rozdrażnienie. Okłamałem Jana i zostałem ukarany przez Stefana. „Donec reddeis ultimum, quadrantem”. Jeśli się komuś wydaje, że może nam w ogóle coś ujść na sucho w tym mądrym* świecie, to jest pudlem, a nie człowiekiem. Dobranoc Mamo, Нaтyся и Кирa. Господь.

* ciągle i dokładnie ważonym świecie

17 IX 41

Die Mercurii.

{Kartofle. Peppi opowiedział mi, że w jego okolicy palacze wypalają pierwszą fajkę rodzynkami (con grappa). Osaczają mnie drobne namiętności (raz prawie maerores animae), ale walczę z nimi. Przykro jest być tak ciągle (od paru dni) uplątanym w takie chwasty, ale z drugiej strony, czyż te namiętności, to nie jest doskonałe paliwo pod tygiel, w którym wypala się kruszec naszej cnoty, naszego honoru. Modlitwa i wola, cierpliwość i ufność — oto przęsła mostu, po którym idzie się do celu. Wróciłem na obiad sam koło sadzawki. Pochmurno i ciepło. Na drugim brzegu sadzawki prawdziwa defilada słoneczników.}

        C.D.E. c.d.

...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin