R12.txt

(16 KB) Pobierz
ROZDZIA� DWUNASTY
POSZUKIWANIE DIABELSKIEGO DRZEWA � CO WIDZIA�A ZOSIA WALCZYK � NA TROPIE Z�OCZY�CY � NOC W KATEDRZE � WEJ�CIE DO PODZIEMI � TEUFELS-BILD, CZYLI DIABELSKI OBRAZ � W�R�D TRUMIEN I SZKIELET�W � PU�APKA � DRUGI SCHOWEK KOENIGA
Ca�odzienne poszukiwania przynios�y dobre rezultaty, Ba�ka i Zosia Walczyk odnale�li kilku ludzi, kt�rzy mieszkali we Fromborku jeszcze przed wojn� i podczas wojny. Wszyscy ci ludzie znali rodzin� Koenig�w i wskazali miejsce, gdzie kiedy� znajdowa� si� ich dom, zniszczony potem podczas dzia�a� wojennych. Ojciec pu�kownika Koeniga � jak wynika�o z ich relacji � by� znanym w okolicy majstrem murarskim, syn za� jego zrobi� karier� w os�awionym hitlerowskim SS.
Zosia Walczyk zaprowadzi�a mnie na ogromny skwer, rozci�gaj�cy si� w pobli�u zabytkowej wie�y wodoci�gowej. Czeka� tam ju� na nas Ba�ka.
� Gdzie ros�o Diabelskie Drzewo? � zapyta�em, rozgl�daj�c si� po skwerze.
Ch�opiec westchn��:
� Tego, niestety, nikt nie potrafi� powiedzie�. Podobno ros�y tu jakie� stare drzewa, strzaskane potem przez pociski artyleryjskie.
Dru�yna Ba�ki zebra�a starannie ceg�y i wywioz�a je wywrotk�. Potem ca�y teren zr�wnano, obsiano traw� i na dw�ch d�ugich rabatach posadzono setki pi�knie kwitn�cych bratk�w. Skwer ten � dow�d pracowito�ci dru�yny harcerskiej � stanowi� zwyci�ski odcinek dzia�a� w �Operacji Frombork 1001�.
A teraz Ba�ka to spogl�da� na pi�kny skwer, to zn�w rzuca� niepewne spojrzenia w moj� stron�.
� Je�li pan uzna to za stosowne � wyb�ka� wreszcie � mo�na by tu i �wdzie w tym skwerze wykopa� dziury i poszuka� schowka Koeniga.
�I zniszczy� wasz� prac�?� � pomy�la�em. Przecz�co pokr�ci�em g�ow�.
� Nie wiem, gdzie ros�o Diabelskie Drzewo. Poszukiwania �na �lepo� nie dadz� dobrego rezultatu. Pozostawmy t� spraw� magistrowi Pietruszce. On tu jest po to, aby odnale�� schowki Koeniga.
Ch�opca ucieszy�a ta decyzja. Skwer wygl�da� bardzo pi�knie i okropn� wydawa�a si� my�l o kopaniu w nim dziur.
� To ja ju� p�jd� � rzek� spiesznie. � Mam dzi� uroczysty apel w naszym obozie. Przybywaj� do nas z wizyt� harcerze z s�siedniego zgrupowania.
Pozosta�em obok skweru tylko z Zosi� Walczyk, kt�ra jako kronikarz swej dru�yny dysponowa�a du�� ilo�ci� wolnego czasu.
Jak zwykle nie potrafi�a usta� na miejscu, zakr�ci�a si� na jednej nodze, jakby daj�c mi do zrozumienia, �e zaprasza mnie do ta�ca. My�l, aby na skwerze, gdzie ros�o Diabelskie Drzewo, odta�czy� walca z Zosi�, wyda�a mi si� tak komiczna, �e a� roze�mia�em si�.
M�j dobry humor zmartwi� dziewczynk�.
� To dobrze, �e nie przej�� si� pan spraw� drugiego schowka, ale przecie� nie ma pan chyba zamiaru siedzie� we Fromborku z za�o�onymi r�kami?
� Ach, koniecznie chcesz prze�y� jak� wspania�� przygod�? � domy�li�em si�.
� No pewnie � przytakn�a. � Musz� mie� du�o do opowiadania po powrocie z wakacji.
� Nie obawiaj si�. Przygoda sama do nas przyjdzie. Spraw� poszukiwa� schowk�w niech si� k�opocze kolega Pietruszka, a my zajmijmy si� osob� Waldemara Batury. Ten cz�owiek sp�dza mi sen z oczu � stwierdzi�em z du�� doz� przesady, bo jak do tej pory, spa�em bardzo dobrze. � Jestem pewien, �e to on kryje si� za zagadk� bezcennych monet, musz� go zdemaskowa�. Sprawdzi�y si� moje przewidywania: Batura jest we Fromborku. Tylko gdzie, u licha? Gdzie jest jego kryj�wka? Je�li masz troch� czasu, Zosiu, rozejrzyj si� po Fromborku i gdyby� spostrzeg�a Batur�, zawiadom mnie. B�d� u siebie w schronisku.
� Rozkaz � zasalutowa�a.
Odta�czy�a walca i u�cisn�wszy moj� prawic�, skierowa�a si� do swego obozu nad zalewem, a ja wst�pi�em do pawilonu ksi�garskiego obok wie�y wodoci�gowej. Chcia�em kupi� s�ownik niemiecko-polski, przysz�a mi bowiem do g�owy my�l, aby jeszcze raz spr�bowa� rozszyfrowa� owo �Teufelb�.
S�ownika nie by�o, ale zainteresowa�y mnie albumy z reprodukcjami malarstwa. By�y drogie, nie na moj� kiesze�, wi�c tylko przejrza�em je i zaraz ruszy�em w kierunku schroniska.
Pami�taj�c o rych�ym przyje�dzie dyrektora Marczaka, zasiad�em do porz�dkowania notatek, kt�re poczyni�em rozmawiaj�c z astronomem i historykiem. Nowy przewodnik po Fromborku powinien by� przecie� uwzgl�dni� stan najnowszych bada� dotycz�cych Fromborka.
Pracowa�em ju� do�� d�ugo, gdy us�ysza�em pukanie. Po chwili uchyli�y si� drzwi i do pokoju wsadzi�a g�ow� Zosia Walczyk.
� Przed chwil� widzia�am Waldemara Batur� � o�wiadczy�a.
� Gdzie?! � zerwa�em si� gwa�townie od sto�u.
� W uliczce ko�o katedry. Sta� tam i jak gdyby na kogo� czeka�.
Pozostawi�em na stole otwarty zeszyt z notatkami i wraz z Zosi� Walczyk wybiegli�my ze schroniska, znale�li�my si� w ogrodzie, a stamt�d zeszli�my na kamienne schodki prowadz�ce w d�, na ulic� u podn�a wzg�rza katedralnego.
By� ju� p�ny wiecz�r. Zatrzymali�my si� na schodach i popatrzyli�my w d�, na sk�po o�wietlon� uliczk�. W blasku latarni ujrza�em sylwetk� szczup�ego m�czyzny. Tak, to by� Waldemar Batura. Sta� w sk�rzanej marynarce i pali� papierosa. Jakby na kogo� czeka�. Mo�e na Cagliostra?
Raptem spojrza� w g�r� i zobaczy� nas na pocz�tku schod�w. Szybko rzuci� na ziemi� papierosa, przydepta� go nog� i pomaszerowa� uliczk�, kt�ra w tym miejscu, jak wiemy, pi�a si� na wzg�rze katedralne. Zaraz te� znikn�� nam z oczu, ale w nocnej ciszy s�yszeli�my odg�os jego szybkich krok�w.
Wy�ledzi� kryj�wk� Batury, mie� mo�no�� obserwowania jego poczyna� � to by�o to, o czym od dawna marzy�em. Rzucili�my si� wi�c w pogo�, aby go nie zgubi� z oczu.
Ale gdy my znale�li�my si� na dole, on ju� by� na g�rze i przepad� za rogiem o�miobocznej wie�y w murach otaczaj�cych warowni�. To by�o oczywiste, �e Batura mia� co� na sumieniu, skoro na nasz widok da� drapaka.
Wybiegli�my zza naro�a wie�y i zobaczyli�my, �e wpad� w bram� g��wn� warowni. A wi�c ucieka� na podw�rzec fromborskiej katedry. Dlaczego w�a�ciwie tam, a nie w kierunku miasta?
Nie zastanawia�em si� nad tym, tylko przy�pieszy�em kroku. Dopadli�my z Zosi� do bramy i znale�li�my si� na podw�rcu katedralnym.
By�o tu bardzo mroczno. Ksi�yc wisia� nad Zalewem Wi�lanym, ale pot�ny masyw gotyckiej katedry rzuca� cie� na po�udniow� cz�� podw�rza.
Na chwil� zatrzymali�my si� bezradni, na pr�no usi�uj�c wzrokiem przebi� g�st� ciemno��. Potem doszed� naszych uszu jaki� szmer od strony zbudowanego na �uku przej�cia z kapitularza do katedry. Wydawa�o si� nam, �e kto� szed� pod �ukiem, kieruj�c si� do p�nocnej cz�ci podw�rca, po�o�onej mi�dzy katedr� i p�nocn� stron� obwarowa�.
Nie mia�em przy sobie latarki elektrycznej, a ciemno by�o, �e jak to si� m�wi, cho� oko wykol. Katedra spoczywa�a w mroku, roz�wietlone by�y tylko okna w muzeum mieszcz�cym si� w pa�acu biskupim. Pali�o si� te� w jakiej� ma�ej przybud�wce muru warowni, chyba u ko�cielnego. A blask od okien pada� na ziemi� tylko w promieniu kilku metr�w, dalej ju� zalega�a nieprzenikniona ciemno��. Brn�li�my przez ni� nieomal po omacku, a� zg�stnia�a jeszcze bardziej. Znale�li�my si� pod przej�ciem na �uku.
W p�nocnej cz�ci podw�rca by�o nieco ja�niej, bo � jak m�wi�em � ksi�yc �wieci� nad zalewem i cho� wysokie mury obronne zas�ania�y jego blask, to przecie� ksi�ycowa po�wiata, odbita od mur�w katedry, sp�ywa�a w d� i o�wietla�a nieco muraw� podw�rca.
Ta cz�� warowni jest rzadko odwiedzana przez turyst�w, bo te� stanowi jakby w�sk� uliczk� mi�dzy murami i ko�cio�em. Ro�nie tu wysoka trawa, przez kt�r� prowadzi �cie�ka. Widzieli�my uliczk� niemal do ko�ca, a� do wspartych o mur budynk�w zabytkowych kurii. Je�li nie omyli� nas s�uch i Batura wszed� w�a�nie tutaj, to musieliby�my go zobaczy�. Nawet gdyby bieg� z szybko�ci� po�piesznego poci�gu, nie zdo�a�by w tym czasie obiec dooko�a pot�nej budowli. Ale Batury nigdzie nie by�o. Ruszyli�my naprz�d, pilnie rozgl�daj�c si� na wszystkie strony, a przede wszystkim zwracaj�c uwag�, czy kto� nie chowa si� w za�omie mur�w warowni. Tych za�om�w by�o tu zreszt� sporo, a w ka�dym z nich zalega� mrok, kt�ry m�g� ukry� cz�owieka.
W jednym z takich za�om�w znale�li�my �elazne boczne drzwi do katedry. Wydawa�o si�, �e s� zamkni�te na g�ucho. Sprawia�y wra�enie nie u�ywanych od wielu lat. Ale Batura jakby zapad� si� pod ziemi�. Nale�a�o go wi�c szuka� nawet tam, gdzie na poz�r szuka� go nie nale�y.
Zosia Walczyk chwyci�a za klamk� drzwi. I drzwi uchyli�y si� zupe�nie lekko, nawet bez szmeru, jakby ich zawiasy zosta�y �wie�o naoliwione.
Zapali�em zapa�k� i zobaczyli�my w�ski korytarzyk, prowadz�cy wprost do bocznej nawy w katedrze. Weszli�my tam, zapa�ka zaraz zgas�a mi w palcach. I oto znowu otoczy�a nas przeogromna ciemno��.
Bo wyobra�cie sobie wype�nion� noc� pot�n� hal� �wi�tyni. Przez w�skie, wysoko umieszczone, okna sp�ywa bardzo niewiele ksi�ycowego �wiat�a, wszystko wi�c pogr��one jest niemal w zupe�nym mroku. Je�li wszed� tu Batura � a nie ulega�o w�tpliwo�ci, �e to zrobi� � szukanie go tutaj by�o bezu�yteczn� strat� czasu. By�y tu setki miejsc jakby wymy�lonych tylko po to, aby ukry� tego, kto chcia� si� ukry�. Filary, o�tarze, za�omy mur�w, kaplice, drewniane stalle, �awki, prezbiterium, ambony, boczne nawy, ch�r z organami. A ja nie dysponowa�em nawet latark� elektryczn�. Zapa�ki rozprasza�y mrok co najwy�ej w promieniu kilku metr�w. Gdy za� gas�y, ciemno�� stawa�a si� jeszcze g��bsza.
Stali�my w bocznej nawie, nads�uchuj�c. Mo�e Batura zdradzi si� czym� i us�yszymy odg�os jego dalszych krok�w?
Ale we fromborskiej �wi�tyni by�a taka cisza, �e a� w uszach dzwoni�o. Nasze oddechy wydawa�y si� strasznie g�o�ne.
A w tej ciemno�ci p�on�a tylko czerwona lampka przed g��wnym o�tarzem...
By�em ju� zdecydowany opu�ci� katedr�, zamkn�� �elazne drzwi, stan�� przy nich na warcie, a Zosi� Walczyk wys�a� na poszukiwanie ko�cielnego lub proboszcza, aby powiadomi� ich, �e z�odziej zakrad� si� do katedry. Lecz zanim dojrza�a we mnie ta decyzja, prawie r�wnocze�nie � ja i Zosia � zauwa�yli�my nik�y blask s�cz�cy si� sk�d�, po prawej stronie, w pobli�u g��wnego o�tarza.
I natychmiast, nie umawiaj�c si� i nie daj�c sobie �adnych porozumiewawczych znak�w, poszli�my ostro�nie w tamt� str...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin