Hurt.pdf
(
99 KB
)
Pobierz
397587720 UNPDF
Hurt
by Imm93
beta: misia.dulce:*
niezbędna pomoc: truska93 :*
Jedna pojedyncza łza, za życie i wiatr, który popycha mnie w dal.
Jedna pojedyncza łza, za życie w którym szczęścia brak.
Jedna pojedyncza łza, za życie sensu pozbawione.
Jedna pojedyncza łza, kreśli szlak na mym policzku,
Jedna mała łza uwolni mnie od cierpienia, które przychodzi bez ostrzeżenia.
Bo życie okrutne jest i bawi się z nami, w noce i dnie.
Nie daje żadnego wytchnienia, przerażająca otchłań mnie zabiera.
A ja poddaje się bez walki, bo już nie mam dla kogo walczyć.
A wszystko przez jeden głupi błąd, za który będę płaciła do końca mych dni.
Dopóki na nowo mała iskierka we mnie zapłonie i wypełni me serce.
A wtedy jedna mała łza, zamieni się w potok szczęścia wylewany każdego dnia.
Ale zanim nadejdzie ten czas, ja odpłynę w dal,
tam gdzie ból i cierpienie, są jednym zniszczeniem.
Siedzę w swoim pokoju, pogrążona, w najgorszych otchłaniach bólu i cierpienia, tego
samego, który towarzyszy mi od wielu lat. Każde spojrzenie na moją córkę, przypomina mi
o wydarzeniach z tamtego okresu.
Jego łapska na moim ciele, jego oddech na moim karku i mój paraliżujący strach, który
wciąga mnie, a ja nie mam siły, by z nim walczyć.
Krzyczę, bo wiem co nastąpi i nie chce, żeby do tego doszło, krzyczę chociaż wiem, że i tak
nikt mnie nie usłyszy, palące łzy, płyną po moich policzkach. Łzy obrzydzenia, cierpienia i
upokorzenia. Moje prośby nie pomagają.
- Nie, proszę nie, nie, nie, nie, nie, nie!
Przeżywam wszystko na nowo, zamknięta w swoim pokoju, krzyczę, błagając o litość.
Wiem, że jestem sama i nikt mi nie przeszkodzi, i nie wyrwie mnie z otchłani bólu. A do
mojej podświadomości dobijają się nowe obrazy, zalewając mój mózg niczym fala tsunami
pobliskie brzegi plaż.
Jego wielkie łapy na moich piersiach, obłupujące mnie, wszędzie gdzie się tylko da. Znowu
krzyczę i się szarpie, ale to nic nie pomaga, czuje ból na twarzy, uderzył mnie.
Ściągnął mi spodnie, pomimo tego, że nadal się rzucałam na łóżku, utrudniając mu jak tylko
to możliwe, rozebranie mnie. Usłyszałam jeszcze jak suwak jego spodni zjeżdża w dół a
potem....
A potem, te obrzydliwe uczucie, jego we mnie. Nie! Nie! Nie! Nie! Nie!
Musiałam przerwać, ten koszmar, wybiegłam z domu do ogromnego ogrodu, gdzie siedziała
Reneesme z Nahuel'em.
Musiałam zostawić wspomnienia za sobą, co było teraz niewyobrażalnie trudne, musiałam
być twarda.
- Co on tu robi?! - wysyczałam, podchodząc do Reneesme. Byłam zła, a źródłem tych
emocji, były ciągle wspomnienia, które nasilały się, gdy patrzyłam na córkę. Musiałam być
twarda.
- Mamo nie zaczynaj - powiedziała wysoka dziewczyna o delikatnej urodzie. Długie
brązowe włosy, niemal czarne opadały kaskadą na ramiona, jej brązowe oczy, ukazywały to
jak była zła, była tak podobna do.... NIE!
- Wynoś się z mojego domu! Nigdy nie pozwolę na to, żebyś związał się z Reneesme!
Słyszysz NIGDY! - wyrzuciłam to z siebie. - Nienawidzę cię i nic tego nie zmieni! -
chłopak patrzył na mnie, smutnymi oczami, ale nie śmiał mi się przeciwstawić. Ta sprawa
przewijała się przez nasz dom już wielokrotnie, Reneesme dobrze wie jaki jest mój stosunek
do tego chłopaka. On sam też to wiedział, lecz zachował spokój i wyszedł.
- Mamo! Proszę cię! - krzyczała za mną, ale ja z powrotem wróciłam do domu. Gdy
wchodziłam po schodach, słyszałam jak podbiegła do tego chłopaka.
Do pokoju weszła Reneesme, trzaskając drzwiami. Siedziałam w fotelu i patrzyłam w okno,
obojętnym wzrokiem.
- Czemu ciągle jesteś przeciwko mnie?! Czemu nie akceptujesz moich wyborów?! Przecież
dobrze wiesz, że to nie Nahuel spowodował ten wypadek! Czemu nie chcesz sobie
uzmysłowić tego, że to nie on nasłał na tatę tych złoczyńców! Zawsze jesteś przeciwko
mnie! Czemu mi nie pomagasz?! Czemu jesteś przeciwko mnie!? - wyrzucała z siebie
kolejne pytania, a jej głos coraz bardziej wypełniał się bólem i tęsknotą. Ja nadal siedziałam,
nie mając odwagi spojrzeć jej w oczy i wyznać jej prawdy.
Nie doczekawszy się z mojej strony żadnej odpowiedzi, podeszła do mnie i z jej ust, znowu
wylał się potok słów:
- Czemu nie traktujesz mnie tak jak Alice?! Czemu to ona ma u ciebie, więcej poparcia?!
Dlaczego kochasz ja bardziej, niż mnie!? Też jestem twoją córką, tą która zajęła się
wszystkim po wypadku ojca!! Czemu?! Wytłumacz mi to! Dlaczego nie potrafisz kochać
mnie tak jak kochasz Alice?! - jej pytania, przerodziły się w szloch rozpaczy i
niewyobrażalnego bólu. A razem z nią ja cierpiałam podwójnie. Nie chciałam, żeby poznała
prawdę, która mnie samą odrzuca, nie chciałam, żeby poznała prawdę, prawdę o zhańbieniu
mojego ciała. Widząc moje wahanie krzyknęła jeszcze głośniej:
- Czemu nie możesz mnie pokochać, miłością, jaką darzysz Alice?!
- Nie umiem... Pokochać cię taką miłością jaką darze Alice... - nie mogłam wydobyć z
siebie słów, nie wiedziałam jak mam jej to powiedzieć. Ogarnęła mnie fala rozpaczy i
bezsilności. - Nie umiem cię kochać tak mocno, ponieważ nie jesteś córką Edwarda! Nie
jesteś spokrewniona z mężczyzną, którego tak podziwiasz i kochasz! Nie jesteś córką,
mężczyzny, którego ja kocham z całego serca! - wyrzuciłam to z siebie, lecz wcale nie było
mi lepiej, widziałam jak na twarzy Reneesme pojawia się szok i niedowierzanie.
- Jak to się stało? - powiedziała, próbując sobie to wszystko poukładać. - To nie prawda!
Kłamiesz! Kłamiesz jak zawsze, abym cierpiała! - krzyczała odsuwając się ode mnie.
- Zostałam zgwałcona, przez mężczyznę, który był moją pierwszą miłością! Jesteś żywym
wspomnieniem, tego co mi zrobił! Patrząc na ciebie widzę... - podeszłam do niej, lecz w
ostatniej chwili zrezygnowałam i zlustrowałam ją wzrokiem. - Jesteś taka do niego
podobna, jesteś uparta i dążysz do celu, masz podobne usta.... - nie wytrzymałam, z moich
oczy popłynęła nowa fala łez, które były ujściem mojego cierpienia, odwróciłam się od
córki, nie mogąc już patrzyć i przypominać sobie na nowo jego wyglądu. - Patrząc na ciebie
przypominam sobie na nowo, te straszne wydarzenie, masz nawet jego karnacje! - mój ból,
był nie do wytrzymania, czułam się podle musząc jej o tym wszystkim mówić. Nie
chciałam, żeby się dowiedziała, nikt o tym nie wiedział. Nikt! Nawet Edward, który ją tak
kochał i podziwiał, za to jaką jest osobą. Był dumny ze swojej córki, która zajęła się
wszystkim po wypadku, była dla niego wszystkim. Dlatego nikt nie mógł się dowiedzieć o
tym.
Spojrzałam na Reneesme, która stała nie wierząc w ani jedno moje słowo, wszystko miała
wypisane na twarzy.
- To nie prawda! - krzyknęła zrozpaczona. - To nie może być prawda! Okłamujesz mnie!
Czemu mi to robisz?! - krzyczała, a w jej oczach pojawił się ból, który był wypisany i na
mojej twarzy.
- Chciałaś poznać prawdę, to już ją znasz. - patrzyłam w okno, próbując zwalczyć
cierpienie, zdusić je w sobie.
- Nie mogłaś tego utrzymywać przez tyle lat w tajemnicy, ktoś musiał o tym wiedzieć!
Przecież to już 20 lat! Tata musiał się zorientować, że go okłamujesz! - szlochała, próbując
nie przyjąć do wiadomości tego co jej powiedziałam.
- Tata bardzo się cieszył, gdy dowiedział się, że jestem w ciąży. Wmówiłam mu, że to jego
dziecko. Byliśmy już wtedy parą, od razu mi uwierzył - powiedziałam, już spokojniej. -
Nikt nie wiedział o tym, że zostałam zgwałcona. Gdyby ludzie się dowiedzieli, zaczęli by
mnie wytykać palcami, a ojciec, może i przyjął, by mnie do siebie, ale wiedziałam, że nigdy
do końca nie zaakceptowałby tego. A dla mojej rodziny byłaby to hańba, córka z dzieckiem
z gwałtu. Czułam się upokorzona, czułam do siebie odrazę. A osoba, która mi to zrobiła,
była moją pierwszą miłością, to on był moim pierwszym chłopakiem, którym zachwycał się
ojciec. Myślisz, że uwierzyliby mi w to, że mnie zgwałcił?! - nowe obrazy przewijały mi się
przed oczami, tak dobrze znane.
- To nie możliwe! - dziewczyna, załamała się na moich oczach, nie mogłam znieść, tego, że
tak cierpi, że cierpi przeze mnie. Nienawidzę się za to, że jej o tym powiedziałam.
- Byłaś oczkiem w głowie Edwarda, widziałam z jaką miłością, na ciebie patrzy. Z miłością,
której ja ci dać nie mogę. - kontynuowałam, musiałam powiedzieć jej już teraz wszystko,
bez względu na to jakie będą tego skutki. - Wiedziałam, że zrobiłam dobrze, dobrze dla
swojej rodziny. Edward nie odstępował cię ani na krok, a ja....? Ja nie mogłam na początku
nawet na ciebie patrzeć, wspomnienia były zbyt bolesne. Lekarze uznali, że to depresja po
porodowa. Gdy wróciliśmy ze szpitala, nie polepszało mi się, było coraz gorzej, zajmowała
się tobą Esme. Była dla ciebie jak matka, czasami zaglądałam zobaczyć, co się dzieje z tobą,
lecz były to tylko chwilowe odruchy, których potem żałowałam. Esme, była dla ciebie jak
matka, gdy płakałaś zawsze była przy tobie. Próbowała też przekonać mnie do tego, żebym
zaczęła się tobą zajmować, lecz ja nie mogłam, nie chciałam. Z czasem poprawiało mi się
na tyle, żeby od czasu do czasu, posiedzieć z tobą, tyle, na ile pozwalała mi na to moja silna
wola, dopóki nie wracały wspomnienia.
- Potem urodziła się Alice, z nią było całkiem inaczej, tym razem to ja nie odstępowałam jej
ani na krok. Edward bardzo się dziwił, a Esme robiła mi wyrzuty, do tej pory mi je robi.
Ciągle się kłócimy, ona broni ciebie, a ja...? A ja nie mogę dać ci tego, czego bym pragnęła.
- pogrążając się we wspomnieniach, wszystko to o czym mówiłam, przelatywało mi przed
oczami, napływały nowe fale bólu, z którymi sobie nie radziłam.
Miałam przed oczami obraz Reneesme i Alice, które czekały na mnie w salonie, aż pójdę z
nimi na zakupy. Esme, zaoferowała się, że pójdzie razem z nami. Nie ufała mi i miała racje.
Gdy znalazłyśmy się w centrum handlowym, jedyne ubrania, którymi byłam
zainteresowana, to te dla Alice. Mojej małej córeczki, która śmiejąc się miała śliczny
delikatny głos, który wszędzie bym poznała. Reneesme stała obok, ze smutnym
spojrzeniem, dostrzegłam tylko to, że Esme ją gdzieś zabiera, potem już ich nie widziałam. -
przytłoczona kolejnymi wspomnieniami, ugięłam się pod ich ciężarem, teraz klęczałam
przed dziewczyną, którą powinnam kochać nad życie, lecz nie mogłam. Nie umiałam dać jej
miłości, na jaką zasługuje.
- Nie! Nie! Nie! Nie! Nie nie możesz mnie obwiniać za coś na co nie miałam wpływu. Nie
jestem winna temu, że cię zgwałcono. To nie moja wina! I nie chce ponosić za nią
odpowiedzialności! - wybiegła z pokoju, płacząc.
Nie byłam w stanie za nią iść, nie mogłam unieść ciężaru wspomnień. Nowa fala rozpaczy
ogarnęła mnie i zalała niczym wybuchający wulkan, zalewa swój krater, gorącą magmą.
Moją magmą był ból, nie możliwy do zniesienia. A potem była już tylko obojętność i
ciemność.
Do końca dnia nie wychodziłam z pokoju, pogrążona w rozmyślaniach. Do drzwi ktoś
zapukał.
- Proszę! - powiedziałam głośniej. Do pokoju weszła Esme, na jej twarzy malował się
spokój, ale pod tą maską widziałam ból, który czuła w tym momencie.
- Czy to.... - zaczęła, siadając przy mnie.
- Tak – przytaknęłam i znowu w moich oczach pojawiły się łzy bezradności.
- Tak bardzo mi przykro. - powiedziała, przytulając mnie do siebie. Od dwudziestu lat,
nasze stosunki nawet w najmniejszym stopniu nie były takie. - Teraz cię rozumiem, a
przynajmniej próbuje zrozumieć twój ból, ale nie musiałaś ukrywać tego przez tyle lat,
mogłaś mi powiedzieć. - głaskała mnie uspokajająco.
- Nie mogłam! To jest takie straszne uczucie, to że nie potrafię kochać Reneesme miłością
na jaką sobie zasługuje. Patrząc na nią widzę go! Jej karnacja, jej usta, nawet jej głos,
przypomina mi o tamtym wydarzeniu. - i kolejna fala bólu.
- Nawet nie wyobrażam sobie jak się czułaś, trzymając to wszystko w tajemnicy przez tyle
lat. Nie mogę uwierzyć, że nikt się nie domyślił, że nikt niczego nie podejrzewał,
podziwiam cię za tą siłę. - przytuliła mnie mocniej do siebie.
- Przestań! - krzyknęłam. - Za jaką siłę? Widzisz czym jestem? Czym się stałam! Jestem
wrakiem człowieka!
- Podziwiam cię za to, że mimo wszystko urodziłaś to dziecko. Podziwiam cię za to, że
przez tyle lat utrzymywałaś to wszystko w tajemnicy. - powiedziała mocnym głosem, tak
jakby siłą głosu chciała mi coś uświadomić, ściągając mnie na ziemię, widząc, że staczam
się na dno. - Wybrałaś dobre wyjście z sytuacji, dobre dla własnej rodziny, byłaś gotowa
przypłacić to własnym bólem, który nie lżeje, nie tak jakbyśmy tego chcieli. Urodziłaś
Reneesme i pomimo wszystko, z roku na rok jest lepiej, widzę to, lecz nie dostatecznie
dobrze, by przestało zadawać ci ból.
- Widziałam jak Edward ucieszył się na wiadomość o ciąży, widziałam tą miłość w jego
oczach, gdy się dowiedział. I wiedziałam, że temu dziecku będzie dobrze z takim ojcem,
Edward kochał ją jeszcze za nim przyszła na świat. Nie byłam pewna czy jego miłość
starczy i czy zastąpi małej to czego ja jej dać nie mogę. Teraz widzę, że nie wystarczyła i
choć bardzo chciałabym to zmienić, nie mogę. Widzę na jaką kobietę wyrosła Reneesme,
szlachetną, dobrą i zaradną, i widzę jaką miłością darzy ją Edward. - W tym momencie
znowu się rozpłakałam i usłyszałam, że nie płaczę sama. Odwróciłam głowę w stronę drzwi,
gdzie stała Reneesme, miała podpuchnięte oczy, płakała patrząc na mnie oczami pełnymi
bólu i tęsknoty.
Podbiegła do mnie i mnie mocno przytuliła.
- Kocham cię, kocham cię mamo! Zawsze będę cię kochała.
Plik z chomika:
Imm93
Inne pliki z tego folderu:
Hurt.pdf
(99 KB)
Inne foldery tego chomika:
Przygoda na... jedna noc
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin