126_Dziurawiec_Andrzej_-_Inny_czas.pdf

(467 KB) Pobierz
Flash
Ewa wzywa 07... Ewa wzywa
Andrzej Dziurawiec
INNY CZAS
714027757.001.png
Bogdan Kucharski, lat 53, wykształcenie średnie, zawód: scenograf filmowy:
— Mieliśmy zacząć o siódmej, ale kolaudacja się przedłużyła i musieliśmy czekać na Kownasa. Przyje-
chał przed ósmą. Wszyscy już byli. Kownas powiedział parę slow, był bardzo zadowolony, len odcinek dostał
pierwszą kategorię artystyczną.,. No i później normalnie, jak to na bankiecie. Jedni rozmawiali, inni tańczy-
li, a wszyscy pili... Przepraszam, nie wszyscy. Ostankiewicz nie pił. nie może. ma wszyty esperal... Nie, żad-
nych scysji nie było, trochę się tam przemówili szwenkier z Kozakiem, drugim reżyserem, nie przepadają za
sobą, ale do rękoczynów nie doszło... Nawet nie wiem. o co im poszło, pewnie o Grałek. który ma z nią iść...
Nie, żaden w końcu nie poszedł, spiła się szybko i zasnęła w tym małym pokoju obok pracowni... Tak. na
piętrze. Stawski nawet tam poszedł za nią, ale sam też już był dobry... nie bardzo wiedział, co się z nim dzie-
je... Mało mi sprzętu nie zdemolował... Kupiłem niedawno aparaturę nagłaśniającą, znakomita, nasza, ale w
zasadzie tylko na eksport, nieważne, specjalnie umieściłem ją w pakamerze i tylko głośniki wstawiłem do
pracowni... Wie pan. jak to bywa na przyjęciach... Aha, ze Stawskim, no więc wlazł mi do pakamery i zaczął
coś tam majstrować przy wzmacniaczu, przegoniłem go... później też zasnął, na kanapie, w pracowni... Parę
minut po dziesiątej Kownas odjechał... Tak, taksówką, nawet na ognisku nie został... Szkoda, ...Tak. ma pan
rację, ale kto mógł przewidzieć? ... No tak, morderca, tylko morderca... No i co dalej? Zeszliśmy na dół. do
ogrodu. Na ognisko. Udało mi się załatwić kiełbasę... Tak. wszyscy z wyjątkiem Grałek i Stawskiego. Piekli-
śmy kiełbaski, gadaliśmy, bardzo przyjemnie było... No nie. nie wszyscy cały czas siedzieli przy ognisku,
odchodzili, spacerowali po ogrodzie, znowu wracali... Jak padły te strzały, to na pewno byli Grucha — kie-
rownik produkcji, Andrzej Mróz — operator i Staromłyński —asystent Kownasa, fotosista. No i ja oczywi-
ście. Zresztą można to sprawdzić. Staromłyński robił cały czas zdjęcia. Ostatnie tuż przed... No i nagle te
strzały... Tak, dwa, jeden za drugim.
Pobiegliśmy na górę. Nie mogliśmy się do niej dostać, drzwi były zamknięte od wewnątrz. Na szczęście
w kuchni mam zapasowe klucze, przyniosłem, otworzyliśmy... No i dalej już pan wie...
...Tak, to już chyba wszystko. Chociaż nie, jeszcze taki drobiazg: jak byliśmy na dole, przy tym ogni-
sku, to nagle potwornie głośno zaczął grać magnetofon. Aż się sąsiedzi pobudzili, to jednak dwa razy po
czterdzieści watów... Pobiegłem na górę i zgasiłem. Pewnie Stawski się ocknął i puścił na całą moc... Ryk
był niemożliwy... Ale to tylko przez chwilę... Nie pamiętam dokładnie, jakieś piętnaście może minut przed
tymi strzałami... Teraz to już chyba naprawdę wszystko.
Zadra zastopował taśmę. Przez chwilę bawił się jeszcze bezwiednie klawiszami, aż Ba mych ostenta-
cyjnie odsunął służbowy magnetofon.
— Są już te zdjęcia — podsunął mu kopertę z odbitkami ilustrującymi zeznania Kucharskiego.
Kownas z kieliszkiem w uniesionej dłoni, perorujący coś do otaczających go półkolem gości. (Zadra
znał tę twarz, pojawiała się czasami w telewizorze, lecz nie pamiętał żadnego z jego filmów). Bożena Gra-
łek (nawet ładna, choć chyba już pijana) z Ostankiewiczem wysokim, chudym, pomarszczonym, siwym.
Kłócą, się? To raczej ona krzyczy na niego. On milczy, patrzy gdzieś w bok. na potężną kolumnę głośniko-
wą.
Stawski i Kozak naprzeciw siebie: napięci, czujni... (aż dziw. że się jednak nie pobili).
Ostankiewicz niesie dwie butelki wódki. W tło tańczący: Bożena z Kozakiem i Thorstein z Mrozem.
Ci ostatni przytuleni mocno, oczy półprzymknięte. Romantycznie.
Stawski pijany, rozwalony na kanapie, zasłania ręką oczy, przed błyskiem flesza pewnie...
A teraz już w ogrodzie przed willą Kucharskiego, przy ognisku: gospodarz, Grucha i Mróz. Trzymają
nad ogniem nadziane na patyki kiełbaski. Uśmiechnięci, zadowoleni...
I ostatnie: Grałek naga, na łóżku... Ciemna plama wokół głowy. Oczu nie widać, leży na brzuchu, ręce
rozrzucone szeroko... Na podłodze przy łóżku pistolet, nieco bliżej drzwi — klucz.
— Tak, to rzeczywiście ilustracje do tych zeznań Pełna zgodność. Aż miło. Kucharski nie mógł wi-
dzieć tych zdjęć?
— Nie. no skąd. Wzięliśmy film od razu na miejscu. Wywołany był już u nas.
— W porządku. Przeczytaj spis gości. Barnych nie musiał czytać, znał już tę listę na pamięć. Otworzył
wprawdzie przed sobą notes, ale nawet do niego nie zajrzał:
Piotr Kownas — reżyser.
Zbigniew Stawski — operator kamery, czyli szwenkier.
Wiesław Staromłyński — asystent reżysera i fotosista.
Andrzej Mróz — operator obrazu.
Waldemar Kozak — drugi reżyser.
Jerzy Grucha — kierownik produkcji.
Monika Thorstein — drugi kierownik produkcji.
Bronisław Ostankiewicz — drugi scenograf.
Bożena Grałek — asystentka kierownika produkcji.
— Zapomniałeś o Kucharskim — nie omieszkał wytknąć porucznikowi Zadra.
— Prosiłeś o gości, a Kuchnrski był gospodarzem. Pudło, kolego Barnych nawet nie starał się ukryć
złośliwej satysfakcji.
— Rzeczywiście. Chyba się starzeję. Żona twierdzi, że zaczynam siwieć... i kapitan instynktownie po-
gładził się po ciemnych jeszcze zupełnie włosach na skroni.
— Wspaniale. Może przejdziesz na wcześniejszą emeryturę...
— Jak Warecki na przykład? Dziękuję. Dobrze mi, widzę, życzysz...
— Oczywiście. Od wczesnego dzieciństwa chciałem być emerytem. Ewentualnie rencistą. A ty?
— Oficerem, rzecz jasna Najchętniej milicji. Wiesz, mundur, pistolet, te sprawy... To bardzo męskie,
szczególnie dla sześciolatka...
— I co, nic przeszło ci?
— Jak by ci tu powiedzieć...? No dobra, poflirtowaliśmy. a teraz do roboty. Przesłuchałeś wstępnie ich
wszystkich? — Zadra ponownie zaczął przeglądać zdjęcia z bankietu. Przerzucał je cały czas słuchając wy-
jaśnień porucznika.
— Tych, którzy byli na miejscu — tak, z wyjątkiem Stawskiego, nic dało się z nim jeszcze rozma-
wiać...
— I...?
— I nic, a w każdym razie niewiele. Ta Thorstein migdaliła się cały czas z Mrozem; na chwilę tylko,
przed tymi strzałami, weszła do willi, ponoć chciała się czegoś napić, ale chyba poprztykała się trochę z tym
całym operatorem, minę miała raczej niewyraźną. On zresztą też... Może zostawiłbyś w końcu te zdjęcia...
Czy ty w ogóle słyszysz, co mówię? —Barnych nie lubił mówić w przestrzeń, a kapitan zdawał się zupełnie
nie reagować na jego słowa.
— I co dalej z tą Thorstein? Zadra zignorował skargę kolegi i wciąż błądził nieuważnym spojrzeniem
po odbitkach.
— Nic. Tak w każdym razie twierdzi. Była w połowie schodów, kiedy usłyszała. Przestraszyła się.
zbiegła na dół. w drzwiach spotkała się z pozostałymi...
— Ile czasu mogło upłynąć od strzałów do tego spotkania?
— Nie da się ustalić. Może pięć, może dwadzieścia pięć sekund. Zanim tamci się zorientowali, pod-
nieśli, podbiegli do wejścia...
— Rozumiem. Kozak i Ostankiewicz?
— Twierdzą, że szwendali się po ogrodzie. Osobno. Dobiegli do reszty już po otwarciu pokoju.
— W porządku. I tak będę jeszcze z nimi rozmawiał Coś więcej?
— Możemy spokojnie przyjąć, że to któryś z gości. Żadnych śladów kogoś z zewnątrz. Oczywiście
mógł działać bezśladowo. ale...
— Jasne Co z laboratorium?
— Strzelano przez koc Wygląda na to. że morderca chciał przynajmniej trochę stłumić odgłos...
— Średnio mu się udało Zeznali zgodnie, że strzały słychać było całkiem wyraźnie. Jakieś odciski na
broni?
— Żadnych. Pistolet oczywiście nie rejestrowany. Zadra wstał, oparł ręce o poręcz krzesła i stał tak nie-
ruchomo pochylony nad biurkiem. Minutę, drugą... Barnych zaczął się niecierpliwić. Nie znosił takiego bez-
ruchu.
— Wiesz. Marcin, z dwojga złego to już chyba wolę, jak chodzisz.
— Wódki bym się napił... — dopiero po chwili, nie zmieniając pozycji, do siebie bardziej wymruczał
Zadra.
— Widzę, że niespecjalnie się cieszysz z tej sprawy...
— Myślisz?... No dobra, masz tam coś jeszcze? :— Na razie to wszystko. Wyniki sekcji będą
jutro. Ale nie łudź się samobójstwo to to nic jest.
— Rodzinę już powiadomiłeś?
— Nie miała rodziny.
— Może i lepiej. Gidzie mieszkała?
— Miała kawalerkę na Dolnej.
— Byłeś?
— A kiedy, nie wiesz przypadkiem?
— Nie wiem. i powiem szczerze: średnio mnie to interesuje. Jedź tam zaraz.
— Marcin, coś ty, żartujesz chyba... Jedenasta dochodzi. Czy wiesz, o której wczoraj skończyłem?
Zadra wciąż pochylony nad biurkiem, oparty o krzesło, nawet nie podniósł głowy. Tym samym co
przed chwilą tonem, wciąż jakby do siebie, powiedział wolno, spokojnie:
— Podporuczniku Barnych. udacie się natychmiast do mieszkania denatki Bożeny Grałek w celu prze-
prowadzenia przeszukania. Jutro o ósmej trzydzieści przedstawicie mi raport. Zrozumiano?
Barnych spąsowiał. Instynktowna przyjął postawę zasadniczą. Bez słowa skierował się ku wyjściu. Już
w drzwiach dobiegł go cichy glos Zadry:
— No. powiedzmy o dziewiątej.
Grucha zjawił się w komendzie dopiero wpół do dziewiątej. Zadra bez słowa wskazał mu miejsce na-
przeciw siebie. Nie spieszył się specjalnie z rozpoczęciem przesłuchania. Nie czuł sympatii do swego roz-
mówcy, nie lubił ludzi z wypisaną na twarzy wiarą we własną nieomylność, tych grubokarkich. którzy zaw-
sze mają rację: może to nawet za słabo powiedziane: „nie lubił".
Kierownik produkcji nic sprawiał wrażenia zdenerwowanego czy podekscytowanego choćby. „Tak.
ten człowiek zawsze i wszędzie jest u siebie" — pomyślał Zadra przyjmując carmena z rozpieczętowanej
właśnie przez Gruchę paczki.
— Więc czym mogę służyć, panie kapitanie? ... Przepraszam, nic wiem. czy odgadłem stopień?
— Nieważne. Proszę mi opowiedzieć wszystko, co pan wie o Bożenie Gratek.
— A przebieg przyjęcia nic interesuje pana?
— Nie. Ona była pana asystentką, prawda?
— Tak, jestem kierownikiem produkcji filmu. Pracowała ze mną od jakichś dwóch lal. Tak, niemal
dokładnie, zaczęła w lipcu siedemdziesiątego ósmego. Robiliśmy razem. Dzienniki Historyczne . To był bar-
dzo ciężki film. Nawet pan sobie nie wyobraża. Sześćdziesiąt dziewięć obiektów zdjęciowych, czterysta
jedenaście...
— To fascynujące — przerwał mu brutalnie Zadra —ale pomówmy jednak o pani Bożenie.
—Tak. właśnie... Bożena... — Grucha speszył się jednak odrobinę, w każdym razie zgubił na chwilę
wątek. — No więc przyszła do mnie prosto po łódzkiej szkole. Była solidna, uczciwa... Nie miałem do niej
żadnych zastrzeżeń. Po tym filmie miała debiutować jako drugi kierownik. Bardzo ją ceniłem... — zawiesił
głos przypominając sobie w końcu, że mówi o zmarłej.
— Czym konkretnie się zajmowała?
— Prowadziła obiekty.
— To znaczy?
— Zajmowała się od strony produkcyjnej całą 'inscenizacją. Uczestniczyła w dokumentacjach, przygo-
towywała obiekty zdjęciowe, utrzymywała kontakt z ich właścicielami... No. mnóstwo spraw. Współpraco-
wała z pionem scenograficznym.
— To znaczy z panem Kucharskim głównie?
— Nie, z nim właśnie najmniej. On robi dokumentację, wybiera obiekty, a na planie zjawia się bardzo
rzadko. Zresztą nie musi. Bożena działała głównie z Ostańkiewiczem. naszym drugim scenografem, i z Kry-
styną Szaser, dekoratorem wnętrz.
—Drugi kierownik produkcji, drugi reżyser, drugi scenograf to rozumiem — ktoś w rodzaju zastępcy,
tak?
Zgłoś jeśli naruszono regulamin