Treacherous Temptation.doc

(173 KB) Pobierz
Wysoka, ciemnowłosa kobieta biegała w pośpiechu po mieszkaniu w poszukiwaniu wszelakich części garderoby

Wysoka, ciemnowłosa kobieta biegała w pośpiechu po mieszkaniu w poszukiwaniu wszelakich części garderoby. Na wściekło-różowych szpilkach zaczynając, poprzez czerwone szorty, a na beżowej, seksownej bieliźnie kończąc. Zmęczona bieganiną przysiadła na wygodnym, czarnym krześle biurowym, obitym miękką skórą i zarzuciła nogi na biurko.
Starała się zebrać wszystkie myśli biegające w jej umyśle w jedną, logiczną całość. Jednak po zamknięciu oczu widziała tylko wyimaginowany komunikat uparcie twierdzący 'Error. Twój idealny świat legł w gruzach', co wcale nie dodawało jej otuchy. Niestety owe okienko, niczym wyjęte z komputerowego windowsa, miało rację i to przerażało ją jeszcze bardziej. Zacisnęła powieki jeszcze mocniej, z nadzieją, że znikną sprzed nich sceny sprzed tygodnia. Tak, w ciągu zaledwie siedmiu dni jej uporządkowany świat się zawalił i zrobił obrót o 180 stopni.
Miała brać ślub i żyć z Travisem długo i szczęśliwie. I tu był problem: żeby przyszłość była taka piękna musiała mu powiedzieć prawdę. Travis był mugolem nie mającym pojęcia o czarodziejskim świecie. Jej świecie. Travis nie miał zielonego pojęcia, ze Charlotte była czarownicą. Gdy się dowiedział najzwyczajniej w świecie uciekł. Najpierw nie uwierzył, uznał ją za wariatkę, zażądał zademonstrowania jakiegoś zaklęcia. Na sam widok różdżki spakował manatki, trzasnął drzwiami i zniknął z jej życia. Został po nim tylko przyjemny zapach wody kolońskiej unoszący się w mieszkaniu i szczoteczka do zębów w łazience, której w pośpiechu zapomniał zabrać. Od jego siostry dowiedziała się, że wyjechał do LA, szukać spokoju i nowej narzeczonej. Char naprawdę życzyła mu szczęścia.
Jej nie było tak łatwo. Pościel dalej miała jego zapach, a w snach nadal widziała jego twarz. Trwała w totalnym odrętwieniu ku zmartwieniu przyjaciół. Nawet szefa i znajomych z Ministerstwa, ale to chyba przez to, że wzięła kilka dni wolnego i inni musieli wykonywać jej robotę...
Zapikał pager przypominając, że za dziesięć minut powinna wyjechać z podziemnego parkingu, żeby bezproblemowo zdążyć na prom do Anglii. Znalazła kilka rzeczy. Za pomocą zaklęcia zwiększyła pojemność walizki do maksimum, a ciężar do minimum, dzięki czemu mogła ją nieść sama i to bez żadnego wysiłku. Opuściła mieszkanie upewniając się jeszcze dwa razy, czy zakręciła gaz i wodę, czy zamknęła drzwi balkonowe i okna oraz czy zostawiła na kuchennym stole kartkę z nabazgranym adresem.
Po kilku minutach opuściła podziemny parking pod apartamentami przy Crane Street swoim ukochanym i wypieszczonym Jaguarem XK8 Coupe w kolorze Midnight, dzięki któremu mogła mieć każdego faceta, któremu zaproponowałaby przejażdżkę tym wozem. To oczywiście była opinia jej przyjaciółki, Megan, która z chęcią wypróbowałaby tą opcję podrywu, ale za kółkiem Jaguara nie mógł siadać nikt oprócz samej Charlotte.
Gdy w końcu dojechała na przystań promu ostatni lipcowy dzień dobiegał już końcowi, a słońce chyliło się ku zachodowi. Wiedziała, że czeka ją kolejna nieprzespana noc, tym razem nad kubkiem kawy bardziej przypominającej zapachem i smakiem płyn do naczyń niż jej ulubioną kawę rozpuszczalną z cynamonem, której przygotowywanie opanowała do perfekcji. Wolała siedzieć w samochodzie całą drogę niż w brudnym barze, w którym wszystkie męskie spojrzenia oblepiałyby jej ciało i rozbierały wzrokiem. Zapaliła światełko, otuliła się kocem i siadła na tylnim siedzeniu z książką. Szum fal uspokajał ją i oczyszczał nagromadzone w ciągu ostatnich dni emocje. W końcu uległa obietnicy szumu wody, zgasiła lampkę i wpatrywała się w głębiny oceanu. Po raz pierwszy od tygodnia zasnęła czystym, niczym nie zmąconym snem.

Obudziły ją rozmowy ludzi i blask słońca. Wyszła z samochodu by rozprostować kości i zjeść na świeżym powietrzu przygotowaną wcześniej kanapkę. Oparła się o maskę i wdychała zapach słonej wody. Po kilku godzinach ich oczom ukazał się ląd. Zadowolona z powrotem wsiadła do samochodu, a po dopłynięciu do brzegów Anglii udała się w kierunku Londynu gdzie miał na nią czekać przygotowany świstoklik. Miejsce parkingowe pod jednym z supermarketów. Najpierw postanowiła zrobić małe spożywcze zakupy. Przez ostatnie dni praktycznie nie jadła i straciła sporo na wadze, co odbiło się na jej wyglądzie - w każdym razie nie odbiło się pozytywnie. Zmizerniała... Jakby to powiedziała jej matka. Tak. Jej matka zawsze miała do powiedzenia coś mało przyjemnego na jej temat...
Po zaparkowaniu na oznaczonym miejscu świat za oknem zawirował i po chwili znajdowała się przed Szkołą Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Na schodach przed wejściem siedział staruszek z długą siwą brodą i puszczał kolorowe bańki mydlane. Gdy zobaczył samochód pojawiający się znikąd wstał ze schodka i otrzepał dłońmi szatę, strzepując z niej ziarenka piasku i drobinki niewidzialnego kurzu. Charlotte wysiadła z samochodu i uśmiechnęła się do staruszka promiennie, po raz pierwszy w ciągu ostatnich dni.
- Witaj Albusie.
- Witaj moja droga. Cieszę się, że zdecydowałaś się przyjechać wcześniej, tak jak ci to zaproponowałem. Odpoczniesz. W szkole jest zaledwie kilka osób, więc po korytarzach hula cisza i spokój. Dobrze ci to zrobi - uśmiechał się do niej nie tylko ustami, bo uśmiech obejmował także jego niebieskie oczy.
Wskazał jej miejsce, w którym mogła zostawiać samochód - była to wcześniej stara rupieciarnia, którą Dumbledore nieco uprzątnął ku niezadowoleniu woźnego, który traktował to miejsce jako osobistą kopalnię i składownię "skarbów".
Wręczył jej plan zamku, po czym udał się do swojego gabinetu w celu przygotowania się do podróży - wybierał się na zjazd Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów. Dał jej też listę z hasłami do różnych pomieszczeń. Łazienki nauczycieli i prefektów [bo tam - jak dopisał Albus - były najlepsze płyny do kąpieli i sam często korzystał z owej łazienki], kuchni, kilku sal, pokoju nauczycielskiego i tym podobnych.
Udała się do swojego gabinetu w lochach. Otworzyła jedne drzwi i zobaczyła duże dębowe biurko, na którym leżała popielniczka ze zwiniętym, wężem. Musiała dodać, że bardzo gustowna. Wszędzie stały słoje z formaliną, w których pływały różne części zwierzęce tudzież roślinne. Przeszła przez drzwi i weszła do sypialni. Na ogromnym łóżku leżała zielono - srebrna satynowa pościel, a w powietrzu unosił się męski zapach, po którym poznała, że to raczej nie jest jej gabinet i sypialnia. Wyszła z pomieszczenia, zamykając za sobą dokładnie drzwi. Weszła w następne, kilkanaście metrów dalej ponurym korytarzem słabo oświetlonym pochodniami. Po otwarciu drzwi oślepiła ją biel. Po chwili, gdy jej oczy przywykły do tej dziwnej jasności otworzyła w pełni oczy i rozejrzała się po pokoju. Był całkiem spory - zgodnie z jej przewidywaniami. Wszystko było białe, ściany, meble, pościel, firanki. Uśmiechnęła się do siebie widząc wyczarowane przez dyrektora zapewne okno. Otworzyła je i na twarzy poczuła chłodny powiew wiatru. Po chwili schyliła się po kartkę, która została zdmuchnięta ze stolika.

"Wszystko jest białe, bo nie wiedziałem, jakie kolory lubisz, więc urządź sobie wszystko sama. Poniżej zostawiam ci spis przydatnych zaklęć, z których być może skorzystasz. Większość zapewne znasz, ale i tak warto je mieć pod ręką. Pozdrawiam.
Albus Dumbledore"

Uśmiechnęła się pod nosem ponownie, myśląc, że ten przemiły staruszek o wszystkim pamięta.
Reszta dnia upłynęła Charlotte na urządzaniu pokoju. Co chwilę zmieniała zdanie, aż w końcu, po kilku godzinach doszła do koncepcji wystroju, który ją w pełni satysfakcjonował i sprawiał, ze rzeczywiście czuła się jak u siebie. Oparła się plecami o drzwi by móc podziwiać swoje dzieło w całej okazałości. Duże łóżko leżało przykryte biało - czerwoną pościelą, a stojąca przy nim szafka nocna zagracona była drobiazgami. Ramka ze zdjęciem Travisa, druga z jej przyjaciółmi: Megan, Jason, Denise i Sheri machali do niej ze zdjęcia i przesyłali buziaki. Wiedziała, że bez nich będzie jej ciężko wiec zdjęcia przypominały o dobrych chwilach. Obok stał budzik (jedyny, który potrafił ją skutecznie dobudzić) oraz rzeczy, które po prostu lubiła: świeczki, kadzidełka, figurka wieży Eiffla i mała maskotka. Nad łóżkiem wisiały też już plakaty jej ulubionych zespołów no i ulubione plakaty półnagich Hugh Granta, Josha Harnetta, Johnego Deppa i Ashtona Kutchera. Jej znajomi zawsze śmiali się, że w głębi duszy pozostała nastolatką. Słuchała młodzieżowej muzyki, oglądała MTV i kreskówki, kochała swoje znoszone trampki i nienawidziła zdrowego żarcia. Poza tym uwielbiała wszelkiego rodzaju żarty, dowcipy i kawały.
W jednym rogu pokoju piętrzył się stos poduszek w trzech kolorach (biały, czarny, czerwony), na których uwielbiała leżeć czytając książki czy oglądając telewizję. Uwielbiała mugolskie "zabawki" i nie wyobrażała sobie życia bez nich. Dlatego właśnie naprzeciwko nich stał telewizor, a na stoliku pod ścianą zestaw hi-fi i kolekcja płyt. Pod oknem stało duże, czarne biurko, z mnóstwem szuflad, w których znajdowały się wszystkie potrzebne drobiazgi.
Po urządzeniu całego pokoju poczuła, że burczy jej w brzuchu, więc wzięła mapę zamku pod pachę i ruszyła na poszukiwanie kuchni. Trafiła tam bez większego problemu, po kilkunastu minutach spaceru po zamku.
Zapukała lekko w sekretne, dobrze ukryte drzwi, a po chwili otworzył jej mały skrzat, nie zdziwiony jej widokiem.
- Niech panienka wejdzie. Zaraz podam kolację. - powiedział kłaniając się nisko i poprowadził ją w głąb kuchni
Z uśmiechem pomyślała, że już dawno nikt jej nie nazwał panienką. Zobaczyła spory stół, przy którym siedziało kilka osób. Wszystkie głowy zwróciły się w jej stronę, gdy rozległ się stukot jej obcasów na szarej posadzce. Wiedziała, że o czymś zapomniała - przebrać się. Na jej widok jedna postać wstała - była to starsza kobieta o surowej twarzy. Na nosie miała okulary, a jej włosy związane były w ciasny kok.
- Witam. Charlotte Stevens jak podejrzewam - powiedziała, a gdy skinęła głową przedstawiła się. - Minerwa McGonagall, zastępca dyrektora i nauczycielka transmutacji. Siadaj, jeszcze nie zaczęliśmy jeść.
Charlotte siadła czując na sobie baczne spojrzenia reszty osób siedzących przy stole. Był tam malutki czarodziej o siwych włosach sterczących na boki, który siedział stercie książek. Obok niego siedziała kobieta wyglądająca jak modliszka albo inny robal. Miała grube okulary i obwieszona była różnego rodzaju koralikami, łańcuszkami, bransoletkami i kolorowymi szalami. Kobieta podała Char dłoń poprzez stół.
- Sybilla Trelawney. Wróżbiarstwo. A to - powiedziała wskazując na niskiego wzrostu czarodzieja - profesor Flitwick, uczy zaklęć - zrobiła krótką pauzę i przymknęła oczy - Wiesz moja droga czuję, ze niebawem przydarzy się coś złego.. Śmierć bliskiej osoby, albo ... - przerwało jej chrząknięcie czarownicy uczącej transmutacji. Patrzyła na profesor Trelawney zimnym wzrokiem.
Na szczęście wszystkich siedzących przy stole w tym momencie skrzaty przyniosły jedzenie, wiec wszystkich pochłonęła cisza i słychać było tylko odgłosy sztućców.
Charlotte zmęczona, po skończonym posiłku udała się do łazienki nauczycieli. Zdziwił ja widok dużego basenu. Bez namysłu wskoczyła do niego puszczając trochę kokosowego płynu do kąpieli. Tej nocy usnęła bez żadnego problemu.
 

Tygodnie upływały Charlotte spokojnie. Z każdym dniem czuła się dużo bardziej zrelaksowana i wypoczęta. Póki nie było uczniów biegała po szkole w kusych szortach, skąpych t-shirtach i trampkach, przez co Minerwa patrzyła się na nią karcącym wzrokiem i robiła oburzone miny, gdy myślała, że nowa nauczycielka tego nie widzi, ale gdy Char biegała po zakątkach zamku czy szkolnych błoniach, z uśmiechem i śpiewem na ustach nie było człowieka, który nie uśmiechnąłby się na jej widok. Wstawała wcześnie rano by pobiegać wokół zamku ze słuchawkami na uszach i mocnym brzmieniem w głowie. Wpadała do kuchni po coś do żarcia - nawet skrzaty witały ją uśmiechem i miłą pogawędką podczas posiłku, gdy nie były za bardzo zajęte. W drugim tygodniu odważyła się udać do lasu. Chciała własnoręcznie poszukać kilku składników, które były jej potrzebne, ale chciała też po prostu zapoznać się z terenem otaczającym szkołę, czyli jej nowy dom - przynajmniej na najbliższe dziesięć miesięcy. W tym samym celu w kolejnym tygodniu udała się do Hogsmeade. Chodziła po sklepach i wąskich uliczkach odnajdując ukryte sklepy z książkami, drobiazgami czy dziwnymi, magicznymi przedmiotami, w których znaleźć można było prawdziwe skarby - jeśli ktoś umiał szukać oczywiście. A Charlotte umiała. Od czasu do czasu zaglądała do Trzech Mioteł na kremowe piwo lub coś mocniejszego. Właśnie tak poznała miłego półolbrzyma - Hagrida, który był gajowym i nauczycielem Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami w Hogwarcie. Od tamtej pory chodziła do niego na herbatki (pamiętała, żeby nie próbować krajanki po tym jak spożyła ją podczas pierwszej wizyty) i na spacery po lesie - pokazywał jej wiele ciekawych stworzeń i roślin, a Zakazany Las znał jak własną kieszeń. Poznała wielu przemiłych ludzi - także właścicielkę baru - madame Rosmertę, która często zapraszała Charlotte na zaplecze na drinka i babskie pogaduchy.
Uparcie zbliżał się pierwszy września, który napawał Charlotte panicznym lękiem. Nigdy nie była nauczycielką i podczas minionego miesiąca spędzonego w Hogwarcie nie raz zastanawiała się, dlaczego zgodziła się przyjąć tą posadę.
W ostatnim tygodniu zjeżdżali się nauczyciele. Pewnego wieczoru, gdy szła na spacer usłyszała dźwięk odpalanego silnika. Przypuszczała, że jej samochód jest jedynym w okolicy, więc czym prędzej pobiegła w kierunku swojego "garażu". Zobaczyła kogoś pochylonego nad kierownicą i w przypływie odwagi otworzyła drzwi samochodu i wyciągnęła osobnika za szatę na zewnątrz
- Facet, co ty kurde robisz? - owy 'facet' przejechał ręką po puszystych, czarnych włosach do ramion i rzucił jej olśniewający uśmiech lustrując ją jednocześnie od stóp do głów lekko wygłodniałym spojrzeniem
- Panna Stevens, nasza nowa nauczycielka jak podejrzewam?
- Owszem. A ty?
- Severus Snape.
'Ten Snape?' - pomyślała. Słyszała od bratanicy, że Snape warczy na każdego, nie mówiąc już o kobietach, do których miał jawną awersję. Wspominała też, że ma przetłuszczone włosy, żółtawe zęby i poszarzałą skórę. Nic z tego nie pokrywało się z człowiekiem, którego miała przed sobą. 'I czemu nie dodała, że jest taki przystojny?'. Charlotte wiedziała, że Severus Snape w żadnym wypadku nie jest w jej typie, ale musiała przyznać, że był pociągającym mężczyzną. Dopiero po chwili skojarzyła, dlaczego jest dla niej taki miły. Po pierwsze na pewno chciał się wymigać od tłumaczeń, co robił w jej wozie, ale po drugie to przecież właśnie on od lat ubiegał się o posadę nauczyciela OPCM.
- Chciałem ci podziękować Char i chcę, żebyś wiedziała, że w razie potrzeby zawsze możesz się do mnie zwrócić - pochylił się nad nią, a ona odruchowo odsunęła się uderzając plecami o samochód, ale mężczyzna odwrócił się i odszedł parę kroków, po czym zatrzymał się jeszcze i dodał - Fajna bryka! - mrugnął do niej i poszedł do zamku.
Nie znała wcześniej mistrza eliksirów, ale słyszała o nim, co nieco i w żaden sposób nie zgadzało się ze zjawiskiem, z którym miała do czynienia chwilę wcześniej. 'Miły Severus Snape?'. Wyobrażała go sobie jako postrach Hogwartu, a on tu nagle tryska dobrym humorem i się do niej uśmiecha. Rozumiała jego wdzięczność, no, ale bez przesady... Rzuciła zaklęcie na drzwi od garażu i zamyślona udała się do zamku.
W między czasie Albus przeprowadził z Charlotte kilka rozmów, zapoznając ją z regulaminem szkoły, jej obowiązkami i materiałem nauczania. W nocy z 31 sierpnia na 1 września spało jej się źle. Najpierw nie mogła zasnąć, a gdy w końcu jej się udało dręczyły ja koszmary. O szkolnej tematyce oczywiście.

* * *

Obudziła się niewyspana i zła, z myślą, że to nie tak miał wyglądać ten pierwszy dzień jej 'kariery' w Hogwarcie. Wstała i powoli, przecierając oczy poszła do łazienki. Opłukała twarz zimną wodą, po czym wróciła do pokoju pomyśleć, w co się ubrać. Nie chciała zbytnio szokować ani narażać się na krytykę pierwszego dnia. Nałożyła po prostu beżowe spodnie 7/8 ściągane pod kolanami, beżowe buty na obcasie i czarno - czerwoną bluzkę bez rękawów w asymetryczne wzory. W łazience zrobiła lekki makijaż i obrysowała oczy czarną kredką. Stanęła przed lustrem zadowolona z osiągniętego efektu. Skierowała swoje kroki ku wielkiej sali. Gdy weszła byli w niej tylko nauczyciele. Dosiadła się do nich - pomiędzy Severusem, a Minerwą. Prowadzili dosyć miła rozmowę, dzięki czemu Charlotte zapomniała, ze wkrótce do Wielkiej Sali wpadną tłumy rozchichotanych nastolatków, zapełnią się stoły i zaczną się sprzeczki. Nagle drzwi się otworzyły, nauczyciele zamilkli a do Sali wtoczył się radosny tłum i pomieszczenie wypełniło się gwarem rozmów, a także zapachem jeziora i lasu. Gdy wszyscy zajęli miejsca, rozpoczęła się ceremonia przydziału nowych uczniów, co dla Charlotte było dosyć ciekawym zjawiskiem, gdy wszyscy siedli przy stołach Dumbledore wstał. Mimo, że Severus przybrał już swoją srogą minę wrednego belfra to ukradkiem mrugnął do Char, gdy ukradkiem na niego spojrzała. Większość uczniów zatrzymywała wzrok na niej bez większego zdziwienia, ale wtedy wszyscy skupili spojrzenia na dyrektorze. Zaczął coroczne przemówienie od spraw czysto organizacyjnych i porządkowych, aż w końcu doszedł do jej osoby.
- Jak widzicie i w tym roku doszła do nas nowa nauczycielka, czym zapewne nie jesteście zbytnio zaskoczeni. Ale mam dla was małą niespodziankę. Owa pani profesor, Charlotte Stevens, będzie uczyć eliksirów.
Wszyscy spojrzeli p osobie zdziwieni, a Severus Snape bez żadnego skrępowania uśmiechał się szeroko pokazując swoje "nowe", białe zęby.
- Tak, tak moi drodzy - uśmiechnął się lekko Dumbledore - w tym roku profesor Snape będzie was nauczał Obrony Przed Czarną Magią.
Uśmiech Severusa stał się jeszcze szerszy - o ile to było możliwe.
Charlotte rozglądała się po wielkiej sali, patrząc nieco wojowniczo w napotkane oczy uczniów wpatrujących się w nią. Ze zdziwieniem zarejestrowała parę orzechowych oczu należących do rudowłosej gryfonki patrzących na nią z wielką zawiścią. Nagle dojrzała parę wyjątkowo ładnych, stalowoszarych oczu patrzących na nią z zainteresowaniem. Chłopak, którego śmiało można było nazwać mężczyzną, niewątpliwie musiał już być na siódmy roku i siedział, przy stole Slytherinu.
Nawet, gdy siedział przewyższał innych, co najmniej o głowę. Jego włosy w kolorze bladego złota, lub raczej złotego srebra - o ile takowe istnieje - związane były z pozoru niedbale nad karkiem, a kilka pasm opadało mu na oczy. Piękne, szare oczy. Charlotte nie zwróciła uwagi na to, że wszyscy już jedzą, a tylko ona i ten chłopak wpatrują się w siebie dopóki Snape jej lekko nie szturchnął w ramię. Przywrócił ją tym do rzeczywistości i niechętnie oderwała spojrzenie od blondyna o niesamowitych oczach.

* * *

W tym samym czasie Draco Malfoy wpatrywał się w nową nauczycielkę wzrokiem pełnym zainteresowania i ciekawości. Nie była nieziemsko piękna... To znaczy dla niego była, ale był pewien, ze nie zrobiłaby kariery jako modelka, ale miała w sobie coś zjawiskowego. Grzywka wchodziła jej w zielone oczy w kształcie migdałów. Musiała też być wysoka, bo przy byłym nauczycielu eliksirów wcale nie wyglądała jak malutka myszka. Wpatrywał się w nią uparcie, aż w końcu jej wzrok spoczął na jego oczach. Podniecał go ten niewielki kontakt, a raczej jego namiastka. Zapragnął jej dotknąć, wplątać rękę w te jej błyszczące włosy...

* * *

Severus Snape siedział z szerokim, szczerym uśmiechem na ustach chyba po raz pierwszy w życiu. A miał się z czego cieszyć. Dostał nareszcie tą posadę nauczyciela OPCM, o której marzył od tak dawna. A na dokładkę pojawiła się ta zjawiskowa kobieta, która teraz siedziała obok niego i wpatrywała się w stół Slytherinu, a dokładniej w Malfoya juniora, co Severusa nieco zaniepokoiło. Cieszył się, ze zdecydował się myć częściej włosy, wybielić sobie zęby i częściej przebywać na świeżym powietrzu, co wpłynęło korzystnie na jego cerę.
Kobieta, w jego mniemaniu, była nieziemska. Gdy zobaczył ją po raz pierwszy... Tak właśnie wtedy, gdy zaatakowała go w garażu miał ochotę ją schrupać... A dokładniej zmiażdżyć jej usta swoimi, położyć ją masce tego równie nieziemskiego samochodu, zerwać z niej te króciutkie szorty i koszulkę i... Taaak Severus Snape bardzo dobrze wiedział, co by z nią zrobił. Na pewno jęczałaby z rozkoszy - tak jak robiła to w jego snach, co noc. Przed zaśnięciem czuł niemal bolesne pożądanie, gdy słyszał jak krząta się za ścianą. Za dnia widział jak biega wokół zamku i za każdym razem czuł, ze jego spodnie robią się za ciasne... Tak było i teraz...

* * *
Charlotte dokończyła jeść ciasto i postanowiła wrócić do swojego pokoju. Wstała i przeszła za krzesłem Severusa dotykając lekko jego ramienia. Przeszła przez Wielką Salę na lekko drżących nogach. Gdy wyszła oparła się o ścianę za drzwiami i zaczerpnęła głęboko powietrza. Usłyszała, że drzwi od Wielkiej Sali ponownie się otworzyły, Char usłyszała kroki na posadzce, ale nie otworzyła oczu. Zaczerpnęła kilka głębokich wdechów, po czym odważyła się to zrobić. Wpatrywały się w nią stalowoszare oczy. Były blisko. Jak dla ciemnowłosej za blisko. Patrzyły z ironią.
- Tacy jesteśmy straszni? - zapytał
- Nigdy nie uczyłam w szkole - odpowiedziała opanowując falę gorąca
'W końcu to tylko uczeń Charlotte! Miałaś do czynienia z większymi przystojniakami niż on, więc nie zachowuj się jak debilka!'. Poklepała go po policzku jak dzieciaka
- Idź spać mały, już późno - puściła oczko i odeszła kołysząc lekko biodrami.
Uznała, że takie podejście będzie najlepsze, bo nie mogła pozwolić sobie na nic więcej, ale wiedziała, że z nim zadarła...

* * *

Draco Malfoy stał tam, gdzie go zostawiła w ciężkim szoku. 'Mały? Idź spać?'. Poszedł do swojego dormitorium, a towarzyszyła mu myśl, że ta piękność jeszcze się przekona, że on wcale nie jest malutki.

* * *

Severus Snape siedział dalej w Wielkiej Sali, bardzo zamyślony. Nie zauważył nawet, że wszyscy skończyli posiłek i udali się do swoich kwater.

 

Pierwszego dnia zajęć Charlotte wstała z łóżka zbyt późno, żeby zdążyć na śniadanie. Późnym wieczorem, emocjonując się wydarzeniami dnia poprzedniego zapomniała włączyć budzik, czego efektem było, nieduże - na szczęście - zaspanie. Zjadła w pędzie dwie czekoladowe żaby spoczywające w jednej z szuflad przepastnego biurka i pobiegła na lekcje. Ubrała się podobnie jak poprzedniego dnia, zamieniając tylko top na czarną koszulę i związała lśniące włosy w ogon na czubku głowy. Pierwsze zajęcia w życiu miała z pierwszym rokiem, a pierwszaki były przestraszone tak jak ona, o ile nie jeszcze bardziej. Zaczęła z nimi lekcje od teorii - opowiadając im o sztuce ważenia eliksirów, dobieraniu składników, wielkich mistrzach i recepturach. Siadła zgrabnie na biurku, machając nogami w powietrzu i gawędząc z nimi przyjaźnie próbując ich nieco rozluźnić. Wiedziała, że z siódmym rokiem owutemowców nie pójdzie jej tak łatwo. W nocy długo obmyślała strategie, dochodząc w końcu do wniosku, że żeby zdobyć ich szacunek musi jednocześnie pokazać, że to ona rządzi i traktować ich na równi, lecz z nutką ironii. Była pewna, ze z tym drugim problemów mieć nie będzie, lecz gorzej było z pierwszym...
Miała z nimi lekcje po lunchu wiec posiadała komfort w postaci takiej, że na pewno nie zaburczy jej w brzuchu. Nawet samej przed sobą ciężko się jej było przyznać, że po jej głowie błądziła myśl czy blondyn ze Slytherinu chodzi na eliksiry. Sam pomysł, że rzeczywiście może tak być, powodował dziwne drżenie rąk.
Przyszła specjalnie kilka minut wcześniej do sali w lochach, żeby być przed uczniami. Dodawało jej to pewności siebie w jakiś, tylko jej znany sposób. Siedziała na biurku przeglądając listę uczniów i materiały do lekcji, gdy zaczęli wchodzić siódmoklasiści. Na liście miała piętnaście osób, więc gdy w sali było około dziesięciu dalej siedziała na biurku pogryzając ziarenka słonecznika i czytając przygotowane do lekcji notatki. Jako ostatni w drzwiach stanął wysoki blondyn ze smirkiem na ustach, który (jak podejrzewała Char) nie odstępował chłopaka na krok. Serce zabiło jej mocniej, do czego nie przyznała się nawet przed sobą, ale udała, że go nie widzi. Dopiero, gdy zajął miejsce w drugiej ławce, złożyła notatki i zaczęła lekcję.
- Zaczniemy bez głupawych pogadanek. Jestem Charlotte Stevens i w tym roku będę was przygotowywać do owutemów, które macie zdać jak najlepiej, bo inaczej się zemszczę - tu mrugnęła okiem a większość uczniów się uśmiechnęła - Tak więc przeczytam listę i się wstępnie zapoznany. Każdy po usłyszeniu swojego nazwiska podnosi rękę. Jak skończę przejdziemy do właściwej części lekcji. Hanna Abbot...
Przy "G" zatrzymała wzrok na Hermionie Granger, owej rudowłosej gryfonce, która patrzyła na nią zawistnym wzrokiem podczas powitalnej uczty. Zatrzymała się też po odczytaniu "Draco Malfoy", gdy to blondyn z drugiej ławki niedbale podniósł rękę nawet na nią nie patrząc. 'TEN Malfoy??? Ten, którego ojciec siedzi w Azkabanie???', ale nie odważyła się powiedzieć tego na głos, więc po prostu przeszła dalej, ale ta myśl nie opuszczała jej jeszcze przez długi czas. Do końca listy dotarła prawie bezproblemowo, patrząc z ironicznym uśmiechem na chłopaka z blizną na czole.
- Coś panią śmieszy? - zapytał wtedy
- Tak Potter, bawi mnie twoja głupota. Właśnie straciłeś dziesięć punktów - powiedziała biorąc kredę, po czym odwróciła się do tablicy i zaczęła wypisywać składniki eliksiru, którego przygotowywanie zaplanowała na tą lekcję. Gdy zaczynała pisać drugi wyraz usłyszała "cichy" szept Harry'ego poprzedzony dosyć głośnym prychnięciem.
- Nawet Snape potrafił to zrobić za pomocą jednego machnięcia różdżką...
Hermiona, do której skierowany był owy "szept" tylko kiwnęła głową widząc, że Charlotte się powoli odwraca. Ona nie lubiła podpadać nauczycielom. Żadnym - nawet tym, których nie lubiła. Podeszła do ławki, w której dział Potter i oparła się o nią z impetem pochylając się nad nim, a jej mina nie wróżyła nic dobrego (Sybilla Trelawney zapewne po raz kolejny przepowiedziałaby mu, ze padnie trupem właśnie w lochach).
- Jeśli chcesz mogę ci wyryć ten tekst na twoim czole, ale nie sądzę, żeby ładnie komponował się z twoją sławną blizną, więc może raczej zrobię to na czym innym - popatrzyła znacząco na jego krocze - ale nie wydaje mi się, żeby było na czym - Draco parsknął śmiechem, ale zamilkł, gdy rzuciła mu lodowate spojrzenie - Radziłabym panu, panie Potter, zamknąć się i trzymać język za zębami, bo stracił pan kolejne piętnaście punktów przez swoje chamstwo i brak kultury - wróciła na przód klasy siadając znowu na biurku i machnęła różdżką, a na tablicy pokazały się instrukcje - Dzisiaj będziecie robić Eliksir Paraliżujący. Weźcie składniki z szafki - wskazała ręką ogromną, dębową szafę po swojej lewej stronie - i zaczynajcie.
Siedziała i jadła prażony z solą słonecznik, nieco się nudząc, więc zaczęła obserwować uczniów pracujących w pocie czoła, aby ich eliksir był jak najlepszy. Tylko blondyn wydawał się znudzony. Jednym kolanem opierał się o krzesło, a w lewej ręce trzymał jakąś książkę, zagłębiając się co chwilę w jej lekturze leniwie dodawał składniki. Charlotte już wiedziała, ze chłopak ma talent do tej dziedziny i, że na pewno dostanie P, a może nawet W... Natomiast Harry zerkał co chwilę na Hermionę błagalnym wzrokiem, co było przejawem czającej się w nim paniki. Zauważyła, że zapomniał dodać drżące liście osiki, a tak zwane "mleko ropuchy" dodał przed sproszkowaną łodygą miodunki plamiastej, co dawało mu, co najwyżej N, bo eliksir był prawie do niczego.
Piętnaście minut przed zakończeniem lekcji wstała z biurka
- Koniec. Wasz eliksir powinien mieć błękitną barwę. Przelejcie próbkę do kolb opatrzonych waszym nazwiskiem i możecie wyjść wcześniej.
Z cichą satysfakcją zobaczyła, że kolba z napisem "Draco Malfoy" ma kolor czystego nieba w letni dzień, a "Harry Potter" uzyskał kolor granatowy, jeśli patrzeć na to przychylnym okiem. Pomyślała, ze zielonooki musi być straszliwym głupcem, skoro, gdy tylko uwolnił się od Eliksirów ze Snape'm podpada jej na pierwszych zajęciach. Ale nie miała zamiaru się na nim w jakikolwiek wyżywać. Słyszała, że Severus często był wobec niego niesprawiedliwy, a Char nie miała zamiaru dorzucać mu zmartwień i stresu w ostatnim roku nauki w Hogwarcie, gdy wszyscy zakuwają do owutemów.
Uczniowie powoli zaczęli opuszczać klasę - Char miała nadzieję, że zyska przez ich wcześniejsze wypuszczenie piętnaście minut na szybki prysznic przed kolacją. Jedynie blondyn nieco zwlekał nader dokładnie polerując swój kociołek. Gdy wszyscy wyszli i on zaczął zmierzać ku wyjściu, ale podszedł do niej i zmusił, żeby cofając się, oparła plecy o tablicę. Był wysoki. Bardzo wysoki i bardzo przystojny. Ona miała prawie 180 centymetrów wzrostu i buty na obcasie, a przewyższał ją prawie o głowę. Wyczuwała zagrożenie.
- Widzę, że masz niezły języczek.. Chętnie bym zobaczył jak działa w innych sytuacjach - powiedział patrząc się na język, którym nerwowo oblizała wargi, chciała coś odpowiedzieć, ale przerwał jej, zakrywając swoją dłonią jej usta - Umów się ze mną. Co powiesz na sobotę w 'La Paggio'? To taka mała, włoska knajpka w Hogsmeade. Mają tam przepyszną Lasagne. Nie odpowiadaj teraz. Powiesz mi w piątek. - jego palce delikatnie muskały usta Charlotte, a ona poczuła, że zalewa ją fala gorąca. Po chwili, przez którą jak zahipnotyzowana wpatrywała się w jego piękne, stalowoszare oczy, zabrał dłoń i przejechał nią po ciemnych, błyszczących włosach. Nachylił się nie zabierając ręki i szepnął jej do ucha.
- Marzyłem o tym - delikatnie przejechał językiem po płatku ucha i wyszedł nie oglądając się za siebie.
Kobieta stała w niemałym szoku, ciężko oddychając i dalej opierając się o tablicę. Wiedziała, że ma czerwone rumieńce na policzkach, co wcale nie sprawiało, że czuła się lepiej - wręcz przeciwnie, mimo, ze podobnież było jej z nimi do twarzy była na siebie wściekła. Ale wcale nie myślała, że nie zdąży wziąć tej durnej kąpieli. W głowie jak wmurowany słup tkwiła jedna myśl. 'Skąd on wiedział, ze nad życie kocham Lasagne...?'

* * *

Dni upływały pod znakiem zastanowień czy wybrać się z Malfoyem Juniorem do Hogsmeade czy nie. Lekcje mijały w marę spokojnie, bez większych scysji czy konfliktów. Jedyne, warto wspomnienia wydarzenie miało miejsce podczas czwartkowego śniadania. Jadła właśnie kanapki z masłem orzechowym, gdy przyleciała sowia poczta. Uczniowie rozradowani wypatrywali swoich pupilów. Charlotte nie czekała na żadną paczkę, więc wróciła do posiłku. Jednak szara, duża sówka podleciała do niej i upuściła sporą, kwadratową paczkę na jej kolana. Wbrew przypuszczeniom była bardzo lekka. Po chwili przyleciała następna płomykówka, dużo mniejsza, przynosząc małą kopertę. Char zdziwiona wpatrywała się w obie koperty. Już miała je otworzyć, ale kątem oka zobaczyła pełne zaciekawienia spojrzenie Severusa i doszła do wniosku, ze otworzy je w swoim gabinecie, do którego udała się po skończeniu śniadania. Siadła na łóżku i otworzyła pudełko. Leżała w nim piękna róża w kolorze herbaciano - żółtym. Do łodygi przyczepiona była karteczka 'Piękna jak Ty'. Uśmiechnęła się lekko, bo niewątpliwie kwiaty sprawiają przyjemność każdej kobiecie, ale nie dawało jej spokoju, od kogo może być ta róża. Ani Draco, ani Sev nie wyglądali na romantyków. Z niecierpliwością rozerwała drugą kopertę. Byłą w niej tylko biała karta z nabazgranym napisem 'Trzymaj się z daleka od Snape'a bo pożałujesz!'. Tu ogarnęło ją zdziwienie. 'Ja od Severusa? O co tu chodzi?'. Jednak nie miała czasu na dłuższe rozmyślania. Udała się na lekcje, wkrótce zapominając o tajemniczym liście.
Dni dalej upływały spokojnie. W sobotnią noc, wyjątkowo ciepłą, Char poszła pobiegać. Większość uczniów spoczywała, chrapiąc słodko w ramionach Morfeusza, więc mogła to robić bez skrępowania. Było już grubo po północy, gdy Charlotte wpadła zdyszana do swojego pokoju. Była zmęczona i czuła, ze każdy mięsień drga w innym rytmie. Postanowiła wypróbować łazienkę prefektów, którą tak zachwalał dyrektor. Ze względu na wyżej wspomnianą godzinę, była pewna, że nikogo tam nie spotka. Wzięła pod pachę discmana, seksowną piżamkę i chłodzącą maskę żelową na oczy i ruszyła do łazienki. Hasło 'morska bryza'. Basen był nieco mniejszy od tego w łazience psorów, ale miał dużo więcej kraników po bokach. Odkręciła jeden i popłynęła z niego perłowo-biała masa. Zakręciła go i wypróbowała następny. Ku jej uciesze popłynęły z niego czerwone serduszka o zapachu truskawkowym, więc odkręciła go mocniej i rozebrała się. Wskoczyła do ciepłej wody. Oparła głowę o brzeg basenu, włożyła do uszu słuchawki i nałożyła na oczy maskę żelową.
Leżała relaksując się i czując, że jej mięśnie powoli się rozluźniają, a woda przynosi im ukojenie. Gdy już powoli przysypiała coś ścisnęło jej ręce za plecami, mogła dać głowę, że to niewidzialne 'liny' wystrzelone z różdżki. Przestraszyła się i cicho krzyknęła. Ktoś zsunął jej z uszu słuchawki i usłyszała cichy szept
- Spokojnie... - znała ten męski, zmysłowy głos, ale nie potrafiła skojarzyć do kogo on należy.
Poczuła muśnięcie ust na uchu, a następnym dźwiękiem, który do niej dotarł był cichy plusk, po którym wywnioskowała, ze mężczyzna wszedł do wody. Przez jej ciało przeszedł zimny dreszcz. Delikatne dotknięcie na twarzy jednym palcem. Położył palec na jej ustach i delikatnie wsunął go w jej usta, ale nie na tyle by udało jej się go ugryźć. Palec powoli zsunął się na podbródek, a następnie wędrował po szyi, coraz bardziej w dół.
- Proszę... Zostaw mnie... Odejdź - wyszeptała, ale zamknął jej usta gwałtownym pocałunkiem.
Chciała go ugryźć, ale zmieniła zamiary. 'Jeśli będę grzeczna to może nic mi nie zrobi i odejdzie...'. No, a poza tym miał takie miękkie usta... Poddała się jego dłoni i nieco rozluźniła szczękę. Jego język wsunął się głębiej i penetrował jej wnętrze. Delikatnie dotykał podniebienia i zębów, ślizgał się po jej ustach, jednocześnie sunął palcem pomiędzy jej piersiami i w dół brzucha, aż w końcu Charlotte jęknęła z rozkoszy. Poczuła jego dłonie na swoich udach, a usta na lewej piersi. Zataczał kręgi językiem wokół stwardniałego sutka nabrzmiałej, jędrnej piersi, ssąc ją lekko i przygryzając co jakiś czas. Dłonie błądziły po jej udach, biodrach i pośladkach, masując je i rozluźniając, mimo, że pod wpływem tych pieszczot mięśnie kobiety napinały się do granic możliwości. Usta mężczyzny powędrowały w górę poprzez dekolt i szyję, by znowu spocząć na jej ustach i powtórzyć zabawę, do której tym razem nieświadomie przyłączył się też język Charlotte, a jego palce powędrowały w górę zgrabnych ud, po czym jeden wsunął się do jej ciepłego wnętrza. Spowodowało to silny zawrót głowy, ugięcie kolan i kolejny, tym razem głośniejszy jęk. Jego jędrne ciało otarło się o nią, a kolejny palec dołączył do pierwszego i oba poruszały się w szybkim rytmicznym tempie. Podniecenie miała wymalowane na twarzy. Przygryzała lekko wargi a przez jej ciało przechodziły przyjemne dreszcze.
- Już... już - wyjęczała dysząc ciężko
- Już? - wyszeptał prosto do jej ucha, dmuchając przy tym lekko, a ona nieznacznie kiwnęła głową
Przesunął językiem jeszcze raz po jej ustach ocierając się o jej rozpalone wnętrze swoją naprężoną męskością, a Char jęknęła cichutko. Pocałował ją mocno i namiętnie jednocześnie wchodząc w nią równie mocno. Z jej ust wyrwał się jęk stłumiony przez gorący pocałunek. Wchodził w nią coraz szybciej i głębiej prowadząc ku szczytowi rozkoszy. Charlotte poddawała się szalonemu tempu. Krzyknęli oboje w tym samym momencie. Jego ciepłe nasienie wylało się do jej wnętrza, a ona dalej unosiła się na falach namiętności, czując tak długo oczekiwane spełnienie. Przytulił jej ciało do swojego i pocałował ją po raz ostatni tym razem dużo subtelniej i delikatniej.
- Jesteś piękna - szepnął, wysuwając się powoli z jej wnętrza i wyskoczył z basenu - więzy znikną za dwie minuty... Jak będziesz grzeczna to Cię wkrótce odwiedzę, tym razem w twojej sypialni. Śpij słodko - wymruczał jej do ucha, po czym przesunął językiem po jego płatku.
Po chwili Charlotte usłyszała odgłos zamykanych drzwi od łazienki. Dalej rozpalona czekała na uwolnienie rąk i próbowała zidentyfikować owy tajemniczy głos i pozbierać myśli. ' Nie można tego nazwać gwałtem... Nie ma wątpliwości, co do tego, że było mi dobrze, ale chciałabym wiedzieć, kto to był...'
Liny krępujące jej dłonie znikły, wiec natychmiast zerwała z oczu maskę chłodzącą i wyskoczyła z basenu. Wytarła ciało niebieskim, puszystym ręcznikiem i włożyła koronkową koszulkę nocną, w której sypiała. Gdy schyliła się pod discmana zauważyła, że koło niego leży kwiat. Biała róża z przyczepioną karteczką. 'Za nasz pierwszy raz. Piękna i delikatna jak Ty'. Bez podpisu. Wzięła wszystko i udała się do sypialni. Zasnęła tylko po to, by śnić scenariusze ich kolejnego spotkania...

 

Charlotte obudziła się następnego ranka zaraz po wschodzie słońca. Budzik wskazywał kilkanaście minut po piątej, a ona była już rozbudzona i jej głowę znowu wypełniło tysiące myśli. Wszystkie na temat poprzedniego wieczoru, a raczej nocy. Wpatrywała się w półnagiego Hugh Granta na ścianie, który nagle, niewiadomo czemu, przestał ją podniecać. Przeniosła swój wzrok na sufit i obserwowała nieliczne pęknięcia, które na nim powstały. Do śniadania miała dużo czasu, a szczerze mówiąc nie chciała na nie iść. Wiedziała, że nie przełknęłaby nic, a na dodatek wpatrywała się podejrzliwie na każdego osobnika płci męskiej. Jak na razie do głowy przychodził jej Draco, ale taką możliwość, po chwili wykluczyła bo jej zdaniem nie posunąłby się tak daleko, Snape, którego też odrzuciła bez bliżej znanego powodu i Potter, który zrobiłby to niby w odwecie, tudzież akcie zemsty, ale jego też odrzuciła. Nie miała pojęcia kto to był. Leżała, opuszkami palców poruszając po satynowej pościeli i wsłuchiwała się w ciszę. Ciszę, która uspokajała jej skołatane nerwy. Ciągle myślała o ostatniej nocy... Dobrze, że tego dnia nie było zajęć bo była zdekoncentrowana i rozkojarzona. Pod wieczór brała się do Hogsmeade na coś mocniejszego niż kremowe piwko. W Trzech Miotłach spotkała Snape'a siedzącego nad sporą filiżanką Ognistej. Ciężko zwaliła się na krzesło naprzeciwko niego.
- Masz fajki? - spytał z nadzieją w głosie i oczach
Wyciągnęła paczkę Silk Cutów, skrzywił się lekko, ale wziął jednego i odpalił zaciągając się mocno. Zrobiła to samo i popatrzyła na niego w zadumie. Widać było, że i on nie jest w najlepszym nastroju. Odezwał się jednak ponownie
- Napijesz się czegoś? Kremowego?
- Dzisiaj nie mam ochoty na piwo, ale Martini chętnie się napije.
Severus wstał i ciężkim krokiem podszedł do baru. Po chwili wrócił z jej drinkiem. Rzuciła spojrzenie w kierunku Rosmerty, a ta mrugnęła do Char przyjacielsko. W Martini pływała oliwka i plasterek cytryny. Pociągnęła spory łyk i delektowała się smakiem ulubionego napoju. Po chwili zaczęła luźną rozmowę. Rozmawiali o szkole, wymieniali poglądy na temat uczniów i innych nauczycieli. Wieczór spędzony miło i po przyjacielsku - właśnie tego potrzebowała. Wrócili do zamku dosyć późno, śmiejąc się głośno i zataczając lekko. Pożegnali się przy drzwiach jej gabinetu i oboje udali się do swoich łóżek, by zagłębić się w chłodnej pościeli i rozkoszować niczym nie zmąconym snem.
Kolejny tydzień pobyty w Hogwarcie upływał tak jak i poprzedni - spokojnie. Charlotte czuła, że udało jej się zainteresować wielu uczniów przedmiotem, którego nauczała, nie odstraszając nikogo - tak jak miał to w nawyku Snape. Nawet Potter zaczął doceniać, że nowa sorka się na nim nie wyżywa i chyba zrozumiał, że postąpił idiotycznie na pierwszych zajęciach. Jakaś cząstka jego psychiki podpowiadała mu, że to presja Hermiony. Po raz pierwszy w życiu słyszał z jej ust takie wyzwiska, jakimi obrzucała profesor Stevens i, co gorsza, nie rozumiał dlaczego, a ona nie chciała wyjawić mu swojej tajemnicy. Czuł jednak, że jego przyjaciółka musi nienawidzić nowej mistrzyni eliksirów.

* * *

W piątek po lekcji z owutemowcami, gdy wszyscy inni już wyszli Draco Malfoy usiadł na biurku nauczycielki z podjętym postanowieniem, że nie ruszy się stamtąd dopóki ona nie zgodzi się na kolację następnego wieczoru. Wbił w nią przenikliwe spojrzenie i nic nie mówił. Stała naprzeciwko niego, a jej zielone oczy dzielnie wytrzymywały ten mały pojedynek. Ślizgonowi te oczy kojarzyły się niezbyt fortunnie, bo z Potterem, który miał identyczny odcień tęczówek. No, ale jakoś jego oczy nie pociągały go tak jak jej... Na jego szczęście.
Po chwili postanowił jednak coś powiedzieć.
- To jak? Podjęłaś decyzje?
-Wiesz, że nie powinniśmy tego robić, a ty nawet nie powinieneś pytać...
- Ale...? - podchwycił
- Ale zgoda. Może być ta włoska knajpa, ale wiedz, ze robię to tylko przez wzgląd na Lasagne.
- Tak oczywiście - smirk.
...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin