Impuls.pdf

(1501 KB) Pobierz
Nora Roberts
IMPULS
445151084.002.png
ROZDZIAŁ 1
Wiedziała, że to czyste szaleństwo. I właśnie to najbardziej jej się podobało. Postąpiła lekkomyślnie, dziwnie, niepraktycznie,
zaskakująco - lecz jeszcze nigdy w życiu nie czuła się tak wspaniale. Z balkonu hotelowego apartamentu Widziała rozległą połać plaży oraz
cudownie błękitne wody Morza Jońskiego, na których zachodzące słońce kładło czerwone smugi.
Korfu. Już sama nazwa brzmiała tajemniczo, fascynująco. A ona, praktyczna i stateczna Bella Swan, naprawdę tutaj była, chociaż
przedtem prawie nie ruszała się z Filadelfii. Teraz znalazła się w Grecji, i to na egzotycznej wyspie Korfu, w jednym z najpiękniejszych miejsc w
Europie.
Jej szef był przekonany, że czasowo postradała zmysły. Edwin McDowell z firmy McDowell, Jableki & Kline nie był w stanie zrozumieć,
dlaczego młoda, obiecująca dyplomowana księgowa rezygnuje z posady w jednym z najlepszych biur rachunkowych w Filadelfii. Miała dobrą
pensję, wysokie premie, a nawet niewielkie okno w swoim maleńkim biurze.
A jednak zrezygnowała.
Przyjaciele i współpracownicy przypuszczali, że przeżyła jakieś załamanie nerwowe. W końcu to nie jest normalne, zwłaszcza u kogoś
takiego jak Bella, żeby porzucać pewną, doskonale płatną pracę, nie mając widoków na lepsze stanowisko.
A jednak złożyła dwutygodniowe wymówienie, uprzątnęła biurko i radośnie dołączyła do armii bezrobotnych.
Kiedy zaś sprzedała mieszkanie wraz z całym wyposażeniem - co do ostatniego mebla i rondla - wszyscy utwierdzili się w przekonaniu,
że całkiem jej odbiło.
Tymczasem Bella nigdy nie czuła się zdrowsza i bardziej rozsądna niż teraz. Wszystko, co miała, mieściło się w jednej walizce.
Zlikwidowała inwestycje poczynione dla obniżenia podatku i polisy emerytalne. Spieniężyła kwity depozytowe i pozbyła się aparatury stereo,
bez której kiedyś nie wyobrażała sobie życia.
Od sześciu tygodni nie spojrzała nawet na kalkulator!
I oto po raz pierwszy - i być może jak dotąd jedyny - czuła się całkowicie wolna. Nie ciążyły na niej żadne obowiązki, nie goniły jej
445151084.003.png
terminy, nigdzie nie musiała się śpieszyć. Nie wzięła ze sobą budzika. Nawet nie miała budzika! Szaleństwo? Nie. Po prostu dopóki może,
będzie czerpała z życia pełnymi garściami i zobaczy, co świat ma jej do zaoferowania.
Śmierć ciotki Sue, ostatniej żyjącej krewnej Belli, stała się dla niej punktem zwrotnym. Nastąpiła ona nagle i niespodziewanie. Ciotka
pracowała ciężko przez większość swojego sześćdziesięciopięcioletniego życia, zawsze punktualna i niezawodna. Praca kierowniczki biblioteki
była dla niej wszystkim. Nie opuściła ani dnia, nie zaniedbała żadnego obowiązku. Rachunki zawsze płaciła na czas. Dotrzymywała wszystkich
obietnic.
Nie raz mówiono Belli, że wrodziła się w starszą siostrę swojej matki. Mimo dwudziestu czterech lat wiodła spokojne, monotonne życie,
niczym stara panna. Tymczasem droga ciocia Sue zmarła dwa miesiące po przejściu na emeryturę, kiedy zaczęła planować dalekie podróże i
cieszyć się zasłużonym odpoczynkiem.
Żal Belli zamienił się w gniew, następnie we frustrację, a potem z wolna zaczęło do niej docierać, że ona sama znajduje się na tej samej
drodze co ciotka. Chodziła do pracy, kładła się spać, przyrządzała zdrowe posiłki, które zjadała potem w samotności. Miała kilkoro przyjaciół,
którzy zawsze w trudnej sytuacji mogli na nią liczyć. Nieodmiennie znajdowała dla nich najlepsze, najpraktyczniejsze rozwiązania wszelkich
problemów, sama natomiast nigdy nie obarczała ich swoimi kłopotami, ponieważ ich nie miewała. Bella była dla nich niczym bezpieczny port
podczas sztormu.
Nie znosiła tego i powoli zaczynała nienawidzić siebie samej. Musiała coś z tym zrobić.
I właśnie zrobiła. Nie była to wszakże ucieczka, lecz raczej wyrwanie się na ' "wolność. Przez całe życie postępowała tak, jak od niej
oczekiwano, i starała się nie robić wokół siebie zamieszania. W szkole, z powodu chorobliwej wręcz nieśmiałości, od towarzystwa rówieśników
wolała książki. W college'u starała się za wszelką cenę spełnić nadzieje, pokładane w niej przez ciotkę, więc zajmowała się wyłącznie studiami,
rezygnując z życia towarzyskiego.
Zawsze dobrze radziła sobie z rachunkami, bo też zawsze myślała logicznie, była dokładna i cierpliwa. Łatwo jej przyszło, może nawet
zbyt łatwo, poświęcić się właśnie rachunkom, ponieważ w tej dziedzinie, i tylko w tej, czuła się naprawdę, pewnie.
Teraz zamierzała odkryć w sobie prawdziwą Bellę Swan. W ciągu tych tygodni lub miesięcy wolności, jakie ją czekały, chciała się
445151084.004.png
dowiedzieć wszystkiego o kobiecie, która się w niej kryła. Może z kokonu wcale nie wydobędzie się piękny motyl, ale Bella miała przynajmniej
tę nadzieję, że ktokolwiek się z niego wyłoni, zdobędzie jej sympatię, a może nawet szacunek.
Kiedy skończą się pieniądze, znajdzie kolejną pracę i znów będzie szarą, praktyczną Bellą. Na razie jednak była bogata, wolna i gotowa
na wszelkie niespodzianki.
No i głodna. Uświadomiła sobie bowiem, że od dawna nic nie jadła.
Edward zwrócił na nią uwagę, kiedy tylko weszła do restauracji, chociaż nie była jakąś oszałamiającą pięknością. Piękne kobiety widuje
się dość często i nic w tym nadzwyczajnego, kiedy na ich widok odwracają się głowy i wyostrzają spojrzenia. Jednak w tej kobiecie, w jej
sposobie poruszania się, było coś szczególnego - wyglądała tak, jakby rzucała światu wyzwanie, oczekiwała czegoś niezwykłego. Znieruchomiał
i spojrzał na nią uważniej.
Jak na kobietę była wysoka. Raczej koścista niż szczupła. Brak opalenizny świadczył o tym, że niedawno tu przyjechała albo że unikała
słońca. Jasna letnia sukienka podkreślała biel ramion i pleców oraz kontrastującą z nimi kruczą czerń krótko przystrzyżonych włosów.
Zatrzymała się, jakby chciała wziąć głęboki oddech. Edward niemal usłyszał jej pełne zadowolenia westchnienie. Potem uśmiechnęła się
do kelnera i poszła za nim do stolika, ruchem głowy odrzucając w tył proste włosy.
Jej twarz była bardzo miła, budząca sympatię. Bystra, inteligentna, pełna życia, z szarymi, niemal przezroczystymi oczami, których wyraz
wcale jednak nie był bezbarwny. Znów uśmiechnęła się do kelnera, roześmiała się z czegoś, co powiedział, a potem rozejrzała się po sali.
Sprawiała wrażenie bardzo szczęśliwej.
Wtedy go dostrzegła. Kiedy jej spojrzenie pierwszy raz spoczęło na nieznajomym, stojącym przy barze, odezwała się w niej dawna
nieśmiałość. Bella natychmiast odruchowo uciekła wzrokiem w bok. Przystojni mężczyźni nie raz jej się przyglądali - choć prawdę mówiąc, nie
zdarzało się to zbyt często - a ona nigdy nie potrafiła reagować na to z taką swobodą, a może nawet wyrachowaniem, jak większość jej
rówieśniczek. Zaczęła więc studiować kartę dań, żeby ukryć chwilowe ,zmieszanie. " Edward uśmiechnął się nieznacznie i już miał wyjść z
redakcji, kiedy nagle zmienił zamiar. Właściwie nie wiedział, czego tak zrobił. To był impuls. Oto ku własnemu zaskoczeniu skinął ręką na
kelnera, a kiedy ten spiesznie podbiegł, polecił mu coś szeptem. Już po chwili kelner niósł butelkę szampana do stolika nieznajomej.
445151084.005.png
- Z pozdrowieniem od pana Cullena. - Nachylił się l nią i ustawił przed nią wąski kielich na wysokiej, smukłej nóżce.
,- Och... - Bella podążyła za wzrokiem kelnera i spojrzała na mężczyznę przy barze. - Ale ja... - zaczęła niepewnie, lecz natychmiast
przywołała się do porządku. Kobieta Matowa nie peszy się, kiedy ktoś przysyła jej szampana. Przyjmuje taki dar z wdziękiem i godnością. I być
może - jeśli nie jest kompletną idiotką - pozwala sobie nawet na flirt z ofiarodawcą.
Znów na niego spojrzała, a on z fascynacją obserwował zmieniający się wyraz jej twarzy. Zdał sobie sprawę, że obezwładniające go
uczucie nudy nagle gdzieś zniknęło. Kiedy nieznajoma uniosła głowę i uśmiechnęła się do niego, nie domyślał się nawet, jak mocno bije jej
serce. Dostrzegł jedynie swobodny uśmiech - a wtedy on również się uśmiechnął.
Podszedł do stolika, ukłonił się lekko. Dopiero teraz Bella mogła się przekonać, że jest więcej niż przystojny. Był... po prostu
niesamowity, oszałamiający! Tak właśnie zawsze wyobrażała sobie Apolla i starożytnych greckich wojowników. Gęste, lekko kręcone włosy,
wypłowiałe nieco od słońca. Gładkość smagłej cery, którą zakłócała jedynie ledwie widoczna blizna na podbródku, sprawiając jednocześnie, że
nieznajomy wydawał się jeszcze bardziej intrygujący. No i szlachetny profil, twarz o mocnych, zdecydowanych rysach i najbardziej błękitnych
oczach, jakie w życiu widziała.
- Dzień dobry. Nazywam się Edward Cullen. - Mówił bez żadnego charakterystycznego akcentu, niskim, przyjemnym głosem. Mógł
pochodzić z każdego zakątka świata.
Może właśnie to zaintrygowało ją najbardziej.
Powtarzając sobie w duchu, że musi się zachowywać jak opanowana, bywała w świecie kobieta, wdzięcznym ruchem podała mu rękę.
- Witam, panie Cullen. Jestem Bella, Bella Swan. - Kiedy delikatnie musnął wargami wierzch jej dłoni, przebiegł ją lekki dreszcz.
Natychmiast poczuła się głupio i cofnęła rękę. - Dziękuję za szampana.
- Wydawało mi się, że będzie pasował do twojego nastroju - odparł, przechodząc od razu na „ty", a potem popatrzył śmiało w jej oczy. -
Jesteś tu sama?.
- Tak.
Może przyznanie się do tego było błędem, ale skoro Bella zamierzała czerpać z życia pełnymi garściami, musiała odważyć się na trochę
445151084.001.png
Zgłoś jeśli naruszono regulamin