Autor: Kazimierz Dymel Tytul: Jedna jest tylko synogarlica moja Opracowanie - [ mailto:biblioteka@z.pl ] Piotr Parafiniuk ����������������������������������������������������������������������������� Czytelnikom Biblioteki Sieciowej z wyrazami szacunku i przyja�ni - autor P.S. Prosz� za motto mojej pozycji przyj�� stwierdzenie Marii Kuncewiczowej: "Mi�o�� jest najzdrowsz�, najpi�kniejsz� chorob�, mi�o�� jest jedynym b�lem zas�uguj�cym na wieczno��" Oby i nasze mi�o�ci na t� wieczno�� zas�ugiwa�y. [Img ] Wszystko jest st�d odleg�e i nierealne: codzienny, gor�czkowy po�piech i od�wi�tne plany, d��enia, ambicje. Z tej perspektywy marzenia, nawet one s� jakby nieistotne, bez znaczenia. Czy jednak mo�e by� inaczej, skoro w ko�o - szczelina rozbuchana, wielobarwna �ciana drzew i kwiat�w, w kt�rej bez wytchnienia koncertuj� rozliczne orkiestry ptak�w i owad�w? Czy mo�e by� te� inaczej, skoro przede mn� ten niezwyk�y dom. Ka�de odwiedziny u Mani i Jerzego Kuncewicz�w rozpoczyna�em od powitania w�a�nie jego. Tak jest i dzi�. Ile w nim jest jeszcze wdzi�ku! Ile lekko�ci i fantazji! A przecie� ma ju� swoje lata, przeszed� niema�o. Oczywi�cie milczy, ale i tak znam wiele szczeg��w z jego burzliwej "biografii". Zreszt� nie ja jeden. By� przecie� bohaterem kilku ju� ksi��ek i zawsze jawi� si� w nich jako �ywa, my�l�ca istota. Teraz dom stoi cichy, przygaszony. Na sw�j spos�b obchodzi �a�ob� po ludziach, kt�rzy go stworzyli - po Marii i Jerzym Kuncewiczach. Ich �mier� wci�� jeszcze budzi bolesne zaskoczenie. Pochowani zostali tutaj, w Kazimierzu, gdzie sp�dzili najpi�kniejsze lata swego �ycia. A przecie� jeszcze przed kilkoma laty by�o w nich tyle swady, rado�ci i energii. Wi�c Ich nie ma? Na tarasie, w�r�d nieforemnych p�yt piaskowca stercz� te same co niegdy� kolumny wapiennej pergoli. Chocia� - nie. S� ��tawe, z rdzawymi �y�kami marglu. A w�wczas, gdy siedzieli�my na wygodnych, wiklinowych fotelach, otoczeni pn�cymi, herbacianymi r�ami, wydawa�y si� nieskazitelnie bia�e. O czym wtedy rozmawiali�my? O sztuce, mi�o�ci, rado�ci �ycia... Zn�w s�ycha� g�os Marii: - Kwestia rado�ci �ycia jest nieroz��czna z dziecinn� natur� cz�owieka. Ci ludzie, kt�rzy do �mierci pozostaj� dzie�mi, maj� talent zachwytu, uwagi, dlatego �e ich wci�� co� zaskakuje. Dzieci po raz pierwszy widz� os�a, koz�, drzewo... - Mam� przede wszystkim, tat� - przerwa�, �miej�c si�, Jerzy. - I to wprowadza je w stan napi�tej uwagi. To wszystko jest dla nich takie nowe, niezwyk�e i dziecko jest w�wczas pe�ne zachwytu... Niestety, bardzo wielu ludzi z absolutn� nieuwag� przechodzi ko�o wszystkiego, co ich otacza. To s� ludzie, kt�rzy gdy raz zobaczyli jak�� kamienic�, to ju� jej nigdy drugi raz nie zobacz�, bo gdzie� tam zapad�a w �wiadomo�ci i nie odnawia si�. Nisko, nad nami, przelecia� go��b. Maria a� si� unios�a z wra�enia. Uwa�nie �ledzi�a jego lot i powiedzia�a z wielkim o�ywieniem: - To szalenie wytrwa�a, heroiczna go��bica. Na bardzo kiepsko skleconym gniazdku si� umo�ci�a - pokaza�a pobliskie drzewa - i znios�a jajka. W ostatnich dniach, po wielkich ulewach, gdzie� zagin�a. Okropnie j� op�akiwali�my, bo �liczna by�a z niej pani, z zielon� g��wk�, z bia�ym ko�nierzem, taka wytworna, pe�na elegancji. No i wr�ci�a. Ciekawe, czy przyb�dzie te� partner, kt�ry dolatuje do niej czasem. Prawdopodobnie to on ukleci� to okrutne gniazdko. Przez chwil�, r�wnie bezskutecznie jak wtedy, szukam wzrokiem "okrutnego"gniazdka, ukrytego pewnie nadal w g�stwinie wielkiego d�bu. - Mamy te� synogarlice - powiedzia� Jerzy - kt�re s� nieroz��cznymi ptakami. Zawsze - blisko siebie. I taka synogarlica ju� od rana wo�a: gdzie ty jeste�? gdzie ty jeste�? Co par� godzin potwierdza tym krzykiem sw�j niepok�j. - Ja te� to s�ysz� i bardzo lubi� ten g�os, kt�ry mnie �mieszy i rozczula. Czasem zreszt� udaj� ptaka i wo�am Jerzego: gdzie ty jeste�? S�owom towarzyszy� �miech i jeszcze teraz wydawa�o mi si�, jakby nadal przep�ywa� w �agodnych podmuchach wiatru. Wspomnienia oddalaj� si�. Radosne d�wi�ki i barwy zn�w ka�� �y� chwil� bie��c�. S� takie same jak przed laty. Tak samo pogodny jest ptasi �piew, r�wnie soczyste i intensywne kolory. Pierwszy odszed� Jerzy. Jego synogarlicy z�o�y�em kondolencyjn� wizyt� w kilka dni po pogrzebie. Maria w skupieniu przyjmuje wyrazy wsp�czucia i z roztargnieniem wk�ada do wazonu okoliczno�ciowy bukiet gerber�w. Tak, rozmawiam z Mari�, cho� wszystko w niej zmienione: spojrzenie, wyraz twarzy, sylwetka. Jest krucha, zm�czona, bezradna. Opowiada, jak spad�a na ni� teraz lawina obowi�zk�w. Ju� czwarty miesi�c odpisuje na setki list�w i depesz kondolencyjnych z ca�ego �wiata. Porz�dkuje te� listy m�a, fotografie, manuskrypty. Jeszcze za jego �ycia ustalili, �e dom przeka�� Muzeum w Kazimierzu, a znaczn� cz�� parku pobliskiemu Domowi Prasy. W�a�nie w tej sprawie spodziewa si� za chwil� odwiedzin, nie pierwszych zreszt�, miejscowego konserwatora zabytk�w i dyrektora Muzeum, przedstawiciela prasy oraz adwokata. Trzeba ustali� i sprecyzowa� wiele szczeg��w, drobiazg�w, detali. Oczywi�cie mog� uczestniczy� w tej rozmowie. Grzecznie odmawiam, wi�c Maria zaprasza mnie na ponowne spotkanie za dwie godziny. Id� teraz ich ulubion� tras� spacerow�: ogrodem, skrajem parku w g�r� - w�wozem Ma�achowskiego na pola, a potem przez Albrecht�wk� do Mi��mierza, starej, rybackiej osady. Zn�w powracaj� wspomnienia. Maria, niby poga�ska bogini Melitele, niestrudzenie kr��y�a mi�dzy k�pami przydro�nych kwiat�w. Ja trzyma�em si� Jerzego, kt�ry z pasj� opowiada� o swojej m�odo�ci. Po przodkach, w kt�rych p�yn�a krew polska, ruska i litewska, pewnie po nich odziedziczy� niespokojno�� ducha. Jeden z Kuncewicz�w, zes�any za udzia� w powstaniu styczniowym na Sybir, przedosta� si� na Alask�, a nast�pnie walczy� w randze pu�kownika w armii Stan�w Zjednoczonych. - Takie mieszanki r�nych krwi niemal zawsze okazywa�y si� znakomite - wtr�ci�em. - W�a�nie dlatego - powiedzia� Jerzy - m�wi�o si� kiedy�, �e Rzeczpospolita jest jak obwarzanek: wszystko, co w niej najwarto�ciowsze, znajduje si� na obrze�ach. On sam urodzi� si� w Lublinie. Ju� jako ucze� szko�y handlowej bra� udzia� w strajku szkolnym w 1905 roku, a nast�pnie zwi�za� si� z Polskim Stronnictwem Ludowym "Wyzwolenie". Zadenuncjowany przed w�adzami carskimi jeszcze przed pierwsz� wojn� �wiatow� uciek� do Liege w Belgii, gdzie studiowa� fizyk� i chemi�. W 1916 roku wr�ci� do kraju - i zn�w znalaz� si� w patriotycznym ruchu ludowym. Niepodleg�o�� i nowe dokonania. By� nauczycielem i adwokatem, dzia�aczem ludowym i publicyst�. Jeszcze przed spotkaniem zapozna�em si� z jego tw�rczo�ci�. W trakcie przechadzki mog�em stwierdzi�, �e �ycie mia� r�wnie pasjonuj�ce, jak niezwyk�e by�y jego pasje. Przed wojn� napisa� m.in. ksi��k� "Przebudowa. Rzecz o �yciu i ustroju Polski", by w sze��dziesi�tym pi�tym roku �ycia wyda� cztery dramaty, a w wieku siedemdziesi�ciu czterech lat - tom my�li filozoficznych "Niesko�czono�� a rzeczywisto��". By� filozofem i dramaturgiem, politologiem i ekonomist�. - I�cie renesansowa r�norodno�� zainteresowa� - zauwa�y�em. - Czy ja wiem... ja po prostu, pod��aj�c w�asn� drog� �ycia, wd�� oddala�em si� od tego, co sprawdzalne, w kierunku problem�w w istocie swej niesprawdzalnych. Ci�g�y niedosyt zmusza bowiem ka�dego w�drowca, a takim chyba jestem, do wkraczania na tereny nieznane, pionierskie. Niestety, po jakim� czasie i tu spotyka si� �lady po dawnych odkrywcach. To na pewno utwierdza w prze�wiadczeniu o s�uszno�ci obranej drogi, ale i troch� rozczarowuje, a wi�c os�abia impet badawczy. Tymczasem do rozmowy w��czy�a si� Maria, kt�ra zd��y�a ju� stworzy� mistern� ikeban� z polnych kwiat�w. - Nie lubi� zostawia� rzeczy napocz�tych, nie doko�czonych. Jest pewna pedanteria w moim usposobieniu, mo�e odziedziczona po rodzicach; ojciec by� matematykiem, matka muzyczk�, wobec tego rytm by� dla niej czym� nies�ychanie wa�nym i ka�da fraza musia�a zmierza� do jakiego� fina�u... To wszystko gdzie� tam prawdopodobnie w mojej naturze istnieje. - Moim zdaniem najwi�ksze dzie�a sztuki to te - wtr�ci� Jerzy - kt�re czerpi� z rzeczywisto�ci, a powstaj� z zacietrzewienia i uporu. Ale nie o tym chcia�em... Jest przede wszystkim w tobie i we mnie jedno: poczucie niezale�no�ci i ch�� zachowania niezale�no�ci pomimo trudno�ci i przeciwie�stw, jakie nas spotykaj�. - Tak, to prawda. W�a�nie d��enia do niezale�no�ci, niepoddawania si� modom, je�li chodzi o tw�rczo��... - ...Niek�aniania si� nisko, niek�aniania si�! - No - zastanowi�a si� Maria - mo�e ja nie mia�am okazji do k�aniania si�... - A ja mia�em! - On mo�e mia�... Ale wracaj�c do tw�rczo�ci. Pisz� dla zbawienia duszy! - Roze�mia�a si� z lekkim za�enowaniem. Pisz� dla jakiego� wewn�trznego spokoju i poczucia spe�nienia �ycia. - Wielk� pracowito�ci� osi�gn�a wszystko, musz� przyzna� - m�wi� Jerzy. - Gdyby por�wna� moje wyniki z jej, to ona jest bardziej pracowita ni� ja. Przed nami - szczyt wzniesienia. Jeszcze tylko ostre podej�cie i mo�na sobie pozwoli� na kr�tki odpoczynek. Po pokonaniu tej przeszkody ze zdumieniem stwierdzi�em, �e nie s� zm�czeni - a przecie� pan Jerzy mia� ju� dziewi��dziesi�tk�, natomiast pani Maria by�a tylko o kilka lat m�odsza. Powr�cili do przerwanej rozmowy. Maria: - Nie by�o takiej sytuacji, w kt�rej by si� za�ama�a nasza ch�� wsp�lnego wkroczenia w nast�pny etap. - Codzienno�� stwarza trudno�ci, kt�re umys�owi nasuwaj� czasem my�li: odejd�, zrezygnuj! Ale jest w cz�owieku co�, co m�wi: zosta�! machnij r�k� na codzienno��, bo poza ni� jest co� wi�cej. - Mieli�my syna na �odziach podwodnych w czasie drugiej wojny �wiatowej, gdzie by� pods�uchowcem. Jego ��d� uton�a, a on prze�y� jedynie dzi�ki temu, �e nie bieg� do w�az�w i do ostatniej chwili nadawa� SOS.-.W�a�nie wtedy dop�yn�� norweski kontrtorpedowiec i cz�� za�ogi uratowa�a si�, r�wnie� i on...
rutkowska-j