Tondi_Alighiero_-_Kartki_z_pamietnika_bylego_jezuity.doc

(301 KB) Pobierz
T³umaczy³ £ j^

Alighiero Tondi

 

 

 

Kartki z pamiętnika

byłego jezuity



Tłumaczył: G. Zborsztyn

 

 


PRZEDMOWA

 

 

Jezuita, ksiądz Tondi, wicedyrektor Instytutu Wyższej Kultury Religijnej w Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim otrzymał od władz kościelnych zadanie pośredniczenia w kontaktach między Watykanem i Akcją Katolicką a różnymi ośrodkami włoskiego neofaszyzmu.

Osobisty udział w występnych konszachtach mających na celu przyśpieszenie ponownej faszyzacji Włoch doprowadził księdza Tondi do przekonania, że polityka Watykanu Jest sprzeczna z interesami narodu włoskiego, że stanowi ona poważne niebezpieczeństwo dla pokoju.

Ksiądz Tondi znalazł w sobie dość odwagi cywilnej, by przyznać się publicznie, że służył złej sprawie, w którą uwikłał go Watykan; 21 kwietnia 1952 r. wystąpił z zakonu jezuitów i rozpoczął publikowanie na łamach demokratycznej prasy włoskiej własnych notatek - fragmentów prowadzonego przez siebie od dłuższego czasu pamiętnika.

Rzecz zrozumiała, Watykan próbował wszystkiemu zaprzeczyć. Ale ksiądz Tondi obok własnych notatek posiadał w ręku przygważdżające dokumenty - fotokopie korespondencji pomiędzy dygnitarzami hierarchii watykańskiej a faszystowskimi zbrodniarzami wojennymi, dziś przywódcami odradzających się pod opieką imperialistów amerykańskich ugrupowań neofaszystowskich. Treść tej korespondencji demaskuje Watykan jako pomocnika amerykańskich podżegaczy wojennych w ich zbrodniczym spisku przeciw wolności i bezpieczeństwu narodu włoskiego.

Konszachty Watykanu z neofaszystami są kontynuacją jego haniebnej współpracy z faszystami niemieckimi i włoskimi w okresie przedwojennym i w czasie wojny. Są one - w ramach obecnego podporządkowania polityki Watykanu interesom amerykańskich imperialistów - jednym z przejawów amerykańsko-watykańskich przygotowań do wojny.

Zaangażowanie się Watykanu po stronie najciemniejszych sił reakcji międzynarodowej w ich walce przeciw obozowi demokracji i socjalizmu, przeciw niezawisłości i pokojowi narodów wiąże się ściśle z klasową rolą papiestwa jako obrońcy wyzysku obszarniczego i kapitalistycznego, z jego nienawiścią do wszystkiego, co postępowe, demokratyczne, co służy sprawie wyzwolenia człowieka z jarzma panowania wyzyskiwaczy i gnębicieli.

W czasach feudalizmu był Watykan, sam wielki feudalny obszarnik, obrońcą „świętego” prawa panów do wyzyskiwania chłopów pańszczyźnianych. Później w okresie rewolucji burżuazyjnych, gdy młoda burżuazja walczyła o wolności demokratyczne, Watykan stanął w szeregach obrońców starego porządku błogosławiąc i wysługując się „świętemu przymierzu” carów i cesarzy zagradzających żołdackim bagnetem drogę ludom do wolności.

Od chwili gdy burżuazja realizując swoje klasowe cele odżegnała się od haseł własnej rewolucyjnej młodości, uprawiający już od dawna obok wyzysku feudalnego wyzysk kapitalistyczny Watykan stal się z kolei wierną podporą ustroju kapitalistycznego. Jako jeden z rzeczników porozumienia i współpracy wszystkich wyzyskiwaczy przeciw dążeniom wyzwoleńczym ludu pracującego. Kiedy w okresie imperializmu, w warunkach gnicia kapitalizmu i ogromnego zaostrzenia jego sprzeczności wewnętrznych, dla bezwzględnego podporządkowania i ujarzmienia całego ludu reakcja ucieka się do metod jawnego terroru, Watykan dostarcza jej broni „ideologicznej” w postaci encyklik Leona XIII i późniejszych papieży. Jednocześnie Watykan udziela poparcia wszystkim ugrupowaniom faszystowskim, we Włoszech, w Niemczech, w Austrii, w Hiszpanii i w innych krajach, pomagając im bardzo wydatnie w dojściu do władzy i w organizowaniu międzynarodowego bloku faszystów do walki z ruchem robotniczym i Związkiem Radzieckim.

I tak np. ówczesny przewodniczący chadeckiego klubu poselskiego we Włoszech De Gasperi (obecny premier) oświadczył 2 listopada 1922 roku, że ministrowie chadeccy, którzy weszli w skład rządu Mussoliniego, mogą liczyć na całkowite i „jak najbardziej szczere poparcie” chadeckiej frakcji poselskiej (popolarów). Partia popolarów została przez Watykan rozwiązana, aby członkowie jej mogli masowo wstępować do partii faszystowskiej.

11 lutego 1929 roku Watykan zawarł z rządem faszystowskim oficjalny sojusz polityczny. 29 czerwca 1931 roku papież Pius XI wydał encyklikę „Non abbiamo bisogno”, w której jest mowa o wdzięczności kościoła i religii dla faszyzmu za to, że zlikwidował on „naszego wroga, socjalizm”, o „wiecznej wdzięczności za to, co zostało uczynione we Włoszech (przez faszyzm) dla religii”, a także o tym, że poparcie Watykanu przynosi faszyzmowi wielkie korzyści polityczne. W imię tych korzyści Watykan poparł napaść faszystów włoskich na Abisynię, republikę hiszpańską i Albanię oraz udział Włoch w II wojnie światowej po stronie Niemiec hitlerowskich.

 

W październiku 1930 roku Watykan polecił Brüningowi i innym przywódcom katolickiej partii „Centrum” w Niemczech nawiązać stały kontakt polityczny z Hitlerem. W pierwszych dniach stycznia 1933 roku jezuicki wychowanek i agent Watykanu von Papen poinformował Hitlera, że sytuacja dojrzała już do objęcia przez niego władzy i że Watykan gotów jest udzielić Hitlerowi politycznego poparcia. 30 stycznia 1933 roku Hitler został kanclerzem, a von Papen - wicekanclerzem. Reakcyjny episkopat niemiecki udzielił Hitlerowi pełnego poparcia. Przywódca Centrum prałat Kaas nazwał publicznie Hitlera „bojownikiem wysokich ideałów, który uczyni wszystko, co trzeba, dla ratowania narodu niemieckiego”. 23 marca 1933 roku Hitler oświadczył, że w chrześcijaństwie widzi „niezachwiany fundament moralności i dlatego obowiązkiem naszym jest utrzymanie i rozwijanie przyjaznych stosunków ze Stolicą Apostolską”. 5 lipca 1933 roku Watykan uznał, że dalsze istnienie katolickiej partii „Centrum” jest już niepotrzebne. Wydana została wówczas odezwa, w której czytamy: „Rozwój sytuacji politycznej w Niemczech oparł życie polityczne na zupełnie nowych podstawach, w których nie ma miejsca na działalność partii politycznych. Dlatego w porozumieniu z kanclerzem Hitlerem niemieckie Centrum postanowiło się niezwłocznie rozwiązać”. 20 lipca 1933 roku został zawarty konkordat podpisany w imieniu Hitlera przez von Papena a w imieniu papieża przez kardynała Pacellego (obecnego papieża Piusa XII).

Watykan był i jest sojusznikiem i protektorem wszystkich ugrupowań faszystowskich, poczynając od hitlerowców, faszystów włoskich i austriackich, hiszpańskich franckistów, belgijskich rexistów Degrelle’a, chorwackich faszystów Pawelicza, słowackich hlinkowców księdza Tiso, portugalskich faszystów Salazara, węgierskich faszystów kalwina Horthyego, polskich oenerowców i ozonowców itd.

Gdy zezwierzęceni faszyści niemieccy zrealizowali za aprobatą USA i Anglii swe plany podpalenia świata, gdy obracali w gruzy tysiące miast, torturowali i mordowali miliony ludzi w obozach śmierci, lochach gestapo, egzekucjach publicznych, papież Pius XII przyjmował na codziennych audiencjach niemieckich zbrodniarzy wojennych i udzielał im ojcowskiego błogosławieństwa.

Po historycznym zwycięstwie ZSRR nad hitleryzmem, w obliczu wzrostu ruchu robotniczego i radykalizacji mas, w tej liczbie i katolików, Watykan zmienił taktykę ratowania kapitalizmu i zaczął wskrzeszać stare partie chrześcijańsko-demokratyczne, te same, przy pomocy których w okresie międzywojennym ułatwiał faszystom „legalne” dojście do władzy. Chadecy włoscy i francuscy dokładali teraz wszelkich sił, aby hamować rozmach walki mas pracujących z faszyzmem i nie dopuścić do naruszenia podstaw ustrojowych kapitalizmu.

Chrześcijańscy demokraci Włoch, Francji, Austrii i Niemiec Zachodnich pełnią dziś rolę jawnej agentury imperializmu amerykańskiego. Zdradzając cynicznie swe własne narody przekształcają swoje własne kraje w kolonie amerykańskiego kapitału, w bazy wypadowe dla rozpętywanej przez ich mocodawców trzeciej wojny światowej przeciwko Związkowi Radzieckiemu i krajom demokracji ludowej. Chcąc przekształcić okupowane i ujarzmione przez siebie kraje w politycznie i gospodarczo zależne kolonie Wall Street, usiłując zamienić te kraje w poligon wojenny, a ich obywatelom szykując rolę mięsa armatniego napotykają Stany Zjednoczone na rosnący opór narodów. By zdławić ten opór, dążą one do zlikwidowania resztek swobód demokratycznych w uzależnionych od siebie krajach - stawiają na odbudowę partii faszystowskich. W tych zbrodniczych machinacjach Watykan i sprzedajni politycy chadeccy odgrywają rolę wspólników i pośredników.

Ale mimo jezuickiej perfidii polityków watykańskich, mimo ich biegłości w motaniu sieci intryg politycznych, mimo usiłowań rozpętania fanatyzmu religijnego na użytek podżegaczy do nowej wojny ponosi Watykan klęskę za klęską.

Watykan napotkał na zdecydowany odpór ze strony klasy robotniczej i skupionych wokół niej wszystkich zdrowych patriotycznych sił narodów, pchanych w odmęty katastrofy przez imperializm amerykański. Miliony ludzi pracujących przejrzały intencje obłudnych polityków watykańskich i odwracają się od nich. Świadczy o tym m. in. fiasko sławetnej ekskomuniki papieskiej, świadczy o tym głęboki kryzys w łonie partii chadeckich, świadczą o tym wreszcie wypadki opisane w niniejszej książce. Nawet w kołach zbliżonych do samego ośrodka knowań watykańskich budzi się zwątpienie, przekonanie o nieuniknionym bankructwie polityki wysługiwania się imperialistom wbrew interesom i woli narodów, otwierają się oczy ludziom najmniej zdawałoby się podatnym na głos prawdy. Odbiciem tych głębokich procesów zawodzących w opinii publicznej kapitalistycznych krajów Europy jest wystąpienie byłego jezuity Tondiego.


Z PAMIĘTNIKA ALIGHIERO TONDIEGO

 

 

I. W czerwcu 1951 roku Gedda rozpoczął pertraktacje z faszystami

 

Po wyborach z 18 kwietnia 1948 r. we Włoszech ujawniło się i w szybkim tempie zaczęło narastać niezadowolenie z praktyk chrześcijańskiej demokracji i rządów De Gasperiego. Wywołało to zaniepokojenie kół katolickich; podczas gdy ludzie dobrej woli z przykrością zdawali sobie sprawę z faktu bezczeszczenia przez partię rządową Ewangelii, wśród sfer rządzących Watykanem i przywódców grup społecznych związanych tradycyjnymi więzami ze Stolicą Apostolską zaczęła kiełkować obawa, że podczas następnych wyborów oburzone masy włoskie nie oddadzą tylu głosów na chrześcijańską demokrację, co w roku 1948.

Należało się więc zaasekurować. Widziano dwa wyjścia z tej sytuacji i w obydwu próbowano, bądź „uzdrowienie wewnętrzne” chrześcijańskiej demokracji, bądź też utworzenie w szybkim czasie nowej partii burżuazyjnej, zdolnej zająć w oczach opinii publicznej miejsce chrześcijańskiej demokracji i otrzymać w spadku po niej dziedzictwo wyborcze i polityczne.

Ze względu na pewien splot wydarzeń miałem sposobność wziąć udział - niekiedy bezpośrednio, niekiedy zaś marginesowo - w kilku fazach zarówno jednego, jak drugiego rozwiązania. Mogłem dzięki temu przekonać się osobiście - prawie że namacalnie, do jakich potwornych i paradoksalnych przymierzy, całkowicie sprzecznych z doktryną i duchem Chrystusa, gotowi są uciec się przywódcy Watykanu z obawy przed niebezpieczeństwem zagrażającym ich niegodnym przywilejom.

Nie przypadkowo, lecz świadomie prowadzę od wielu lat dokładny pamiętnik, w którym notuję wszystkie ważniejsze wydarzenia dnia. Tak więc, jeśli chodzi o interesujące nas tu wypadki, ograniczę się do podania zapisków z mojego pamiętnika, do podania nagich faktów, pomijając ze zrozumiałych względów to wszystko, co nie wiąże się z wydarzeniami politycznymi i dotyczy prywatnych spraw zainteresowanych osób. Zresztą czytelnik sam będzie miał możność wydania sądu.

W celu bardziej jasnego i obiektywnego przedstawienia wypadków, w których uczestniczyłem, muszę się cofnąć do dość odległego okresu - do czerwca 1951 roku. W tym to właśnie miesiącu pan Leonardo Salmieri zwrócił się do mnie z prośbą, abym go przedstawił profesorowi Luigi Gedda, zajmującemu wówczas stanowisko wiceprzewodniczącego Akcji Katolickiej. Ponieważ prośba ta nie kryła w sobie nic nadzwyczajnego, nie pytałem o przyczyny. Zarówno przedtem jak i potem wiele osób zwracało się do mnie z podobną prośbą; zwracały się one do mnie, jak do każdego innego kapłana znanego na terenie Włoch. Z zasady ustosunkowywano się pozytywnie do tego rodzaju próśb. Zresztą było rzeczą powszechnie wiadomą, że Gedda chętnie wszystkich przyjmuje. Dlatego też bez wahania zaopatrzyłem pana Salmieriego w mój bilet wizytowy z odpowiednim dopiskiem.

 

Salmieri pisywał na łamach „Giornale d’Italia”* [*Znany dziennik faszystowski - Red.] I jak się później dowiedziałem, był uczestnikiem „republiki Salo”* [*Nazwa pochodzi od malej miejscowości we Włoszech północnych, w której mieściła się siedziba „rządu” marionetkowej „republiki”. Kiedy po Stalingradzie stała się widoczna nieuchronność klęski hitleryzmu, część wielkiej burżuazji i arystokracji włoskiej postanowiła ratować kapitalizm przez poświęcenie Mussoliniego i przejście od wysługiwania się imperializmowi niemieckiemu do wysługiwania się imperializmowi amerykańskiemu. Koła te posłużyły się monarchią, która firmowała swoim autorytetem „przewrót” Badoglia. W odpowiedzi na to część faszystów zaprzedanych całkowicie Niemcom proklamowała „republikę socjalną Salo”, która faktycznie była ekspozyturą hitlerowskiej okupacji Włoch północnych. - Red.], walczył w szeregach „czarnych brygad”* [*Oddziały wojskowe, składające się z wypróbowanych faszystów, będące odpowiednikiem hitlerowskich SS. - Red.], należał do MSI* [*MSI - Movimento Sociale Italiano (Włoski Ruch Społeczny), jawnie działająca partia faszystowska we Włoszech. - Red.] i był ściśle związany z Augusto Turatim* [*Były sekretarz generalny partii faszystowskiej. - Red.] i z FAR* [*Fronte Anti Rivoluzionario - na wpół legalna organizacja faszystowska o charakterze wojskowym. Grupuje różnego rodzaju wyrzutków i męty społeczne. Głównym jej celem jest walka z partiami i organizacjami robotniczymi na terenie Włoch. - Red.].

Salmieri w czasie rozmowy z Gedda zaproponował mu stworzenie ruchu młodzieżowego, który zgrupowałby wszystkie siły antykomunistyczne na terenie Włoch, katolickie i niekatolickie, partyjne i bezpartyjne. Ruch ten pomyślany był jako zalążek nowej masowej partii, która by zastąpiła chrześcijańską demokrację podczas najbliższych wyborów samorządowych oraz - a raczej przede wszystkim - podczas wyborów do parlamentu, mających się odbyć w 1953 roku. Gedda z zainteresowaniem przyjął tę propozycję i wyraził na nią zgodę.

Podczas gdy Salmieri nawiązywał pierwsze kontakty z organizacjami młodzieżowymi MSI ugrupowań monarchistycznych i liberalnych, zostałem wezwany przez Geddę, który polecił mi, abym z bliska śledził te poczynania. Z niezadowoleniem przyjąłem to polecenie i powiedziałem Geddzie, że z powodu piastowanej przeze mnie godności kapłańskiej moje mieszanie się do tych spraw uważam za niewskazane. Poza tym oświadczyłem, iż wydaje mi się nonsensem, aby katolicy - a przede wszystkim Akcja Katolicka - zawierali porozumienia z faszystami. W moim przekonaniu tego rodzaju krok podkopałby - rzecz jasna - w umysłach wierzących prestiż Kościoła, prestiż w poważnym zresztą stopniu już zachwiany wskutek nieszczęsnej polityki chadecji. W odpowiedzi na moje wątpliwości Gedda stwierdził, że chadecja jest „nędzną” partią przypominającą tonący okręt, że nie powinniśmy już na nią liczyć i że powinniśmy pójść w innym kierunku.

A tymczasem Salmieri nie tracił czasu. Zapewniał, iż pierwsze kontakty okazały się bardzo korzystne, podkreślał konieczność dalszej działalności w tym kierunku zalecając jednak ostrożność. Mówił o konieczności założenia tygodnika, na łamach którego mogłyby się ukazywać artykuły znanych osobistości - Geddy, Turatiego i innych - ze specjalnym jednak uwzględnieniem młodych, tygodnik ten powinien być na najwyższym poziomie, jeżeli chodzi o szatę graficzna, niezależnie od kosztów, jakie by to za sobą pociągało. Należałoby poza tym pomyśleć o dzienniku programowym. Po pewnym okresie czasu i po postawieniu pracy organizacyjnej na wysokim poziomie oraz wzmocnieniu ideologicznym i utrwaleniu zawartych przymierzy, przewidywano zwołanie dwóch zebrań masowych, z których jedno miało się odbyć w Rzymie (w kinie „Adriano”) w dniu 23 września, drugie zaś w Neapolu w dniu 30 tegoż miesiąca. Terminy tych zebrań nie zostały ustalone w sposób definitywny.

W tymże czasie Gedda zaczął publicznie wyjaśniać swe stanowisko. W czasopiśmie „Collegamento”, organie tzw. Comitati Civici* [*Komitety Obywatelskie - organizacja powołana do życia przez Watykan, Akcję Katolicką i chrześcijańska demokrację w okresie poprzedzającym wybory powszechne we Włoszech w kwietniu 1949 roku. Swą bezczelną i nie przebierającą w środkach propagandą, akcją terrorystyczną i gwałtem - organizacja ta w niemałym stopniu przyczyniła się do sfałszowania woli narodu włoskiego w czasie wyborów powszechnych (w 1948 r.) oraz wyborów samorządowych (w 1951 i 1952 r.). - Red.] (numer 6-7 z lipca), Gedda zamieścił krótki artykuł wstępny zatytułowany „Po wyborach”. Po podkreśleniu wysiłku i sukcesów odniesionych przez Comitati Civici w walce wyborczej, po wskazaniu na „wyjątkowy brak zmysłu politycznego” chrześcijańskiej demokracji (chodziło o wywołany w tym okresie kryzys rządowy) Gedda stwierdził: „Wszyscy doskonale wiedzą, że Comitati Civici nie są partią. Ale są one organizacją rozwijającą działalność polityczną i mającą prawo wyrazić swe zdanie o zjawiskach zachodzących w naszym życiu społecznym. Prawo to, usankcjonowane osiągnięciami Comitati Civici w czasie ostatnich wyborów, pozwala nam obecnie na bardziej wyraźne niż dotychczas wyrażenie swego stanowiska. Nie ulega wątpliwości, że uczynimy to, gdyż w obecnych warunkach prawo staje się obowiązkiem, zaś niewykonanie tego obowiązku byłoby wysoce karygodne”.

Artykuł ten wywołał wiele hałasu i przerażenia w kołach chrześcijańskiej demokracji. Został on przyjęty jako sygnał ostrzegawczy wskazujący na konieczność nowego przegrupowania sił politycznych kraju, które powinno nastąpić w celu, który co prawda bliżej nic został dotychczas określony, ale będzie określony już wkrótce.

Przychylając się do próśb Salmieriego i Geddy spotkałem się z Augusto Turatim. Rozmowa odbyła się dnia 23 lipca o godz. 18.30 i trwała prawie godzinę. Turati oświadczył, że jest przyjacielem Geddy, wyraził swe zadowolenie z realizowanych planów, ale równocześnie miał pewne zastrzeżenia. Nie Akcja Katolicka ale Comitati Civici, siła w pewnym sensie polityczna - mówił - powinny uczestniczyć w realizacji planu opracowanego przez Geddę, gdyż „chodzi oczywiście o uratowanie Włoch przed komunizmem, ale równocześnie o zabezpieczenie ich przed niedołężnymi rządami chadecji”. Dodał też, że podczas gdy Gedda czyni wysiłki w kierunku zgrupowania sił młodzieży, on, Turati, będzie działał wśród dorosłych w celu stworzenia ogólnowłoskiej federacji wszystkich organizacji kombatanckich, niezależnie od ich kierunku politycznego; od uczestników „republiki Salo” do organizacji działających we Włoszech południowych, z wyłączeniem, rzecz jasna, organizacji partyzanckich. Poinformował mnie, że 4 listopada odbędzie się w Rzymie zlot i kongres tych organizacji. Potrzebna mu jest jednak „pomoc”, o czym należy zawiadomić Geddę.

Dnia 24 lipca o godzinie 19.30 odwiedziłem Geddę w jego mieszkaniu na via Conciliazione. Zapytał mnie o stanowisko Turatiego, które mu zreferowałem. Gedda je zaaprobował. Zloty młodzieży na terenie Rzymu i Neapolu powinny były mieć charakter nacjonalistyczny. Należało stworzyć komitet młodzieżowy, w skład którego weszliby przedstawiciele różnych partii, które przyjęły propozycje Salmieriego, z ramienia zaś Comitati Civici - niejaki Walter Persegati. Należało też stworzyć „nadkomitet”, do którego weszliby ludzie starsi, o głośnych nazwiskach, jak np. Turati i Borghese* [*Książę Valerio Borghese - przedstawiciel arystokratycznej rodziny rzymskiej, znany faszysta, w czasie wojny dowodził oddziałem wojskowym, znanym pod nazwą „X MAS”. Odznaczył się wyjątkowym okrucieństwem wobec oddziałów partyzanckich i ludności cywilnej. Skazany początkowo na karę więzienia, został w krótkim czasie wypuszczony na wolność przez „chrześcijański” i „demokratyczny” rząd De Gasperiego, spełniający jak zawsze posłusznie wolę mocodawców watykańskich i amerykańskich. Obecnie rozwija wspólnie z innymi faszystami ożywioną działalność polityczną. - Red.]. Do zadań tego „nadkomitetu” należałoby m. in. opublikowanie odezwy skierowanej do narodu. O pieniądze postara się on, Gedda; należy jednak zachowywać daleko idącą ostrożność.

Salmieri kontynuował swą działalność. Uzyskał bezpłatnie papier potrzebny do wydawania tygodnika oraz poparcie wielkiej włoskiej firmy wydawniczej, nie udało mu się jednak dojść do porozumienia z żadnym wydawcą. „Proszę się tym nie martwić - oświadczył mi telefonicznie Gedda - ja się tym zajmę. W najgorszym wypadku skorzystamy z drukarni Akcji Katolickiej nie ujawniając tego oczywiście”. Spotkałem się z nim 4 września około godziny 20.30.

„Jestem zdecydowany - powiedział - i musimy pójść śmiało naprzód. Niestety, znajduję się w sytuacji psa uwiązanego na łańcuchu - nie mogę robić tego, co chcę. Chrześcijańska demokracja, Montini* [*Watykański podsekretarz stanu. - Red.], zwolennicy Dossettiego* [*Dosetti - przywódca tzw. „lewicy” chadeckiej. - Red.], FUCI* [*Katolicka organizacja uniwersytecka. - Red.] - «absolwenci katoliccy» - są moimi wrogami”. - „A papież?” - „Nie widzę potrzeby mówienia o papieżu. Ale co do niego, jestem spokojny”. - „A Veronese?”* [*Vittorino Veronese - od roku 1946 przewodniczący Akcji Katolickiej.- Red.] - „Nie ma się co z nim liczyć, to niedołęga.

 

II. Poufna misja ojca Leibera

 

Najpoważniejszym wydarzeniem w tym początkowym okresie działalności politycznej Geddy było zebranie przedstawicieli organizacji młodzieżowych MSI, monarchistów i liberałów, które odbyło się dnia 6 września w Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim.

W porozumieniu z zainteresowanymi organizacjami Salmieri od dłuższego czasu pracował nad przygotowaniem tego zebrania, które miało się odbyć pod przewodnictwem Geddy. Dla zainteresowanych partii sprawa ta jednak o tyle nie była jasna, że nic wiedziano, czy Gedda cieszy się poparciem papieża i wyższej hierarchii kościelnej. Właśnie odnośnie do tego punktu przedstawiciele zainteresowanych partii żądali gwarancji i nalegali, abym przekazał ich obawy Geddzie. - „Jeżeli chodzi o papieża - zapewnił mnie Gedda - to mogą być spokojni. Oświadczam i proszę im to powtórzyć, że nie działam na własną rękę”.

Zainteresowanym osobom zapewnienia te wydały się niewystarczające. Postanowiłem więc zwrócić się do Jego Magnificencji ojca Dezza, ówczesnego rektora Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego, o radę i wyjaśnienie. Po uważnym wysłuchaniu mnie, powiedział: „Niech pan nadal ostrożnie kontynuuje swą pracę. Nie ulega wątpliwości, że to «małżeństwo» między katolikami i faszystami może okazać się bardzo korzystne. Faszyści są zdyscyplinowani i potrafią wyjść na ulicę. Ludzie tego pokroju są nam dzisiaj potrzebni. Chadecy są zbyt bojaźliwi. Odnośnie do tego, co mówił panu Gedda, nie potrafię nic definitywnego powiedzieć. Jest to oświadczenie bardzo ważne i należy przypuszczać, że zostało ono zaaprobowane przez najwyższe czynniki. Ale jeśli chce pan się jeszcze upewnić, dam panu dobrą radę: proszę się zwrócić do ojca Leibera”.

Ojciec Leiber - profesor historii Kościoła i równocześnie długoletni sekretarz papieża ustosunkował się do całej tej sprawy sceptycznie. „Będę rozmawiał, jest pan jednak w błędzie sądząc, że będzie rzeczą łatwą uzyskać zadowalającą odpowiedź. Osoba, o której mówimy, robi wrażenie uprzejmej, miłej i impulsywnej, jest to jednak tylko złudzenie, któremu ulegają jedynie ci, którzy jej nie znają”.

Ojciec Leiber przystąpił do realizowania poruczonej mu delikatnej misji jeszcze tego samego wieczoru, niczego jednak nie uzyskał. Ojciec Święty oderwał oczy od czytanego dokumentu i rzekł: „Gedda?... Chce stworzyć nową partię? O niczym nie wiem”.

Zdając sobie sprawę z olbrzymiego znaczenia poruszonej sprawy, Leiber nie dał za wygraną. Następnego dnia przypuścił nowy atak. Tym razem uzyskał bardziej konkretną odpowiedź; Ojciec Święty oświadczył, iż wiadome mu jest, że Gedda ma zamiar stworzyć nowy ruch w celu „oczyszczenia atmosfery politycznej we Włoszech” i że w związku z tym on sam nie wysuwa ze swej strony żadnych obiekcji.

Zdaniem ojca Leibera wypowiedź ta była pierwszym i decydującym krokiem w kierunku upadku chrześcijańskiej demokracji. Ojciec Dezza, któremu zakomunikowałem o przebiegu rozmów, oświadczył: „W takim razie powinien pan nadal kontynuować rozpoczęte dzieło”.

W tym okresie jednak, a zwłaszcza w ostatnim tygodniu sierpnia, echa prowadzonych pertraktacji zaczęły przedostawać się już na zewnątrz i w zainteresowanych partiach dało się zauważyć silne poruszenie i zaniepokojenie. Dotyczyło to przede wszystkim MSI.

Dnia 23 sierpnia złożył mi wizytę poseł Barduzzi, szef sekretariatu De Marsanicha* [*Przywódca MSI. - Red.]. Przyjąłem go o godzinie 8.45 rano, w moim biurze, na parterze. Uprzednio zawiadomiłem o tym Geddę, który polecił mi go przyjąć. Turati natomiast zajął w tej sprawie postawę obojętną, wyrażając opinię, że z samą MSI nic się nie da zrobić, ponieważ jest to partia nie ufająca nikomu, należy raczej oprzeć się na byłych wojskowych z armii faszystowskiej, znajdujących się pod jej wpływami.

Barduzzi był nadzwyczaj uprzejmy, ale wykazał dużą naiwność. Naiwność ta ujawniła się m. in. w oświadczeniu, iż Akcja Katolicka i Comitati Civici, powinny całkowicie zerwać z chrześcijańską demokracją i popierać jedynie MSI, a to z tego powodu, że - zdaniem jego - jest to jedyna partia mająca zapewnioną przyszłość i zdolna bronić interesów katolików, jedyna partia, która zdolna jest odnieść zwycięstwo podczas wyborów politycznych.

Powstrzymałem się od własnych uwag, ograniczając się jedynie do zapewnienia, że przekażę wszystko Geddzie. I tak rzeczywiście uczyniłem. Po wysłuchaniu sprawozdania Gedda określił propozycje MSI jako idiotyzm. Śmiał się przy tym do rozpuku. „Biedni faszyści! - powiedział. - Są zarozumiali i głupi”.

Następną rozmowę przeprowadziłem z Gedda w Instytucie „Maria Assunta” przy via Transpontina. Było to 6 września, tego właśnie dnia mieli się spotkać przedstawiciele zainteresowanych partii. Przy naszej rozmowie obecny był również Salmieri. Gedda nie mógł nas przyjąć natychmiast, musiał bowiem wygłosić przemówienie do zebranych kapelanów Akcji Katolickiej. Wezwał mnie i powiedział: „W przemówieniu, które mam wygłosić, podam mój program. Niech pan posłucha, a będzie pan zadowolony”.

Było to rzeczywiście ważne przemówienie, ukazało mi ono horyzont polityczny Geddy. Nakreślona przez niego koncepcja stała się następnie wytyczną programową ruchu, który starał się on stworzyć.

Pozwalam sobie zacytować kilka zdań, szczególnie przypominających swym stylem wypowiedzi z okresu faszyzmu:

„Zanim umożliwimy ludziom wiarę w ideały ponadnaturalne, należy im udostępnić ideał naturalny, który reprezentowany jest wyłącznie przez naród”. „Wśród członków Akcji Katolickiej musimy utrwalić przy pomocy wszelkich dostępnych środków ideę istnienia państwa włoskiego”.

„Jak dotychczas - komentował te wypowiedzi Salmieri - nie widzę w tym nic nadzwyczajnego”.

Gedda ciągnął dalej: „Ponieważ związki małżeńskie są z zasady zawierane między Włochami, a więc istnieje włoski typ rasowy, dlatego też następuje stałe wzmacnianie jakości krwi...”. „Krew to nie woda. Trzeba mieć oczy otwarte na ten fakt...” ...Rząd, który zapomina o tym, jest rządem słabym, jest złym administratorem interesów narodowych...”

„W tym stanie rzeczy Akcja Katolicka jest silą apolityczną, czego jednak w żadnym wypadku nie można powiedzieć o Comitati Civici; siły te nie mogą być postawione poza nawiasem życia politycznego narodu, szczególnie ze względu na ich decydujący wkład w zwycięstwo chrześcijańskiej demokracji w dniu 18 kwietnia. Dlatego też mamy prawo wypowiedzieć nasze zdanie, mamy prawo do krytyki i do działania według naszej woli... Władze katolickie postarają się, aby ich glos był usłyszany”.

Zakończywszy swe przemówienie i uwolniwszy się od otaczających go ludzi, Gedda powiedział mi, że mocno żałuje, ale - niestety - nie będzie mógł uczestniczyć w zebraniu wyznaczonym w tym dniu na godzinę 21, gdyż musi wyjechać do Asyżu. Prosił więc, abym go zastąpił. „Ojcze - powiedział - niech pan wystąpi w moim imieniu; wszak zna pan już moje myśli”.

Tak więc tego samego dnia o godzinie 21 w biurze moim, w Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim, zebrali się Salmieri i przedstawiciele partii: książę Vanni-Teodorani (zięć Arnalda Mussoliniego, prawa ręka Grazianiego, uczestnik kolumny, która wraz z „ducem” wybrała się do Dongo* [*Chodzi o grupę z Mussolinim na czele, który w ostatniej fazie wojny, w obliczu nieuniknionej klęski faszyzmu, usiłował uciec z Włoch do Szwajcarii. Plan ucieczki nie powiódł się jednak dzięki czujności partyzantów włoskich, którzy grupę tę zatrzymali w okolicach miasteczka Dongo. Najbardziej skompromitowani przedstawiciele faszystów zostali następnie skazani przez Trybunał Wojskowy na karę śmierci i rozstrzelani. - Red.]), Renato Ambrosi - De Magistris, Teodoro Cutolo i Emilio Di Nunzio. Vanni reprezentował komitet tzw. „republiki socjalnej”, Ambrosi - Narodową Partię Monarchistyczną, Cutolo - Partię Liberalną, Di Nunzio - Unię Monarchistów Włoskich.

Przeanalizowano ogólną sytuację polityczną i stwierdzono, że chrześcijańska demokracja nie jest zdolna kierować losami kraju. Zebrani zgodzili się, że jedynym wyjściem z tej sytuacji jest realizacja planu Geddy, tj. utworzenie nowej partii masowej. Stwierdzili, że konieczne jest zgrupowanie szerokich mas, których jakoby jedynymi przedstawicielami są właśnie oni, dodając że jest to jedyny sposób zagrodzenia drogi komunizmowi.

Podczas tego zebrania, obserwując podniecenie zebranych osób, ich powierzchowność i wulgarność, z jaką dyskutowali i roztrząsali podstawowe zagadnienia polityczne i ekonomiczne, odczuwałem wewnętrzne cierpienie. Nędza moralna partii reprezentowanych przez wspomnianych wyżej uczestników zebrania była widoczna. Całą swą wiarę pokładano w Geddzie w nadziei, że uda się uzyskać od niego odpowiednie środki, aby reprezentowane przez nich partie mogły zdobyć większe wpływy i zapewnić sobie przyszłość.

Słuchając wynurzeń o setkach milionów lirów, które Akcja Katolicka „z całą pewnością” im podaruje, zdawałem sobie sprawę z komizmu i równocześnie tragizmu tego zebrania. Podczas gdy we Włoszech panowała nędza, mówili oni o milionach lirów, które w przekonaniu biedaków są wydatkowane zgodnie z duchem sprawiedliwości i chrześcijańskiego miłosierdzia.

Na zakończenie podkreślono konieczność wydawania tygodnika i zwołania dwóch zebrań: jednego w Rzymie, drugiego w Neapolu. Po osiągnięciu całkowitego porozumienia w tych sprawach zebranie zakończono.

 

III. Gedda nowym „mężem opatrznościowym”, program polityczny klero-faszystów

 

Zebranie w dniu 6 września, w którym uczestniczyli przedstawiciele partii politycznych sprzymierzonych z Geddą - faszyści, monarchiści i liberałowie - stanowi jak gdyby zakończenie „pierwszego etapu” działalności politycznej Geddy. Równocześnie stworzyło ono przesłanki do rozpoczęcia „drugiego etapu”, którym obecnie się zajmiemy.

Po zawarciu przymierza między wymienionymi wyżej partiami i Akcją Katolicką należało nadal kontynuować rozpoczęte dzieło. Z wielu przyczyn stało się jednak inaczej. Wahania nurtujące Geddę były odzwierciedleniem wahań nurtujących wyższą hierarchię watykańską. Ta ostatnia była niezdecydowana, ale nie z powodu jakiejś wstydliwości, nie z obawy przed zawarciem haniebnego porozumienia między aktywnymi katolikami a grupami faszystowskimi, ale z tej prostej przyczyny, że wybór między chrześcijańską demokracją - z jednej strony - a zarysowującym się na horyzoncie politycznym Włoch nowym ugrupowaniem politycznym - z drugiej - był dość trudny. Wyższa hierarchia nie wiedziała, która z tych partii będzie lepszym reprezentantem jej interesów i pewniejszym gwarantem zachowania jej dotychczasowych przywilejów.

Na podstawie zdania, które usłyszałem od Geddy w dniu 5 września (było to w czasie krótkiej rozmowy, która miała miejsce w centralnej siedzibie Akcji Katolickiej), zorientowałem się, że jego swoboda działania jest silnie ograniczona i że każde jego posunięcie jest ściśle kontrolowane przez Watykan. Gedda wyraził opinię, że wskutek przerażenia, jakie wzbudzą w kierownictwie chadecji prowadzone pertraktacje, będzie można dokonać „wewnętrznego uzdrowienia” chrześcijańskiej demokracji. Do tego celu zmierzał on od kilku miesięcy, a w szczególności od chwili opublikowania na łamach „Collegamento” (numer lipcowy) swego słynnego i pełnego gróźb artykułu pt. „Po wyborach”. Dodał też, że taka jest wola „góry”. „W każdym razie - pisał w swym artykule Gedda - jeśli chrześcijańska demokracja nie zareaguje na to* [*Tj. nie posłucha całkowicie Geddy. - Red.], to tworzona przez nas organizacja polityczna przejdzie od gróźb do czynów”.

W rzeczywistości jednak chodziło o coś innego. Watykan nie był jeszcze zdecydowany, wahał się w podjęciu ostatecznej decyzji. W czasie rozmowy, którą przeprowadziłem później (dnia 18 października) w Watykanie z monsignore Montinim (zastępca sekretarza stanu i prawa ręka papieża w sprawach politycznych), zorientowałem się, że chrześcijańska demokracja traktowana jest jak tonący okręt; niemniej kierownicy polityki watykańskiej nie byli jeszcze zdecydowani, czy nadeszła odpowiednia chwila, aby pozwolić mu pójść na dno. Ich zamiarem było stworzenie możliwości podwójnego rozwiązania, zdobycie obosiecznego miecza: z jednej strony popierać chrześcijańską demokrację, z drugiej zaś - pomagać Geddzie w tworzeniu partii klerykalno-faszystowskiej. W odpowiedniej chwili, posiadając w swym ręku obydwie siły, zadecydują, na której z nich korzystniej jest się oprzeć.

Po pierwszym zebraniu, które wyżej opisałem, Gedda powiedział mi, że pragnie osobiście poznać przedstawicieli zainteresowanych partii. Dnia 27 października o godzinie 12.30 spotkał się przy ul. Conciliazione z przedstawicielami faszystów: z Vanni i Caradonną. Dnia 31 października o godzinie 12 (w tym samym lokalu) odbył dłuższą rozmowę z Savaresem i Guglielmim, reprezentującymi Unię Monarchistów Włoskich. „Wszyscy - doniósł mi następnie Salmieri, który otrzymał polecenie zbadania ich nastrojów - stwierdzili, że nareszcie znaleźli szefa, jakiego pragnęli, «męża opatrznościowego»”.

W sprawie składu „nadkomitetu”, tj. organu, który miał kierować całością, zwróciłem się do Pierro Pisenti - b. ministra sprawiedliwości w rządzie „republiki Salo”, męża zaufania Grazianiego - który poradził mi wybrać „nadkomitet” spośród następujących osób: Volpe, b. członek faszystowskiej Akademii Włoskiej Carnelutti, Carlo Silvestri, Piero Bargellini, Ardengo Soffici, książę Borghese, gen. Esposito, gen. Fettrappa-Sandri. Jednak nie ze wszystkimi wymienionymi osobami nawiązano kontakt. „Należy - mówił Gedda - wciągnąć jakiegoś posła z chrześcijańskiej demokracji. Dobrze byłoby rozejrzeć się wśród odłamu «vespistów»* [*Skrajnie reakcyjne skrzydło chadecji włoskiej. Nazwa pochodzi od nazwiska jego przywódcy. - Red.], gdzie mam wielu przyjaciół”.

Vanni kilkakrotnie nalegał (było to w październiku), aby jak najszybciej rozpocząć publikację dwóch dzienników: w Rzymie i Neapolu. Wydawanie każdego z tych dzienników wymagałoby subwencji w wysokości około 80 milionów lirów. Poza tym należało zainteresować się specjalnym wydawnictwem dla okręgu mediolańskiego. Proponowana nazwa dziennika brzmiała: „Il Popolo d’Italia”* [*Dawna nazwa oficjalnego organu włoskiej partii faszystowskiej. - Red.]. „Dziennik - zapewniał Teodorani - będzie miał olbrzymie wzięcie”. Gedda, któremu podczas rozmowy w dniu 19 października doniosłem o tych sprawach, okazał n...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin