Getting Through 28.doc

(219 KB) Pobierz

Rozdział 28

Bella

Nie mogłam w to uwierzyć. Jedna osoba miała całkowitą władzę nad moim światem. W jednej chwili mogła sprawić, że będę skakać ze szczęścia. W jednej chwili mogła sprawić, że mój świat zamieni się w piekło. Jedna osoba, która sama w sobie jest dla mnie światem.

Edward

Samo wymawianie w myślach jego imienia boli. Czyli tylko bawił się moim kosztem, tak? Głupia Bella zakocha się w przystojnym, mądrym, inteligentnym i uroczym Edwardzie Cullenie, a potem po prostu zniszczę jej świat? Jeżeli o to mu chodziło, to mu się udało, bo w tej chwili mój świat płonął żywym ogniem.

Biegłam, nawet nie zastanawiając się, w którym kierunku zmierzam. Po prostu chciałam być jak najdalej od niego. Bo jego widok sprawiał, że coś w mojej klatce piersiowej płonęło.

Zupełnie jak mój świat …

Zaufałam mu. Całkowicie się od niego uzależniłam. Zmieniłabym dla niego wszystko. A on po prostu całował się z Lauren Mallory. Na stołówce szkolnej.

Może to lepiej, że nie ukrywał się z tym. Gdybym odkryła to po jakimś czasie, bolałoby o wiele bardziej.

Mike cię ostrzegał, idiotko! Powiedział, że Edward cię zdradzi. Co ty sobie myślałaś? Że ten młody Bóg tak po prostu zainteresuje się taką dziewczyną jak ty?! Żarty sobie stroisz?

Złapałam się za głowę i krzyknęłam głośno. Osunęłam się w dół jakiegoś pnia i schowałam głowę między kolana, bujając się lekko i szlochając. Łzy wcale nie przynosiły ukojenia. Ale też nie pytały o zgodę na płynięcie. Nic nie było w stanie ich zatrzymać. Wraz z pierwszą słoną kroplą, kolejne ruszyły, by jak najszybciej pójść w jej ślady. Więc siedziałam tam, mocząc sobie ubrania i kiwając się, jakbym miała pieprzoną chorobę sierocą albo jakieś inne gówno.

Usłyszałam pisk opon zatrzymującego się samochodu, ale nie potrafiłam znaleźć w sobie siły, żeby unieść głowę. Modliłam się, by ten ktoś mnie nie zauważył i odjechał. Żeby zostawił mnie i mój zniszczony świat samych. Powinnam się przyzwyczajać do takiego stanu.

Ale wtedy poczułam ramiona oplatające mnie ciasno. Ktoś zaczął bujać się wraz ze mną, odnajdując mój rytm. Zebrałam wszystkie siły i chęci i uniosłam lekko głowę, spoglądając na przybysza.

- Jesteś ostatnią osobą, którą chcę teraz widzieć – powiedziałam, łamiącym się głosem. – A nie, przepraszam, przedostatnią. Ostatnią jest twój wspaniały braciszek.

- Proszę, Bell – wyszeptał chłopak. – Chcę ci pomóc.

- Niby jak, Jasper? – krzyknęłam z nową siłą. – Jeżeli nie umiesz cofnąć czasu o sześć tygodni, to nie możesz mi pomóc!

- Bell …

- Zaufałam mu – szepnęłam i znów wybuchając płaczem, wtulając się mocniej w koszulę blondyna. – Rozumiesz? Oddałam mu wszystko, a on postanowił podzielić się tym z tą dziwką!

- Cii … - uspokajał mnie Jazz. – Wszystko będzie dobrze, wszystko się wyjaśni. To na pewno jakieś nieporozumienie.

- Nieporozumienie? – wrzasnęłam. – Jasper, widziałam jak Lauren Mallory wpychała swój język do ust Ed … jego ust.

Nie potrafiłam wypowiedzieć jego imienia. Dlaczego tak mnie to bolało?

- On cię kocha, Bells – cichy szept dotarł do moich uszu.

- Pewnie, dokładnie tak okazywałabym miłość drugiej osobie – odparłam sarkastycznie. – Może powinnam zacząć pieprzyć się z Mike’em na środku naszego stołu, żeby okazać moje uczucia?

- Nie wiem, co się stało, ale to na pewno …

- Nie, Jazz – przerwałam mu. – Jeżeli masz zamiar go usprawiedliwiać, to po prostu stąd odjedź.

Usłyszałam westchnienie, ale silne ramiona nie opuściły mnie i Jasper wciąż kołysał się wraz ze mną. Nie odzywaliśmy się do siebie. On po prostu słuchał moich szlochów i jęków, gdy ja niszczyłam mu koszulę. Nie wiem ile czasu upłynęło, ale dla mnie była to wieczność. Byłam jak w transie, czas przestał dla mnie istnieć.

Przez mój umysł przebiegały różne obrazy i mimo że za wszelką cenę chciałam się ich pozbyć, one wciąż powracały.

Edward, gdy po raz pierwszy go ujrzałam ...

Edward, gdy bawił się moimi włosami na lekcji biologii …

Edward, gdy wybuchał śmiechem …

Edward, gdy czytał moją wróżbę …

Edward, gdy uśmiechał się łobuzersko …

Edward, gdy po raz pierwszy mnie pocałował …

I Edward, gdy całował Lauren …

Wszystkie te obrazy wbijały nóż w moje serce, przecinając je na coraz to mniejsze kawałeczki, ale ostatni sypał sól na moje rany. Już zaczęłam się uspokajać, gdy znów ich zobaczyłam i nowe łzy wypłynęły z moich oczu. Poczułam mocniejszy uścisk i ciche szepty. Były uspakajające, mimo że nic z nich nie zrozumiałam.

- Dlaczego to tak boli? – wyszeptałam, nie oczekując odpowiedzi. – Dlaczego?!

Jasper nie odezwał się, dając mi dokładnie to czego potrzebowałam. Był przy mnie, mogłam wyczuć jego wsparcie, ale nie odzywał się, nie usprawiedliwiał go.

Nie mogłam uwierzyć jaką idiotką byłam przez ten cały czas. Jak mogłam uwierzyć, że on naprawdę coś do mnie czuje? Chyba po prostu potrzebowałam kilku tygodni szczęścia. Kilka tygodni wystarczyło jednak, żebym zakochała się w chłopaku, który zdradził mnie na oczach całej szkoły, zawalając w jednej chwili moje życie.

Ale czy było warto? Czy było warto przeżyć kilka tygodni w jego ramionach dla tego cierpienia, które teraz czułam? Jedno wiedziałam na pewno. Gdybym mogła to powtórzyć, nie wahałabym się ani chwili. Gdyby nawet była świadoma, że po kilku tygodniach on upokorzy mnie i zdradzi, i tak skorzystałabym z okazji.

Jesteś skończoną idiotką, Swan.

A może po prostu jestem zakochana.

Nieszczęśliwie zakochana.

Nie tak wyobrażałam sobie moją pierwszą miłość. Miała być gwałtowna, namiętna i przede wszystkim odwzajemniona. Miałam być szczęśliwa i zakochana do końca moich dni, a potem dzielić się wiecznością z osobą, którą pokocham. Miałam znaleźć chłopaka, z którym gotowa byłabym spędzić całą wieczność i nigdy by mi się nie znudził.

Cóż, znalazłam go. Tylko nie wzięłam pod uwagę, że on nie będzie chciał spędzić tej wieczności ze mną.

Życie to nie bajka.

Tak, wiem. I będę ubolewać nad tym do ostatniego dnia mojej egzystencji.

Spoliczkowałam się w myślach za ciągłe uczucie, przeszywające mnie całą.

- Wciąż go kocham, Jazz – szepnęłam. – Czemu nie mogę się tego pozbyć? Czemu nie mogę po prostu zapomnieć i w tej chwili ruszyć naprzód?

- To nie takie proste, Bell – odszepnął mój przyjaciel. – To wymaga czasu.

- On … - zaczęłam się jąkać. – On dał mi coś wspaniałego, a potem po prostu mi to odebrał. Jak bardzo okrutnym człowiekiem trzeba być?

- Dobra, Bella. Koniec tego – powiedział stanowczym głosem Jasper. Złapał mnie za ramiona i odwrócił w swoją stronę. Patrzyłam na niego,  zdezorientowana. W moich oczach wciąż były łzy, których nie potrafiłam się pozbyć. – Mój brat popełnił największy błąd w swoim życiu. Nie wiem co się stało, ani dlaczego to zrobił, ale wiem jedno.

- Nie, Jasper … - zaczęłam, ale on znowu mi przerwał.

- Nie – powiedział hardo. – Wysłuchasz mnie, Bells. Jestem twoim przyjacielem i wiesz, że zawsze masz we mnie oparcie, ale ja po prostu nie mogę zrozumieć dlaczego to zrobił. Uwierz mi, znam swojego brata. Edward … on … - jąkał się. – On tak się kochał. Założę się, że nadal tak jest. Po prostu daj się mu wytłumaczyć. I nie płacz już. To łamie mi serce, a tobie psuje makijaż.

Patrzyłam na niego, oniemiała, próbując rozszyfrować jego słowa. Jakby mówił w jakimś innym języku. Czy naprawdę nie widział tego, co ja?

- Czy twój święty brat wyglądał chociaż jakby nie chciał jej całować? – zapytałam, wkurzona. Od razu przestałam płakać. Cierpienie zastąpiła furia. – Nie. – odpowiedziałam za niego. – Wyglądał, jakby był w pieprzonym siódmym niebie!

Jasper wpatrywał się we mnie, nie wiedząc co powiedzieć. Obydwoje staliśmy naprzeciw siebie, nie spuszczając z siebie wzroku. Zabijałam go spojrzeniem, wpatrując się w jego zdezorientowane tęczówki.

Tak podobne do tęczówek Edwarda …

Szybko odwróciłam wzrok, nie chcąc znowu sobie go przypominać.

Nagle komórka Jaspera zaczęła dzwonić i chłopak podniósł ją do swojego ucha. Przez chwilę słuchał kogoś po drugiej stronie. Słyszałam jedynie urywane damskie krzyki.

- Uspokój się – powiedział Jasper do słuchawki. – Zaraz tam będę. – Przerwał na chwilę. Jego twarz zmieniła się ze zdezorientowanej w zaniepokojoną.

Coś się stało. I to nie było dobre wydarzenie.

- Ok., powiem jej – powiedział jeszcze blondyn, po czym zamknął telefon i wsunął go do kieszeni.

Patrzył na mnie z wahaniem w oczach, jakby zastanawiał się, czy mi coś powiedzieć. Czekałam, zniecierpliwiona, czekając na jego ruch.

- Co się stało, do cholery?! – krzyknęłam, nie mogąc wytrzymać napięcia. Jasper głośno westchnął i spojrzał na mnie jeszcze raz.

- Edward jest na ostrym dyżurze.

1

 

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin