R04.txt

(19 KB) Pobierz
ROZDZIA� CZWARTY
TAJEMNICA BOMBONIERKI � CZY B�D� WI�Z� POGROMC� ZWIERZ�T � SPOTKANIE Z CAGLIOSTREM � NIESAMOWITA MENA�ERIA � KOSZMARNA PODRO� � CZ�OWIEK, KT�RY WCI�� K�AMIE � O WIEDZY TAJEMNEJ S��W KILKA � CO SI� STA�O PODCZAS OBIADU � GDZIE SI� KRY� W�� � M�J NOWY, DZIWNY POMOCNIK
Czwartego sierpnia rano zajecha�em swoim wehiku�em przed Ministerstwo Kultury i Sztuki, aby wzi�� delegacj� s�u�bow�. W wehikule mia�em ju� neseser z moimi osobistymi rzeczami oraz sprz�t campingowy. By�em zdecydowany wyruszy� w drog� natychmiast po za�atwieniu formalno�ci w ministerstwie.
W sekretariacie dyrektora Marczaka zasta�em jak zwykle promiennie u�miechni�t� pani� Zosi�, sekretark�. By�a to osoba niem�oda i bardzo oty�a, uwielbiaj�ca s�odycze. Gdy wszed�em do pokoju, ostro�nie, dwoma paluszkami, jak entomolog przepi�knego motyla ze swej kolekcji, wyjmowa�a czekoladk� z le��cej przed ni� na biurku ogromnej bombonierki.
� Delegacja jest gotowa � lew� r�k� poda�a mi papiery, w prawej bowiem trzyma�a czekoladk�.
� Dzi�kuj� pani uprzejmie � sk�oni�em si� nisko. Albowiem dobrze jest �y� w zgodzie ze swoim dyrektorem. Ale zupe�nie �le jest popa�� w konflikt z jego sekretark�.
� Mam do pana pro�b�, panie Tomaszu � pani Zosia obdarowa�a mnie promiennym u�miechem i w moim kierunku podsun�a otwart� bombonierk�. � Dzwonili do mnie z departamentu widowisk. Ot� jest pro�ba, aby pan wzi�� ze sob� do Fromborka pewnego sympatycznego artyst�. Chodzi o to, �e ten artysta b�dzie mia� wyst�py dla m�odzie�y harcerskiej, a nie mo�e jecha� poci�giem.
� Czy�by brakowa�o mu na bilet? � zapyta�em.
� Ach, nie, panie Tomaszu � pani Zosia spojrza�a na mnie z dezaprobat�. � Przeszkody natury, �e si� tak wyra��, technicznej nie pozwalaj� mu jecha� poci�giem.
� A c� to za artysta, �e poci�gi mu nie s�u��?
� Dzwonili z departamentu widowisk, wi�c to artysta cyrkowy � niepewnie odrzek�a pani Zosia.
� A co mu wzbrania jecha� poci�giem? � indagowa�em.
Zerkn�a bezradnie na otwart� bombonierk� i podsun�a mi j� jeszcze bli�ej. Zrozumia�em, �e otrzyma�a j� w prezencie od owego artysty, kt�ry zapewne, aby zaoszcz�dzi� sobie koszty biletu, wola� jecha� cudzym samochodem.
� On wiezie jakie� zwierz�ta � szepn�a i ugryz�a czekoladk�.
� S�onie? �yrafy? Tygrysy? � przerazi�em si�. � To mo�e pogromca dzikich zwierz�t?
� Co te� pan m�wi, panie Tomaszu � roze�mia�a si�. � On jest chyba iluzjonist�. Ma bia�ego kr�liczka. Pan rozumie, takiego, kt�rego wyci�ga si� z cylindra.
� Kr�liki, o ile mi wiadomo, wolno przewozi� w poci�gu.
� Tak. Tylko �e on ma jeszcze... bia�e myszki.
� Myszki?
� Tak. I... padalca, to jest zaskro�ca � powiedzia�a pani Zosia i a� wzdrygn�a si� ze wstr�tu.
� I ja mam wie�� do Fromborka ca�� t� jego mena�eri�?
� A c� to panu szkodzi? Nie ma pan miejsca w swoim samochodzie? � zapyta�a, spogl�daj�c na otwart� bombonierk�.
A ja wiedzia�em, �e nie wywin� si� od iluzjonisty, skoro ona od niego dosta�a bombonierk� ze smacznymi czekoladkami.
Zrezygnowany machn��em r�k�.
� To niech pani daje tego cyrkowca. Tylko zaraz, bo ja ju� wyje�d�am z Warszawy.
Prze�kn�a po�piesznie czekoladk�.
� On czeka na korytarzu. �atwo pan go pozna, bo ma czarn� br�dk�...
Schowa�em do kieszeni papiery, uca�owa�em pachn�c� czekoladkami d�o� pani Zosi i wyszed�em na korytarz. Iluzjonista zaraz rzuci� mi si� w oczy. Mia� br�dk� i sta� obok le��cych na pod�odze dziesi�ciu prostok�tnych pude�ek.
Mia� lat oko�o trzydziestu i by� niezwykle przystojny: przystojna, �niada twarz Hindusa, przenikliwe oczy.
� Czy to pana mam zabra� do Fromborka? � zagadn��em.
� Tak jest � uk�oni� si� grzecznie, niemal w pas, jak publiczno�ci po sko�czonym wyst�pie.
� Na imi� mi Tomasz � wyci�gn��em do niego r�k�.
� A mnie J�zef. To jest w�a�ciwie Franek � powiedzia�.
� Wi�c J�zef czy Franek? � zapyta�em r�wnie grzecznie.
� Nosz� pseudonim artystyczny: J�zef Balsamo vel Cagliostro � wyja�ni�.
No c�, z r�nymi lud�mi mia�em do czynienia. Teraz za� dane mi by�o u�cisn�� d�o� samego Cagliostro, o kt�rym g�o�no ongi� by�o w Warszawie[2]. Wprawdzie dzia�o si� to a� dwie�cie lat temu, ale nale�a�o si� spodziewa�, �e i ten Cagliostro cieszy si� nie mniej zas�u�on� s�aw�.
� Czyta�em powie�� Dumasa pt. �J�zef Balsamo� � o�wiadczy�em z wielkim szacunkiem.
� Ach, to o moim poprzedniku � lekcewa��co wzruszy� ramionami.
A potem nachyli� si� ku ziemi, podni�s� z niej cztery pakunki i w�o�y� je w moje r�ce.
� Bardzo prosz� o pomoc w zniesieniu tych rzeczy do samochodu � powiedzia� ciep�o.
� Bro� Bo�e, w kt�rej� z tych paczek jest padalec? � zapyta�em z odrobin� strachu, bo nie lubi� pe�zaj�cych stworze�. � Je�li pan tak �askaw, ju� wola�bym nie�� kr�liczka.
� Ach, nie. Piotrusia nosz� zawsze przy sobie � odrzek� mistrz Balsamo si�gaj�c r�k� do wewn�trznej kieszeni tu�urka.
Zapomnia�em bowiem nadmieni�, �e mistrz Balsamo nie mia� na sobie marynarki, a tylko co� d�ugiego i czarnego, jakby rodzaj fraka albo skrzy�owanie tu�urka z surdutem. I z wewn�trznej kieszeni owego tu�urko-surduta wyci�gn�� czarnego zaskro�ca.
� To jest Piotru� � o�wiadczy�. I doda�: � Piotrusiu, b�d� mi�y dla pana Tomasza.
Nie znam si� na w�ach i nie wiem, czy mo�na je dobrze wychowa�. Ten owin�� si� wok� szyi mistrza, a ja przezornie cofn��em si� o krok.
� A tu mam myszki � Balsamo si�gn�� do drugiej wewn�trznej kieszeni tu�urko-surduta. I po sekundzie dwie bia�e myszki maszerowa�y po klapach jego dziwnego przyodziewku.
� Hm, hm � chrz�kn��em ostrzegawczo � ju� wol� nie pyta�, co ma pan w innych kieszeniach. S�dz�, �e najlepiej uczynimy, id�c do samochodu.
Albowiem ca�a ta scena dzia�a si� na korytarzu Ministerstwa Kultury i Sztuki, gdzie zawsze spotka� mo�na mi�e, starsze, bardzo kulturalne panie. I przez moment odnios�em wra�enie, �e jednej z tych pa� na widok w�a i dw�ch bia�ych myszek zrobi�o si� niedobrze.
Cagliostro te� chyba to dostrzeg�, bo wcisn�� w�a do jednej kieszeni, myszy do drugiej i w po�piechu opu�cili�my zabytkowy gmach na Krakowskim Przedmie�ciu.
Pakunki umie�cili�my na tylnym siedzeniu, Cagliostro usiad� obok mnie, na kolana bior�c jak�� spor� paczk�.
Okaza�o si�, �e pakunek, kt�ry mia� na kolanach, by� owini�t� w papier klatk�. Uchyli� jej drzwiczki i wyjrza� z nich ruchliwy nosek kr�lika.
� Bardzo mi�e stworzenie � o�wiadczy�em. Cagliostro odetchn�� z ulg�.
� A ju� s�dzi�em, �e pan nie lubi zwierz�t.
� Dla mnie zaskroniec nie jest zwierz�ciem � odrzek�em zdecydowanie.
� Przecie� nale�y do fauny � odpar�.
� Wol� flor� � stwierdzi�em szczerze, cho� kr�liczek by� sympatyczny.
Przypomnia�a mi si� piosenka Skald�w o kr�liczku i nuc�c j� pod nosem, wyruszy�em wehiku�em z Krakowskiego Przedmie�cia.
Czy kto widzia�, jak biegnie kr�liczek ulic�?
Czy to widzia� kto?
Czy to widzia� kto?
W naszym mie�cie szukali kr�liczka ze �wiec�
A� dopadli go,
A� dopadli go....
Ho, ho, ho, ho, ho,
Ho, ho.
W gruncie rzeczy mistrz Cagliostro wyda� mi si� bardzo mi�y. Mo�e dlatego, �e widok mego wehiku�u nie wzbudzi� w nim drwin ani nawet najdrobniejszej z�o�liwej uwagi. Przez chwil� mia�em nawet podejrzenia, �e domy�la si�, jak pot�ny silnik kryje to pokraczne pud�o przypominaj�ce skrzy�owanie cz�na z namiotem na ko�ach. Ale przecie� by�by to absurd!
C� mo�na napisa� o podr�y w towarzystwie iluzjonisty, kr�liczka, bia�ych myszek i zaskro�ca?
Dzie� by� s�oneczny, bezchmurny, ciep�y. Asfaltowa szosa mi�dzynarodowa E 81 pozwala�a na du�� szybko��. Mija�em lasy, pola, miasteczka i wioski, a przecie� nie przetrwa�o w mej pami�ci nic z urok�w tak d�ugiej jazdy samochodem.
Cagliostro rozsiad� si� wygodnie w samochodowym fotelu i natychmiast zasn��. A wtedy z kieszeni jego surduta najpierw ostro�nie wylaz�y dwie bia�e myszy i usadowi�y mu si� na kolanach. Potem wystawi� sw�j �eb zaskroniec. Popatrzy� na �pi�cego Cagliostra, zerkn�� na mnie, a p�niej na myszy. Stwierdziwszy zapewne, �e mistrz �pi mocno, wype�zn�� z jego kieszeni � i je�li si� nie myl� � usi�owa� po�kn�� kt�r�� z myszek. Obydwie uciek�y wi�c na tylne siedzenie, a zaskroniec z kolan Cagliostra przelaz� na moje i zwin�wszy si� w k��bek, zasn�� na nich w najlepsze.
Ja � dwukrotnie nieomal nie spowodowa�em wypadku. Naprawd�, trudno jest prowadzi� samoch�d z zaskro�cem na kolanach i myszami, kt�re buszuj� po kieszeniach.
Wreszcie nie wytrzyma�em. Tr�ci�em mistrza w rami�.
Obudzi� si�. Poj�� chyba groz� sytuacji, bo zabra� mi z kolan zaskro�ca i znowu wpakowa� go sobie do kieszeni.
� Wola�bym, �eby pan nie spa� � powiedzia�em.
� Zgoda. B�dziemy rozmawia� � odrzek�.
Ale w�a�ciwie o czym mo�na rozmawia� z mistrzem czarnej i bia�ej magii?
By�em jednak gospodarzem w samochodzie, do mnie nale�a�o narzucenie tematu konwersacji. Nie s�dzi�em, aby sprawy ochrony zabytk�w lub zagadnienie walki z handlarzami antyk�w mog�y go zainteresowa�. Spr�bowa�em wi�c z innej beczki.
� Czy d�ugo uczy� si� pan wiedzy tajemnej? I na jakiej uczelni? � zapyta�em.
Odpowiedzia� pytaniem:
� Pan jest idealist� czy materialist�?
� Materialist�...
� Nie wierzy pan w cuda oraz w wiedz� tajemn�?
� Wszystko polega na fa�szu i zr�czno�ci � wypowiedzia�em si� szczerze o wiedzy tajemnej.
Nie obrazi� si�.
� Wszystko jest iluzj� � zrobi� nieokre�lony ruch r�k�, jakby daj�c mi do zrozumienia, �e iluzj� jest r�wnie� m�j samoch�d, ja sam i ca�y otaczaj�cy nas �wiat. � �yj�c w �wiecie iluzji, przesta�em odr�nia� fa�sz od prawdy. Zreszt� � doda� z odrobin� smutku � prawie zawsze oszukuj�. To ju� skrzywienie zawodowe. Zazwyczaj na pytanie, gdzie zdoby�em wiedz� tajemn�, odpowiadam: w Indiach albo u tybeta�skich mnich�w. Panu odpowiem inaczej: sko�czy�em Sorbon�.
O czym rozmawia� z cz�owiekiem, kt�ry programowo, �e tak powiem z zasady, nie m�wi prawdy? Znowu wi�c jaki� czas jechali�my w milczeniu, co upewni�o tkwi�ce w surducie stwory, �e iluzjonista zasn��. Dlatego zn�w ujrza�em wychylaj�c� si� z kieszeni g�ow� zaskro�ca.
� B�d� grzeczny, Piotrusiu � upomina� go Cagliostro, delikatnie g�adz�c palcem �epek w�a.
Co do mnie, wola�em wys�uchiwa� k�amstw ni� trz...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin