bog.doc

(34 KB) Pobierz

W zaleceniach do modlitwy porannej przeczytałam „przedstaw Bogu swoje plany i pozwól, by wprowadził ON swoje poprawki”.

Myśl dobra jak na początek życia duchowego, jednak może zafałszować nasz obraz Boga. On nie poprawia naszych małych planów i kalkulacji. On je przekracza i porywa nas w Swoje niezwykłe plany.

Jesteśmy bardzo obciążeni swoimi bogactwami- przyzwyczajeniami, planami, opiniami, przekonaniami o tym, co jest dobre a co złe.

Chodzimy utartymi ścieżkami- modlitw, uczynków, praktyk religijnych, wzruszeń- i spotykamy na nich Boga- lecz w miejscach, które sami Mu wyznaczamy.

Z ogromu jego łask bierzemy tylko malutki strumyczek- tyle, ile nam jest potrzebne do naszych planów.

Wolimy uważać za niemożliwe do rozwiązania różne sytuacje życiowe, zamiast przedstawić je Bogu i pozwolić, by On je przemienił, gdyż oznaczałoby to zbyt radykalną przemianę nas samych i naszego życia. Bóg miałby ogromne problemy z nami, by wyprowadzić nas z niewoli, bo wolelibyśmy, by to On sam w ciągu jednej nocy przemienił Egipt w Ziemię Obiecaną.

Przyzwyczajamy się nawet do krzyży, biernie znosząc cierpienie. Kiedy niemożliwe jest zbudowanie mostu, nie prosimy Boga, by nauczył nas chodzić po wodzie- a to właśnie może On dla nas zrobić.

Zbyt cenimy sobie nasze bogactwa, nasze sposoby na życie, by powierzyć je Bogu. Codzienne trudności irytują nas, nie spostrzegamy w nich Bożego zaproszenia do zmian.

Powoli życie nasze zacieśnia się do małych spraw, z jakimi sami potrafimy sobie poradzić, staje się banalne i szare. Bóg stworzył nas do rzeczy wielkich i wspaniałych, ale my nie chcemy jego kierownictwa- jedynie Jego pomocy. Kiedy nie udziela jej nam w wybrany przez nas sposób- wątpimy w Niego.

Szans doznania mocy Żyjącego boga mają ludzie naprawdę ubodzy, ubodzy duchem, szukający we wszystkim Jego wskazówek, pragnący spełniać Jego wolę. My zaś lekceważymy „drobiazgi” i czekamy na potężny głos Pana, który nie może przebić się przez szczelny mur naszej koncepcji na życie inaczej, jak całkiem go burząc.

 

Po tym, jak zdecydujemy się oddać swe życie Bogu, nie raz po pewnym czasie okazuje się, że to znowu my sami nim kierujemy. Po jednym pięknym akcie oddania przychodzą drobne, codzienne decyzje, którymi krok po kroku negujemy swoją ofiarę.

Jednym z powodów takiej sytuacji może być nieprecyzyjne określenie tego oddania.

Na przykład może ono oznaczać decyzję wyborów postępowania zgodnego z wolą Bożą. Stałego wybierania woli Bożej w każdej sytuacji. Możliwe jest ono w sposób czynny lub bierny.

Na drodze czynnej, aktywnej oddajemy swoje życie Bogu, ale nadal nim kierujemy. Staramy się poznać wolę Bożą i zgodnie z nią postępować. Kształtujemy nasz charakter, porządkujemy nasze życie. Czytamy, dyskutujemy, spotykamy się w grupach, jeździmy na rekolekcje.

Jest to etap dobry i potrzebny, ale nie jest to całkowite oddanie. Oddaliśmy Bogu nasze życie, lecz nie nas samych. Nadal to my podejmujemy decyzje, na tyle, na ile zrozumiemy wolę Bożą. a to, co potrafimy zrozumieć, może być pomniejszaniem Boga. Także, tam, gdzie wszystko jest zrozumiałe, nie ma miejsca na miłość, zaufanie, ofiarę. Dlatego nie raz nasze życie duchowe utyka na tym etapie. Ograniczamy je tylko do tego, co sami potrafimy zrozumieć.

Wtedy Bóg pozwala, by cała nasza budowla naszego życia duchowego zawaliła się. Cały nasz wysiłek, cała nasza praca w chwili, gdy zmieniliśmy wszystko i nie potrafimy już bez Boga żyć- wali się w gruzy. Może budowaliśmy chaotycznie, pospiesznie, byle dalej. Może łączyliśmy ze sobą nie pasujące elementy marzeń, wzorów od innych ludzi, przeciwstawnych teorii. Może spoiwem były emocje i nastroje, ą nie zasady. Nie da się skleić marzeń z rozsądkiem, samorealizacji z oddaniem siebie, wierności Bogu z uznaniem świata. Może i dobrze, że zawaliła się wreszcie ta chwiejna, podtrzymywana z coraz większym wysiłkiem, konstrukcja.

Nie próbujmy teraz nic klecić na nowo, mozolnie ustawiać ocalałe elementy. Może to się nam udać, nawet parę razy, lecz jest to dreptanie w miejscu. Uprzątnijmy bezlitośnie gruzy. Gdzieś pod nim tkwi ukryty kamyk, którego żal nam było wyrzucić. Jakieś marzenie, ukryty ideał, niezrealizowany plan- bliskie naszemu sercu przez większość życia. To właśnie nasze zadanie, powołanie, które dał nam Bóg, które mamy dla niego realizować. Jeśli zaczniemy budowlę od niego, Bóg sam będzie nam pomagał. „kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym. Stało się to przez Pana i cudem jest w naszych oczach”Ps.118.

Powinniśmy teraz przejść na drogę biernego oddania się Bogu. Nie tyle dawać Mu nasze uczynki czy nasz czas, ile pozwalać Mu brać. Brać siebie. Może się okazać, że Bóg chce od nas rzeczy nudnych i nieciekawych, od których chcielibyśmy uciec. Może musimy poprawić oceny, pogodzić się z nielubianymi kolegami, zanosić cierpliwie naszych rodziców, szukać nisko płatnej pracy... bóg chce nas mieć w naszej codzienności. Potrzebuje od nas prostych uczynków, których sensu nie rozumiemy. Chce, byśmy byli Mu wierni także wtedy, gdy milczy i nic nam nie daje. To jest właśnie prawdziwe oddanie i zawierzenie. Tkwienie w zdarzeniach, których sensu nie rozumiemy. ufanie, że Bóg zna ten sens. Nawet, gdy znajomi nazywają nas głupimi, bo pozornie nic nie wyszło z tego naszego nawrócenia. Żadnego sukcesu. Tylko zdarzenia krzyżujące nasze plany i naszą wolę.

Po pewnym, długim czasie takiej wierności możemy otrzymać dar zrozumienia całej naszej sytuacji. Możemy zobaczyć, że Bóg wziął nasze życie i wmurował je gdzieś w swoją budowlę dobra i miłości. Jeśli Mu na to pozwolimy.

Jednym sposobem przyjmowania woli Bożej jest milczenie. Nawet, jeśli nie rozumiemy, dlaczego coś nas spotyka- zaczekajmy w milczeniu. Nie dyskutujmy, nie kombinujmy, jak to ominąć, nie wpadajmy w panikę emocji. Zaczekajmy, akceptując nasze życie takie, jakie teraz jest. Wiemy przecież, że powierzamy je Bogu- więc pozwólmy Mu działać i doprowadzić do sensownego końca to, co sam w nim namieszał.

Wielu rzeczy nie można zrozumieć, zanim się w nie nie wejdzie i nie zacznie nimi żyć. Jest to etap wiary.

Który może nas doprowadzić do etapu miłości. W nim przyjmuje się wszystko z równym zaufaniem, radością, dziękczynieniem. Bo poznaliśmy już miłość Boga do nas, ufamy jej i wiemy, że to, co On daje, będzie lepsze od tego, co sami potrafiliśmy wymyśleć.

Carlo Caretto napisał, że często my sami ograniczamy wszechmoc Boga, wzywając Jego pomocy tylko do spraw, które uważamy za możliwe.

Faktycznie- kto z nas prosi o rozwiązanie w sprawach uznanych za beznadziejne? Zamykamy oczy i krzyczymy ze strachu, ale nie wierzymy, że istnieje jakieś wyjście.

Pewne sprawy w swoim życiu uważamy za ostatecznie zdeterminowane. Tu też Bóg nie może nic dla nas zrobić, tak się przed Nim zamykamy.

Ograniczamy Jego działanie do spraw banalnych, codziennych, z którymi moglibyśmy poradzić sobie sami, ale wolimy, by Ktoś się dla nas potrudził. Pozwalamy Bogu działać tylko w wąskiej strefie naszego życia i dziwimy się, że tak mało On dla nas robi! Do tego bowiem stopnia Bóg szanuje wolność człowieka- nie czyni nic wbrew jego woli.

A przecież jest On Bogiem rzeczy niemożliwych! Tak niemożliwych jak zmartwychwstanie Chrystusa czy do końca niepojęty fakt naszego życia, istnienia, oddychania, myślenia.

Bóg może sprawić, że to, co było dla nas największą kulą u nogi, ograniczeniem, urazem, cierpieniem- może stać się czymś najcenniejszym, co najbardziej nas uskrzydla- i jest to cud większy, niż zmiana samych faktów.  Trzeba nam tylko pomodlić się do Niego o uzdrowienie sfer życia uważanych za najbardziej zagmatwane- i nie jest ważne, że nie potrafimy wyobrazić sobie, jak miałoby ono wyglądać. Bóg to wie. I uczyni, jeśli pozwolimy Mu działać, jeśli Mu zaufamy. Jego łaski zawsze wystarczy. To nasza wiara bywał zbyt mała, by ją całą przyjąć.

Nigdy nie doznamy wszechmocy Boga, czyniąc z Niego biuro zleceń dla naszych własnych pomysłów. On przygotował dla nas swój plan i czeka, byśmy dali się Mu poprowadzić. My zaś często jesteśmy jak Izraelici na pustyni- cudem otrzymują jakiś pokarm, lecz kapryszą, bo im nie smakuje. My, zagubieni pośród zdarzeń, których nie rozumiemy, spieramy się z Bogiem o to, co chcemy a czego nie chcemy.

 

 

Zgłoś jeśli naruszono regulamin