Trio II.doc

(206 KB) Pobierz
aTrio II 01a

aTrio II 01a

  Była jesień, kolorowe liście leżały na chodnikach. Zimowy chłód był już wyczuwalny w powietrzu.

Ifrit wybrał się na małą przechadzkę po mieście, oglądał wystawy, obserwował ludzi i zwierzęta.

Przechodził właśnie obok wystawy z telewizorami, niby nic takiego, zwykłe pudła nadające kolorowy obraz.

Coś sprawiło jednak, że się zatrzymał i o mały włos nie dostał ataku apopleksji.

Na szybie wisiał niewielki plakacik, na nim był osobnik: piękny, tajemniczy, złośliwy, ubrany na czarno....złote oczy, długie włosy....

- O w mordę jeża.....

- W rzeczy samej, oddawaj kolczyk.

Ifrit odskoczył jak poparzony, Mystic? Co on tu robi? Przecież jest martwy....~~~~~~~~

- Ty.....żyjesz?

- A czy wyglądam na martwego?

- No cóż...

- Nie odpowiadaj na to pytanie.

- Ale jak......?

- Powiedzmy, że mój szef.....ma do mnie słabość.

>ŁUP<

Mystic dostał pomiędzy oczy, krew mu z nosa poszła.

- ZA CO?!!!!!!!!

- ZA to, że kłamałeś, ....

- Żeby za małe kłamstewko od razu bić?

- Cały czas!!!!

- Oj....i co z tego?

- Narobiłeś kłopotów ty podła gadzino!!!!! Przez ciebie nie mogłem spać przez tydzień!!!

- Oooooo, czego to się człowiek nie dowiaduje..... >złośliwy uśmiech a la Mystic<

>ŁUP<

- Eeeeeeeej......

- Nie radzę ci ze mną zaczynać!!!! >złość się w nim gotuje<

- >sweetdrop<.....to ja może już nic nie będę mówił co?

- Tak, to bardzo dobry pomysł, nie chcę żadnych wyjaśnień ani objaśnień....gadzino ty podła!!!

- I czego mnie przezywasz?

- Zasłużyłeś sobie!!! A teraz zamknij się.

- Dobra, to w takim razie nie dowiesz się kto za tobą i resztą tak bardzo tęskni....

- Co?

- ...........

- Powtórz.

-..................

- POWTÓRZ.

-......................

- GADAJ!!!!!!!!!!!!!

- Zmuś mnie......

Ifrit odwrócił się i poszedł w swoją stronę. Za chwilę wrócił.

- Co robisz na tym plakacie?

- Nie powiem.

- TO NIE!!!!!

W tył zwrot, na przód marsz.

   Lil postanowił wybrać się z wizytą na cmentarz do swojej ukochanej.

Dookoła nie było żywej duszy, w dodatku zapadał zmrok.

Drobny chłopak w czarnym wyciągniętym golfie i niebieskich dżinsach szedł między nagrobkami, rozmyślał ile to już lat....10?

No tak, miał już ok. 143 lat. Cóż długowieczność była jego darem ale i przekleństwem zarazem.

Po dłuższym spacerze wśród zasypanych starymi liśćmi nagrobków dotarł do celu. Grób jak to grób, był niewielki i wykonany z marmuru, dawno go tu nie było.....był zapuszczony a pająki urządzały tu sobie sjestę.

Lil ukucnął i przyłożył rękę do nagrobka. Wyczuł pustkę i strach, jej duszy już tu nie było, nie zaczekała aż wróci, wyniosła się.

- No cóż, nic nie trwa wiecznie.

Czyjeś ręce złapały go od tyłu i przewróciły....Ifrit...~~~~

- No co jest? Przestraszyłeś się? >hehehe<

- Skąd wiedziałeś gdzie jestem? >podnosząc się<

- Kable elektryczne.....

- No cóż ja też wiem gdzie pobywałeś....>pewny siebie<

- Ptaki?

- Wiatr mój drogi, wiatr.....

- Aha, to wiesz z kim gadałem?

- Yyyyyy....nieeee, bo ptaki zimują....no wiesz......a wiatr jest hałaśliwy...i nie słucham....tego.....

- >wywrót oczami<.... spotkałem żywego, chodzącego i oddychającego, wstrętnego,.........

- No nie pochlebiaj mu tak, kogo spotkałeś?

- MYSTIC!!!

- Przecież on jest martwy.....

- Jak na mój gust trzyma się całkiem dobrze....

- Świetnie, gdzie tylko się pojawi, są też kłopoty. >westchnienie<

- A żebyś wiedział. Dostał nawet po gębie.

- Dlaczego?

- Bo kłamał od samego początku.....

- No cóż, on jedyny wie co tak naprawdę się tu wydarzyło.

- Wie i nie powie...chamidło jedne.

- He...mam propozycję, może pójdziemy na ciepłą herbatę? Na rogu jest taka kawiarnia.

- Dobra, trochę mi zimno muszę przyznać.....jeszcze się jakiegoś paskudztwa nabawię...apsik!

- Za późno....

******************************************************************************************

Azazel siedział w domu w ciepłym foteliku i objadał się ciastkami, które na bierząco piekł Yuki....rozległ się dzwonek do drzwi.

- Otwórz.

- To ty otwórz, ja jem.

- Chcesz to mogę przestać piec te ciastka....

- To przestań....

Ktoś otworzył drzwi, pewnie Spyro.

- No widzisz, mój biedny, chory Spyro musiał schodzić na dół i otwierać drzwi....

- Chory to on jest, ale umysłowo... >hi hi<

- Tyyyyyy...... >ogień w oczach<

Spyro zaczął się drzeć z korytarza, jednocześnie coś go niezmiernie bawiło.

- AZI!!!! TO DO CIEBIE!

Killer był zdziwiony, kto mógłby do niego przychodzić.

W drzwiach stała młoda, czarnowłosa kobieta z zawiniątkiem na ręku.

- Ta pani twierdzi, że to pilne... >uśmiechając się pod nosem<

- Tak?

Azi stał z nią twarzą w twarz.

ŁUP!!!!!

Dostał w zęby.

- Za za za co?

- ZA CO? ZA CO?!!!!! To na ręku to TWOJE!!!!!!!

- ŻE CO?!!!!!

- GUCIO!!! ZROBIŁEŚ MI BAHORA TO TERAZ PONIESIESZ KONSEKWENCJE!!!!!!

- Przecież ja cię nawet nie znam!

- Lepiej żebyś sobie przypomniał hulankę w barze, dokładnie rok temu ty łajdaku!!!

- Hola paniusiu, nie byłem.... >chwila ciszy< ....no może i byłem ale sobie ciebie nie przypominam!

- Bo byłeś zalany w trupa! Zwinęłam ci portfel po naszej upojnej nocy, było w nim zdjęcie i tylko dlatego cię teraz znalazłam! Jeszcze jakieś wątpliwości?

- Żądam testu na ojcostwo!

- Nie ma sprawy.

Dziewczyna wyjęła coś zza pazuchy, małe urządzonko. Dziecko podała Spyro. Z torebki wyciągnęła nóż i skaleczyła Aziego w rękę, potem trochę krwi przelała do wnęki urządzenia....zabzyczało i voila! Azazel jest ojcem......~~~~~~~~

- Ale....to niemożliwe!

- Przyznaj się Killer, zmajstrowałeś bachora to teraz go bawisz... >hehehehe<

- Nie wtrącaj się!

- Długo każesz mi tu stać? Właśnie wylali mnie z mieszkania, jestem spłukana i bez środków do życia! A w dodatku dziecko jest przeziębione!!! Jaki z ciebie ojciec??!!!!

Rad nie rad, musiał ją zaprosić do środka.......a Spyro tarzał się po podłodze ze śmiechu.....

  Kilka lat później Azazel stał z nią na ślubnym kobiercu, nawet się pokochali. Ifrit i Dayvy wynajęli sobie mieszkanko i odtąd prowadzili uczciwy tryb życia. Ifrit nawet sobie znalazł pracę w barze ze striptizem..... Dayvy nie był zbytnio zachwycony z tego powodu....był wręcz wściekły, ale co mógł teraz zrobić? To on go zmusił do podjęcia uczciwej w miarę pracy pod argumentem nie odzywania się do niego przez resztę życia.

  Mystic się trochę uspokoił, znalazł sobie pracę jako model i nieźle na tym zarabiał, Natura i Jubrille czasami ich odwiedzali...ale to baaaardzo rzadko, Lil natomiast zniknął im z widoku, zapadł się pod powierzchnię i tyle go było widać.

Yuki i Spyro przeprowadzili remont willi Rouge i podzielili ją na kilka części: Na górze były dwa mieszkania, jedno większe- dla Yukiego i Spyro i jedno mniejsze- dla Mystic....z tym, że dzielili kuchnię. Azazel, jego żona May i córeczka Trisch mieszkali na dole i jakby rządzili domem......wszystko było cacy i spokojnie.....

( nie wierzcie mi^^ ).

  Była zima, tydzień przed Wigilią. Azazel i May byli na świątecznych zakupach, Yuki bawił dzieciaka, Spyro był w pracy ( założył firmę zajmującą się....kosmetykami ) a Mystic wylegiwał się w swoim pokoju w najlepsze.

Miał bardzo szerokie łóżko z białą, atłasową pościelą, która kosztowała majątek!

Spał w luźnych, czarnych spodniach.

Po holu, tuż przed jego pokojem Yuki i Trisch bawili się w księżniczkę i rycerza....Mystic myślał, że go szlag trafi. Zaczęli rżeć jak konie, potem Yuki wydawał jakieś dziwne odgłosy, mała zaczęła w końcu piszczeć i sytuacja stała nie do zniesienia, nakrył głowę poduszką....nie pomogło! W końcu wstał i otworzył drzwi.

- Czy wy nie możecie się łaskawie ciszej bawić?

Yuki zaczął coś gadać o tym, że to małe dziecko i takie tam bujdy.....Mystic zemdliło, zaczęło mu się kręcić w głowie.

Odkąd znalazł się w tym świecie nie zmieniał się, czas na niego nie działał. Dręczyły go tylko te przeklęte nudności, które od jakiegoś czasu zaczęły się nasilać. Towarzyszył im ból głowy, rozmazywał mu się czasami obraz i w ogóle było nie do wytrzymania.

- Zzzamknij się!

JAK SIĘ ZERWAŁ!!!!! Aż się za nim kurzyło, w ostatniej chwili zdążył do ubikacji. Czuł jak mu się żołądek przekręca do góry nogami, na twarzy był nie blady, jak to zwykle bywało, ale zielony.

Po ekscesach w toalecie postanowił przejść się na spacerek....dobrze mu zrobi.

Ubrał swój długi, czarny, skórzany płaszcz, czerwony golf, jakieś grubsze spodnie i wyszedł.

Postanowił odwiedzić jedno ze swoich ulubionych miejsc, opuszczoną stację kolejową z 1890 roku chyba, była pewnie pokryta lodem ale to i lepiej, będzie można się poślizgać.

Mystic wybrał drogę na skróty, uczepił się pierwszego lepszego pociągu i po dwóch minutach szaleńczej jazdy zeskoczył, nawet się przy tym nie podrapał.

Szedł przez pokręcone i zawalające się korytarze, było tu zimniej niż na powierzchni.

W końcu dotarł do celu, wielka sala, która niegdyś była poczekalnią, zamieniła się w jedno wielkie lodowisko. Z sufitu zwisały potężne sople lodu, takie same wystawały też z podłogi....trochę błękitnego światła i mamy magiczną atmosferę.

Mystic głęboko oddychał, jeszcze się nie pozbył tego paskudnego bólu głowy i zawrotów.

  W powietrzu coś wisiało, coś znajomego....zapach? Nie, to nie był zapach, to coś co wnikało w ciało i sprawiało, że człowiek tracił chęci........ ale do czego?........

Mystic otworzył szeroko oczy, w powietrzu fruwały fioletowe i skierki, takie okrąglutkie i malutkie. Złotooki się przestraszył, nerwowo rozglądał się dookoła, to nie może być, przecież się od niego uwolnił........usłyszał tupanie za plecami, ktoś się zbliżał.......Mystic powoli się odwrócił i zamarł.....Kare!

W jego stronę szedł wysoki mężczyzna z dobrze rozbudowaną klatką piersiową, było ciemno a on mimo tego nosił przeciwsłoneczne okulary ( takie okrągłe ), tylko Mystic wiedział dlaczego, jego oczy zmieniały kolor zależnie od nastroju i już nie raz go zdradziły.

Mężczyzna miał czarno- białe włosy dzielące się na pasma, były krótkie ale mimo tego już dawno nie obcinane.

Mystic stał jak wryty, ciało odmawiało mu posłuszeństwa.....nie mógł uciekać ani atakować....no właśnie, te przeklęte iskierki są cholernie niebezpieczne!!!

Kare ubrany był w długi płaszcz i skórzane spodnie, na nogach miał traperki ale koszuli niet, zdjął okulary tak by Mystic mógł zauważyć barwę jego oczu, były lekko różowe a to nie wróżyło nic dobrego, Kare jest podniecony!!! Nic dziwnego, był nimfomanem i w dodatku sadystą!!!!

Kare zrzucił płaszcz po drodze odsłaniając dobrze zbudowaną klatkę piersiową, Mystic modlił się w duchu żeby to nie było to o czym myślał.

- Dobrze, że cię znalazłem kotku.

Złotooki przełknął ślinę, to się definitywnie źle skończy.

Kare podszedł bardzo blisko Mystic, tamten chciał go przebić pazurami na wylot ale nie mógł ruszyć rękoma.

Poczuł zimną, dużą dłoń na policzku.

To się skończy gorzej niż źle.

- Wyglądasz tak samo jak wtedy gdy cię po raz ostatni widziałem.....przestraszony, spłoszony, zagubiony......

Psychopata przegrywał z psychopatą....

Kare zbliżył swoje usta do jego ust, jedną dłoń wplótł mu we włosy a drugą ściągał z niego kurtkę.

Mystic ulegał, nie rozumiał tylko dlaczego???!!!!!!

Złotooki został rozebrany do połowy, było zimno jak cholera, drżał na całym ciele, Kare trzymając go mocno za włosy zmusił do położenia się na ziemi, ciało Mystic przeszył kujący ból, leżał na lodzie a to miało prawo boleć rozgrzane ciało. Nie ociągając się długo Kare zdjął pasek Mystic i przywiązał mu ręce do dużej bryły lodu, potem ściągnął resztę jego ubrań. Złotooki cierpiał katusze leżąc na tym lodzie, chociaż lód potęguje podniecenie.

Kare kucnął pomiędzy jego nogami, pochylił się nad nim i mocno pocałował, z ust popłynęła strużka krwi, Mystic zacisnął palce na zimnej bryle lodu niemal ją miażdżąc....odzyskał panowanie nad ciałem ale to się na wiele nie zdało podnieconemu facetowi, to się zawsze tak kończyło...zawsze.

Kare wbijał pazury w ramiona Mystic, drażnił jego ucho językiem i mocno gryzł, złotooki wyobrażał sobie te wszystkie zadrapania i siniaki jak tamten z nim skończy, dziwne, że organizm się nie bronił i nie leczył ran....co jest z nim grane?

Poczuł przeszywający go ból, Kare wchodził w niego w bardzo niedelikatny i bezpośredni sposób, Mystic krzyknął......chwilę potem został zakneblowany swoim własnym szalikiem. Czuł w sobie naprawdę duży i długi dar natury dla Kare, myślał, ze oszaleje z bólu, w dodatku te ugryzienia i zadrapania....

W pewnym momencie ból stał się naprawdę nieznośny i Mystic po prostu zemdlał.....to było zbyt wiele, nawet jak dla niego.

Obudził się następnego dnia przykryty płaszczem, Kare zniknął tak samo szybko jak się pojawił.

- PRZEKLĘTY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Większość sopli popękała od wrzasku.

Mystic ubrał się w miarę szybko, był cały obolały, nie mógł chodzić, w krzyżu go łamało, całe ciało było podrapane i posiniaczone, czuł jeszcze metaliczny smak krwi w ustach i....i coś jeszcze......zwymiotował.

Uporządkował się w miarę możliwie, dorwał jakiś pociąg i pojechał do domu, wyglądał tragicznie, słaniał się na nogach jakby przynajmniej z tydzień nie jadł lub nie spał, miał worki pod oczami, we włosach była skrzepnięta krew.....wyobrażał sobie co będzie w domu jak go zobaczą.....katastrofa.

  Zadzwonił do drzwi, był tak wyczerpany, że oparł się o framugę drzwi.....zaraz zaczną się pytania pt. „dlaczego nie wchodzisz oknem?”

Otworzyła mu May, oczy jej mało z orbit nie wylazły....jeszcze w życiu nie widziała człowieka w takim stanie. 

- AZAZEL!!!!!

Killer podszedł w ostatniej chwili żeby złapać padającego Mystic.

- Za...ij....mnie....... >black out<

May zaczęła panikować, Killer wziął go na ręce i zaniósł do pokoju, spod ziemi wyrósł Spyro....

- Kto go tak urządził?

- Pewnie znów się z kimś nawalał....

- No nie wiem, przecież gdyby mu nawet głowę odciąć to i tak potrafi się wyleczyć.....

- To musiał być ktoś naprawdę niezły....

- Ktoś rodem z piekła Mystic.

- Zapytamy go jak dojdzie do siebie.

- I ty myślisz, że ci odpowie?

- Nie, ale spróbować zawsze warto.

Mystic spał dobre trzy dni, miał koszmary ze swojej przyszłości kiedy jeszcze był małym chłopcem, starszy od niego Kare zawsze się nad nim znęcał i go wykorzystywał. Zbudził się zlany potem.

- Dobrze, że się obudziłeś, już myśleliśmy, że nie żyjesz.

Obok, na krześle siedział Spyro.

- Niedoczekanie twoje.

- Mógłbyś mi powiedzieć co ci się stało?

- Nie.

- Niby dlaczego?

- Moja wola.

Spyro rzucił książką.

- TWOJA WOLA? Znikasz na cały dzień i całą noc, wracasz z wyglądem godnym weterana wojennego, twoje rany się nie goją......wyglądasz ogólnie jak złomowisko i ty mówisz, że twoja wola?

- Coś ci się nie podoba?

- TAK!!! Twoje pieprzone zachowanie! Żyjesz w świecie fantazji, może już czas się obudzić?!!!

- ............

- Żyjesz tym czym już nie jesteś, może byś tak wreszcie dorósł co?!!!!

- .............

- Nie masz nawet prawdziwego imienia ani nazwiska!!!! Za kogo ty się masz?!!!!! Wszyscy się o ciebie martwią a ty nic!!!!!! Nie masz nawet przeszłości!!!!!!!!! Zrobiliśmy dla ciebie naprawdę wiele, ty wraz nie chcesz nam powiedzieć kim naprawdę jesteś......wynoś się stąd!!!!!!!!!!

Spyro wyszedł trzaskając drzwiami.

Mystic dostał ataku dzikiego śmiechu.....i znowu go zemdliło. Za każdym razem było coraz gorzej, apetyt tak samo jak nasilenie złego samopoczucia ciągle rosły, były nie do zniesienia.

Mystic wykąpał się, zjadł małe co nie co, ubrał się i wyszedł, nikt nawet nie zauważył kiedy.

Tymczasem w kuchni Spyro walił głową w stół, May podsunęła mu pod nią mięso na kotlety.

- Co to ma być?

- Skoro jesteś taki chętny do walenia to ubij mi te kotlety.

Łup Łup Łup Łup Łup Łup Łup

- Głupi głupi głupi głupi głupi głupi....

- Ej, bo mi stół zepsujesz.

- Głupi głupi....odkupię ci.... głupi głupi głupi głupi głupi.....

- Co się stało................głupi?

- Nawymyślałem Mystic... głupi głupi głupi głupi głupi.....

- Dlaczego?

- Bo mnie wkurzył... głupi głupi głupi głupi głupi głupi głupi głupi.....

- I teraz pewnie żałujesz?

- Tak... głupi głupi głupi głupi głupi głupi.....

- To idź i go przeproś ale nie psuj mi stołu!!!!!!!!

- Masz rację....przeproszę go a potem on mnie zabije. Dobry pomysł.

- Won z kuchni pókim dobra.

- Głupi głupi głupi....

- WON!!!!!!!!!!

Spyruś musiał się przenieść, inaczej tasaczek mógłby trafić w jego krocze i Yuki musiałby żyć w abstynencji i.....zwiał.

*****************************************************************************************

Mystic szwendał się po mieście i parku, małe płatki śniegu wkradały się za kołnierz drażniąc skórę.

Przypominał sobie stare „dobre” czasy kiedy był kochankiem Kare....kochankiem? Nie, to nie było odpowiednie słowo, bardziej pasowałoby „zabawką”.

Byli razem odkąd pamiętał...no może nie opierało się to na przyjaźni ale cóż....nie wszystko w życiu można mieć.

Najbardziej utkwiło mu w głowie, kiedy jako mały chłopiec...może 10- letni, zwinął dyrektorowi laboratorium czarne pióro....winę złożył na Kare.....ale mu się potem dostało od obu, to było najgorsze lanie jakie kiedykolwiek dostał, potem obaj korzystali sobie z niego przez okrąglutki tydzień o każdej porze dnia i nocy.

Szukał w pamięci chociaż jednego dobrego wspomnienia....bingo!

Kiedyś pewien zmutowany i wyjątkowo wielki chłopak chciał sobie ulżyć seksualnie kosztem Mystic....a potem go zabić, gdyby nie Kare to źle by się to dla niego skończyło. Potem też dostał lanie, ale już nie takie mocne.....

Złotooki zszedł do byłej kryjówki Trio, przeszedł do pokoju, w którym zabił Elinę....dziwne, że Ifrit, Azazel i Spyro już nigdy o nią nie zapytali......może to i lepiej, może po prostu chcieli zapomnieć, zupełnie jak on chciał zapomnieć o swojej przeszłości?

Mystic zszedł do sali tortur......była okrągła, wilgotna, a na środku, z sufitu zwisały kajdany.

Przycupnął sobie pod ścianą, ostatnio zmysły odmawiały mu posłuszeństwa a za każdym razem kiedy chciał użyć swoich mocy, te bzikowały i obracały się przeciwko niemu.

Tysiące małych mróweczek przeszło mu wzdłuż kręgosłupa...nie był tu sam, ale przecież to nie mógł być Kare, nie zaatakował by go dwa razy z rzędu, to się gryzie ze wszystkim czego go do tej pory uczył.

- Szwendasz się sam? W twoim stanie to raczej zły pomysł.

Z sufitu zeskoczył Kare.

- Ty.......

- Nie wyczułeś mojej obecności? To baaaardzo dziwne.

Mystic dostał w twarz....oddał z podwójną mocą.

- Fajnie ostatnio było...szkoda tylko, że zemdlałeś.....  >cyniczny uśmieszek<

Złość się w Mystic aż gotowała.

- Jakim cudem mnie tu znalazłeś?

- Masz wszczepiony w kręgosłup nadajnik kotku....

- Nadajnik?

- Taaak.......zaskoczony?

- Jak się tu dostałeś? Przecież zniszczyłem całą aparaturę i wszystkie dane na temat projektu.

- To nie było łatwe ale jak sam widzisz udało mi się....co prawda doktorek zapłacił za to życiem .....i inni także.......

- Wybiłeś ich wszystkich? >zero uczuć<

- Co do jednego.....a laboratorium puściłem z dymem.... zostanę teraz z tobą.  >złośliwy uśmiech<

- Wybij to sobie z głowy.

- Prędzej ci to wbiję.

Ciało Mystic oplotły łańcuchy....nawet nie zauważył kiedy to się stało, zaczął się szarpać.

- Lubisz stwierdzenie, że historia lubi się powtarzać?

- Jak diabli.....

Złotooki próbował się wyrwać, część łańcuchów puściła, Mystic odzyskał władzę nad częścią swoich sznureczków i odpłacił się pięknym za nadobne. Kare był przyparty do ściany....w powietrzu pojawiły się fioletowe iskierki......

- Ty tchórzu!

- Ja tchórzem? A kto uciekł? Kto zniweczył nasz cały, piękny i pracochłonny plan?

Kare złapał za cieniutkie i słabe sznureczki, rozerwał je jednym ruchem. Mystic skrzywił się z bólu, tracił chęć i siłę do walki.

- Nie masz pojęcia jak ja cię nienawidzę.......

- Wyobrażam sobie koteczku.

Kare podszedł do Mystic, łańcuchy oplotły kajdany uczepione sufitu, Mystic prawie wisiał i musiał stać na palcach, Kare złapał go mocno za włosy i odciągnął głowę do tyłu.

- Nie masz pojęcia jaką ja mam ochotę ci te kudły powyrywać......

- Ależ mam.

- Widzę, że zadrapania i siniaki jeszcze ci nie poschodziły.....

Kare wyjął z kieszeni czarne pióro.

- ...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin