Robert Muchamore Bojownicy Tlumaczenie Bartlomiej Ulatowski EGMONT Tytul oryginalny serii: CherubTytul oryginalu: Man vs Beast Copyright (C) 2006 Robert Muchamore First published in Great Brita- in 2006 by Hodder Children's Books www.cherubcampus.com (C) for the Poiish edition by Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2008 Redakcja: Agnieszka Trzeszkowska Korekta: Anna Sidorek, Joanna Popiolek Wydanie pierwsze, Warszawa 2008 Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o. ul. Dzielna 60, 01-029 War- szawa tel. 0 22 838 41 00 www.egmont.pl/ksiazkiISBN 978-83-237-3403-1 Druk: Zaklad Graficzny COLONEL, Krakow CZYM JEST CHERUB? CHERUB to komorka brytyjskiego wywiadu zatrudniajaca agentow w wieku od dziesieciu do siedemnastu lat. Wszyscy che- rubini sa sierotami zabranymi z domow dziecka i wyszkolonymi na profesjonalnych szpiegow.Mieszkaja w tajnym kampusie ukrytym na angielskiej prowincji. DLACZEGO DZIECI? Bo nikt nie podejrzewa ich o udzial w tajnych operacjach wy- wiadu, co oznacza, Se uchodzi im na sucho znacznie wiecej niS doroslym. KIM SA BOHATEROWIE? W kampusie CHERUBA mieszka okolo trzystu dzieci. Glow- nym bohaterem opowiesci jest czternastoletni James Adams, ce- niony agent majacy na koncie kilka udanych misji. Kerry Chang, mistrzyni karate z Hongkongu, jest dziewczyna Jamesa. Do kregu jego najbliSszych znajomych naleSa takSe Bruce Norris, Shakeel Dajani oraz Kyle Blueman. Siostra Jamesa Laura Adams ma za- ledwie jedenascie lat, ale juS cieszy sie reputacja jednej z najlep- szych agentek CHERUBA. W kampusie moSna ja spotkac z nie- odlaczna przyjaciolka Bethany Parker. Przyjazni sie takSe z Gre- giem "Ratem" Rathbone'em, ktorego zwerbowano do CHERUBA po tym, jak uwiklal sie w ostatnia misje Jamesa i Laury. 5 PERSONEL CHERUBA Dysponujacy rozleglymi terenami, specjalistycznymi urza- dzeniami treningowymi oraz siedziba laczaca funkcje szkoly z internatem i osrodka dowodzenia CHERUB zatrudnia wiecej doroslych pracownikow niS mlodych agentow. Sa wsrod nich kucharze, ogrodnicy, nauczyciele, trenerzy, pielegniarki, psychia- trzy i koordynatorzy misji. CHERUBOWI szefuje prezes dr Ter- rence McAfferty, znany powszechnie jako Mac. SZARsE I KOSZULKI Range cherubina moSna rozpoznac po kolorze koszulki, jaka nosi w kampusie. Pomaranczowe sa dla gosci. Czerwone nosza dzieci, ktore mieszkaja i ucza sie w kampusie, ale sa jeszcze zbyt male, by zostac agentami (minimalny wiek to dziesiec lat). Nie- bieskie sa dla nieszczesnikow przechodzacych torture studniowe- go szkolenia podstawowego. Szara koszulka oznacza agenta uprawnionego do udzialu w operacjach. Granatowa - taka nosi James - jest nagroda za wyjatkowa skutecznosc podczas akcji. Kto konsekwentnie spisuje sie powySej oczekiwan, konczy kariere w CHERUBIE, noszac koszulke czarna przyznawana za zna- komite osiagniecia podczas licznych operacji. Agenci, ktorzy zakonczyli sluSbe, otrzymuja koszulki biale, noszone takSe przez czesc kadry. 1. PORANEK Andy Pierce czul sie fantastycznie. Koldre mial podciagnieta pod brode, miesnie przyjemnie rozluznione, a pod glowa czul rozkosznie miekki dotyk poduszki. Nastroj psul mu tylko pro- mien slonca wciskajacy sie do pokoju przez szczeline miedzy zaslonami.Czternastolatek nie mial odwagi otworzyc oczu i spojrzec na zegarek, ale dobrze wiedzial, Se juS dawno powinien byc na no- gach. Za niecala godzine mial siedziec w klasie z krawatem pod szyja i lokciami na lawce, przeSywajac koszmar poniedzialkowe- go poranka: angielski, francuski i dramat. Ten dzien zapowiadal sie jeszcze gorzej niS zwykle, jako Se Andy mial zarobic pale za nieodrobiona prace z Makbeta. Wlasnie wyobrazil sobie mordercze spojrzenie, jakim niewat- pliwie zmierzy go nauczyciel, pan Walker, kiedy nagle drzwi sypialni otworzyly sie gwaltownie. -Wolalam cie ze trzy razy! - krzyknela mama Andy'ego, idac po dywanie w strone okna. Christina Pierce byla juS ubrana do pracy. W bialej koszulce polo, bialych spodniach i bialych tenisowkach wygladala jak roz- sierdzona anielica. -Na dole czekaja tosty, teraz pewnie zimne. Christina rozsunela zaslony, napelniajac pokoj sloncem, po czym zdecydowanym szarpnieciem zdarla koldre ze swojego najstar- szego syna. -Maaamo - jeknal Andy, jedna dlonia oslaniajac oczy przed swiatlem, a druga zakrywajac intymne czesci ciala. -Och, daj spokoj. - Usmiechnela sie Christina, czestujac syna przyjacielskim klapsem w kostke. - Nie masz tam niczego, czego bym tysiac razy nie widziala. Nagle zamilkla, ostroSnie powachala przewieszona przez ramie koldre i skrzywila sie z obrzydzeniem. -Fuj! Kiedy ostatnio zmieniales posciel? Andy wzruszyl ramionami, siadajac na krawedzi loSka i siega- jac po bokserki, ktore przygotowal sobie poprzedniego wieczoru. -Bo ja wiem... W zeszlym tygodniu? -Probuj dalej. Te poszewki sa Solte, a o zapachu wolalabym sie nie wypowiadac. -Oj, przestan, nie jest tak zle. Andy wciskal reke w rekaw szkolnej koszuli, z niepokojem ob- serwujac zaciskajace sie usta mamy. Waskie wargi oznaczaly zbliSajacy sie wybuch termojadrowy. -Kiedy wieczorem wroce z pracy, chce widziec te obrzydliwa posciel wyprana i rozwieszona na sznurach za domem. Przy oka- zji moSesz zmienic posciel Stuartowi. -Cooo? - zachlysnal sie Andy. - Dlaczego mam zmieniac posciel rownieS jemu? Andy skulil sie, kiedy Christina podetknela mu palec pod nos. -UwaSasz sie za wystarczajaco doroslego, Seby wloczyc sie z kolegami po kinach i wracac pietnascie po jedenastej? Wobec tego najwySszy czas, Sebys wzial na siebie czesc od- powiedzialnosci za prowadzenie tego domu. To nie jest hotel, a ja nie jestem pokojowka, tylko twoja matka! -Tak jest, wasza wysokosc - burknal Andy. Christina zerknela na zegarek. -Musze leciec. Wiesz, moje Sycie naprawde byloby o wiele la- twiejsze, gdybys zechcial odrobine bardziej ze mna wspolpracowac. 8 -Tym razem jej glos zabrzmial nieco przyjazniej.Mama nieraz brala Andy'ego na poczucie winy i ten sposob juS na niego nie dzialal. -Gdzie sa pieniadze na moj lunch? - zapytal, wierzgajac w powietrzu obiema nogami, by pomoc sobie w naciagnieciu spodni. -Na blacie sa pieniadze na autobus, a w lodowce kanapka z szynka, pomidorem i musztarda. -Nie dasz mi na frytki? -Nie zaczynaj znowu. Wiesz, Se nie stac mnie na to, Sebyscie wydawali po trzydziesci funtow tygodniowo na smieciowe Sarcie. Andy sapnal ze zloscia. -Wszyscy jedza frytki. Kanapki to obciach. -Nie podoba ci sie, to idz i poskarS sie ojcu. Jego Sona jezdzi nowym focusem, a ja mam wyczerpane limity na trzech kartach kredytowych. Ten chwyt zadzialal lepiej. Andy juS dawno pojal, Se jego oj- ciec jest lajdakiem. Mama musiala brac tysiace nadgodzin, Seby jakos wiazac koniec z koncem. -Powinnam wrocic przed siodma - powiedziala Christina, po- chylajac sie i calujac syna w policzek. - I nie Sartowalam z ta posciela, rozumiesz? Pozostawiwszy smuSke szminki na twarzy Andy'ego, wyszla z sypialni i zbiegla po schodach na dol. Chlopiec ruszyl za nia z polminutowym opoznieniem, po drodze wciagajac pasek w szlufki spodni. Stuart byl juS w kuchni, gotow do wnerwiania brata swoim zwyklym ugrzecznieniem i wyzywajaca elegancja. Nienagannie uczesany jedenastolatek, ubrany w szkolny blezer i krawat, ogla- dal krolika Bugsa w kuchennym telewizorze. Andy zlapal trojkat zimnego tosta i chlopcy wymienili powitalne chrzakniecia. 9 -Mama wciaS chodzi smutna - powiedzial kwasno Stuart. - Dlaczego ciagle musisz sie jej stawiac?Andy nie byl dumny ze swoich nieustannych potyczek z mama i wcale do nich nie daSyl. Zdarzaly sie same z siebie, moSe byly czescia jego dorastania albo cos w tym stylu? Jednak bez wzgle- du na swoje uczucia nie zamierzal dawac mlodszemu bratu satys- fakcji ze szczerej odpowiedzi. -Pilnuj swoich spraw, dobra? Stuart wciagnal haust powietrza. -Ale ty jestes samolubny, wiesz? - ryknal. -Odwal sie! -Natychmiast przestancie! - krzyknela Christina z przed- pokoju. Byla gotowa do wyjscia: miala torbe przewieszona przez ramie i kluczyki do samochodu w dloni. - Nie zapomnijcie za- mknac drzwi na glowny zamek, kiedy bedziecie wychodzic. Andy potwierdzil skinieniem glowy. -Na razie, mamo. Milego dnia w pracy. -Na to akurat nie mam szans - mruknela Christina na odchod- nym. Andy poczekal na trzasniecie drzwi, po czym spojrzal spode lba na brata. -AS prosisz sie o becki, wiesz? Zanim Stuart zdaSyl wymyslic odpowiedz na tyle cieta, by uklula Andy'ego, ale nie na tyle ostra, by sklonila go do rekoczy- now, na podjezdzie rozlegl sie krzyk. To mogla byc tylko mama i nie byl to pisk typu: "Tu jest wielki pajak" ani gniewny wrzask z gatunku tych, jakie chlopcy pa- mietali z przedrozwodowych klotni rodzicow. Byl to straszliwy, gleboki krzyk pelen bolu i przeraSenia. Chlopcy zerwali sie z krzesel i puscili biegiem w strone fron- towych drzwi. Andy wypadl przed dom w tej samej chwili, w ktorej meSczyzna o twarzy skrytej za kominiarka stlukl mlotkiem szybe ich samochodu. 10 Christina wila sie na Swirowym podjezdzie, krzyczac i plujac. Jej glowa i rece blyszczaly od czerwonej farby, ktora chlusnieto jej w twarz.MeSczyzna zaczal tluc okna z boku samochodu, ale Andy sku- pil sie na jego towarzyszu, stojacym nad Christina barczystym osilku w bojowkach moro, kominiarce i rekawiczkach. Facet wy- gladal, jakby przymierzal sie do kopniecia. Andy nie mial nawet butow, ale nie mogl stac bezczynnie, kiedy ktos atakowal jego mame. -JuS nie Syjesz! - ryknal i ruszyl na osilka. Byl silny jak na swoj wiek, ale nie mial szans w starciu z doro- slym meSczyzna. Zamaskowany napastnik scisnal mu szyje ramieniem i uloko- wal piesc w jego twarzy. -Chcialbys - warknal, kiedy nos Andy'ego eksplodowal bo- lem. Andy runal plecami na Sywoplot, a w nastepnej chwili olbrzy- mi glan wyladowal mu na brzuchu, wtlaczajac gleboko pomiedzy splatane galezie. Chlopiec otarl krew spod nosa bialym rekawem koszuli,...
wesmi