lunar eclipse2.txt

(88 KB) Pobierz
Rozdzia� XV 
Herb 
Czyli 
Jeste� cz�ci� mojej rodziny 

CASIDY: 
Trudno jej si� dziwi�. By� pi�kny, inteligentny, tajemniczy, silny. By� wampirem. 
Nie odst�powa�a go na krok. Wpatrywa�a si� w niego na lekcjach, na przerwach, w sto��wce. Mog�a rozmawia� o nim godzinami. 
Na biologii kierowa�am si� w stron� naszego wsp�lnego stolika i wtedy napotka�am jej b�agalny wzrok. Co mia�am zrobi�? Zamieni�y�my si� miejscami. �B�d� mia�a go dla siebie przez ca�� noc.� 
Nie mog�am si� przyzna�, �e jeste�my razem. Zazdro�� nie mo�e pokrzy�owa� moich plan�w. 
Niedziela. Ko�ci�. 
-Nie zapomnijcie, �e dzisiaj przychodzicie ze swoimi rodzicami na spotkanie! � Loren spojrza�a na mnie i zrobi�a zmartwion� min�. �Nigdy nie by�am na tym spotkaniu, nie mam poj�cia o co jej chodzi�. 
Przewr�ci�am oczami. 
Siedzia�am w gabinecie Carlisle�a. Tym razem nie czyta�am ksi��ki. By�am zupe�nie sama. Wampir otworzy� drzwi, u�miechn�� si� i usiad� za biurkiem. 
- Dlaczego nie jeste� z Aidenem? � zapyta� marszcz�c brwi. � Co� nie tak? 
-Nie nie� To nie tak � u�miechn�am si� krzywo. � Nied�ugo zacznie si� spotkanie z rodzicami w ko�ciele. Nie chce, by patrzy� na mnie z lito�ci�. � Za�mia�am si� pogardliwie. 
-Jest Ci przykro, �e nie idziesz? �spojrza� na mnie badawczo. 
-Nigdy na nim nie by�am. Nie zna�am moich rodzic�w, a wujek hmm.. nigdy nie zast�powa� mi ojca. By� w ko�cu niewiele starszy ode mnie. � wzruszy�am ramionami. Carlisle mia� racj�. By�o mi przykro. 
-Wiesz, zawsze mog� i�� z Tob�, je�li chcesz. � spojrza�am na niego z uniesionymi brwiami. 
-Od kiedy jeste� moim ojcem Carlisle? 
-Od czasu, gdy jeste� w zwi�zku z moim synem i od kiedy przyja�nisz si� z Alice i Jasperem. A poza tym, kocham Ci� jak c�rk� � Z jak� �atwo�ci� mu przysz�o wypowiadanie takich s��w. Pokiwa� g�ow� z u�miechem i spl�t� palce na piersi. U�wiadomi�am to sobie. Carlisle by� moim ojcem. Tym, kt�ry si� troszczy, kt�ry pyta �Jak w szkole?� albo �Czy chcesz o tym porozmawia�?�. Tym, kt�ry m�wi �Potrzebujesz pomocy?�.Naprawd� by�am cz�ci� rodziny Cullen�w. 
- M�g�by�? � Zapyta�am niepewnie. U�miechn�� si� szeroko. 
Gdy byli�my ju� pod ko�cio�em osoby tam obecne patrzy�y na nas z otwartymi ustami. Wci�� mia�am w�tpliwo�ci. Nie po to staram si� chroni� rodzin� Cullen�w, �eby teraz chodzi� do ko�cio�a z Carlislem, udaj�c, �e jest moim ojcem, do cholery! Ale� tak bardzo chcia�am tu by�. Z bardzo wa�n� dla mnie osob�. 
Loren spojrza�a na mnie lekko zszokowana. Otrz�sn�a si� i zawo�a�a 
-Cze�� Cas! Dzie� dobry doktorze Cullen! � szepn�am jej do ucha, na tyle cicho, by jej mama nie us�ysza�a. 
-Uwa�aj, bo b�dziesz musia�a si� spowiada� z nieczystych my�li o �onatym m�czy�nie. � Wystawi�a mi j�zyk i zachichota�a. 
Tego dnia, �adna kobieta w ko�ciele nie mog�a si� skupi�. Zaczynaj�c od trzynastolatek a ko�cz�c na sze��dziesi�ciolatkach. Spojrza�am w bok. Carlisle modli� si� z zamkni�tymi oczami. Wygl�da�, jakby �wieci� na tle ciemnych mur�w. U�miechn�am si� czule. �Objawi� nam si� anio��. 
Trzyma�am jego rami�. La�o jak z cebra. Maszerowali�my po chodniku cali mokrzy. Parasol, kt�ry trzyma� Carlisle, na niewiele si� zda�. Co chwil� mijali nas ludzie, m�wi�c uprzejme �Dzie� dobry�. Dotarli�my w ko�cu do domu. Carlisle zamierza� usi��� na kanapie, ale brutalnie mu przerwa�am. 
-St�j! 
-Co? � zatrzyma� si� pi�� centymetr�w nad siedziskiem. 
-Pomoczysz moj� ulubion� kanap�! � �Chcia�am powiedzie�,�e b�d� dzisiaj na niej spa�, bo rozwali�am ��ko z Twoim synem, ale pomy�la�am, �e troch� g�upio to zabrzmi�. 
-Zdejmuj koszul�. � powiedzia�am rozkazuj�co. 
- Do�� dwuznacznie to zabrzmia�o. � za�mia� si� 
-Bardzo �mieszne � przewr�ci�am oczami. Oczywi�cie pos�ucha� mnie. 
Gdybym nie widzia�a tylu nagich, wampirzych cia�, to pewnie bym si� zawstydzi�a, albo dosta�a palpitacji serca, w najlepszym przypadku mia�abym nieprzyzwoite my�li. 
Wzi�am bez s�owa jego koszul� i powiesi�am na suszarce. Skierowa�am si� do pokoju mojego wujka. Wyci�gn�am z szafy podobnie wygl�daj�c� i da�am j� Carlisle�owi. Rozmawiali�my o jego rodzinie. Nie ma ju� chyba rzeczy, kt�rej bym o nich nie wiedzia�a. Nagle zada� mi pytanie, kt�re mnie zirytowa�o. 
- Co masz wsp�lnego z Anthonym Hilsonem? � Przygl�da� mi si� badawczo. Czy Aiden mu powiedzia�? 
-Dlaczego pytasz? 
-Aiden chcia� si� czego� o nim dowiedzie�. Nie mam poj�cia dlaczego. Podejrzewam, �e ma to zwi�zek z Tob�. 
-Mieszka�am u niego po �mierci wujka. � Nie k�ama�am, tylko mija�am si� z prawd�. 
-Tak? � uni�s� brwi � Dlaczego w�a�nie z nim? � �Bo kilka wampir�w chce mnie dorwa�. 
- Uratowa� mojego wujka przed �mierci�. Byli przyjaci�mi. � K�amca. 
Nie dr��y� tematu, ale jestem pewna, �e mi nie uwierzy�. Je�li pozna� Anthony�ego, to wie, �e nie zna on s�owa �przyja��. 
-Wiesz, mam w�a�ciwie co�, co chcia�bym Ci da�. � U�miechn�� si� szeroko. 
-Jaka� ksi��ka? � Oczy mi si� za�wieci�y 
-Nie, nie do ko�ca � Za�mia� si�. Wyci�gn�� z kieszeni co�, co wygl�da�o jak �a�cuszek. Wisia� na nim� herb Cullen�w. Zatka�o mnie. Mo�e i uwa�a� mnie za cz�� rodziny, ale� 
-Nie mog� tego przyj�� Carlisle 
-Dlaczego? � Spojrza� na mnie zdziwiony 
-Mo�e ty uwa�asz mnie za cz�onka swojej rodziny, ale nie mo�esz decydowa� za innych. 
-Alice i Jasper Ci� ub�stwiaj�, Aiden Ci� kocha. Reszta te� by Ci� pokocha�a, gdyby� tylko da�a im szans�. Jestem tego pewien. � Wi�c to tak? Chcesz, �ebym narazi�a Twoj� rodzin� na niebezpiecze�stwo? Nie ma mowy. 
-Dobrze, przyjm� to. Ale nie licz, �e pozwol� wtajemniczy� Twoj� rodzin� w cokolwiek! � Wsta� i podszed� do mnie od ty�u. Odgarn�� mi w�osy i zapi�� �a�cuszek. Spojrza�am na sw�j dekolt. Obrazowa� moje �ycie. 
Wisiorek w kszta�cie serca od wujka 
Blizna, kt�r� mam od kiedy pami�tam 
I herb. 
Herb Cullen�w. 

AIDEN: 
Siedzia�em na parapecie u�miechaj�c si�. Wparowa�a do pokoju w r�czniku. Spojrza�a na mnie z uniesionymi brwiami. 
-Puka si�. 
-Oj, wybacz. � stukn��em dwa razy w ram� okna. �Puk puk. � Przewr�ci�a z u�miechem oczami. Ubra�a si� i roz�o�y�a na ��ku. Usiad�em obok niej. Rozplot�em jej d�ugi warkocz i bawi�em si� jej w�osami. Dotyka�em jej szyi, szuka�em ledwo wyczuwalnego pulsu. Wodzi�em koniuszkami palc�w po jej �a�cuszku, od zapi�cia, a� do wisiorka, schowanego mi�dzy piersiami. Tym razem wyczu�em co� jeszcze. Drugi �a�cuszek? Poci�gn��em za niego, by si� mu przyjrze�. 
Herb Cullen�w. 
Kto�? 
Odpowied� wyczyta�em z jej twarzy. 
Carlisle. 
U�miechn��em si� szeroko. No tak� Casidy jest cz�ci� mojej rodziny. Ju� nie tylko dla mnie, ale te� dla innych. Poca�owa�em j� delikatnie i zacz��em si� �mia�. Nawet sobie nie wyobra�a�a, jak g�upio wygl�da�a jej mina. 
CASIDY: 
-My�lisz, �e powinnam go zaprosi�? � Kate wyrwa�a mnie z zamy�lenia. 
-Co, kogo, gdzie? 
-No Aidena! Do kina? � Patrzy�a na mnie swoimi wielkimi, br�zowymi oczami. 
-Hmm� no nie wiem. My�l�, �e tak. � A on powinien si� zgodzi�. W ko�cu to tylko spotkanie. Przeszed� obok nas, spojrza� na mnie i leciutko si� u�miechn��. 
-Aiden! � krzykn�a piskliwym g�osem Kate. Odwr�ci� si� zdziwiony. 
-Wybierzemy si� dzisiaj do kina? � Jego wzrok na chwil� zatrzyma� si� na mnie. Spojrza�am na niego znacz�co i wyszepta�am bardzo cicho i bardzo szybko. �Zg�d� si�. 
-Taa� mo�emy � Nie wygl�da� na zachwyconego. Je�eli chc� chroni� jego rodzin�, musz� opanowa� zazdro��. Odszed�. Przez reszt� dnia Kate piszcza�a mi do ucha i szepta�a podnieconym g�osem. By�o mi coraz trudniej. 
Nast�pnego dnia siedzia�am przed klas� i czyta�am notatki. Obok mnie usiad�a Kate. 
-Jak randka? � zapyta�am. 
- Hmm� fajnie. � Nie by�a ani troch� podekscytowana. 
-Co� si� sta�o? � Mam nadzieje, �e si� nie wygada�. 
-Nie, po prostu� - Spojrza�a na mnie z lekkim u�miechem. �Nic z tego nie b�dzie. 
-Dlaczego? � unios�am brwi. Co on takiego zrobi�? 
-Wiesz, Aiden on� ja my�l�, �e on jest w Tobie zakochany. �Spojrza�a na mnie niepewnie. 
-S�ucham? 
-No bo wiesz. Rozmawiali�my i by� bardzo tajemniczy, tak jak zawsze, a p�niej� p�niej powiedzia�am mu jak� dobr� jeste� przyjaci�k�. Rozmawiali�my o Tobie i bardzo si� o�ywi�. Uwielbienie w jego oczach� to by�o nie do opisania. Wtedy zrozumia�am. � U�miechn�a si� promiennie. Otworzy�am usta w niemym zdziwieniu. Jak ona mog�a to zinterpretowa�? Wsta�a i chcia�a odej��. Odwr�ci�a si� i rzuci�a przez rami�. 
-Nie zmarnuj tego, Cas. Nale�y wam si� szcz�cie. Prawdziwe, a nie takie z romans�w. � Wyszczerzy�a z�by i odesz�a. Siedzia�am os�upia�a pod �cian�. 
-Aiden? � Siedzieli�my w pokoju. 
-Tak? � uni�s� g�ow� znad ksi��ki. 
- My�l�, �e mo�emy by� oficjalnie par�. � Zdecydowa�am. Spojrza� na mnie zaskoczony, po chwili wyszczerzy� z�by. 
- Super! � Jak ma�e dziecko. � A czy mog� - Domy�la�am si�, o co mu chodzi. 
-Nie ma mowy. Nie przedstawisz mnie reszcie rodziny. Im mniej o mnie wiedz�, tym lepiej. Nie b�d� ich w to miesza�. 
-W porz�dku. Chcia�em tylko zapyta�, czy mog� Ci� czasem poca�owa� na oczach tego bystrzaka, kt�ry Ci� ostatnio podrywa�. 
Parskn�am niekontrolowanym �miechem.

Rozdzia� XVI 
Rywal 
Czyli 
Kto pod kim do�ki kopie� 

CASIDY: 
Cholera. Chyba nie ob�dzie si� bez u�ycia si�y. Dw�ch nomad�w sta�o przede mn� obna�aj�c z�by. Nie mog� tego unikn��. �Trudno. Jeste�my sami w �rodku lasu. Nic si� nie stanie, je�li u�yj� przemocy.� Jeden z nich skoczy� w moj� stron�. 
-Za wolno! � powiedzia�am spokojnie podczas robienia uniku. Zdziwi� si�, ale nie rezygnowa�. Wci�� naciera� na mnie. Po chwili do walki w��czy� si� drugi. By� nieco szybszy od pierwszego. Nie trafi� mnie, ale zahaczy� o moj� bluzk�. Niewiele z niej zosta�o. �Ughh� Pieprzony nomad. Moja ulubiona bluzka!�. Chcia�am warkn�� i rzuci� si� w wir walki, ale napastnicy cofn�li si� o kilka krok�w. Mieli przera�one miny. Po chwili uciekli. Zdziwiona sta�am po�r�d drzew. Spojrza�am w d� i parskn�am �miechem. Herb Cullen�w dynda� na mojej szyi. 
-Dzisiaj zaoszcz�dzi�am dzi�ki Tobie du�o energii Carlisle � powiedzia�am podnosz�c g�ow� znad ksi��ki. 
-Taak? � Uni�s� jedn� brew. 
-Taa� Tw�j prezent na...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin