ADORACJA PRZY GROBIE PAŃSKIM.doc

(52 KB) Pobierz
ADORACJA PRZY GROBIE PAŃSKIM

ADORACJA PRZY GROBIE PAŃSKIM

 

Ukochał Ciebie. Czy to rozumiesz?

Gdyby trzeba było oddać jeszcze raz życie za ciebie, Bóg zrobiłby to bez wahania.

A TY? A ty się wahasz, zastanawiasz czy …

Czy warto być dobrym, czy pójść na Mszę świętą,

Czy zdobyć się na wysiłek przemiany siebie …

Ważysz jak w aptece: „to już grzech czy jeszcze nie”,

Raz jeden wybiorę wbrew Bogu, a później będę z Nim zawsze.

 

              Pozwalasz człowiekowi przychodzić i decydować

              O sobie, o zbawieniu, o grzechu, o pustce serca i płomieniu kochania.

              Pozwalasz wahać się i szukać,

              Pytać, ważyć, odrzucać, witać i żegnać nawet Ciebie, Boga.

              Dziwne jest Twoje czekanie na powrót syna, na żałowanie Piotra

              Na pukanie grzesznej dziewczyny, na powrót Nikodema.

 

Pieśń.

 

Tak mi się czasem wydaje, o Chryste,

Że nie tam kędyś daleko za morzem, aleś tu, u nas, miał drogi cierniste.

I żeś tu naszym przechodził się zbożem

Puszczając palce po harfie swych kłosów, co mają ludzki jęk i echa głosów.

              Że tutaj, w którejś z chat naszych, o Panie, przez tułaczy wytarte są progi

              By Twój wieczernik smętny i rozstanie i chleb łamany z braćmi i te trwogi,

              By słów ostatnich nie wydały ściany i pożegnania kielich – krwią zalany.

I zdaje mi się, że to nasze sosny, te brzozy białe, szumiące wśród niwy,

Ti był Ogrójec Twej męki żałosny, to były Twoje miesięczne oliwy

I że tej nocy pot ściekał krwawy na leśne zioła nasze i na trawy.

              I zdaje mi się, żeś tu był pojmany, w pęta zakuty i sieczon u słupa …

              Bo tak mi, Chryste, znajome Twe rany i siność Twoja i katów Twych kupa,

              I świst rzemieni, co kryją się nożem, że to nie mogło być gdzieś tam za morzem.

I wiem, że tutaj, na miedzy, u jakiejś starej, zapadłej mogiły

Wyróść musiały te ciernie i głogi, które w Twą głowę bolesną się wpiły …

Bo żadne inne tak zranić nie mogą, jak te, co rosną tu nad naszą drogą.

              I to wiem, o Panie, żeś tu kiedyś blisko, pod krzyżem upadł na nasze ściernisko

              I żeś krwią swoją tą ziemię zakrwawił i obraz na niej, swej męki zostawił.

              I patrzę nieraz na pola te puste, jako na ową z Jeruzalem chustę …

 

Coraz więcej ludzi młodych jest zamurowanych w swych śmiertelnych samotniach. Pomimo tłumu, pomimo hałasów i piosenek. Pomimo wyciągniętych rąk i otwierających się ciał. Pomimo dobrych myśli i dobrych uczuć. Pomimo swoich walk i zwycięstw dla sprawiedliwości. Pomimo praw i wszystkich przepisów. Pomimo nauki i całej techniki. Pomimo … wszystko młodzi ludzie nie wyjdą ze swego więzienia jeśli nie są kochani i nie potrafią kochać.

              Mój drogi, jeśli chcesz, podejmij wysiłek, aby kochać. Ocalisz braci i ocalisz samego siebie. Bądź odważny. Spójrz na tą tragiczną ludzkość broczącą krwią, jak wlecze się długą drogą krzyżową historii. Usłysz jej krzyki, które wznoszą się x ziemi, gromadzą się w jeden wielki krzyk nocy: PRAGNĘ! Powtarzam ci, ludzkość cierpi i umiera torturowana, krzyżowana z winy ludzi – z naszej winy wobec wszystkich. A ty co robisz? Może nic nie robisz, bo inni nic nie czynią. Jeśli jednak inni uchylają się od miłości, kochaj jeszcze więcej, więcej inni wokół ciebie będą kochać. Oczekują bowiem jak ty, że jakiś brat obok nich położy pierwszy kamień. Jeśli ty położysz swój, oni położą swoje, bo kto kocha – zmusza do miłości.

 

Pieśń.

 

Istnieje tajemnica Miłości, która jest tajemnicą życia. Postanowiłem wyruszyć na odkrycie tajemnicy. Co właściwie wiedziałem o miłości? Miłość pozostawała dla mnie zwłaszcza marzeniem małżonków, marzeniem zrealizowanym lub okrutnie rozczarowującym; czułością matek i siłą ojców dla ukochanych dzieci; poszukiwaną, ale tak często zawodną przyjaźnią; a jeszcze więcej była ona już od dawna pragnieniem „dziewczyny”. Ale miłość była dla mnie jeszcze czymś więcej. Za małżonkami, rodzicami, przyjaciółmi, dziewczynami … za radością serc, dreszczem ciał było …? Nie wiedziałem …

              To była moja wyspa nieznana, mój port w nocy, moje pragnienie, moje poszukiwanie, moja walka, moje rany, moje cierpienie, moje wyrzuty sumienia … To było moje pragnienie, moja męka, która pochodziła nie wiem skąd, by prowadzić nie wiadomo dokąd. Co wiedziałem o miłości?

              Zacząłem się modlić. Szukałem rozmówcy. Szukałem Boga. Ale nie chciałem mojego Boga. I mówiłem Mu tak: Ponieważ wierzę, że istniejesz, mój nieznany Boże, Boże, który mnie dręczysz, Boże milczący, daj mi się poznać. Jeżeli dzisiaj modlę się do Ciebie, to nie po to, by „coś” uzyskać, ale modlę się o światło, potrzebuję światła, by oświecić swoją drogę.

              Ale modlę się o miłość, potrzebuję być kochanym, aby wreszcie móc kochać. O mój nieznany Boże: nie rozumiem Ciebie, mam żal do Ciebie, mało kocham Ciebie. Ale jednak chciałbym Cię kochać, tak bardzo chciałbym Ciebie kochać!

              W ten sposób ośmieliłem się zwracać do Boga, ale odczuwałem lęk, czy nie było to bluźnierstwo?

              Przyjaciel, któremu zwierzyłem się z tych przeżyć, powiedział mi tak: Mój drogi, twoja modlitwa jest bardzo piękna. Ciesz się, bo dzisiaj w twoim sercu rodzi się jako małe dziecię prawdziwy Bóg nieba i ziemi. Idzie ku tobie. Wchodzi w ciebie, ponieważ ty powiedziałeś: „Tak”. Przyjmij Go. Kochaj Go.

              Jak Go rozpoznam, gdy Go nie znam? – spytałem.

Rozbierz swojego Boga, bo twój Bóg nie jest prawdziwym Bogiem; ja również nie mogę uklęknąć przed nim. Ściągnij z niego jego stroje wszechmocy, sędziego, czarownika. Zabierz mu jego atrybuty władzy. Wyrwij mu te wszystkie kostiumy, w które ustroili go w twoich oczach uczeni, prawnicy i prawodawcy, jak również twoje przesądy, fałszywe wiadomości, twoje wyobrażenia i pragnienia, twoje obawy i podłości. Rozbierz swojego boga.

 

I gdy wreszcie opadną jeden po drugim wszystkie królewskie łachmany, którymi przykryłeś prawdziwego Boga, wtedy oczom twego serca ukaże się On i zobaczysz, że prawdziwy Bóg ma tylko jedną twarz, twarz OBNAŻONEJ MIŁOŚCI, Jezusa Chrystusa obnażonego w żłobie, obnażonego na krzyżu.

              Przyjaciel podniósł głowę. Patrzył w Jego twarz. Poszedłem za jego spojrzeniem i zobaczyłem, że kontemplował krzyż. Wspaniały, rzeźbiony w drewnie, przymocowany do ściany naprzeciwko.

              Promienne oblicze umarłego Jezusa, ale żyjącego poza swoją śmiercią. Byłem wówczas absolutnie pewien, że wierzył w Niego. On Go kochał.

              Spójrz – powiedział przyjaciel, nie odwracając swoich oczu od umiłowanego Oblicza. To On – prawdziwy Bóg – przybył do nas w Jezusie Chrystusie: bez ludzkich szat, bez ludzkiej potęgi, bez ludzkiej władzy, opuszczony, wzgardzony, osamotniony, ogołocony, ale ludzie wreszcie uwierzyli, że tylko Miłość daje życie, ocala życie, pozwala kwitnąć życiu w wiecznej radości.

              Mój przyjaciel zamilkł. Opuścił głowę, a ja zobaczyłem, że jego usta poruszyły się. Wiedziałem teraz, że modlił się i szanowałem jego modlitwę. Modlił się długo, a ja zauważyłem, że milczenie nie tylko nie krępowało mnie, ale, że wypełniało mnie. Wchodziłem w nie jak do oazy pokoju. Wychodziłem zaś stamtąd niezwykle odprężony. Przyjaciel podniósł głowę. Nagle powiedział mocnym głosem:

              „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”.

Nie potrafią rozpoznać Miłości, szydzą z Miłości, zabijają Miłość wczoraj, dzisiaj, jutro.

„Ojcze, przebacz im, nie wiedzą bowiem, co czynią!”. Ojcze przebacz nam i przywróć Miłość. Znów zamilkł. Jeszcze się modlił. Pochyliłem głowę, jakby chcąc lepiej wniknąć w swoje wnętrze. Myślę, że i ja również modliłem się, gdyż nagle zacząłem szeptać: „Ojcze, przebacz mi, bo i ja nie wiedziałem, co czyniłem!”. Dokładnie w tej chwili pragnąłem otrzymać przebaczenie.

Pieśń.

 

Męka Jezusa jest dziełem nieskończonej miłości. Jest najbardziej zadziwiającym dziełem Bożej miłości. Cierpienia Jezusowe są cudem cudów miłości Bożej. Najświętsza Męka Jezusa jest morzem boleści, ale jest także morzem miłości. Czerwone morze Męki Pańskiej rodzi się z nieskończonej Miłości Bożej. Twoje cierpienia, o drogi Boże, są dowodami Twojej Miłości!

 

Kim jest Ten, który cierpi? Jezus, Pan, Syn Boży. Ten, który dobrze czynił wszystkim i zawsze …

              Co cierpi? Jest ważne, abyś sobie to przedstawił bardzo żywo.

Jak cierpi? Tutaj przyglądaj się praktyce wszystkich cnót, żebyś mógł je naśladować coraz lepiej.

              Dlaczego cierpi? Nie dla kaprysu Żydów czy namiestnika rzymskiego, ale przecież za grzechy, twoje i wszystkich ludzi.

              Dla kogo cierpi? Dla ciebie, dla mnie, dla wszystkich … jednak zastosuj to przede wszystkim do siebie … zgłębiaj tę rzeczywistość miłości nieskończonej: „Bóg ubiczowany dla mnie, ukoronowany cierniem dla mnie, umarł na krzyżu dla mnie”. I pozwól, żeby twoje serce zanurzyło się w tę otchłań miłości.

 

Tylko ten, kto trwa w miłości Boga, jest spokojny. Kochać Boga to kochać Kogoś najgodniejszego. Ta miłość nigdy nie może być za wielka i na pewno jest odwzajemniona, bo Bóg kocha każdego z nas. Żeby wytrwać, trzeba nieustannie starać się wypełniać to, czego Bóg od nas chce. Nie wystarczy jednak etyka obowiązku. Potrzebna jest postawa dziecka, które czyni wszystko z miłości do Ojca.

 

Pieśń.

 

Świat nigdy nie przepuści Temu, co w niczym nie zawinił. Sprawiedliwy musi odejść stąd, wszak nie pasuje do rzeczywistości ziemskiej, pełnej obłudy, szachrajstwa i zdrad. Cały przecież świat leży w mocy złego. trzeba usunąć Najświętszego, bo jest wyrzutem sumienia dla świata bezdusznego. Cóż ma ostatecznie wspólnego dzień z nocą, a światło z ciemnością, mądrość odwieczna z najgłębszą głupotą? Jak świat światem, nie będzie szatan aniołowi bratem! Najsroższy zapadł wyrok na Tego, w którym Ojciec niebieski upodobał siebie. Względem Jezusa wrogość jest najwyższa, wobec sług Jego niekiedy najniższa. Dziś słysząc o tym, ma się to wrażenie, że już świat stanął do góry nogami, totalnie zaprzeczając temu, czym był pierwotnie w swej doskonałości: od przyjaźni ze Stwórcą przeszedł do wrogości. Wrogi jest Boskim planom, ciągle się opiera przenajświętszej Woli. Walcząc z Bogiem w doczesności, doczeka się odrzucenia w wieczności. Ludzkość czarną niewdzięcznością Temu się odpłaca, od którego wzięła już wszystko.

              Co kochamy: światło – czy ciemność?

              Nasz każdy krok to albo – albo.

              Nasza śmierć - to chwila, która pokaże, po której znaleźliśmy się stronie.

              Jezus nie potępia. On prowadzi. Jest stale drogą.

 

Pieśń.

 

Wydawało się, że nie miało sensu skazanie niewinnego Jezusa, a Jego Droga Krzyżowa prowadziła do nikąd. Młodego, zdrowego człowieka, w pełni sił, tak potrzebnego jeszcze ludziom, skazano na śmierć. Ilu jeszcze trędowatych i opętanych liczyło na to, że Jezus ich uzdrowi.

Tymczasem po ludzku bezsensowne cierpienie i śmierć w dniu Zmartwychwstania nabierają ogromnego znaczenia. Wszystko to, co było cierpieniem, doprowadziło do triumfu. Bezbronny Baranek idzie jak w defiladzie ze zwycięską chorągiewką. Dzwon rezurekcyjny, różnokolorowe pisanki i bazie – to maleńka radość, wątła siostra niewysłowionej radości, jaką się odnajduje po drugiej stronie Wielkiej Nocy.

 

Nie przechodź obojętnie obok cierpień drugiego człowieka,

Kiedy łzy czyjeś widzisz, otrzyj je troską swoją.

Są udręki, spod których dźwignąć się nie można,

Bądź dla niego ratunkiem, pomocą, ostoją.

              Tyle zła wokół nas i w świecie się szerzy,

              Dlaczego lody w sercach, choć wiosna na świecie?

              Twarz uśmiechem nieba powinna być przecież.

Obojętność, nienawiść pośród ludzi gości,

Przemoc i okrucieństwo chce świat opanować.

My przecież mamy serca i dano nam Miłość,

By dobro nieść, w nieszczęściach się wzajem ratować.

              Tam, gdzie w sercach jest Miłość, nieśmy ją radośnie,

              Zjednoczmy ją w jeden hymn, niech zimny świat zbudzi.

              Zerwijmy z duszy pancerze gniewu i oschłości,

              Rozpalmy ją płomienie serc i wszystkich ludzi!

 

Pieśń.

 

                            Modlitwa Grzesznika

             

              Jestem dla ciebie wiecznym problemem.

              Jestem ci solą w oku, cierniem w koronie i włócznią w sercu,

              A Ty mnie przytulasz do Siebie.

                            Jestem Ci łotrem, a Ty oddajesz za mnie życie.

                            Czy oszalałeś … jak długo, Panie?

              Pochyl się nade mną i pozwól mi wytrzeć

              Łzę w twym oku.

 

 

 

                            Na wzgórzu nadziei

 

              Skrzyżowane ramiona na zegarze wypełnienia

              Przyjęły owoc nieba, pocałunek śmierci.

                            Z mroków konania wypadła strzała ukryta w obietnicy spod bram raju.

                            Dosięgła Winnego Krzewu strumieniem nasycenia.

                            Opadły liście, ziemia wchłonęła soki, rozkwitła nadzieja.

 

                            Przez przebite z miłości dłonie pragniemy zanieść modlitwę do Ojca:

 

ü         Za wszystkich, których ogarnąłeś gasnącym spojrzeniem, aby byli zawsze z Tobą.

ü         Za obojętnych wobec Twego cierpienia, aby pojęli, że przez ofiarę zdąża się do Boga.

ü         Za pełnych niepokoju, aby wewnętrzna cisza spłynęła na nich podczas rozważania Twego Boskiego milczenia.

ü         Za nas tu obecnych, abyśmy rozważając Twą mękę przedarli się przez kurtynę słów do Ciebie samego.

 

Pieśń na zakończenie.

1

 

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin