Owned 18.rtf

(31 KB) Pobierz

Rozdział 18

 

 

Kiedy Harry wrócił do domu, zastał Draco przy małym kuchennym stoliku, z leżącą przed nim otwartą książką. Jednak mężczyzna nie wyglądał, jakby ją czytał. Siedział wygodnie na swoim krześle, jego głowa była nieznacznie podniesiona, a usta ściągnięte, gdy wydobyło się z nich niewielkie syknięcie bólu. Albo czegoś, co przypominało ból, pomyślał Harry, chociaż nie mógł dopatrzyć się przyczyny, dla której Draco miałby jakiegokolwiek doświadczać.

— Jakiś problem? — zapytał swobodnie, opadając na stojące naprzeciw krzesło.

Twarz Draco natychmiast się wypogodziła, chociaż jego oczy miały zmartwiony wyraz.

— Czy mogę ci jakoś służyć?

Harry odchrząknął, pragnąc, aby to pytanie nie wywołało tak wielu skojarzeń. O wiele wyraźniejszych niż wcześniejsze. Prawdę mówiąc, w chwili obecnej Harry fantazjował o tym, jakie to byłoby uczucie zatopić się aż po same jądra w gładkim, chętnym tyłku Draco. Jak by to było wbijać się w niego, trzymając te szczupłe biodra nieruchomo i pieprzyć go aż do cudownego spełnienia, zanurzając się tak głęboko...

Harry zdecydował, że to prawdopodobnie świadomość, iż nie jest już związany z Ginny, miała coś wspólnego z jego swobodniejszymi wizjami na temat tej sytuacji. Roztrząsaniem jej w szczegółach. Szokujących szczegółach.

Ponownie odchrząkując, spróbował wrócić do poprzedniego tematu.

— Wiesz, co możesz zrobić, żeby sprawić mi przyjemność? Możesz mi powiedzieć, gdzie tkwi problem. Kiedy wszedłem, wyglądałeś, jakbyś cierpiał.

Nieśmiały rumieniec wypłynął na policzki Draco.

— Nie nazwałbym tego cierpieniem.

— Więc jakbyś to określił? — zapytał Harry, podnosząc nieco głos.

— Dyskomfortem. — Draco spojrzał na stół i kiedy mówił, zaczął zakreślać palcami lewej dłoni zielone ogniwa odciśnięte na skórze jego prawego nadgarstka. — Jestem tylko... strasznie twardy, Harry.

Och.

Harry sztywno skinął głową. Temat był delikatny, ponieważ nie uważał, aby fakt, iż Draco jest jego niewolnikiem, dawał mu jakiekolwiek prawo do mówienia mu, jak powinien postępować ze swoim ciałem pod względem seksualnym. Oczywiście w jego fantazjach ten drobny szczegół z własnością wydawał się nakręcać całą zabawę. Każdego ranka i wieczora Harry onanizował się, przywołując szczególnie intensywne obrazy siebie samego rozkazującego Draco i kontrolującego go. Owe fantazje utrudniały mu teraz bycie zupełnie obiektywnym.

Z drugiej jednak strony, Harry dostrzegał różnicę pomiędzy wyobrażeniami a rzeczywistością i obecna rzeczywistość była taka, że Draco potrzebował pomocy. Fakt, że nie potrafił sam sobie poradzić, był wystarczającym dowodem na to, że kiedy rozmawiali po raz ostatni, Harry nie wyraził się dość jasno.

— Um, w porządku. Przepraszam, jeżeli dałem ci odczuć, że możesz pójść i się onanizować jedynie wtedy, kiedy jest pora na prysznic. Nie to miałem na myśli. Powinieneś fundować sobie dobrą masturbację, kiedy tylko masz wrażenie, że jej potrzebujesz, w porządku? — Natychmiast zdał sobie sprawę, jak błędnie można było to zrozumieć, więc dodał pośpiesznie: — Po prostu idź na górę, do swojego pokoju, by to zrobić, dobrze?

W oczach Draco pojawił się przebłysk czegoś bardzo zbliżonego do irytacji.

Harry sądził, że jest w stanie to zrozumieć. Żenujące, że musiał dodać ostatnią część, ale czy był tutaj jakiś wybór? Wyglądało na to, że Draco postąpił tak jak kiedyś, gdy nie wytarł się po pierwszym prysznicu. Był odrobinę zbyt skłonny, by odbierać słowa Harry’ego dosłownie. Niech Bóg broni, żeby chęć na masturbację dopadła Draco w tak niedogodnym czasie, jak kolacja, którą będą podejmować ich Malfoyowie w środę. Z drugiej strony, stać się twardym, podczas gdy jesteś w jednym pokoju ze swoimi rodzicami? Harry nie mógł sobie tego wyobrazić. Tym bardziej, że rodzicami, o których mowa, byli Lucjusz i Narcyza.

— Więc? — zapytał Harry, przyglądając mu się z napięciem.

— Podejrzewam, że nie pytasz o stan mojego umysłu? — odparł Draco ironicznie.

— Myślałem, że pójdziesz na górę i, no wiesz, zatroszczysz się o swoją… rzecz.

— Moją rzecz? — Draco skrzyżował ramiona na piersi. — Czy przez przypadek nie miałeś czasem na myśli mojego penisa? — Słowo penis, zdecydował Harry, powinno być nielegalne, kiedy jest wypowiadane w taki sposób. Wolno obracający się język Draco… niczym czysta pokusa. — Zawsze byłeś taki elokwentny?

Co? Brzmiało to prawie jak zniewaga, tymczasem Draco nie okazywał żadnej potrzeby wylewnego przepraszania, dopóki nie zostanie ukarany. Być może pewna jego część wiedziała, że Harry nie przejmie się tego typu dowcipną uwagą. Jeśli tak, zaklęcie z pewnością się stabilizowało.

— Miałem na myśli twój problem, nie penisa — odparł Harry. Mówił spokojnym tonem, mimo że cholernie trudno było uwierzyć, że właśnie siedzi przy stole z Draco Malfoyem, rozmawiając o jego penisie. — Nie zrozumiałeś mnie minutę temu? Chcę, żebyś poszedł na górę i od razu zaczął się onanizować. Najwyraźniej tego potrzebujesz, skoro jesteś tak twardy, że nie możesz skoncentrować się na książce, którą starasz się czytać.

Draco podniósł się, chociaż, co dziwne, wyglądał zarówno na niechętnego, jak i urażonego. To nie miało sensu. Jeżeli Harry kazałby mu, żeby się nie onanizował, może…

Och, Boże. Może Draco nie chciał, by mu nakazywano masturbację, ponieważ to, czego naprawdę pragnął, było jakiegoś rodzaju stosunkiem seksualnym z Harrym. Przecież tak wyraźnie łaknął jego bliskości. Całe to trącanie nosem, sposób, w jaki dotykał Harry’ego przy każdej okazji…

Jednak gdyby nie zaklęcie, nie chciałby niczego, więc Harry trzymał się wcześniejszego polecenia

— Więc? Idź.

Twarz Draco stała się odrobinę bledsza, ale chłopak obrócił się i wyszedł z kuchni. Harry poczekał, dopóki nie usłyszał oddalających się schodami kroków, po czym wyjął pieczoną wołowinę oraz chleb i zabrał się za przygotowanie kanapek, żeby Draco miał co zjeść, kiedy skończy.

 

***

 

Kiedy Draco zszedł na dół, miał na sobie inne ubranie niż wcześniej. Albo przynajmniej inną wierzchnią szatę. Wydawało się, że Draco zawsze jest w jakąś ubrany, co Harry uważał za odrobinę dziwne, ale założył, że było to czymś charakterystycznym dla stylu Malfoya. Albo wzięło się stąd, że Draco dorastał jako czarodziej. Harry zazwyczaj nie zakładał szat w domu, czuł się raczej wygodnie w mugolskich ciuchach.

Gładki połysk włosów Draco wskazywał, że zaledwie przed chwilą ponownie rzucił zaklęcia szczotkujące, co Harry odebrał jako potwierdzenie, że onanizował się pod prysznicem. Przełknął ślinę, starając się nie wyobrażać sobie tego. Praktycznie niemożliwe, biorąc pod uwagę, że właśnie o tym myślał przez ostatnie pół godziny. Draco pod natryskiem, jego smukłe, blade ciało zroszone wodą, głowa odrzucona do tyłu, podczas gdy ręka poruszała się wzdłuż penisa, a biodra wykonywały pchnięcia w perfekcyjnym tempie…

Zbyt wiele myśli, takich jak te i sam zaraz będzie potrzebować dobrego, mocnego obciągania.

— Um, chodź tutaj. Zrobiłem ci kanapkę — powiedział, wskazując w jej kierunku.

Draco usiadł na krześle podsuniętym mu przez Harry’ego, ale nie zrobił żadnego ruchu w kierunku jedzenia. W rzeczywistości wyglądał na wyjątkowo zaniepokojonego. Prawie jakby w jakiś sposób ciągle cierpiał.

Ponieważ wcześniej Harry przyrządzał już dla nich obu posiłek, nie miało to sensu.

Chyba że problem stanowił pojedynczy talerz.

— Przepraszam. Właśnie zjadłem — powiedział.

— Słucham? — Draco potrząsnął głową. — Jesteś łaskawy, że w ogóle ze mną jesz, Harry.

— To nie jest łaskawość. Mieszkamy razem, jemy razem, to wszystko. Nie zamierzam traktować cię jakbyś był…

— Ależ ja jestem twoim niewolnikiem — odparł spokojnie Draco. — Nie ma żadnej innej możliwości.

— Możesz być moim niewolnikiem i wciąż być traktowany z szacunkiem. — Harry wypuścił powietrze. — Co masz na myśli, mówiąc, że nie ma żadnej innej możliwości?

— Mój ojciec tak powiedział. Stwierdził, że twoja rodzina zawsze miała na własność moją.

Harry przypuszczał, że zamysłem Lucjusza było łagodniejsze przedstawienie prawdy.

— Nie wspomniał, że zaklęcie to było uśpione przez długi, długi czas?

— Tak, ale potem dodał, że teraz jest przebudzone i od momentu, w którym mnie uznałeś, nie można z tym już wiele zrobić. — Draco uśmiechnął się lekko, ale po chwili znów wyglądał, jakby nadal był strasznie napięty. — Ale ja nie chcę, żeby cokolwiek zostało z tym zrobione, Harry. Czułem się z tym na początku wyjątkowo… niezręcznie, ale przypuszczam, że było tak, ponieważ cię nie pamiętałem. Albo dlatego, że pewna część mnie wiedziała, iż w przeszłości nie zgadzaliśmy się ze sobą. Jednak teraz czuję się tutaj, razem z tobą, bardzo wygodnie.

Harry powstrzymał się przed powiedzeniem: Ale nie czułbyś się tak, gdybyś wszystko pamiętał.

— Jeśli czujesz się tak komfortowo, może mógłbyś zjeść kolację — powiedział w zamian.

Draco skinął głową i podniósł kanapkę.

— Nie mogę nic na to zaradzić, wiesz — odezwał się prawie swobodnym tonem po tym, jak przełknął pierwszy kęs. — Wiem, że wolałbyś, by nie trzeba było mi mówić o jedzeniu. Czynisz to takim oczywistym, ale… Zaklęcie po prostu mi nie pozwala.

Tak, Harry wiedział.

— Nadal będę ci przesyłać notatki w porze obiadu, jeśli tylko będę wtedy w pracy.

Draco nie odpowiedział, zresztą Harry wiedział, jaka najprawdopodobniej byłaby ta odpowiedź. Że on naprawdę nie potrzebuje ani krzty jedzenia w środku dnia. Dwa posiłki dziennie były wystarczające, albo nawet jeden i wolałby spędzić ten czas robiąc coś, co bardziej bezpośrednio służyłoby Harry’emu.

Być może krokiem we właściwym kierunku było to, że nie powiedział tego wszystkiego ponownie. Po prostu jadł swoją kanapkę, systematycznie przeżuwając i przełykając każdy kęs. Entuzjazm Harry’ego osłabł, kiedy zauważył, że Draco nie pije swojego soku dyniowego, dopóki mu się o tym nie przypomni.

— Przegapiłem kolację z tobą, ponieważ musiałem porozmawiać z Ginny — powiadomił go, kiedy Draco wreszcie odsunął się od stołu. — Um… pamiętasz, jak Ron dał ci do zrozumienia, że Ginny i ja mieliśmy zamiar się zaręczyć? To nieprawda.

— Ty sam o tym wspomniałeś.

— Tak, ale chodzi mi o to, że… Zerwałem z nią dzisiejszego wieczoru.

Harry nie poświęcił zbyt wiele czasu na zastanawianie się, jak na tę wiadomość zareaguje Draco, mniej więcej założył, że mało go to obejdzie. Albo raczej jakaś drobna jego część pomyślała, że Draco mógłby się spodobać pomysł posiadania Harry’ego tylko dla siebie, zważywszy, jak bardzo był na niego fizycznie wrażliwy.

Obydwa założenia okazały się błędne.

Zęby Draco zaczęły szczękać, a jego oddech zamienił się w krótkie sapnięcia.

— Ty… Nie, nie o to mi chodziło, Harry… Wkroczenie pomiędzy was to okropne, karygodne, naganne przewinienie wobec mojego przystojnego, uprzejmego, troskliwego Pana… — Harry’emu było odrobinę wstyd, że słowem, które się dla niego najbardziej ze wszystkich wyróżniało, było przystojny. — Sprawię, że wszystko się ułoży, Harry Panie — Draco mówił dalej rozgorączkowanym głosem. — Zostanę w moim pokoju poza zasięgiem wzroku, kiedy tylko twoja ukochana cię odwiedzi. Rzucę wyciszające zaklęcia wokół siebie, więc moja egzystencja przestanie ją niepokoić. Nigdy nie okażę zazdrości o jej miejsce w twoim życiu i w twoim łóżku.

— Przestań — rzucił Harry stanowczo. Pamiętając, co zadziałało wcześniej, szybko przesunął krzesło wokół małego, okrągłego stołu i pochwycił dłonie Draco w swoje. — Nie rozdzieliłeś nas, Draco. Nie zrobiłeś nic złego. To nie twoja wina.

Palce Draco zacisnęły się gwałtownie.

— Och, ale ta młoda kobieta wyraźnie miała mi za złe, że przebywam w twoim domu. Zawiodłem cię, Harry Panie. Przysięgam, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby być tak dyskretnym, jak to tylko możliwe. Wiem, że jest tą, która będzie stać u twego boku, podczas gdy ja nie mogę mieć nadziei na nic więcej, niż tylko okazjonalne zezwolenie na klęczenie u twych stóp.

— Nie będzie stała u mego boku, ponieważ jej tam nie chcę — powiedział Harry, wzdychając. — I to nie dlatego, że coś zrobiłeś. Musisz mi wierzyć, Draco. To po prostu nie działało i było tak na długo przed tym, zanim cię uznałem.

Na krótką chwilę wszystko zastygło. Draco ciągle wyglądał na spiętego do granic, jakby jego ciało właśnie podejmowało decyzję, czy pomimo słów Harry’ego powinno go ukarać.

Harry uniósł ręce, by pogłaskać Draco po przedramionach, tam i z powrotem, ufając, że większa ilość dotyku uspokoi chłopaka. Pod żadnym pozorem nie chciał ponownie zobaczyć go cierpiącego z powodu tego okropnego pieczenia w klatce piersiowej.

Z tą myślą Harry posunął się odrobinę dalej, uniósł każdą z dłoni Draco do ust i delikatnie pocałował jego gładkie kłykcie.

Draco opadł nieznacznie, całe jego ciało rozluźniło się, mimo że szczęki nadal były napięte, a oczy wciąż lśniły zbyt jasno.

— Zatem wszystko w porządku? — Draco skinął niepewnie głową. — Żadnej potrzeby, by wciąż przepraszać? Nie ma ognia w klatce piersiowej?

— Nie.

Harry uśmiechnął się z ulgą.

— Dobrze.

— Miałeś wszelkie prawo mnie wtedy uderzyć — powiedział Draco, pocierając kłykciami usta Harry’ego, jakby prosił o kolejną serię pocałunków. Harry pośpiesznie puścił jego dłonie. Inaczej nie mógłby powstrzymać się od właściwego pocałunku, usta w usta, z językiem… a penis Harry’ego był już wystarczająco twardy, bez dodawania do wszystkiego jeszcze tej pokusy. — Nie wiem, czy już ci za to dziękowałem. Jeżeli byś mnie nie ukarał… — Draco zadrżał. — Gorąco, ogień… To było nie do zniesienia.

Harry zmarszczył brwi. To było prawdopodobnie złe, nie, zdecydowanie złe, że jego penis drgnął na myśl o tym, co zaraz miał zamiar powiedzieć.

— Um… Lepiej powiedz mi, jeżeli ponownie poczujesz to gorąco wewnątrz siebie. Żebym mógł… no wiesz.

— Ukarać mnie tak, jak na to zasłużyłem — rzucił Draco, kiwając głową.

— Sprawić, żeby zaklęcie przestało cię ranić — poprawił go Harry, ignorując dreszczyk wywołany wizją Draco pochylającego się do kary. Trudno było to jednak zignorować. Miał wrażenie, jakby przez jego ciało przebiegł prąd elektryczny i po jego zniknięciu Harry w jakiś sposób czuł się winny. Dlaczego pomysł lania Draco w goły tyłek wydawał się taki… gorący i niepokojący? Ani razu nie pragnął zabawić się w ten sposób z Ginny… Zresztą ostatnio nie chciał z nią nawet sypiać, a przynajmniej nie za często. Podczas gdy, jak się zdawało, o nagim Draco nie potrafił przestać myśleć.

Harry wrócił myślami do poprzedniego tematu.

— Rozkazuję ci, żebyś zawsze mi mówił, gdy tylko poczujesz ogień w piersi. A jeśli stanie się tak, kiedy nie będzie mnie tu osobiście, natychmiast prześlij mi wiadomość kominkiem. Zrobisz tak?

Draco skinął głową.

— Zrobię. Jesteś naprawdę bardzo miłym Panem, Harry. I bardzo mi przykro, jeżeli twoje serce zostało złamane.

— Nie, to nie wyglądało to w ten sposób. Po prostu źle się czułem, raniąc Ginny, to wszystko. Ale to również nie twoja wina więc nawet nie zaczynaj tak myśleć.

Twarz Draco przybrała osobliwy wyraz.

— Dobrze, skoro tak mówisz, Harry, ale twoja dziewczyna z całą pewnością nie mogła znieść mojej obecności gdziekolwiek w pobliżu ciebie.

— Była dziewczyna i tak, jestem pewny, że tak było. Jej brat zmarł podczas wojny, ale nie byłeś jednym z tych, którzy go zabili i…

— Harry — przerwał Draco. Poczekał, aż cała uwaga Harry’ego skupi się na nim. — Miałem na myśli moją całkowitą seksualną dostępność dla ciebie.

Harry nagle poczuł, jakby się dławił czymś naprawdę, naprawdę dużym. Musiał wziąć kilka głębszych wdechów, zanim mógł znowu oddychać normalnie.

Całkowitą seksualną dostępność?

— Um… Nie, nie sądzę, żeby właśnie z tego powodu Ginny martwiła się twoją obecnością. Mam przez to na myśli, że nie wyciągnęłaby raczej tak pochopnych wniosków tylko dlatego, że jesteś moim… moim…

— Niewolnikiem — powiedział Draco beznamiętnie. — Możesz wypowiedzieć to słowo, wiesz? Mam świadomość, że jestem jedyny. A jeśli chodzi o twoją byłą dziewczynę, istnieje coś takiego jak instynkt. Nie mogła dostrzec wszystkich aspektów mojej służby względem ciebie, ale widziała wystarczająco dużo, by stać się raczej… zaborczą.

Sposób mówienia Draco był tak rzeczowy, jakby było cholernie oczywiste, że jego usługi zawierają wszystkie możliwe stosunki seksualne.

— Spójrz, wiem, że ciągle pytasz, jak możesz mi służyć, ale nie sądziłem, że masz na myśli…

Usta Draco ułożyły się w uśmiech, który dla Harry’ego wyglądał jawnie zmysłowo.

— Nie? Naprawdę?

— Cóż, przemknęło mi to przez myśl raz albo dwa, ale…

— Raz albo dwa. Doprawdy.

— Tak przy okazji, pozwolisz mi skończyć zdanie?

— Oczywiście. Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. Każde życzenie, Harry — dodał Draco z tym swoim cholernym uśmiechem, nadal zdobiącym jego usta.

Jakim był totalnym palantem, pomyślał Harry. Nie wspominając już o flirtowaniu. Cóż, właściwie to nawet nie było flirtowanie. Nie było najmniejszej wątpliwości, do czego dążył Draco. Wszystko, co musiał zrobić Harry, to powiedzieć słowo. Albo, być może, uczynić jedynie gest. Mógł po prostu wskazać na swoje krocze i najprawdopodobniej Draco upadłby na kolana i…

Najlepiej o tym nie myśleć, zadecydował nagle.

— Planujesz zakończyć to zdanie dzisiejszego wieczora? — zapytał Draco po dłuższej chwili.

— Zastanawiam się.

— Idzie ci to bardzo wolno.

Harry otworzył usta ze dziwienia.

— Nagle okazujesz mi o wiele mniej szacunku. Dlaczego? Dzieje się tak, ponieważ rozmawiamy o seksie i właśnie to sprawia, że czujesz się bardziej swobodnie?

— Nie. Jest tak, ponieważ to dość oczywiste, że nie masz nic przeciwko — odpowiedział Draco, wzruszając ramionami. — Jeśli by ci to nie pasowało, powiedziałbyś mi, żebym przestał i z pewnością bym tak zrobił. Jak zauważyłeś, nie przerywam ci już w środku zdania.

— Och, nie krępuj się i przerywaj, kiedy tylko chcesz — wymamrotał Harry, nieco zdenerwowany pomysłem instruowania Draco, jak ma mówić. — To bardziej w twoim stylu, w każdym razie.

Draco patrzył na niego jakby nie wiedział, co ma powiedzieć. Jednak po chwili jego spojrzenie przybrało całkowicie inny wyraz. Pojawił się w nim głód i to głód, który nie miał nic wspólnego z jedzeniem.

Głód Harry’ego.

Teraz Harry był tym, którego zęby odrobinę szczękały. To było tak piekielnie niesprawiedliwe, ponieważ sam również był głodny. A teraz, gdy Draco został mu podany na tacy, musiał odmówić! To było nie do wytrzymania, wręcz doprowadzało do szału.

Poza tym, im dłużej Harry nad tym rozmyślał, tym bardziej cała ta rozmowa wydawała mu się dziwaczną. To nie było tak, że Draco przyszedł do niego z własnej woli i powiedział, że chciałby posunąć się o krok dalej. Nie, w ogóle tak nie zrobił. Wyraźnie był pod wpływem jakiegoś fizycznego przymusu i dla Harry’ego wykorzystanie tej sytuacji oznaczałoby tyle samo, co zniżenie się do poziomu robaka.

Zaspokojonego robaka, ale jednak robaka.

Ignorując swój przyspieszony puls, zmusił się, by w obecnej sytuacji pozostać dżentelmenem.

— Posłuchaj, oczywiście wierzysz, że bycie moim niewolnikiem uwzględnia… eee… to, ale skąd możesz to wiedzieć? To znaczy… — Harry przełknął ślinę — Czy twoi rodzice powiedzieli ci, że musisz mi zaoferować seks?

— Moi rodzice nigdy o tym nie wspomnieli. — Jeden kącik ust Draco uniósł się do góry. — To znaczy, nie wtedy, kiedy wyjaśniali mi, że mnie uznałeś. Pamiętam pewną rozmowę z mojej młodości. Przestrogę albo coś w tym rodzaju.

— Przestrogę? — Harry doszedł do wniosku, że Draco miał na myśli coś związanego z antykoncepcją.

Ale najwyraźniej się mylił.

— Hm, wyglądało to tak, jakby chodziło im o to, bym się nigdy nie wiązał z niewłaściwą osobą. Pamiętam, że matka mówiła: Twoje nasienie jest cenne, Draco. Nie wolno ci się nim dzielić z tymi, którzy są niegodni… Najdziwniejsze, że nie wiedziałem, co miała na myśli. — Harry wiedział, dlatego wykrzywił usta. Cholerni fanatycy czystej krwi. — Być może chciała, bym zachował swoją niewinność dla ciebie, na wypadek, gdyby zaklęcie się aktywowało? — Draco przechylił głowę na jedną stronę. — Tylko że… Nie jestem pewny, czy pozostałem dla ciebie czysty, Harry. Jesteś z tego powodu zawiedziony?

— Nie.

— To dobrze, bo nie zniósłbym, gdybym cię czymkolwiek rozczarował. Jeśli byś potrzebował eliksirów leczniczych, chciałbym je uwarzyć. Jeśli byś się nudził, chciałbym cię zabawić. Jeśli twój penis jest twardy i spragniony ulgi, chcę…

— Słuchaj, jesteś po prostu zdezorientowany — przerwał mu Harry szybko. — Zastanów się. To zaklęcie przechodziło z jednego pokolenia na drugie, chociaż ostatnio kilka pominęło. W każdym razie, jeśli Malfoyowie zawsze należeli do Potterów, to obydwie rodziny musiały przez cały ten czas posiadać własne dzieci. Jak byłoby to możliwe, gdyby mężczyźni z mojej linii zawsze zwracali się po seksualne zaspokojenie ku swoim… ech, niewolnikom?

— Z całą pewnością nie jestem zdezorientowany — odpowiedział Draco, potrząsając głową. Jego perfekcyjnie ułożone włosy pozostały na swoim miejscu w nienagannym porządku, co w dziwny sposób sprawiło, że Harry chciał je przeczesać palcami, by rozdzielić ich pasma. — Spędziłem kilka ostatnich dni, rozważając wszystkie te zagadnienia. Najprawdopodobniej kiedyś się ożenisz, któregoś dnia będziesz miał dzieci, chociaż możliwe, że nie z Ginny Weasley. Pomimo tego wszystkiego, są momenty, w których tym, czego mężczyzna pragnie najbardziej jest seks bez zobowiązań, bez komplikacji. Być może twoja żona wyjedzie albo będzie chora lub w ciąży. Być może zapragniesz czegoś nietypowego, a ona nie będzie skora do zabawy. Jestem twoim wyjściem ewakuacyjnym, Harry, dostępnym właśnie w takich sytuacjach.

— Wiele o tym rozmyślałeś — stwierdził Harry głosem zachrypłym z pożądania. Słuchanie, jak Draco mówi w ten sposób, sprawiało, że jego penis pulsował. Mógł się jedynie domyślać, że na Draco działa to w ten sam sposób. Czyżby właśnie dlatego potrzebował masturbacji przed kolacją? Bo spędził nad analizowaniem tej sprawy cały dzień? — Um… To dlatego kilka razy mnie pocałowałeś? Moją rękę, szyję? Starałeś się upewnić, że wiem, iż jesteś… ech, dostępny?

— Nie myślałem o tym w ten sposób. — Cień uśmiechu musnął usta Draco. — Dotykanie cię jest jedynie kwestią instynktu.

To brzmiało zdecydowanie obiecująco… albo raczej brzmiałoby, gdyby rzeczywiście rozmawiali o instynktach Draco, a nie skutkach zaklęcia. Harry nie mógł się powstrzymać, by nie westchnąć.

— Draco, czy zanim cię uznałem, mężczyźni byli dla ciebie atrakcyjni? A może nawet nie wiesz?

— Nie mam pojęcia. Sedno w tym, że w tej chwili to ty jesteś dla mnie rozpaczliwie atrakcyjny.

Rozpaczliwie. Harry ponownie przełknął ślinę.

— Oczywiście nie chodzi tylko o to.

— Tak, oczywiście. — Draco ponownie spojrzał w dół i wyglądając na nieco zirytowanego, wyciągnął różdżkę, by oczyścić i odesłać talerz na jego miejsce w szafce. — Nie mam wobec ciebie żadnych oczekiwań. Jeśli w przyszłości zmienisz zdanie, jestem tu, aby poddać się wszelkim twoim pragnieniom.

Zraniony ton głosu Draco niemalże doprowadził Harry’ego do zguby.

— Posłuchaj, wcześniej miałeś rację. Myślałem o tym, by wziąć cię do łóżka, ale… to tylko… efekt zaklęcia, Draco. Nie wiesz, co robisz.

— Jestem pewny, że wiem.

— Zatem to ja nie wiem, co robię — warknął Harry, ponieważ zdążył już zauważyć, że innym argumentem nie wygra. W końcu ludzie niebędący przy zdrowych zmysłach zazwyczaj twierdzą, że przy nich są. — Nigdy nie spałem z mężczyzną.

— Możemy przejść przez to razem — powiedział Draco łagodnie. — Jeśli chcesz, zaczniemy powoli…

Harry zmarszczył brwi.

— Jak to możliwe, że nie możesz jeść bez pozwolenia, ale czujesz się na tyle wolny, by próbować kusić mnie w ten sposób?

Leniwy uśmiech zakwitł na twarzy Draco.

— Nie wiem. Być może dlatego, że jedzenie służy tylko mnie, podczas gdy seks przyniesie korzyść tobie. Kiedy cię całuję, kiedy mówię w ten sposób… Chcę ciebie, Harry, ale myślę o tym, jak mogę ci służyć, jak mogę cię zaspokoić i jak mogę być użyteczny.

Będzie potrzebował twojej bliskości, by móc ci służyć, Harry przypomniał sobie, co mówiła Narcyza Malfoy. Oczywiście nie miała na myśli czegoś takiego, ale słowa te wciąż wydawały się istotne. Draco miał potrzeby, tak? I jeśli to była jedna z nich…

Nie, nie, nie. Zbyt adekwatne do sytuacji, zbyt wygodne. Taki tok rozumowania był niczym innym, jak tylko żałosnym usprawiedliwieniem.

— Potrzebuję drobnej pomocy w ogrodzie — stwierdził nagle Harry — Chodźmy tam razem popracować.

— Jak sobie życzysz — powiedział Draco, ale Harry nie przeoczył frustracji, skrytej głęboko w jego srebrnych oczach.

_________________

Zgłoś jeśli naruszono regulamin