Autor: Al
Beta: Ten tekst od powstania odwiedził już... wiele bet. Zawsze coś przeszkadzało w publikacji, zawsze coś, restart, zapomnienie, eh.... teraz trafia do Anyi.
Fandom: Siewca Wiatru.
Ostrzeżenia: warto mieć przy sobie cytrynę. Bo trochę słodkości będzie.
Mój piękny książę. Kruchy, szczupły, delikatny, samotny. Szczupły? Powiedziałbym, że chudy, skoro nawet przez gęstą tkaninę szat wyczuwa się twoje wystające żebra, a ukrywanie w rękawach dłonie wyglądają jak same kości pokryte białą skórą. Zawsze gdy jestem z tobą, gdy pozwalasz by moje dłonie wciąż od nowa zapoznawały się z twoim ciałem, boję się, że mogę cię skrzywdzić, że niczym samotne, targane wiatrem wątłe drzewo, złamiesz się.
Pamiętam ten dzień, gdy po raz pierwszy pozwoliłeś mi zostać z sobą. Pozwoliłeś...
Zawsze na wszystko pozwalałeś, ulegałeś prośbom, sugestiom, namowom. Pozwalałeś mi obserwować swoje „magiczne sztuczki”, dziwne eksperymenty. Siadałem lub kładłem się na kanapie, która po pewnym czasie wydawała się niemal idealnie dopasowana do mojego ciała, i pijąc gorzkie, „magiczne” wino odpoczywałem w ciszy twojej pracowni. Zawsze zazdrościłem ci tego ładu, spokoju... tego czego ja nawet w swoim gabinecie nigdy nie doświadczyłem. Do twoich pokoi nawet Michał wchodził z pewną obawą i szacunkiem. Bardzo polubiłem te wspólne wieczory, mimo iż zdarzały się niezwykle rzadko. Tak... uwielbiałem chwile gdy mogłem przypatrywać się tobie przy pracy. W wielkich, strasznych księgach, gdzie na każdym kroku czaiły się coraz to bardziej skomplikowane zagadki, ty szukałeś odpowiedzi. Zdenerwowany, zagryzałeś usta, nie zdając sobie sprawy z tego jak czerwienieją, i rozgorączkowanym wzrokiem, czując że zaraz odnajdziesz rozwiązanie śledziłeś każde zdanie, każdy wyraz, literę i znak tekstu. Nie zauważałeś mojego spojrzenia, mogłem więc bezwstydnie podziwiać ciebie, twoje ciało, umysł, zaangażowanie, pragnienie wiedzy..Śniłem o tobie. O tym jak pracujesz, jak się uśmiechasz, jak z uwagą słuchasz mnie i odpowiadasz, a twoje oczy, jak zawsze gdy coś planujesz błyszczą. Nie panowałem nad tymi snami. Chyba nawet nie próbowałem.
Czasem pojawiały się też inne sny. Koszmary, w których byłem sam w niezmierzonym anonimowym tłumie, sam poszukujący ciebie, twojego głosu, spojrzenia. Sam, samotny.... Ja, Władca Snów nie potrafiłem się od nich uwolnić. Byłeś jedyną osobą, przy której mogłem być sobą, z spokojem znosiłeś mój zły nastrój, a gdy byłem szczęśliwy, ty cieszyłeś się razem ze mną. Być może już nie pamiętasz tamtego wieczora. Przyszedłem do ciebie zmęczony i zbulwersowany tym całym idiotycznym cyrkiem, w jaki powoli przemieniało się całe siódme niebo. Później widziałem już tylko twoje lśniące oczy... Pochylałeś się nade mną i uśmiechając się leciutko: -Czy to nie potężny anioł zemsty, Władca Snów i Wielki Regent śpi niczym małe anielątko na mojej kanapie? Zerwałem się z miejsca, oburzony nazywaniem mojej osoby w tak dziecinny sposób, lecz złość, pierścień władzy, ani żadna inna moc nie uchroniły mnie przed zawrotami głowy. Obserwując falujący, abstrakcyjny obraz pracowni, wyrwany nagle ze snu upadłem na ciebie. Razem zatoczyliśmy się pod ścianę, ja, niemal histerycznie śmiejący się z zaistniałej sytuacji, ty prychający z udawanym oburzeniem. Oparłeś się o nią, trochę zirytowany, ale chyba podobnie jak i ja rozbawiony, próbowałeś postawić mnie z powrotem na nogi. Nie byłem pijany, nie zdążyłem wypić nawet jednej szklanki tego twojego dziwnego alkoholu, ale nieprzespane noce, nieustanna praca i przeraźliwe zmęczenie dały o sobie znać. Czułem się zbyt słabo, by móc normalnie się poruszać, ty także, osłabiony przez wciąż zwiększające się obowiązki i noce zarywane na badania, miałeś trudności z utrzymaniem mnie w pozycji pionowej. Wtedy nasze spojrzenia spotkały się... a świat przestał istnieć. Czułem jedynie twój zapach. Zapach słodkich pomarańczy, które z powodu całkowitego braku czasu stanowiły ostatnio twoje jedyne posiłki, zapach cynamonu i gorącej, mocnej herbaty, zapach magii, iskrzącej się tuż pod twoją skórą.Smakowałeś równie wspaniale i intrygująco, nasze usta zetknęły się i wcale nie chciałeś się sprzeciwiać, gdy rozchylałem językiem twoje wargi, pragnąc wtargnąć do gorącego wnętrza. Nasze oddechy mieszały się, niemal jęknąłem gdy poczułem delikatne liźnięcia na dolnej wardze. A potem... Z nagłym przerażeniem odsunęliśmy się od siebie, oszołomieni podnieceniem i poczuciem dziwnej, ciepłej i grzesznej bliskości. Westchnąłem, widząc jak twoja klatka piersiowa unosi się i opada gwałtownie, a język przesuwa się po wilgotnych, nabrzmiałych od pocałunków ustach. Pomimo całej niezręczności sytuacji patrzyliśmy sobie prosto w oczy i pod zimną, obojętną maską twych źrenic widziałem ten sam ogień, palący i moje ciało. -Jest już strasznie późno – wyszeptałeś, zaciskając dłonie w pięści. -Muszę... To znaczy powinienem już iść – odpowiedziałem, przeklinając tę siłę, która nas od siebie oderwała. Podziwiałem twoje opanowanie, jedynie lekki rumieniec zdradzał, co tak naprawdę wydarzyło się przed chwilą. Zacisnąłeś usta z zdecydowaniem, ale zamiast obelg usłyszałem: -Jeśli chcesz, możesz zostać na noc... Odwróciłeś wzrok, zawstydzony swoją odpowiedzią, a ja, ogłuszony nagłym szczęściem, mogłem jedynie wpatrywać się w ciebie.
Mój słodki Książe ... Ile to jeszcze tajemnic skrywałeś przed całym światem. Gdy po kolejnym, namiętnym pocałunku obaj drżeliśmy z pożądania, ty rumieniąc się z zażenowania wyszeptałeś wierszyk-zaklęcie, otwierające drzwi do ukrytego pokoju: „Ropucha, żaba, wredny bies, i mag już w swej sypialni jest”. Razem wpadliśmy na coś niezwykle miękkiego i wygodnego, nie zwracając uwagi na brak światła. Jedynie tuż przy uchylonych drzwiach leniwe płomienie świec stojących w pracowni rzucały białe, rozedrgane promienie. Leżeliśmy przytuleni, pozwalając ciekawym dłoniom zapoznawać się z ciałem kochanka. Tej nocy nie byłeś jeszcze mój, choć wiem, że gdybym tego zapragnął, uległbyś mi... na jedną moją prośbę oddałbyś mi się bez sprzeciwu. Nasza pierwsza wspólna noc. Drżałeś, gdy moje ręce dotykały tych wszystkich najbardziej wrażliwych miejsc, pieszcząc je i poznając. To jedyna noc, gdy mruczałeś i szeptałeś mnóstwo podniecających, wulgarnych słów we wszelkich możliwych językach, a ja uśmiechałem się słysząc twój perfekcyjny, francuski akcent, który wcześniej miałem okazję podziwiać jedynie kilka razy, przy wykonywaniu wyjątkowo trudnych zaklęć magicznych. Wiedziałem, że nigdy nie zapomnę tego gorącego szeptu: „jestem twój, och jak ja to lubię, jestem twój,. uwielbiam....”, słów na które nigdy później już sobie nie pozwoliłeś, choć za każdym razem chciałem doprowadzić cię do takiego momentu, chwili, gdy powiedziałbyś mi, okazał co czujesz...
Całowałem twoje oczy, rozchylone usta i gładką szyję, czując jak coraz śmielej przesuwasz dłońmi po moim torsie, zsuwając się niżej. Twoja skóra miała słodko-słony smak, a usta były tak miękkie, jakgdyby były ustami nie dojrzałego, odpowiedzialnego mężczyzny, ale figlarnego chłopca. Tej nocy obaj utraciliśmy całą samokontrolę, podkreślając przyjemność krwawymi szramami na ramionach. Zakopaliśmy się w miękkiej, pachnącej jabłkami i pomarańczą pościeli, a ja zlizywałem z twych ran gorącą substancję o słodkim metalicznym smaku. Gdy jednak spróbowałem objąć cię, przytulić, pocałować, ty odsunąłeś się. Wyszeptałeś, że powinniśmy już zasnąć, w końcu czeka nas wiele zajęć...
Kilka godzin później wychodziłem z twych komnat, czując że już jestem spóźniony, a papierkowej roboty nie ubędzie gdy się ją zacznie ignorować. No tak,wystarczyło kilka chwil mojej nieobecności a wszystko waliło się. było gorzej niż w burdelu, ale ja mimo że zajęty pracą mogłem myśleć jedynie o tobie. Tak bardzo chciałem wtedy z tobą zostać. Bałem się, jak zareagujesz, gdy przypomnisz sobie wydarzenia tej nocy i jak zwykły tchórz uciekłem przed świtem. Uciekłem, mając przed oczami obraz ciebie, odtrącającego mnie, wtedy. Dużo później zrozumiałem, że nie było to skierowane przeciwko mnie, po prostu nie potrzebowałeś wtedy mojej obecności. Zrozumiałem i zaakceptowałem to. Chłodny i nieprzystępny, nie pozwalałeś mi zbliżać się do siebie poza tymi kilkoma chwilami, spędzanymi w twych komnatach. Słowa: "jeśli chcesz, możesz zostać na noc" stały się naszym hasłem, znakiem, że przez następne minuty będziemy należeć jedynie do siebie nawzajem. Czy mogę pragnąć czegoś więcej? Jesteś mój, tylko mój. Usilnie odsuwam od siebie myśl, że może być ktoś jeszcze, ktoś z kim spędzasz noce i komu pozwalasz, by okazywał ci czułość. To jedyna rzecz, na jaką nigdy mi nie zezwoliłeś... Pamiętam każdą no, jaką spędziliśmy razem i każdy świt, gdy wymykałem się z twych komnat, a ty nawet nie próbowałeś mnie zatrzymywać. Bywam zazdrosny. O Michała, bo chociaż ciągle się kłócicie i przekomarzacie, widać między wami prawdziwą przyjaźń. O Algivadiusa i innych magów, z którymi dzielisz niektóre tajemnice i z którymi razem odcyfrowujesz i tłumaczysz znaki dotyczące przyszłości... I wiesz, że nie chodzi mi o te wróżby, proroctwa, tajemnice. Po prostu chciałbym dzielić z tobą coś więcej niż tylko łóżko. ....... Leżymy razem. Jest ciemno, zbyt ciemno bym mógł dojrzeć się, jednak myślę, że śpisz. Z trudem opanowuję pragnienie, by dotknąć twych ust i sprawdzić, czy jest na nich choć cień uśmiechu. Nie chcę ci przeszkadzać. Nigdy nie próbowałem nawet wnikać w twoje sny, nigdy nie naruszam w ten sposób twej prywatności, dlatego mogę mieć jedynie nadzieję, że są szczęśliwe. Lubię słuchać twojego spokojnego oddechu... -Tak bardzo.. Nie wiem jak mógłbym żyć bez ciebie - szeptam. I nagle z przerażeniem czuję jak twój oddech nagle urywa się. Teraz wiem, że jeszcze nie zasnąłeś. Słyszałeś. - Śpij,pij już - odpowiadasz cicho, tak cicho, że z trudem odróżniam słowa. Okrutna prawda wnika w duszę, niszcząc, niwecząc szczęśliwe marzenia. Mój świat rozpada się. Ja rozpadam się na małe drobne kawałeczki . "Jak mogłeś wyobrażać sobie, że on..." myślę z dziwnym smutkiem i autocynizmem. Wciąż słyszę twój szept: "Śpij już".
Czy można być bardziej samotnym, będąc tak blisko innego człowieka?
Ale wtedy wszystko zatrzymuje się. Z zapartym tchem czuję jak twoje szczupłe palce gładzą pojedyncze kosmyki moich włosów. Twoja dłoń wsuwa się po miedzy nie... Zasypiam, czując słodko-gorzki smak twoich ust na moich wargach. Smak nadziei.
Alvair