R01.txt

(22 KB) Pobierz
ROZDZIA� PIERWSZY
NIESPODZIEWANA WIZYTA � GO��B CZY JASTRZ�B � KIM JEST FANTOMAS � O DZIWNYCH KRADZIE�ACH � W DRODZE DO ORLEANU � W �WIELKIM OGRODZIE FRANCJI� � KTO NAS �LEDZI � B��KITNY HELIKOPTER � KIM BY�A JOANNA D'ARC � LIST OD KAREN I CO Z TEGO WYNIK�O � NA TROPIE NOWEJ PRZYGODY
W Pary�u, w Hotel du Nord, gdzie sp�dzi�em pierwsz� noc po przyje�dzie do Francji, p�nym rankiem zapuka� do mnie jaki� m�czyzna.
� Monsieur Thomas? � zapyta�, gdy otworzy�em drzwi. By� to �redniego wzrostu brunet o wygl�dzie ma�omiasteczkowego fryzjera. Mia� czarne w�siki, jak s�ynny amant Clark Gable, i d�ugie baki. Wiek przyby�ego by� trudny do okre�lenia: m�g� mie� czterdzie�ci, a nawet pi��dziesi�t lat.
� Tak, jestem Tomasz � odrzek�em uprzejmie. � A z kim mam przyjemno��?
� Czy jest pan owym Panem Samochodzikiem, kt�ry przyjecha� z Polski? � upewnia� si� jegomo��.
� Tak mnie nazywaj� przyjaciele � odpar�em niech�tnie. � Ale nie lubi� tego przezwiska, bo brzmi bardzo dziecinnie. Bardzo pana przepraszam, z kim mam przyjemno��?
� Nazywam si� Gaspard Pigeon � wyci�gn�� do mnie ma�� wypiel�gnowan� d�o�. � Jestem detektywem jednej z wielkich agencji ubezpieczeniowych i podobnie jak pan musz� dzi� jecha� do zamku barona de Saint-Gatien. Niestety, dzisiejszej nocy skradziono mi w Pary�u samoch�d. Czy w zwi�zku z t� przykr� spraw� m�g�bym skorzysta� z okazji i zabra� si� z panem do Zamku Sze�ciu Dam? Nazywam si� Gaspard Pigeon � powt�rzy� swoje nazwisko, pilnie zagl�daj�c mi w twarz, jakby w oczekiwaniu, �e dostrze�e na niej ironiczny u�mieszek.
�Gaspard� to po polsku Kasper. �Pigeon� � go��b. A wi�c ten pan nazywa si� Kasper Go��b. Bior�c za� pod uwag�, �e z zawodu by� detektywem, niejednemu zapewne wydawa�a si� zabawna my�l o go��biu tropi�cym drapie�c�w przest�pczego �wiata.
Wskaza�em mu uprzejmie krzes�o i pozwoli�em sobie na zdziwienie:
� Sk�d pan wiedzia� o moim przyje�dzie, zatrzymaniu si� w Hotel du Nord i przezwisku Pan Samochodzik?
U�miechn�� si� z dum�.
� Po pierwsze, jestem przecie� detektywem, a po drugie, o pana przyje�dzie pisa�y gazety.
To m�wi�c poda� mi jaki� paryski brukowiec z dzisiejsz� dat� i wskaza� niewielk� notatk� nast�puj�cej tre�ci:
W zwi�zku z kradzie�ami obraz�w z galerii barona de Saint-Gatien przyby� wczoraj do Pary�a i zatrzyma� si� w Hotel du Nord znany w Polsce specjalista do walki ze z�odziejami dzie� sztuki, nosz�cy przydomek Pan Samochodzik. Przyjecha� on do Francji na zaproszenie barona de Saint-Gatien, kt�remu z�odziej zagrozi� kradzie�� s�ynnego obrazu Pla�a Renoira. Czy specjalista z Polski zdo�a ustrzec barona przed now� kradzie�� i zdemaskowa� z�oczy�c�, kt�ry przybra� pseudonim Fantomas?
Agencja Ubezpieczeniowa, w kt�rej baron ubezpieczy� swoje obrazy, �ci�gn�a z Londynu swego najzdolniejszego detektywa, pana Gasparda Pigeona, aby wyja�ni� zagadk� kradzie�y. Ca�a sprawa zapowiada si� tym bardziej ciekawie, �e z�odziej w�a�nie na dzisiejsz� noc zapowiedzia� kradzie� obrazu Renoira. Czy zdo�a wykona� sw� gro�b�, skoro a� dw�ch detektyw�w b�dzie strzeg�o galerii w Zamku Sze�ciu Dam?
Nie omieszkamy poinformowa� o tym czytelnik�w naszej gazety.
Przeczyta�em uwa�nie notatk� i wzruszy�em ramionami.
