Sunrise 15.txt

(10 KB) Pobierz
Rozdzia� 15 "Telefon" 

Nie mia�am racji. Po raz kolejny si� myli�am. To by�o straszne. Zdradziecki obcas spowodowa� burz�. Nigdy nienawidzi�am tych przekl�tych but�w. 
- Bello, b�d� powa�na, chyba nie chcesz i�� do szko�y bez makija�u! 
Spojrza�am na moje zrozpaczone odbicie w lustrze i j�kn�am. Monica biega�a po domu, szukaj�c jakiego� b�yszczyka, kt�ry mia� si� znale�� na moich ustach. Nie potrzebowa�am makija�u, by wygl�da� �adnie. �aden wampir nie potrzebowa�, jednak moja siostra uwa�a�a inaczej. Zazwyczaj udawa�o mi si� wymkn�� z domu, niezauwa�ona, jednak tym razem� Ugh, przekl�ty obcas! By�am zbyt zamy�lona, by dba� o to, czy moje stopy w zetkni�ciu z pod�o�em, wydaj� jaki� d�wi�k. Dopiero, gdy us�ysza�am ciche stukni�cie na panelach, przekl�am w my�lach i przy�pieszy�am. Po sekundzie, na mojej talii zacisn�y si� czyje� ramiona i us�ysza�am �miech, kt�ry w innej sytuacji wyda�by mi si� potwornym rechotem samego diab�a. 
- Mam ci�, Bells! Nie puszcz� ci� do szko�y bez odpowiedniego wygl�du! 
Tak oto zosta�am wci�ni�ta w potwornie kr�tk� sp�dniczk� i jasny top, a moje w�osy przesz�y przez kilkuminutowe zabiegi piel�gnacyjne i zosta�y upi�te klamr�. Nie wygl�da�am �le, ale czu�am do�� du�y dyskomfort. Na dodatek ten b�yszczyk, lekkie cienie na powiekach� Zazwyczaj Monica nie jest taka wymagaj�ca, je�eli chodzi o m�j wygl�d. Zapyta�am j� o powody jej post�powania, gdy malowa�a mi usta grub� warstw� krwistoczerwonej pomadki. 
- Bells, to chyba oczywiste - pokr�ci�a g�ow� - nie ruszaj si�, rozmaza�am Ci szmink�. 
Dalej nie wiedzia�am, o co jej chodzi, a na parking dojecha�am tu� przed rozpocz�ciem lekcji. Wpad�am do sali od historii odrobin� sp�niona, jednak jeden u�miech wystarczy�, by nauczyciel nie robi� �adnych problem�w, jak to mia� w zwyczaju. Usiad�am na krze�le, czuj�c na sobie po��dliwe spojrzenie r�wie�nik�w. Historyk nerwowo gmera� w notatkach, co rusz poprawiaj�c czarn�, lekko rozwichrzon� czupryn�. Bez po�piechu wyci�gn�am ksi��ki i zapisa�am temat w zeszycie. Po chwili poczu�am lekkie uderzenie w kark i si�gn�am do w�os�w, �api�c ma�y obiekt, zanim wpad� mi za koszulk�. By� to zwini�ty w kulk� li�cik. Rozwin�am go z u�miechem. 

Cze��. To ja, Mike, pewnie poznajesz po pi�mie. Ale jak nie poznajesz, to ju� wiesz. 
Extra dzisiaj wygl�dasz, wiesz? Naprawd� sza�owo. 
Pomy�la�em sobie, �e mo�e posz�aby� ze mn� do kina? Co o tym s�dzisz? 

Westchn�am za�enowana, jednak nie przestaj�c si� u�miecha�. Jego poziom inteligencji walczy� z poziomem ortografii, o miejsce numer jeden w Rzeczach, Kt�re Bell� Swan Irytuj� Najbardziej. 

Ah, Mike, dzi�kuj�, �e si� podpisa�e�, nie wiedzia�am, �e to ty! Totalnie mnie zaskoczy�e�, naprawd�! Wiem, �e wygl�dam sza�owo, jeste� jedn� z tysi�ca os�b, kt�ra mi to dzi� m�wi. 
S�dz�, �e to nie jest dobry pomys� - i�� z przyjacielem do kina, w czasie, gdy na wielkim ekranie pokazywane s� praktycznie same romanse. By�oby to nie fair w stosunku do moich adorator�w, na przyk�ad pana od historii� 

Rzuci�am li�cik w jego kierunku, bezb��dnie celuj�c w jego opuszczon� na zeszyt, d�o�. Obieca�am sobie, �e ju� wi�cej nie b�d� m�czy� biednego ch�opaka i powiem mu prosto z mostu, ca�a prawd�. Dyskretnie uderzy�am si� d�ugopisem w czo�o, doszcz�tnie go rozgniataj�c. Biedny ch�opak, pomy�la�am, zbieraj�c z �awki kawa�ki plastiku. Ma nadziej�, a ja musz� mu j� tak brutalnie odebra�. 
Przez reszt� lekcji nie dosta�am od niego ju� �adnego listu, pewnie poczu� si� ura�ony. Jednak zaraz po dzwonku, gdy spakowa�am ksi��ki, podszed� do mnie i z u�miechem zaproponowa� mi, �e odprowadzi mnie do nast�pnej sali. Nie mog�am odm�wi� temu biednemu ch�opcu i wyszli�my. Korytarze by�y niemal ca�kiem puste - tego dnia bardzo du�o klas zosta�o zaproszone na jakie� pokazy chemiczne, fizyczne czy B�g wie co innego. Korytarz, kt�rym w�a�nie szli�my, by� jednym z najd�u�szych w szkole. Nie by�o na nim nikogo opr�cz nas. Szli�my powoli, nie �piesz�c si�. Mike nerwowo kr�ci� schowan� w d�oni zakr�tk� od d�ugopisu. 
- Wiesz, Bello, szkoda, �e nie mo�emy p�j�� razem do kina. - wymamrota�. Przybra�am zasmucony wyraz twarzy. 
- Wiem, ale ju� Ci to t�umaczy�am� - westchn�am z udawan� rezygnacj�, a Mike, mimo mojego kompletnego braku umiej�tno�ci aktorskich, pos�a� mi spojrzenie pe�ne zrozumienia. Po chwili jednak si� rozpromieni�. 
- Bello, a co je�li by�my wyjechali gdzie� tak, aby nikt nie wiedzia�? Mo�e do La Push, nad morze? 
Nie mog�am powstrzyma� poirytowania. Dlaczego nie m�g� zwyczajnie odpu�ci�? 
- Mike, nie chc� si� ukrywa�. Je�li b�d� chcia�a pojecha� z tob� nad morze, powiem Ci to. Teraz niestety nie mog�. Poczekam, a� pewne sprawy si� uspokoj�. 
Spu�ci� g�ow�, zrezygnowany. Trafi�am go w samo serce, o ile nie ni�ej. 
- Jasne� - wymamrota�. Po chwili sykn�� i upu�ci� trzyman� w d�oni zakr�tk�. Poczu�am to, zanim zd��y�am wstrzyma� oddech. Ciep�y, s�odki zapach. Krew. Jad zebra� mi si� w ustach, mi�nie rwa�y si� do skoku. G��d zapanowa� nad zmys�ami, wsz�dzie by�a ciemno�� i tylko ten wspania�y zapach. Gard�o pulsowa�o dzikim b�lem, potwornym pragnieniem. Ostatkiem si� gwa�townie cofn�am si� do ty�u. Uderzy�am o �cian�, odrywaj�c od niej kawa�ki tynku i farby. Zacisn�am wargi i stara�am si� opanowa�, pchane instynktem mi�nie. Opar�am kurczowo zaci�ni�te d�onie na kolanach i pochyli�am si�. Po chwili, gdy zyska�am odrobin� samokontroli, otworzy�am oczy. Mike sta� kilka metr�w ode mnie, patrz�c na mnie zdziwiony. U�miechn�am si� delikatnie, walcz�c z pragnieniem, by rzuci� mu si� do gard�a. 
- Ja.. nienawidz� widoku krwi - zamkn�am oczy, staraj�c si� dopuszcza� jak najmniej tlenu do p�uc - i jej zapachu. 
Patrzy� na mnie zdezorientowany, a ja modli�am si� w duchu, �eby uwierzy�. Ku mojej uldze, u�miechn�� si� uspokajaj�co. 
- Jasne, Bells. To mo�e� ja ju� p�jd� do klasy. Ok? 
Energicznie przytakn�am g�ow�. Pomacha� mi nie�mia�o, odrobin� zdezorientowany i odszed�. Sta�am tak jeszcze chwil�, �api�c oddech. Nagle poczu�am czyj�� d�o� na ramieniu. 
- Ju� dobrze? 
Podnios�am wzrok i ujrza�am z�otookiego blondyna. Poczu�am, jak moje mi�nie si� rozlu�niaj� i wreszcie mog�am si� wyprostowa�. 
- Tak, dzi�ki Jasper. - Prze�kn�am nagromadzony w ustach jad. Ch�opak chwil� patrzy� na mnie powa�nym wzrokiem. Spojrza�am mu w oczy i zobaczy�am zrozumienie. Po kilku sekundach, u�miechn�� si� i zabra� d�o�. Nadal czu�am si� rozlu�niona, mimo �e jego oddzia�ywanie na m�j nastr�j zel�a�o. 
- Dobrze sobie poradzi�a�. Wiem, lepiej ni� ktokolwiek, �e to bardzo trudne. 
Odpowiedzia�am mu nie�mia�ym u�miechem. 
- Dzi�ki. Ba�am si� �e nie dam sobie rady. �e nie wytrzymam. �e go zabij�. 
Wzdrygn�am si�, na wspomnienie tego wydarzenia. 
- Edward nie mia�by nic przeciwko temu - Jasper zachichota�. Lekko uderzy�am go w rami� i r�wnie� zacz�am si� �mia�. Stali�my tak chwil�, nie mog�c z�apa� oddechu, rozlu�nieni i rozbawieni. Rzuci�am szybkie spojrzenie na zegarek i poprawi�am torb�. 
- Zaraz zacznie si� lekcja. Musz� lecie�. - Pomacha�am mu, odchodz�c. Reszta lekcji min�a mi do�� szybko, nie mog�am si� doczeka� lunchu. Chcia�am zn�w zobaczy� Edwarda. Na przerwie obiadowej pobieg�am do �azienki, zmaza� przekl�ty b�yszczyk. Nie mog�am z nim wytrzyma�. Dotar�am do sto��wki, ze zdziwieniem stwierdzaj�c, �e przy naszym stoliku siedzi tylko Alice i Jasper. Przywita�am si� z moj� przyjaci�k� ca�usem w policzek, a jej ch�opakowi pos�a�am drobny u�miech. Nie mog�c d�u�ej wytrzyma�, zada�am nurtuj�ce mnie pytanie. 
- Alice, gdzie si� podziewa reszta? Emmett, Rose, Edward? 
- Rose dzi� nie ma w szkole, jest chora - Alice wystawi�a mi j�zyk. Wywr�ci�am oczami. 
- A tak naprawd�? 
- Naprawia jeepa Emmetta. Stwierdzi�a, �e je�eli mo�e robi� co� ciekawego i po�ytecznego, nie p�jdzie do szko�y i nie b�dzie marnowa� czasu na nud�. A na zakupy nie chcia�a ze mn� pojecha� - Alice za�mia�a si� rado�nie - Edward i Emmett powinni zaraz przyj��. 
Przytakn�am. Jedynym powodem, dla kt�rego chodzi�am do szko�y, byli Cullenowie. No i liczne rozrywki z Mike�m. Przyjaci�ka wci�gn�a mnie w pogaw�dk� na temat sukni wieczorowych, a Jasper podrzuca� jab�ko, patrz�c na nas z u�miechem. Cieszy�am si�, �e nie powiedzia� Alice o mojej dzisiejszej przygodzie. Wiedzia�am, �e wystarczy jedna my�l, �eby Edward si� dowiedzia�, jednak stara�am si� tym nie przejmowa�. B�dzie si� o mnie martwi�. Westchn�am i poczu�am lekkie wibracje telefonu w torebce. Przeprosi�am Alice i wysz�am ze sto��wki. Numer na wy�wietlaczu by� mi nieznany, co odrobin� mnie zdziwi�o. Mo�e to pomy�ka? Zrezygnowana, odebra�am. 
- Dzie� dobry, cukiereczku. 
Tylko jedna osoba tak do mnie m�wi�a. 
- Christopher? - z zaskoczeniem wyszepta�am. Zrobi�o mi si� ciep�o na duszy. Tak dawno nie s�ysza�am jego g�osu! 
- Jasne, cukiereczku, a kto inny? Co u Ciebie? Jak mija Ci dzie�? 
- Do�� dobrze� sk�d masz m�j numer? 
- Mam swoje sposoby - za�mia� si� rado�nie. 
- Gdzie teraz jeste�? - Zapyta�am, zaciekawiona. 
- P�ki co, w Europie. Ale przygotuj si�, najprawdopodobniej nied�ugo z�o�ymy Ci wizyt�. 
- Z�o�ymy? 
- S�odka, o Lenie zapomnia�a�? 
Uderzy�am si� w czo�o i za�mia�am. 
- Ah, tak, Lena. Nie, nie zapomnia�am, po prostu jestem odrobin� zdezorientowana? Tak, chyba tak. 
- No c�, nie zdziwi� si�, je�eli to ja jestem powodem twojego samopoczucia. 
- Po cz�ci, owszem. - Wyobrazi�am sobie, jak by si� �mia�, gdybym opowiedzia�a mu o zdarzeniu z Mike�m. 
- W takim razie przepraszam. B�dziemy u ciebie jutro, lub dzi� wiecz�r, w zale�no�ci czy sp�nimy si� na samolot, czy nie. Mamy zaplanowane du�e zakupy. 
S�ysz�c jego zrezygnowany ton g�osu, nie mog�am powstrzyma� �miechu. 
- Mam nadziej�, �e przyjedziecie jak najszybciej. Zadzwonisz jeszcze do Monici i j� poinformujesz? 
- Lena ju� zostawi�a jej wiadomo�� na sekretarce, z pro�b� o oddzwonienie. Je�eli do twojego powrotu Monica nie odbierze wiadomo�ci, to jej powiedz, ok.? 
- Jasne, nie ma sprawy. 
- Ahh, no i pami�taj o naszej umowie. 
- Umowie? - Zdziwi�am si�. Mimo niez�ej, wampirzej...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin