ROZDZIAŁ 4.doc

(55 KB) Pobierz
ROZDZIAŁ 4

ROZDZIAŁ 4

 

Damon z ironicznym uśmiechem przyglądał się staraniom Stefana, który próbował w jak najdelikatniejszy sposób przekazać Elenie, że Katherin ma zamiar ją zabić, wcześniej wybijając pół Mystic Falls. Nie rozumiał jego zdenerwowania i obaw o reakcję ukochanej. Przecież Elena była dzielniejsza od wszystkich kobiet na ziemi razem wziętych. Ze spokojem przyjmowała wieści o tym, że są wampirami, że po mieście kręci się pełno ich pobratymców i mnóstwo innych stworów, oraz że wygląda identycznie jak Katherine. Dlaczego nie miałaby z równie anielską cierpliwością przyjąć kolejnej wiadomości? Na pewno spodziewała się, że ta sytuacja może się tak skończyć. A jednak musiał być świadkiem wprowadzania dziewczyny do głównego wątku.

Stefan spacerował po pokoju, a Elena siedziała przy stole i wbijała w niego wzrok. Ciemne, proste włosy opadały swobodnie na jej ramiona, tylko jeden niesforny kosmyk zabłądził na czoło. Najchętniej podszedłby do niej i zagarnął go za ucho, by nie mącił idealnego obrazu Eleny. Wiedział jednak, że ona by na to nie pozwoliła. Nie życzyła sobie, by jej dotykał. A przynajmniej tak mówiła. Damon czasami wątpił w jej słowa, bo wyczuwał napięcie między nimi. Zdawał sobie też sprawę z tego, że Stefan również o tym wie, co nie ułatwiało sytuacji.

Niestety ten ledwo widoczny kosmyk kusił Damona, który obawiał się, że jeśli zaraz się czymś nie zajmie, to zgarnie go z jej twarzy.

-          Katherine chce cię zabić – wypalił prosto z mostu.

Oboje popatrzyli na niego ze zdziwieniem. Stefan wywrócił oczami, na co brat wzruszył ramionami. Elena zacisnęła dłonie w pięści i westchnęła.

-          Dzięki – syknął młodszy Salvatore, podszedł do ukochanej i położył dłonie na jej plecach.

Ona jednak podniosła się i stanęła między Stefanem a Damonem, spoglądając na zmianę to na jednego, to na drugiego.

-          Dlaczego? – spytała, krzyżując ręce na piersi.

-          To jej gierki – odparł Stefan. – Chce nas zmusić, żebyśmy znów ją do siebie dopuścili.

-          Po co?

-          Zapewne nie ma z kim się bawić w chowanego – zadrwił Damon.

-          Bardzo zabawne – odrzekł jego brat, opierając się o szafę. – Lepiej się już nie odzywaj.

-          Po co zadaje głupie pytania? To chyba oczywiste, czego chce Katherine. Omamić nas, namącić w głowach, sprawić, że będziemy za nią chodzić jak szczeniaki, by potem porzucić albo zabić. Albo najlepiej jedno i drugie.

Elena spojrzała na niego z wyrzutem, po czym odwróciła się na pięcie i wyszła z pomieszczenia. Stefan podążył za nią, mrucząc pod nosem „brawo”. Damon zbytnio się tym nie przejął. Tak właśnie większość ludzi zachowywało się w konfrontacji z prawdą. Tym bardziej, jeśli on okazywał się osobą, która im tą prawdę przekazuje. Czasami wydawało mu się, że mają na niego alergię albo coś w tym stylu.

-          Uspokój się. Wiesz przecież jaki jest Damon.

Do uszu starszego Salvatore dotarł fragment rozmowy brata z Eleną.

-          On nie liczy się z niczyimi uczuciami, tylko z samym sobą. Zawsze łudzę się, że pozostało w nim coś ludzkiego. Coś, co go przystopuje, ale to nie ma sensu.

-          Przestań, Damon na pewno tego słucha.

-          I dobrze. Niech zdaje sobie sprawę z tego, że go nie cierpię i jak dla mnie, może sam udać się do Katherine i nie czekać, aż sama przyjdzie po niego.

Wampir przestał podsłuchiwać, czując jak wzbiera w nim żal, rozczarowanie, złość i pewnego rodzaju strach. Przez ostatnie tygodnie wierzył, że między nim a Eleną tworzy się więź. Szczera i prawdziwa. Czuł jak się do siebie zbliżają. Dawała mu nadzieję, a teraz wszystko to prysło niczym bańka mydlana. Nie wiedział, co o tym myśleć, ale obawiał się, co potrafi w takim stanie powiedzieć lub zrobić.

Ruszył w stronę korytarza, by szybko opuścić dom Eleny, gdy jak na złość wpadł na nią i Stefana. Zagryzł jak najmocniej zęby.

-          Gdzie idziesz? – spytał brat. – Jeszcze nie skończyliśmy.

Damon spojrzał na Elenę. Ich oczy się spotkały. Jej wzrok mówił dużo. Choćby to, że zdaje sobie sprawę z tego, że wszystko słyszał i że przegięła. W obecnej chwili go to nie wzruszało.

-          Nie, Stefanie. To już koniec – rzekł, patrząc dziewczynie prosto w twarz.

Moment później poczuli delikatny powiew, a potem usłyszeli trzask drzwi. Zostali sami.

 

 

***

 

 

Katherine siedziała na wygodnym łóżku Stefana i czytała pamiętnik, który znalazła na szafce. Nie miała zamiaru wracać tutaj tego wieczoru, ale spacerując dostrzegła samochód należący do młodszego z braci, w którym znajdował się on sam wraz z Damonem. Postanowiła więc wrócić od ich domu i trochę poszperać. W piwnicy odkryła uprawę werbeny i lodówkę z krwią. W salonie mnóstwo książek i barek z różnymi alkoholami. Za to w pokoju Stefana natrafiła na dużą ilość pamiętników. Chwyciła ten, który leżał na wierzchu, a nie między resztą. Zapiski z niego pochodziły sprzed kilkunastu lat. Najbardziej zainteresował ją wpis przybliżający dawne stosunki braci.

 

 

Dziś powrócił jeden z największych koszmarów.

Ten, który spędzał mi sen z powiek za każdym razem, gdy tylko o nim pomyślałem.

Ten, który przyprawiał mnie o dreszcze i mdłości.

Ten, który zjawiał się w moim życiu w najmniej odpowiednich momentach.

Ten, który niszczył wszystko i wszystkich wokół siebie.

Ten, którego starałem się nienawidzić.

Ten, którego nie potrafiłem znienawidzić.

 

Damon.

Mój brat.

 

Odnalazł mnie nawet tutaj. W słonecznej Toskanii, gdzie osiedliłem się półtora roku temu, zacierając za sobą wszelkie możliwe ślady. Nie wiem, jak on to robi. Staram się nie rzucać w oczy, każdej ofierze wymazuję pamięć, trupy palę. Wszystko dzieje się po mojej myśli, a on i tak mnie znajduje. Kompletnie tego nie rozumiem. Zupełnie jakby siedział mi w głowie i znał moje zamiary. Zastanawia mnie to, w jaki sposób wybiera sobie moment, by się zjawić. Czyżby po prostu budził się pewnego ranka z postanowieniem, że odnajdzie brata i zatruje mu życie? A może wybór daty nie był przypadkowy? Może Damon ma swoje powody, by zjawiać się akurat w tym momencie? Trudno stwierdzić.

Wiem jednak, że to się nigdy nie skończy.

Przynajmniej dopóki mój brat nie przejrzy na oczy.

 

 

Katherine zdziwiła się, widząc pod spodem krótką notkę, która na pewno nie została napisana przez Stefana.

 

 

Nic co robię, nie jest przypadkowe. Musisz się bardziej postarać, żeby mnie zwieść. Choć jeśli mam być szczery, to wątpię, by kiedykolwiek ci się to udało. Zawsze cię znajdę. Nawet gdybyś zaszył się w Andach albo wykopał sobie norę w ziemi.

Obiecałem zatruwać ci żywot przez całą wieczność i nie mam zamiaru z tego ryzykować. Za dobrze się bawię, braciszku.

 

D.

 

 

 

Damon. Cały on.

Odłożyła pamiętnik na swoje miejsce i podniosła się z łóżka. Omiotła jeszcze raz wzrokiem pokój, po czym udała się do sypialni drugiego z braci.

To pomieszczenie wydawało się o wiele mroczniejsze. Bordowe zasłony opadały ciężko ku podłodze, tworząc idealną całość ze skórzanymi obiciami foteli. Ciemna kapa, która zapewne miała zakrywać pościel, leżała smętnie na ziemi obok łóżka. Podniosła ją, położyła na kołdrze i poduszkach, po czym wygładziła materiał, by nie było widać zagnieceń. Przeszła się po całym pokoju, zerkając na laptopa na stoliku, stare książki na półkach regału i ubrania, wiszące w szafie. Zatrzymała się przy pudle z winylami. Uklęknęła i zaczęła je przeglądać.

 

 

Damon nigdy nie miał gustu, jeśli chodzi o muzykę.

 

 

Wstała i zrobiła krok do tyłu, wpadając na coś twardego. Odwróciła się i okazało się, że „coś” to „ktoś”.

-          Myślałem, że jesteś lepiej wychowana – rzekł Damon z zaciętym wyrazem twarzy. – Szperać w cudzych rzeczach? Kiedyś za takie coś odcinano dłonie.

Patrzył na nią z góry, robiąc krok do przodu, zmuszając by oparła się o ścianę. Nachylił się tak, że prawie stykali się nosami, po czym syknął:

-          Wynoś się stąd.

Cofnął się, by mogła przejść, ale Katherine nie ruszyła się z miejsca nawet o milimetr. Stała, trzymając ręce na biodrach i wpatrywała się w niego badawczo. Podszedł do niej zniecierpliwiony, chwycił za drobny nadgarstek i pociągnął za sobą. Tym razem nie stawiała oporu. Podążała za nim przez korytarz, lecz odezwała się dopiero, gdy dotarli do drzwi wyjściowych.

-          Nie kochasz mnie już, prawda?

Popatrzył na nią z pożałowaniem, puścił jej dłoń i odparł:

-          Całą miłość do ciebie pochowałem w grobowcu, w którym przez ponad wiek myślałem, że jesteś. Tam jest jej miejsce.

Wyzwanie to dotknęło ją dogłębnie, ale dała tego po sobie poznać. Zacisnęła zęby, odgarnęła włosy za ucho i zapytała:

-          A Elena? Kochasz ją?

-          Nie twój interes. Odejdź.

Damon otworzył drzwi i oparł się o framugę, wzdychając ciężko. Katherine zaśmiała się pod nosem i powiedziała:

-          Kochasz. Widać to na pierwszy rzut oka. Zresztą słyszałam twoją rozmowę ze Stefanem. Współczuję ci, bo kolejna dziewczyna woli twojego brata od ciebie. To naprawdę przykre.

Salvatore rzucił się na nią i przyparł to ściany. Zachichotała i oznajmiła:

-          To się robi nudne. To twoje ciągłe nieszczęście. Masz takie powodzenie, a akurat te, które darzysz uczuciem mają cię gdzieś. Mogę na pocieszenie ci wyznać, że wnikliwie obserwuję Elenę i sprawia wrażenie, jakby sama nie wiedziała, czego chce. Niby kocha Stefana, a wodzi za tobą maślanym wzrokiem.

Damon chwycił ją za ramię i pchnął w stronę wyjścia, dysząc głośno. Wpatrywał się w nią z rozżaleniem przez kilka chwil, a następnie spokojnym, ale stanowczym głosem orzekł:

-          Jeśli jeszcze raz cię tu zobaczę, zabiję cię bez mrugnięcia okiem.

-          Zobaczymy, co zdążę wcześniej uczynić.

Odwróciła się i wyszła przez dom, słysząc jak Salvatore zatrzaskuje za nią drzwi. Teraz już była pewna tego, co ma zrobić.

 

 

***

 

 

Elena długo nie mogła zasnąć tej nocy. Wierciła się i przewracała z boku na bok, starając się znaleźć odpowiednia pozycję. W sen zapadła dopiero po trzeciej. Wtedy to Katherine jak gdyby nigdy nic, wkroczyła do jej sypialni i stanęła obok łóżka. Dziewczyna oddychała głęboko i równomiernie, nie podejrzewając nawet, że największy wróg może w każdej chwili skręcić jej kark.

Katherine jednak zainteresowana była czymś innym. Naszyjnikiem spoczywającym w zagłębieniu między obojczykami. Przedmiot, który jako jedyny stał na przeszkodzie zrealizowania planu, który tak przebiegle opracowała. Miała tylko nadzieję, że nikt nie zorientuje się, że maczała w tym palce, bo wtedy wszystko spali na panewce.

Nachyliła się nad Eleną i szybko zakryła jej usta dłonią. Ta przebudziła się raptownie, a gdy jej przerażony wzrok padł na wampirzycę, zaczęła się wyrywać. Katherine przytrzymała ją drugą ręka i syknęła:

-          Uspokój się, bo zabiję twojego braciszka i ciotkę. Nie żartuję. Jeśli chcesz możesz sprawdzić.

Elena zamarła na moment, czując jak do jej oczu napływają łzy. Tak bardzo obawiała się tego spotkania. Wiedziała, że wreszcie do niego dojdzie, ale nie spodziewała się, że stanie się to tak prędko. I nie, gdy będzie sama.

Bez Stefana i... Damona. Na myśl o tym, jak potraktowała tego drugiego, zimno zalało jej skurczony ze strachu żołądek.

-          To jak? Mogę zabrać rękę, a ty grzecznie usiądziesz i nie będziesz robić problemów? Chcę tylko porozmawiać. – oznajmiła Katherine, nie odrywając wzroku od swojego sobowtóra.

Dziewczyna kiwnęła twierdząco głową, a gdy wampirzyca odsłoniła jej usta i rozluźniła uścisk, podniosła się do pozycji siedzącej, podkurczając kolana. Łzy spływały jej po policzkach i nawet nie próbowała nad nimi zapanować, gdyż wiedziała, że i tak to nic nie da. Wampirzyca śmiała się z niej w duchu.

 

 

Dlaczego ludzie płaczą? Przecież to głupie? Nic to jej nie da. Na pewno nie w tej sytuacji. Może na Stefana by to podziałało. Na mnie nie.

 

 

Katherine odchrząknęła i spytała:

-          Rozumiem, że wiesz kim jestem?

Elena potwierdziła skinieniem głowy, wpatrując się w nieproszonego gościa. Od razu zaczęła się zastanawiać, jak to możliwe, że dostała się do jej domu i kto ją zaprosił. Czyżby udawała ją samą przed Jeremym i Jenną?

-          To dobrze. Jedna sprawa załatwiona – odezwała się ponownie Katherine. – Jak wiesz Stefan, Damon i ja byliśmy sobie kiedyś bliscy. Bardzo bliscy. Chciałabym, żeby było tak jak dawniej. Najchętniej związałabym się z obojgiem z nich. Niestety jest to niemożliwe. Damon zbytnio się opiera. Jak to się mówi? Trzeba brać, co dają.

Dziewczyna nareszcie się przemogła i przemówiła drżącym głosem:

-          Nie rozumiem, o czym mówisz.

-          Doskonale rozumiesz. Stefan jest słabszy, ale jest z tobą. Trzeba to zmienić. I albo zrobimy to po dobroci, albo... – Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się półgębkiem.

-          Mam rzucić Stefana?

Katherine klasnęła po cichu w dłonie i odparła:

-          Brawo, jesteś niezwykle domyślna.

-          Nawet gdybym to zrobiła, on domyśli się, że coś jest nie tak.

-          Dlatego musisz się bardzo postarać. I to nie wszystko.

Elenę przeszedł mocny dreszcz. Bała się wiedzieć, co Katherine jeszcze ma jej do powiedzenia. Czuła, że będzie to coś podłego i okropnego. Coś, na co nie będzie potrafiła przystać. Tak samo, jak na rozstanie ze Stefanem.

-          Chcę uszczęśliwić Damona. Przynajmniej na jakiś czas – orzekła wampirzyca.

-          Jak?

-          Zerwiesz ze Stefanem i zwiążesz się z jego bratem.

Dziewczyna odniosła wrażenie, że szczęka opada jej na ziemię ze zdziwienia. Mogła ją podejrzewać o coś takiego. Ukochany wiele razy ostrzegał ją przed gierkami Katherine, ale nie spodziewała się, że faktycznie jest taka zła, jak ją opisywał. Miał jednak rację.

-          Nie – odpowiedziała stanowczo. – To nie wypali. Nie będę uczestniczyć w twoich zabawach.

-          Jesteś albo bardzo odważna, albo bardzo głupia. Mogłabym cię teraz zabić. Nawet byś nie zauważyła.

-          Nie zrobisz tego. Wtedy Stefan na pewno by do ciebie nie wrócił. Choć obojętnie co zrobisz, on i tak cię nie pokocha. Nie po tym wszystkim.

-          Eleno, on ciągle mnie kocha, tylko stara się to ukryć. Przysłonić uczuciem do ciebie. Gdy zobaczy, jak wdzięczysz się do Damona, zrozumie swój błąd.

Przysunęła się bliżej swojej wystraszonej i zbitej z tropu towarzyszki, której serce biło jak szalone, tłocząc krew do żył o wiele szybciej niż zwykle. Poczuła jak ślina napływa jej do ust. Zganiła się prędko, przypominając sobie, że przyszła tutaj po coś innego. Już chciała coś powiedzieć, gdy Elena ją uprzedziła.

-          Nie pomogę ci. Możesz mnie zabić, jeśli chcesz.

Katherine zachichotała, spoglądając z rozbawieniem na dziewczynę, która nie wiedziała, że zrobi wszystko co każe, nawet jeśli nie przystanie na jej warunki. Odetchnęła i spytała:

-          Nie zależy ci na Damonie? Nie jest ci bliski?

-          Jest, ale...

-          To wystarczy.

Wampirzyca szybkim ruchem zerwała naszyjnik z werbeną z szyi Eleny, zakryła jej usta, obawiając się, że zacznie krzyczeć, po czym zbliżyła się najbardziej jak mogła i patrząc jej głęboko w oczy, rzekła:

-          Nie chcesz po dobroci, trudno. Jestem przyzwyczajona, że dostaję to, czego pragnę.

Obserwując Elenę przez ostatni czas, dowiedziała się, że nie przyjmuje werbeny i że jej krew jest czysta. I to, że jedyną obroną przed rzuceniem uroku jest naszyjnik, podarunek od Stefana. Uśmiechnęła się i oznajmiła:

-          Zaraz zaśniesz i zapomnisz o mojej wizycie. Rano obudzisz się, czując, że twoja miłość do Stefana zniknęła i zrozumiesz, że popełniłaś błąd, wiążąc się z nim. Nie zerwiesz z nim od razu. Przez parę dni będziesz stawać się w stosunku do niego coraz chłodniejsza, aż sam zrozumie, że coś jest nie tak. Wtedy się z nim rozstaniesz. Tak?

Odjęła dłoń od twarzy Eleny, a ta posłusznie potwierdziła słowa Katherine, która po chwili kontynuowała:

-          Jednocześnie zaczniesz zbliżać się do Damona. Poczujesz do niego to, co kiedyś do Stefana. Spraw, że ci uwierzy i będzie chciał dać ci szansę. Zachowuj się naturalnie, żeby niczego nie podejrzewali. Rozumiesz?

-          Tak.

-          Dobrze, a teraz śpij.

Elena ułożyła się na poduszkach i już po paru minutach zapadła w sen. Katherine położyła naszyjnik na szafce nocnej, po czym wstała i ruszyła w stronę wyjścia. Przy drzwiach odwróciła się jeszcze na moment, spoglądając na dziewczynę. Modliła się, by jej plan wypalił i żeby bracia uwierzyli w zmianę, jaka zaszła w Elenie. Musiała mieć nadzieję.

Tylko to jej teraz pozostało.

Zgłoś jeśli naruszono regulamin