� No c� � stwierdzi�em � dziennikarze s�, jak z tego wida�, �wietnie poinformowani. Czy wiedz� r�wnie�, �e panu skradziono samoch�d?
� Nie. I wola�bym tej sprawie nie nadawa� rozg�osu. To troch� kompromituj�ce. Musz� panu wyzna�, �e o tej kradzie�y nawet nie powiadomi�em policji.
� Dlaczego? � zdziwi�em si�.
� Samoch�d si� znajdzie. Jutro albo pojutrze b�dzie sta� na kt�rej� z bocznych paryskich uliczek. Komu� zale�a�o na tym, abym op�ni� sw�j wyjazd do zamku.
� Ma pan jakie� konkretne podejrzenia?
� Oczywi�cie. Na parkingu sta�o trzydzie�ci samochod�w. Lepszych, pi�kniejszych, �atwiejszych do ukradzenia ni� m�j. A jednak zgin�� tylko m�j humber.
� Rozumiem � skin��em g�ow�. � Czy domy�la si� pan, kto by� sprawc�?
� Jasne! � roze�mia� si� triumfuj�co, jakby ju� k�ad� sw� ma�� d�o� na ramieniu przest�pcy. � Dlatego powinni�my si� �pieszy�, prosz� pana. Musz� jak najszybciej znale�� si� w zamku. Pan pewnie wie, o co chodzi, prawda?
� Tak.
� A� z Polski wezwano pana w tej sprawie � podrapa� si� za lewym uchem, zatroskany, �e nie okazano ca�kowitego zaufania jemu, s�ynnemu detektywowi, Gaspardowi Pigeonowi. � Czy pracuje pan w polskiej policji?
� Nie. W Ministerstwie Kultury i Sztuki. W Naczelnym Zarz�dzie Muze�w. Z wykszta�cenia jestem historykiem sztuki.
� Ach, wi�c sprawami kryminalnymi zajmuje si� pan tylko z amatorstwa? � wyra�nie ucieszy� si� pan Pigeon.
� Owszem � przytakn��em. � Ale i w Polsce, podobnie jak w wielu innych krajach, dzia�aj� fa�szerze dzie� sztuki, z�odzieje zabytkowych przedmiot�w, ludzie zajmuj�cy si� nielegalnym handlem antykami. Kilkakrotnie uda�o mi si� z nimi rozprawi�. Jako rzeczoznawca dzie� sztuki wsp�pracowa�em z milicj�.
� No, tak. Rozumiem � pokiwa� g�ow� bardzo z siebie zadowolony � ale bardzo w�tpi�, czy dotychczasowe do�wiadczenie przyda si� panu w tej sprawie. Co do mnie, drogi panie � rozsiad� si� wygodniej na krze�le � mam na swym koncie wielu schwytanych przest�pc�w. Trzeba panu wiedzie�, �e w zwi�zku z kradzie�� w Zamku Sze�ciu Dam moja Agencja Ubezpieczeniowa odwo�a�a mnie a� z Londynu, gdzie zajmowa�em si� spraw� zagini�cia zabytkowych klejnot�w, nale��cych do lady Pembroke. Agencja Ubezpieczeniowa uzna�a, �e nikt inny poza Pigeonem nie zdo�a rozwik�a� tej nowej zagadki. Jak panu zapewne wiadomo, w ostatnich miesi�cach dokonano kilku zuchwa�ych kradzie�y obraz�w w zamkach nad Loar�.
� Wiem. W Angers, w Chambord i w Amboise.
� Ach, zosta� pan o tym poinformowany? � zdziwi� si�.
� Wiem tylko to, co pisa�a o tym francuska prasa � wyja�ni�em.
� Obrazy z tych trzech zamk�w ubezpieczone by�y w innej, konkurencyjnej agencji ubezpieczeniowej, wi�c nic mnie one nie obchodz�. Ale gdy w Zamku Sze�ciu Dam skradziono obraz C�zanne'a, za kt�ry nasza Agencja musi baronowi wyp�aci� ogromne odszkodowanie, a na domiar z�ego z�odziej zapowiedzia� kradzie� obrazu Renoira, Zarz�d Agencji wzi�� sobie t� spraw� mocno do serca. �pieszmy zatem do Zamku Sze�ciu Dam.
Zabra�em si� do pakowania swoich rzeczy porozrzucanych w pokoju hotelowym, a pan Gaspard Pigeon, kt�ry odetchn�� z wyra�n� ulg�, gdy dowiedzia� si�, �e w detektywistycznym fachu jestem tylko amatorem, rozgada� si� nie szcz�dz�c sobie pochwa�. Z wygl�du i zachowania coraz bardziej przypomina� mi posta� z powie�ci kryminalnych Agaty Christie, s�ynnego detektywa pana Poirota. Tylko �e tamten nie pracowa� na zlecenie Agencji Ubezpieczeniowej.
� Drogi panie � m�wi� � nosz� wprawdzie nazwisko Go��b, ale bez fa�szywej skromno�ci musz� panu powiedzie�, �e w ca�ej Europie na d�wi�k mego nazwiska dr�� przest�pcy zajmuj�cy si� kradzie�� dzie� sztuki. Powinienem si� nazywa� �Jastrz�b� lub �Orze��, albowiem jak ka�dy z tych ptak�w niespodziewanie, z g�ry spadam na swoj� ofiar� i pakuj� j� za kratki. Wsp�pracuj�c ze mn�, przygl�daj�c si� mojej robocie, wiele pan si� zdo�a nauczy�. Tym bardziej �e sprawa, kt�r� mi powierzono, jest niezwykle trudna. Kryje si� za ni� Fantomas.
� Fantomas? � lekcewa��co wzruszy�em ramionami. � To brzmi �miesznie. Je�li mnie pami�� nie myli, Fantomas to posta� literacka.
� Z brukowej literatury � dorzuci� pan Pigeon. � Bodaj przed pi��dziesi�ciu laty dwaj francuscy dziennikarze opublikowali powie�� w odcinkach, kt�rej bohaterem by� niejaki Fantomas. Jak wskazuje rdze� tego nazwiska, pochodzi ono od s�owa �fantom�, czyli �widmo, widziad�o, duch�. Fantomas w tej powie�ci to cz�owiek-widmo, przenikaj�cy mury i �ciany.
� Ogl�da�em filmowe wcielenie Fantomasa � dorzuci�em.
� A tak � skin�� g�ow� pan Pigeon. � W filmie zrobiono z niego demonicznego przest�pc�, pos�uguj�cego si� najnowocze�niejsz� technik�, mistrza charakteryzacji. Jednym s�owem, cz�owieka o stu twarzach.
� A Fantomas z zamk�w nad Loar�? � zapyta�em ostro�nie.
� To oczywi�cie cz�owiek, kt�ry poza pseudonimem, jaki sobie przybra�, oraz podobn� metod� dzia�ania nie ma nic wsp�lnego z tamtymi postaciami. Listy z pogr�kami do w�a�cicieli galerii podpisuje nazwiskiem Fantomas i podobnie jak tamten przenika przez mury strze�onej galerii. Nie pozostawiaj�c �adnych �lad�w zabiera najcenniejszy obraz, a na jego miejscu wiesza falsyfikat. Ale tym razem trafi� sw�j na swego. Udawa�o mu si�, dop�ki mia� do czynienia z innymi detektywami. Teraz ja, Pigeon, ruszam do walki z Fantomasem. On zdaje sobie spraw�, jakie mu grozi niebezpiecze�stwo i dlatego tak boi si� mego przyjazdu do zamku hrabiego de Saint-Gatien. Skrad� m�j samoch�d? To nic. Skoro raz wpadn� na trop Fantomasa, ju� nic nie zdo�a mnie z niego sprowadzi� � zakrzykn�� pan Gaspard.
I mnie jak gdyby udzieli� si� jego zapa�. Chwyci�em podr�ny neseser i powiedzia�em z moc�:
� A wi�c w drog�! Do walki!
Albowiem nie nale�� do ludzi, kt�rzy daj� si� zwodzi� pozorom. Pan Pigeon pochodzi� chyba gdzie� z po�udnia Francji i jak wi�kszo�� po�udniowc�w by� gadatliwy oraz zdradza� sk�onno�ci do fanfaronady. Niemniej mog�a to by� tylko maska, kryj�ca spryt i inteligencj�. Przest�pca, kt�ry pochopnie os�dzi� pana Pigeona jako sk�onnego do przechwa�ek g�upca, zapewne rych�o trafia� za kratki. Powa�na Agencja Ubezpieczeniowa nie zatrudnia�aby fanfarona, a tym bardziej nie wysy�a�aby go w tak trudnej sprawie.
W hallu hotelowym boy w b��kitnej liberii poda� panu Pigeonowi jego podr�ny neseser i p�aszcz -prochowiec, kt�re to rzeczy pozostawi� u niego detektyw, zanim poszed� do mnie na g�r�. Wyszli�my przed hotel i skierowali�my si� na pobliski parking.
� Co to za pud�o? � z du�� doz� zdziwienia zapyta� pan Gaspard, gdy zatrzyma�em si� przy swoim wehikule.
Nie by�em zaskoczony tym pytaniem. Wprawdzie w Pary�u niejedno widziano i byle czym nie zadziwi si� Francuza, ale w d�ugim szeregu l�ni�cych lakierem wspania�ych woz�w m�j wehiku� wygl�da� rzeczywi�cie szkaradnie. Widok tego cz�na skrzy�owanego z namiotem m�g� zaskoczy� nawet tych, kt�rzy przywykli ju� do panu...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin