"Poemat o sikaniu po piwie"========================
Poranek wczesnyJadę pospiesznymWprost do WarszawyZałatwiać sprawyPociąg o czasieJa w drugiej klasieWagon się kiwaPiję trzy piwaLód ĽNiciarnianaW pęcherzu zmianaPęcherz nie sługaA podróż długaRuszam z tej racjiDo ubikacji
Kto zna kolejeWie, jak się lejeTo, co trzęsie sięW Los AngelesieFormę osiągaW polskich pociągachWyciągam łapęPodnoszę klapęBiada mi biadaKlapa opadaRzednie mi minaTrza klapę trzymaćŁokieć, kolanoTrzymam skubanąCeluję w szparkęPuszczam NiagarkęTryska kaskadaKlapa opadaFatum złowieszczeWszak wciąż szcze jeszczeOrganizm płynnąSpełnia powinnośćNajgorsze to, żePrzestać nie możeToczę z nim bojeJak Priam o TrojeChce się powstrzymaćRatunku ni maPociąg się gibaA piwo spływaLecę na ścianęZ mokrym organemLecąc na drugąZraszam ją strugąWagonem szarpieLeje do skarpetTańcząc CzardaszaNogawki zraszamO, straszna mękoKozak, flamencoTańczę, choleraWzorem Astair'aMiota mną, ciskaJa organ ściskamWagon się chwiejeNa lustro lejeSkład się zataczaJa sufit zmaczamWszędzie ŁabędzieJezioro będzieOdtańczam z płaczemLa KukaraczeZwrotnica, podskokSpryskuję oknoNierówne złączaButy nasączamPociąg hamujeDrzwi obsikujęI pasażera
Co drzwi otwieraPlus dawka sporaNa konduktoraResztka mi kapieNa skrót PKPWreszcie pomałuBrnę do przedziałuPasażerowiePatrzą spod powiekPytania skąpeGdzie pan wziął kąpiel?"Warszawa, Boże!Nareszcie dworzec!Chwilo szczęśliwaNa peron spływamWalizkę trzymamOdzież wyżymamAch, urlop błogiOd fizjologiiUlga bezbrzeżnaPociąg odjeżdżaRusza maszynaHen w dalPo szczynachPo szynach.
torohusk