Paukszta Eugeniusz - Zatoka Żarłocznego Szczupaka.pdf

(1413 KB) Pobierz
Microsoft Word - Paukszta Eugeniusz - Zatoka Żarłocznego Szczupaka.rtf
Eugeniusz Paukszta
Zatoka Żarłocznego Szczupaka
348643252.002.png
1.. Nie każda droga wiedzie prosto do celu
Niczego sobie szelmutka — pomyślał: Pietrek spoglądając na milą dziewczynę w kolejarskim
mundurze, machnięciem chorągiewki dającej maszyniście sygnał do odjazdu.
Terkoczący, skrzypiący starymi wagonami pociąg osobowy, obsługujący linię Olsztyn — Ełk,
powlókł się dalej, zostawiając za sobą swąd Czarnego dymu. Dziewczyna zdjęła czerwoną
czapkę zawiadowcy, spojrzała ciekawie na trójkę pasażerów, którzy zostali na porośniętym
trawą peronie, potem wolnym krokiem poszła w stronę mizernego budynku, na którym czarnymi
literami odcinał się od białego tła napis: Kłosianka.
Pietrek odprowadził dziewczynę wzrokiem. Zajęcie to przerwał głos siostry Brzmiało w
nim wyraźne rozczarowanie.
— Nie ma ich...
— A nie ma — przytwierdził sięgając do kieszeni po papierosa. - Zmęczyłem się, kurdefelek,
staniem między tłustymi babskami a ich koszami z gęśmi i innym bagażem.. Z Kostkiem tak
zawsze, liczyć na niego nie można.
Może coś im przeszkodziło albo są nad jeziorem — łagodziła miękkim głosem Mirka
Knipianka.
Chodźmy gdzieś, nie będziemy sterczeć na peronie jak kołki.
Dziura jakaś, zakazany kraj — Pietrek powiódł dokoła spojrzeniem.
Dwutorowa linia kolejowa wypadała z lasu na mały placyk stacyjki i znów znikała w gęstym
borze szpilkowym. Świerki postrzępioną, ciemną linią wierzchołków zamykały cały obszar
polany.
Pójdę, dowiem się od zawiadowcy, czy ich tutaj nie było.
Zapytaj o drogę do jeziora. Wykąpałbym się, zanim coś postanowimy — rzucił Godycki za
siostrą.
Razem z Mirką, przysiadł na spalonej przez słońce murawie. Spojrzał na towarzyszkę trochę
bezradnie.
— No widzisz, i co z tym Kostkiem zrobić?
Zaśmiała się. Echem odpowiedziały świerkowe ściany,
— Masz się też czym kłopotać! Damy radę... Patrz, jastrząb kołuje...
Spojrzał w niebo, gdzie zakolami wznosząc się i znów opadając krążył duży .jastrząb.
Przeniósł wzrok na Mirkę Znał ją dwa lata, od chwili kiedy zaprzyjaźniła się z Zośką. Próbował
wtedy zwrócić jej uwagę na siebie, ale zlekceważyła go. Tym bardziej uradował się, gdy
niespodziewanie zdecydowała się na wspólny wyjazd z nimi. Miał nadzieję, że pobyt na wodnej
348643252.003.png
włóczędze zmieni stosunek dziewczyny do niego. Odprawa, jaką otrzymał przed rokiem,
podrażniła jego ambicję...
Mirka nie należała do dziewcząt specjalnie ładnych, Za to jakimś trudnym do określenia
wdziękiem podbijała wszystkich. Średniego wzrostu, zgrabna, dziewczęca. Jasne włosy nosiła
długie, połyskiwały teraz ciemnym złotem w blasku powoli zbliżającego się już zachodu. Pietrek
miał już dość krótkich zalotnych czuprynek i bardzo mu się te włosy podobały.
Przestała śledzić jastrzębie loty. Założywszy ramiona pod głowę, z westchnieniem ulgi
położyła się na rozgrzanej trawie. Wyrazista jej twarz, jak zawsze, pogodna była i lekko
uśmiechnięta. Na lewym policzku tworzył się wtedy lekki dołeczek, Oczy miała otwarte, śledziły
cumulusy leniwie sunące po niebie. W oczach tych zawsze kryło się jakieś zdziwienie,
podkreślone jasnobłękitnym, lekko wyblakłym kolorem. Tym silniej kontrastowały z nim pełne
usta, czerwone i bardzo, bardzo kuszące. Aż ślinę przełknął na myśl, jak by przyjemnie było te
usta całować.
Spojrzała na niego, podnosząc się z trawy.
Zośka wraca.
Wczoraj ani dziś nikt ich tutaj nie widział — informowała. — Myślę, że jednak warto
byłoby przejść się nad jezioro. Wykąpiemy się, trzeba zmyć z siebie kurz tej okropnej podróży.
Głodna też jestem.
Zarzucili na ramiona wypchane plecaki. Słońce zniżało się, wydłużały się cienie potężnych
świerków. Dziewczęta szły objąwszy się ramionami. Jak zawsze pod zachód, słońce wydawało
się intensywniejsze, jasne plamy pomiędzy liniami cienia biły takim blaskiem, że trzeba było
przymykać oczy.
Szli szybkim krokiem. Po obu stronach zarosłej ścieżki las był gęsto poszyty, szeroko
rozpościerały się krzaki leszczyny, dołem aż na drogę kolczastymi odnogami sięgała jeżyna,
zieleniły się jej nie dojrzałe jagody. Ochłodziło się, z ulgą wdychał rześkie powietrze. Jezioro
wyłoniło się nagle u. podnóża stromego zbocza. Woda, poruszana leciutką morką, migotała w
blaskach zachodu. Zbita warstwa sitowia i trzcin rozwierała się maleńką przestrzenią wolnego
brzegu.
Patrzcie! — Mirka wskazywała na czarną plamkę, obok której kręciły się dwa mniejsze
punkciki. Od gromadki dochodził aż tu przenikliwy pisk.
To nurki, widziałam już takie.
Perkozy — poprawił Pietrek.
Wszystko jedno. Spójrzcie, jakie zabawne. Matka nurkuje, a one pędzą do niej co sił,
piszcząc zawzięcie... O, przestraszyła się czegoś, małe uczepiły się jej karku. Nurkuje razem z
348643252.004.png
nimi. Naprawdę paradne! — Mirka ze śmiechem zsuwała się ze zbocza, zrzucała plecak,
przeciągała ramiona.
Rozradowanie nadzieją kąpieli przyniosło dobry nastrój. Pierwszy Pietrek runął w wodę
całym rozpędem. Nagi grzęzły początkowo w mulistym dnie. Dalej było już głębiej, parskający
rozkoszą popłynął ostro przed siebie.
Woda orzeźwiała zgrzane upałem ciało. Płynął spokojnie, srebrzysta w słońcu płaszczyzna
rozciągała się szeroko Nurek z małymi dawno już umknął z pobliża. Przyjemnie było, znikał zły
humor i zmęczenie długą podróżą z Warszawy.
Słyszał za sobą popiskiwanie dziewcząt, chlupot i wesołe śmiechy, ale nie chciało mu się
oglądać. Rozleniwiony położył się na wznak, niemal nie poruszał dłońmi, woda sama
utrzymywała go na powierzchni. Przymknął oczy, poddał twarz promieniom słonecznym. Grzały
mocno, jak zawsze w końcu czerwca. Nie myślał nic, tak było najprzyjemniej.
Nagłe oblanie strugą wody przywróciło go światu,. Zachłysnął się, opodal ujrzał rozbawioną
twarz Mirki.
— Spróbuj mnie dogonić! — krzyknęła wyzywająco. Już była daleko, wciąż z tym swoim
zaczepnym śmiechem równo – rozcinała wodę wyrzutami opalonych ramion.
Rzucił się w pogoń, przedtem oglądnąwszy się za siebie, by sprawdzić, gdzie znajduje się
siostra. Zośka pływała nieźle, ale nie ryzykowała dalekich wypadów na nieznanych wodach. —
Teraz mi nie umkniesz — Płynął szybko, bez wysiłku. Po dobrej chwili ze zdumieniem
zauważył, że dziewczyna oddaliła się jeszcze bardziej. — Oho, fest pływa. — Zaczerpnął tchu.
Pruł spokojną wodą, zostawiając za sobą rozwarty szlak piany. Ciągnął jak na zawodach w
basenie, aż do bólu mięśni, aż do dudniących uderzeń serca. Spojrzał. Teraz doganiał. Mirka
była tuż... Wyciągnął ramię, gdy nagle zniknęła zupełnie pod powierzchnią wody, a w parę chwil
potem usłyszał jej głos daleko za sobą.
— Nie tak łatwo, prawda? — zaśmiała się.
Nie przypuszczał, że potrafi aż tak nurkować. Zawrócił, pewien, że mu nie umknie tym
razem. Dziewczyna była już zmęczona, Znalazł się teraz obok, uchwycił wpół, niespodziewanie
przyciągnął ją mocniej ku sobie i pocałował w usta.
— Pietrek, bez głupich pomysłów! — szarpnęła się, oczy jej po ciemniały, odepchnęła go.
Zaśmiał się, chciał ją znów objąć. Z rozognioną twarzą, z błyska mi, w oczach podobała mu
się jeszcze bardziej.
Bo jeszcze dzisiaj wrócę do domu. Nie lubię takich amorów...
Chcę być z tobą w przyjaźni.
Nie myślałem, że całus to zbrodnia.
348643252.005.png
Skończmy już. Chcesz, będziemy się ścigać?
Dobrze pływasz — mrukną} niechętnie. Nie lubił porażek, tym bardziej że miał za sobą
szkolną opinię zdobywcy dziewczęcych serc.
Ale szybko się męczę. Nie mówmy nic Zośce. Daj grabę — wyciągnęła rękę.
Dobra, już dobra — burczał trochę zażenowany.
Godycka wyszła zza krzaków przebrana, wyciągała jedzenie z plecaka.
Mirka, jakby nie pamiętała sceny w wodzie, usiłowała podtrzymać dobry nastrój, zwarzony
nieobecnością starszego Godyckiego wraz z jego kolegą.
Mówiłaś, że pisał, aby w wypadku, jeśli nie zastaniemy ich tutaj, czekać wieści w
schronisku w Wojtunach. Może motor jeszcze źle działał...
Kurdefelek, ten motor to jakiś przedpotopowy grat, gotowi reperować go jeszcze przez
tydzień. Kto wie, czy ten Kania zna się na takich sprawach. Kostek zawsze wynajduje
dziwacznych kumpli — Pietrek miał kwaśną minę, z ukosa spoglądał na przyjaciółkę siostry.
Ja radzę, byśmy teraz zjedli cokolwiek, a potem nie zwlekając ruszyli do tych Wojtun.
Kostek mówił, że to zaledwie siedem kilo metrów drogi — Zośka przejmowała inicjatywę.
Na polankę nad jeziorem wypełzł już cień. Przez wodę przerzuciła się złotosrebrzysta smuga
zachodzącego słońca. Zrywał się wiatr, zmarszczył silniej powierzchnię wody.
Uwinęli się szybko. Na stacyjce wywiedzieli się o drogę Wiodła przez las starym, mało
używanym traktem. Potem blisko dwa kilometry szosy i znów las.
Trakt był szeroki, dawno nie porządkowany, dziury i wyboje sterczały co krok.
— Samochodem zaraz by się połamało resory — fachowo stwierdził Pietrek, któremu
jedzenie przywróciło pogodę ducha.
Dziewczęta rozprawiały żywo,, nie zwracając na Pietrka większej uwagi. Zośka była znacznie
wyższa, pełniejsza, rozrosła, chociaż zgrabna, Szatynka o ciemnej cerze i oczach koloru sepii,
przy rozmowie, szczególnie gdy była czymś przejęta, żywo gestykulowała Krok miała długi,
posuwisty, śmiała się gardłowo, przeciągle, Przy Mirce jednak, traciła wiele- Ruchy tamtej miały
wyjątkową lekkość, trzymała się prościej, była tak zwinna i zręczna,, że od koleżanek otrzymała
w szkole przydomek „wiewiórki",
Patrzcie, już szosa! Ani się obejrzymy, jak będziemy na miejscu — ucieszyły się obie.
Ciemno się robi.
Wielka rzecz. Wilki nas nie zjedzą — zaśmiała się Mirka, ale zarazem obejrzała się na
strony trochę lękliwie.
Mrok ogarnął las. Świerki sponurżały, zlały się w ciemną ścianę przerywaną gdzieniegdzie
jasnymi pniami przydrożnych brzóz Tylko asfalt szosy wyraźną, wesołą linią rozjaśniał czerń
348643252.001.png
Zgłoś jeśli naruszono regulamin