Miałe wtedy dziewietnaście lat,i niestety wojsko mnie nie omineło.
Ojciec tak mi je odroczał że znalazłem się w Marynarce Wojennej.
Trzy lata pewne poza domem,napewno i stracone.
Nie ja jeden mam to wysłóżyć,nigdzie nie da się uciec.Wiosna była okresem intnsywnych poborów.
Dostałem bilet w jedną stronę,i całkiem trzeżwy stawiłem sie w Centrum Szkolenia
Marynarki Wojennej -Ustka.
Nie powiem że nie miałem stracha , jakis mieszanych uczucie. W końcu to jakiś
etap w życiu młodego człowieka.Cała ceremonia przyjęcia i przyznaczenia kto
i dokąd, i do jakiego kursu przebiegła dość spokojnie.
Mnie z moim kolega przydzielono na kurs sygnalistów okrętowych.Absolutna
ciemnota co do tego tematu,ale odwrotu już nie było.
W przydzielonej sali było nas bodajże dwunastu,od pierwszej pobudki wszystko
było już na tempo i z krzykiem.I można tak powiedzieć,że to tempo już mnie nie opuści na dość dlugi czas.
Wstawanie z krzykiem jak i inne czynności włącznie ze śniadaniem.Biegamy góra
dół i co ciekawsze nikt nie wie w jakim celu. Lecz tu już się raczej nie ma komu żalić,coraz bardziej zmęczeni wykonujemy powiedzmy te rozkazy.
Maj się pokazał szybciutko, cieplej i razniej chodziło się na zajęcia.
Jednego ranka na apelu było zapotrzebowanie na powiedzmy plastyków, artystów
Podniosłem rękę i z kilkoma innymi ochotnikami zostaliśmy zabrani do miejsca
gdzie robiono plansze infomacyjne,dekoracje i takie podobne historje.
Po szczegółowym szybkim egzaminie zostało nas kilku, a reszta spowrotem wróciła na kompanię.Udało mi się wyrwać z tego kotła ,tu spokuj cisza inne
wogóle miejsce.Okazało się że bęziemy tu dłużej bo powstaje coś na wzór
muzeum tego Centrum. I tak było faktycznie ,zabierano nas z kompani juz raniutko
tak do wieczora.
Kiedy wracałem na kompanię to dopiero widziałem zmeczone skonane wojsko.
W duchu modliłem śię by to nasze zajęcie trwało jak najdłużęj
Do tego doszło że na przysięgę zawieziono nas na plac bo nie umieliśmy chodzić krokiem marszowym, i napewno obawiano sie jakiegoś dziwactwa z naszej strony.
lesiu221