#title=Starowiecki sklep (fragment) #params=290;1945;4;5 #HTMLInfo=courses\texts\Mt_05002.htm Nie były to takie bardzo dawne czasy. Nie jestem przecież starym człowiekiem! A jednak wydaje mi się, jak gdyby wspomnienia o tamtych, dawno umarłych rzeczach pojawiały się w jakich zamierzchłych basenach mroku i niemożliwoci To wszystko, co się wtedy działo, jak wyglšdało i jakie było w swej istocie, wydaje się tak odmienne od dzisiejszego aspektu rzeczy, że bardziej może niż inne - odleglejsze czasy, należy do dziedziny historii. Każdy, kto teraz przemierza ulice Warszawy i kto przemierzał je trzydzieci lub czterdzieci lat temu, wie, o czym mówię. O dawnym kochanym i zapomnianym wiecie Warszawy z epoki przedhistorycznej, słowem sprzed Messalki. Były to czasy Celo de Merode, Gemmy Bellincioni, Kruszelnickiej, debiut Manowskiej... Słynny już jest dzisiaj epizod u Prousta, kiedy smak rozmoczonej w herbacie "madeleine'y" - smacznego paryskiego ciastka w kształcie konchy - przywodzi mu na pamięć całš istotę, cały smak dawnego i niepowrotnego życia. Dla mnie takš "madeleine'š" dawnych warszawskich czasów jest sklep Wedla na rogu Hortensji - pozostawmy tej ulicy jej starowieckš i tak odpowiadajšcš dawnej atmosferze nazwę - i Szpitalnej Ilekroć wchodzę przez próg do tego wnętrza, najdawniejszego, jakie pamiętam w Warszawie, tyle razy przypomina mi się - nie, nawet nie przypomina, odżywa po prostu wiat pocztówek, operetki, tramwajów konnych, stójkowych i oficerów rosyjskich. Jednoczenie ogarnia mnie to poczucie bezpieczeństwa, jakie odczuwa się teraz czasami na głębokiej prowincji: wrażenie, że nic nieoczekiwanego nie zajdzie, nie spotka żadna przygoda, że różowe i niebieskie panie, wymalowane na suficie, nie zmienia się w dobre czy złe wróżki. A jednak w tym sklepie spotkała mnie kiedy przygoda. Widzę jš jak gdyby przez sen - i nawet przychodzi mi czasem do głowy, ze może jej wcale nie przeżyłem? Może moja wyobrania dziecinna, podniecona czytaniem ksišżek pełnych przygód, podszepnęła mi we nie to widowisko?
jama33