help.rtf

(6618 KB) Pobierz
Ogród nie plewiony •

Ogród nie plewiony •

Swojej mu, miasto paniej, przyniesie dwie kwarty. 6  Doktor sztukę do razu zrozumiawszy z moczu:

„Pewny — rzecze — jejmości połóg o półroczu, Brzemienna, dalszego jej nie kładę terminu." A ta: „By cię zabito, łżesz, pogański synu!" „Cóż, albo męża nie ma?" „Alem ja nie chora, 11      Com ci dała uryny." „Nie drwiże z doktora."

14 (F). ŻEBY GĘBY OCALIĆ

A kiż ci diabeł gębę przeciął, miły bracie?

Ba, i ja, dziwując się, z całą patrzę na cię; Musiałeś na to zażyć jakiego sekretu.

Kto chce gębę ocalić, niech nadstawi grzbietu.

15 (F). AEQUIVOCATIO

Idąc do cyrulika szlachcic jeden z brodą,

Potka się z nim w ulicy przed swoją gospodą. „Proszę, panie, wróćcie się." „Nie masz czasu" — rzecze.

„Nie będzie też talera." Wnet balwierz odwlecze Przedsięwziętą potrzebę, ochotnie pozwoli,

Wraca się i owego z figlami wygoli. Widząc parę szóstaków: „Nie masz tu talera,

A słowa nie dotrzymać szpeci kawalera." „Któż ci go obiecował? — szlachcic go tym zbędzie —

Wżdym ci zaraz powiedział: Talera nie będzie."

16 (F). ROŻNE AFEKCJE KOŁTUNA

Ganiono, że prędko szła za mąż, jednej wdowie,

Po pierwszym nieboszczyku; na co tak odpowie: Nie masz się czym urażać, nie masz czemu dziwić,

Trudno się kołtunowi ma człowiek sprzeciwić; Różne jego skłonności do każdego członka,

Jedne skłania do trunku, drugie do małżonka; Woleć, niźliby mnie-miał, jako inszych, krzywić,

Że się zechce skądinąd, nie chcąc z głowy wywić


,;• . Cz?3(5 pierwsza

17J(F). NA SER              ..              ,              •-;   ..:..<

 

(ALTERNATA)       '              ;         ""''''

Nie żądzę się ja, choć w przegniłym serze W zębach mi kędy żywy robak gmerze;

Mieszani go z chlebem, niech kto patrzy krzywo; On mnie

_

O, nTesźczęsliwa mizernego świata We wszytkich rzeczach taka alternata.

18 (F). HIROGLIFIK

Nic sam nie czyniąc, każe nasz ksiądz pleban siłę;

Trzeba by. przy ambonie malować kobyłę. Milczy ta, lecz przykładem swoim chce w nas wlepić:

Ile trzeba naturze — tyle jeść, tyle pić. Tedy bydło (cóż nas to na sądnym dniu czeka!)

Z obżarstwa i z opilstwa będzie sądzić człeka.

19 (P). PIJANY

Obudzę się, jeszcze świt nieba nie zabielił;

Nie wiem, jeślim na jawie, czy mnie sen omelił: W sukni i w botach leżę, wszytek jako w wodzie,

Pełno bigosu w wąsach, pełno kliju w brodzie. 5   I pochwy, i kieszenie próżne, łeb w barłogu:

„Chłopcze, kędyżem ja to?" „Mości panie, w brogu." Nie śmiem się dalej pytać, rad bym usnął znowu,

Już będąc pijanego wiadomy narowu; Ale, jakby mi wsadził kto do serca węża, 19      Żal i wstyd, nie tylko sen, żywot mi zwycięża.

„Jużci widzę, że w brogu; czy we wsi, czy w mieście?"

„Podpiłeś Waszmość sobie na wczorajszym feście, Wadziłeś się, a kto się po pijanu wadzi,

Musi się tam i panu dostać, i czeladzi. 15 Narobiłeś, nagadał, nadrwił na trzy zbyty,

Ledwieśmy cię pod ten bróg wetkali przykryty. Nigdyś nie postępował po pijanu marniej,

Woźniceś wygnał z stajnie, kucharki z piekarni." „Cyt, bodaj cię zabito!" A chłopiec: „O to mniej,

Ale się każdy swojej zniewagi upomni.


 


18


2*


19


Ogród nie plewiony  •

A wżdy trzech podle siebie słów dobrze nie powie. Więc gdy w głowie i w gębie potrzebne są wielce, 10      Zaraz je z żółtej juchy biorę na widelce. Jedne księgi do gęby z głowy mają spadek,

Drugie z gęby do brzucha, z brzucha idą w zadek; Niewczymci też piśmienny, czegom nie mógł wiedzieć,

Że go z tej okazyjej naprzód proszą siedzieć: 15  Czytać, prawda, nie umie, ale pisze wiele I swe kancelaryje papierami ściele."


Część piarwsza •

Kto śmierci w garło lezie, nie chce powstać z grzechu,

Do której chowa wziętą z swego pola duszkę, 3S_Więc tu każdy żołniersk^mje.ch,.Q.biejca-sebie, ^~       "

BxIz_^fego~pola "położyjt^sie^wgrobie. Z czarnego się urnyk'ac7"Fa, co tchu, co pary Uciekać radzę, kiedy wieczne rodzi mary.


 


-

|401(P). CZŁOWIEK IGRZYSKO BOŻE

^SZACHY)

Cóżjesi świat? Szachownica. Właśnie mu to służy. A ludzie co^ą^Szaćhy rozmaitej struży.

_

Dwaj doświadczeni gracze usiędą za stołem;

O, jakie bezpieczeństwo: pokusa z aniołem. Białym anioł, czarnym czart, i słusznie, hetmani,

Nieproszona fortuna przyświeca i na niej Siła należy, ona nadzieją i strachem

Miesza graczów, u niej met często w ręku z szachem. Prostą drogą stateczne zwykły chodzić rochy;

Raz w prawo, drugi w lewo skacze rycerz płochy; Księża na krzyż; latają wszędzie wściekłe baby;

Król tylko o jeden krok dokoła, chybaby, Co się więc trafia, że mu kto z bliska w nos dmuchnie,

Uchyliwszy powagi, przeskoczy do kuchnie: Znośniejszy dym niźli strach. Mieszają się pieszy,

Ale cóż, dalej kroku żaden nie pospieszy. W tej ci i świat, i ludzie położeni mierze,

Stąd śmierć i żywot wiecznie oboje swych bierze. Prosto idą prostacy, nic to, choć leniwo;

Rzadki żołnierz do nieba trafi, skacząc krzywo. Niech jak najświątobliwiej krzyżem władną księża.

Pamiętajcie niewiasty na rajskiego węża: O was się naprzód kusił. Statek w ludziach kocham,

Który należy, jako wspomniało się, rochom. .Bóg z nieba .spektatorem_oraz_tej[£ry_.sędzią,

Własne sumnienie świadkiem; kto upadnie piędzią Z niechcenia, ratować go święty anioł zdole,


10


41 (F). BRODA

Cóż po brodzie, miły dziadku,

Kiedy do niej nie masz statku. Niejeden parobek młody

Żebrze pod pokrywką brody; A drugi się co dzień struże,

Choć go biedny gąsior zduże. Przypatrzmy się młokosowi:

Chwalą, kiedy pięknie mówi; Kiedy drwi gęba kosmata,

Nie balwierza, godna kata: Maszli być fiutyńcem z brodą,

Lepiej, że cię tam zawiodą.

42              (F). EPITALAMIUM

JEGOMOŚCI PANU JERZEMU POTOCKIEMU Z JEJMOŚCIĄ PANNĄ ORSZULĄ GLIŃSKĄ, CHORĄZANKĄ SANDOMIRSKĄ W PUSTYNI WSI

Dosiadaj z drużbą konia, mój cnotliwy Jerzy,

Znowu pannę w Pustyni, znowu masz w obierzy.

Kładź doświadczone drzewce do próżnego toku, Nie daj leda gadzinie, nie daj, z niej obroku.

Już na placu, już czeka swego końca w stulę: Nie omieszkuj i pięknej użal się Orszule.

43              (F). DO TEGOŻ

Mądry Polak po szkodzie; nie służy to tobie,

Kiedyś przybrał po chorej chorążonkę sobie. Tuszę jednak, ie wizytki* afekcyje miną,


 


28


29


 


 


Ogród nie plewiony •

Nie chleba z ludźmi, ale z świnią godzien gównai Kto często rozum w głowie gorzałką zalewa, 10      Niech jada, niech spać chodzi z wieprzami do chlewa.

52 (S>. BOŻE NARODZENIE

Stary zwyczaj w tym mają chrześcijańskie domy

Na Boże Narodzenie po izbie słać słomy, Że w stajni Święta Panna leżała połogiem.

Niejedenże dziś, izbę usławszy barłogiem, Gnojem na przyście Pańskie zapaskudzi serce,

Gdzie by się szczerozłote szklnić miały kobierce. Zaniechajcie, dlaboga, radzę tego stroju:

Droższa cnota od szpaler, brzydszy grzech od gnoju. Dość słomy w Betleemie, dość było barłogu,

Cnotą domy i serca ozdabiajcie Bogu.

53 (P). NA GNIEWLIWEGO

Rozumiejąc, że biją, że się nad nim srożą,

Wierzga szkapa, kiedy go trzepaczką chędożą; Zwłaszcza jeżeli młody albo będzie płochy,

Nie wie marcha, że z niego wytrzepują* prochy. Tak człowiek zły a głupi, niech mu kto najskromniej

Jego grzechy i jego narowy przypomni, Ciska ani się bardziej nie urazi niczem,

Jakbyś go nie trzepaczką, ale chlustał biczem.

j)(P). BIESIADA: BIES SIADA (SKUTEK BANKIETU)

Po wczorajszym bankiecie wynidę z pokoju,

Aż w izbie pełno krwie, szkła, obu końców gnoju; Temu księdza, owemu balwierza prowadzą,

Ci jednają, a drudzy dopiero się wadzą; 5  Ten okradziony biada, bez czapki, bez szable,

Ten się potłukł; ten bluje. Hala, hala, diable! Aż beczka stdi, z której wczora pito wino;

Tyś to, rzekę, dzisiejszych hałasów przyczyno?


<.* -Gzę&&. pierwsza

Nie ja, bo pókim pełna leżała napoju,

Nie było, odpowie mi, w domu niepokoju.

Wino w ludzi, wiatr w beczkę, nie mogłam się marniej Obrócić, na pomyje szedszy do piekarni;  •  ... •

Tam nim zgniję, nim mój wiek naznaczony minie,

. — Od oQczatku_doszczatku piją ze mnie świnie.

Biedna beczka,

Cóż gospodarz? Cóż ma być? Gość kontent z bankietu:

55 (P). DO MĘŻCZYZN

•    .' •     .         '•   ''V-\'- '       •"•'.              V .    .

Z ognia się gnie żelazo: im dalej komina,

Tym twardsza, tym trudniejsza do reformy szyna; Rychlej schylisz latorośl niż wyrosłe dęby.

Ma rada: póki chłopcu mech nie puszy gęby, Nie żałować kowadła, nie folgować młotu;

Jeśli twardy, ciąć w goły zadek prętem z płotu. Minęło dwadzieścia lat: choćbyś kołem walił,

Już ani drgnie, bo oziąbł, bo serce ustalił. Kowalmi są mistrzowie, szkoły nasze kuźnie,

...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin