Recenzje.doc

(71 KB) Pobierz
Recenzje

Recenzje

 2006-02-20 22:36:16
Światło(czuła) podróż
Agata Barełkowska


Chwalcie łąki umajone – drugą książkę prozatorską Michała Olszewskiego można by nazwać „powieścią drogi”. Jest ona dwuwymiarową podróżą, w której towarzyszymy bohaterowi błąkającemu się, jak pisze autor, pomiędzy dwoma światami. Świat zewnętrzny to świat jazdy autostopem, przemytniczych wypraw na granicę, pociągów relacji Gołdap – Zakopane i małych sklepików ze starociami, prowadzonych przez zagorzałych kolekcjonerów. Świat, w którym miejsca i przedmioty istnieją na granicy dwóch czasów. Z jednej strony przedmioty przeszłości, takie jak stare radio Jowita, z drugiej świątynie nowej, postkomunistycznej rzeczywistości – wszechobecne bary i stacje benzynowe. Świat wewnętrzny natomiast, to podróż do własnych wspomnień, używając określenia autora „kraina rodzinnych mitologii”, „podretuszowane opowieści z dzieciństwa”. W powieści te dwa światy współistnieją ze sobą i wzajemnie przenikają się w postaci bohatera, który jednocześnie bacznie obserwuje rzeczywistość i poddaje ją refleksji z przeszłością w tle.

 

Pierwsze słowa powieści „Czasem wydaje mi się, że pamiętam zbyt wiele” i powtórzone jak echo „Pamiętać za dużo” zdają się zwodniczo sugerować, że mamy do czynienia z człowiekiem starszym. Jednak już po kilku stronach okazuje się, że bohater to młody mężczyzna podlegający, wbrew swej woli, rytmowi współczesności, definiujący swój stan słowami „Czytam, uczestniczę, mam zdanie na ten czy inny ważki temat. Pomnażam chaos świata, stawiając kolejne litery na papierze. Dzień w dzień topię się w ciągle wzbierającej powodzi informacji. Świat mnie zalewa. (...) Wszystko jest ważne, interesujące i na wyciągnięcie ręki (...). Próbuję wiedzieć coś o wszystkim. Nie opierdalam się – mówiąc bez ogródek. I zdarza się, że w ciągu jednego dnia przeżywam cały tydzień”. Ten nadmiar możliwości przeżycia paradoksalnie sprawia, że łatwo zatracić prawdziwą zdolność przeżywania.

 

Dlatego bohater Olszewskiego wytchnienia od świata korporacji, skonstruowanych z modułów fabryk i domów, w którym „jedynym punktem oparcia jest nietrwałość”, szuka w „muzeach przeszłości”. W przedmiotach mających na sobie piętno czasu, które wraz ze swoim trwaniem nabierają znaczeń. W zdarzeniach podniesionych do rangi rytuału, które dają namiastkę poczucia trwania, sankcjonując niezmienne istnienie czynności takiej jak trzepanie dywanów, w coraz bardziej wyrywającej się do przodu codzienności. Pozostaje on postacią niedookreśloną, lecz dwie cechy wyróżniają go w sposób szczególny. Jedna z nich to charakterystyczna, nieukojona bezdomność – brak zakorzenienia w konkretnym czasie i miejscu. Drugą wydaje się być „światłoczułość”, związana z patrzeniem na świat z perspektywy aparatu fotograficznego i wyjątkową percepcją otoczenia. W oczach bohatera powieści światło „ostre jak krawędź noża” ma moc obnażania, pokazuje prawdę. Jednocześnie utrwala raz widziany obraz na kliszy pamięci.   

 

Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że najważniejszym czasem tej powieści jest czas przeszły. Mam jednak wrażenie, że bohater raczej szuka sobie miejsca w teraźniejszości, próbując zwolnić i na chwilę zatrzymać pospieszną rzeczywistość, migającą i nieuchwytną niczym krajobrazy za oknem pociągu. Jego sytuacja zawiera się właściwie w jednym słowie – POMIĘDZY. Pomiędzy dwoma światami przeszłości i teraźniejszości, pomiędzy nowoczesnym miastem a prowincją, pomiędzy północą a południem, pomiędzy nietrwałością a trwaniem, pomiędzy pustymi słowami telewizyjnych newsów a pragnieniem przywrócenia znaczeń. W jednym ze swoich felietonów, publikowanych w Gazecie Wyborczej w cyklu pod znamiennym tytułem „Zapiski na biletach” Michał Olszewski, pisząc o poczuciu alienacji Polaków we własnym kraju, wspomina słowa Imre Kertesza, z pochodzenia węgierskiego Żyda, przez dużą część roku zamieszkałego w Berlinie. Kertesz pytany o „lek na obcość”, odpowiedział „Najlepiej jest być gdzieś pomiędzy, gdzieś w drodze”. Wydaje się, że dla bohatera powieści Olszewskiego właśnie „bycie pomiędzy, bycie w drodze” jest sposobem na odnalezienie się w otaczającej rzeczywistości.

 

Próbując przybliżyć Chwalcie łąki umajone nie sposób pominąć istotnej kwestii, której pierwszym sygnałem staje się tytuł powieści, mianowicie sfery wszechobecnych w książce odniesień religijnych. Z jednej strony wzbogacają ją one znaczeniowo, podejmując w pewnym sensie grę z czytelnikiem. Z drugiej stają się zaczynem specyficznego języka, determinując sposób opisu świata. Warto zwrócić uwagę na nietypowy spis treści – wstęp i siedem rozdziałów, których nazwy nawiązują do modlitw lub kościelnych formuł. (Introit; Hymn do św. Krzysztofa, poszukiwaczy skarbów patrona; Litania do czasu przeszłego; Antyfona do Świętej Jowity; MBN: nowenna; Antyfona do światła; Ite Missa Est; Kompleta). Tytuły są podpowiedzią dla czytelnika, podsuwają  klucz odczytywania powieści.

 

Dla Olszewskiego celnik jest niczym „Bóg lub spowiednik, z głową obolałą od ciężaru cudzych grzechów”, wspomnienie dawnego kolegi zostaje przyrównane do zmówienia za niego modlitwy „Wieczny odpoczynek”, „wodorosty oblepiają arkę najbliższego sklepu z alkoholem”, a „słońce wypala dylematy na amen”. Bohater widzi we wspomnieniach różaniec twarzy, „mamrocze po raz kolejny do siebie tandetną litanię nowoczesności”, „jak ogrodnik z przypowieści biblijnej nie potrafi pomnażać talentów od dobrotliwego Pana” i „brakuje mu już tylko różańca z recyklingu w garści”. W powieści pojawiają się również dosłowne cytaty z Biblii („Nie mów: jak to jest, że dni dawne były lepsze niż te, które są teraz? Bo nie z mądrości zapytujesz o to”, „Dokonało się”) oraz cytaty z pieśni religijnych, jak chociażby zdanie „Wiele jest miejsc”, które aż prosi się o dośpiewanie na melodię znanej z kościoła pieśni. Apogeum wykorzystania religijnych wzorców staje się nowa litania ułożona z reklamowych sloganów i przydrożnych banerów.

 

W powieści takie wykorzystanie religijnych tekstów, symboliki i języka wytłumaczone zostaje dwojako. Po pierwsze staje się świadectwem przesunięcia akcentów we współczesnym pojmowaniu świąt i świętości. Po drugie zdaje się głęboko wynikać z balansowania na krawędzi dwóch czasów, a religijne formuły stają się rodzajem zaklęć powstrzymujących pęd rzeczywistości i umożliwiających podróż w poszukiwaniu straconego czasu.       

 

O tej podróży Andrzej Stasiuk napisał „Mało kto opisywał Polskę z takim przejęciem i czułością”. Jeśli ktoś lubi charakterystyczny dla Olszewskiego styl z pogranicza reportażu, z pewnością pochwali Chwalcie łąki umajone przynajmniej za niecodzienne spojrzenie na polską codzienność.


Michał Olszewski, Chwalcie łąki umajone, Wydawnictwo Czarne 2005   

zamknij okno

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin