ZWYCIĘZCY
dedykowane Oldze Zielińskiej i Dorocie Kozińskiej
AKT I
GŁOS Z OFFU [przed podniesieniem kurtyny]
Wiele utworów kompozytora, ba, prawie cała twórczość Wagnera to jedna wielka propaganda wyższości germańskiej! Wystarczy popatrzeć na tych pojawiających się tłumnie na scenie operowej napuszonych Wikingów z rogami na głowie, na owe opasane futrami i łańcuchami grubaśne Wikingówki wyśpiewujące do księżyca arie o mocy, władzy i wielkich zwycięstwach. Dlaczego ma nam się to podobać? Zwłaszcza nam, Polakom, którzy doświadczyliśmy niezmierzonych cierpień od potomków tych przedstawianych na wagnerowskiej scenie bohaterów? Nie, Wagner nie jest nam potrzebny. My mamy inne predyspozycje, inne usposobienie. Porównajmy choćby lekki walczyk Szopena z tromtadrackim dźwiękiem wagnerowskiej opery... Nasz wybór jest jednoznaczny, przecież to oczywiste dla każdego, kto ma chociaż odrobinę słuchu i wrażliwości patriotycznej.
[Gala promocyjna w teatrze. GUŚLARZ tradycyjnie ubrany wiedzie CHÓR odziany w stroje z napisem „Chopin” i niespecjalnie z tego powodu szczęśliwy]
GUŚLARZ
Fryderyku! Fryderyku!Krowo nasza święta!
Królu pokoleń przeszłych
I dzieci poczętych ,
Ześlij boski nam idiom ,
Ześlij rój aniołów ,
Co w kołysce maściły
Twe geniuszem czoło!
CHÓR
Propaguj wódczany
Nasz przemysł i ów
Obrazek : z bocianem
Dzieweczka od krów!
Leć , nasz orle , Fryderyku ,
I na świecie narób krzyku :Car Północy nas niewoli
Oplatając niby polip.
Twą muzykę Moskal wraży
Krwawym palcem swym obraża
I ją niesie w Rijad , Boston ,
Kielce oraz Władywostok.
Polak w duszy cierpi rany :
Twe na bruku fortepiany.
To wcale nie bajka ,
Ach , mundus pereat :Rosyjska nahajka
Zabija ideał!
Gdzieście , Gintułci , są polityki?
Ach , jeno same zostały łyki ,
Budują drogi , kuszą pieniądzem ,
Kosztem kultury plugawe żądze
Niecą , przed Bogiem kryjąc się sromem :
Któż polskich będzie bronić idiomów?
Krew jego – dawne reżysery ,
A imię jego – czterdzieści cztery
Dodawszy sześćset sześćdziesiąt sześć :
On gotów polski w świat idiom nieść.
Duch jego lata , kędy chce sam ,
Wszędzie ma miłość panów i dam ,
Choć jego ceny są magnifikat ,
On rozpromuje nam Fryderyka.
[Wkracza REŻYSER w płaszczu gronostajowym na czele orszaku , stanowiącego drugą część CHÓRU]
O cudowne , wieczne dziecię ,
Które jednym myśli haustem
Ucieleśniasz tekst poecie
Transgresyjnym Holocaustem!
O Mozarcie reżyserii!Ty przebijasz polską ścianę –
Uwieńczony w blask feerii
Honorowy Paryżanin!
REŻYSER
Oto przybywam , Duch – Król Graala.
Tralalalala , tralalalala.
Przekażcie sobie więc znak pokoju ,
Od myślowego zwalniam was znoju.
Ja teraz spektakl o Fryderyku
Stworzę , co zada wielkiego szyku
I wieszcza uczci prawdziwie godnie ,
Salony nawet olśni zachodnie.
Jeszcze się podnieć.
Transgresję granic w muzyce wieszcza
Pokazać trzeba wreszcie na przestrzał.
W listach się żegnał pocałunkami :
To niezawodny nam daje namiar
Na orientację jego ukrytą ,
Od Konstantego może nabytą.
Bo czemu książę się uspokajał
Nagle , gdy słyszał chłopca , co grając
Na forteklapie polskie mazurki ,
Winien był za to dostać z dwururki?
A z Maurycym spór , tym George Sand
Synem? Wymowne świadectwa są ,
I chyba można już prawdy tej
Dociec :
Chopin był gej.
Ojej.
Ach , filisterski zżymasz się , żłobie?
A więc zarzucam ci homofobię :
Twa mowa mową jest nienawiści ,
Nim się ostracyzm społeczny ziści ,
Daną mi mocą twe żądło skruszę :
Idź precz , demonie , od polskiej duszy!
Spójrzcie , Polska oddaje w męczarniach ducha.
Duch przepija i chucha.
Łojdiridi u-ha!
Nie waż tknąć się polskiej duszy ,
Kim ty jesteś , by się puszyć?
Niedorajdą z zagranicy ,
Co niegodzien grubszej świcy.
Zapomniałeś , gdzieś się chował?Tu Maryją jest królowa ,
Królem zasię Chrystus Pan
W purpurowym płaszczu ran.
Eee , że co?
Łany zbóż się polskich
Kołyszą jak fale.
Słychać : kładź , Chopinie ,
Stopę na pedale!
Ale ktoś tu krzyczy ,
Głusząc żabi koncert :Pedał to jest słowo
Dyskryminujące!
Kum.
Kum kum.
Historycznej poczucie
Perspektywy takoż
Pragnę wnieść w tę mieszczańską ,
Polską bylejakość!
Oto problem badawczy :Chopin a Holocaust!
Cóż by czynił w tych żyjąc
Najczarniejszych mrokach?
Czyby grał dla wesela
Hitlerowskim bonzom?
Czy dla chłopów w niedzielę
I zgolonych tonsur?
My wiemy , o czym marzysz ,
A jest to scena ta :Hans Frank przy pisuarze ,
Zaś obok Chopin gra.
Potem nazista
Wypnie się dupą ,
A Chopin zagra
Allegro truppo!
Przyznaj się , przyznaj , człeku :
Puścisz to z playbacku.
No pewnie! Równałoby się to sztuki zdradzie ,
Gdybym w roli Chopina muzyka obsadził :
Perwersja większa niby pedofilskie porno.
A my tu mamy misję : teorię Adorno
Skomentować obrazem , słowem przenicować ,
Spór z nią twórczy pokazać myśli polifonią ,
Dźwiękiem z nią dialog niby z mięsem wieść mielonym ,
Przełożyć na język teatru.
Kapłanów nadęcia zakatrup ,
I sam wciel się w ducha tych sztuk nie dla masy ,
Łaknących Kreacji , Transgresji i Kasy!
Kajdany zerwać , złamać bat ,
Nie sprawdzi się tu proste fiat!
Czas na Chopina spojrzeć z boku ,
Uwolnić go z wiekowych oków
Słuchania poprzez uszy ,
Nie trzecim okiem duszy
Oraz oczami zwykłymi – w nich stworzę
Rajów i piekieł wieszcza nadproża!
Fryderyk zrumieniony
Już ma na twarzy pąs ,
Z plakatu szepcze Honny ,
Ach , soit qui mal y pense!
Któż dostrzeże te półcienie ,
Które laurów kryje wieniec ,
Kto z Chopina je dobędzie
Niby wiosna dąb z żołędzia?
Nadwiślański hipokryta
Ma dla sztuki zbędny pietyzm ,
Ale skruszy kontrelita
Murszejący polski beton!
Mędrcy świata przybywają
Widzieć życia teatr wielki –
Ty im gorzką mannę dajesz
Z Konradowej ciasnej celki!
Orłowie lotni –
Krucy i wrony –
Rozszarpcie tego
Zdrajcę sprawy świętej!
Kra , kra.
O Panie Święty , który nas niegodnych
od Czerwonego wybawiłeś Moru ,
który wolnością nakarmiłeś głodnych ,
który wzmagałeś Jakubów upory -
Święć się imię twoje ,
gdy cud Pański przychodzi :
Jezus się Chrystus z Konradem ugodził.
Bóg miecz karzący wzniósł na buntowników
i wyłączono ich od stołu Pana.
A Konrad cudem takim zadziwiony
zemsty zaniechał i krwie rozlewania.
Przegniły belki wiekowego domu!
Nie dziw , że krokwie pokryły się hańbą
I tylko w kącie szczury nad pułapką
Tańczyły balet miłośników sera –
Jedynie ptacy na kominach wolni
Ze scen powietrznych głosili vicisti ,
Słowo się lało jak krzepiący nektar
Z gardeł tych błędnych , lunatycznych istot.
Czekaliśmy czerwonej zarazy ,
by nas od czarnej śmierci wybawiła.
I śnieg zasypał graniczne słupy ,
a my na gruzach dawnych swoich domów ,
a my na kościach powstańców ubitych
pod gwiazdy krwawej staliśmy sztandarem
niby pod krzyżem niezmartwychwstałego.
Ze scen się słowo lało niby tęcza
Za znak przymierza od Boga zesłana ,
Nie dozwalało się zabliźnić ranom ,
Przed wieszczem świętym Polak kornie klęczał.
Wymknij się opisowi
Historycznemu , świecie
Ze wspomnień , które człowiek
Stary przed młodzią plecie!
Uśnijcie , aktorowie
W jamioły wyniesieni
I nic nie mówcie , bowiem
Tam lepiej niż wśród cieni!
Za waszą krzywdę ja przemówić muszę ,
Przeto Chopinem filistra ogłuszę
I unaocznię rzecz ponadczasową :
Że w duszy kochał to , co postępowe.
Odbiła ci palma pierwszeństwa ,
Odbiła ci palma męczeństwa
Za milijony ,
Za milijony.
Pilnuję prawdy niby Antygona ,
A transgresyjnych twórców antyfonarz
Da mi Chopina odczytać na nowo
I w nim odnaleźć półcień genderowy.
Albowiem dawny odbiorca zanika :
Dziś trzeba gejów oraz Myszek Miki ,
By się dogrzebać w mózgu nieświadomych
Pokładów , które sacrum są idiomem.
Adieu , ty łotrze podły ,
Będę za ciebie modły
Wznosił , byś ogłupiony
Docenił raz Chaconny ,
Mazurki i sonaty ,
Impresje niby kwiaty ,
Których nie trzeba zrywać ,
By zachwycały żywe!
Tonalny systemie ,
Świat cię obił w ciemię ,
I doszedłbyś do ściany ,
Gdybyś nie został zdekonstruowany
Przez wizjonerów sztuki nowoczesnej ,
Tych piętnowanych za Kunst Entartete ,
Których usłyszawszy wstecznik walił setę.
Lecz wymiotłeś , świecie , mdlącą rafinadę
Burżuazji , mitów oraz kart Iliady ,
Nudne dury oraz regresyjne molle ,
Wiodąc nas na dźwięków nieskończone pole!
We świecie dworskich bali
Nic by nie zdziałał Berg :
Na stosie by go spalił
Dwór owych Królów Kier!
Frydrycjańska dyscyplina
Kraj maluje lat dziecinnych
Nostalgicznym miłowaniem :
Słowa brak o polskiej ścianie!
Trzeba wrazić w ten malunek
Obrośnięty leśnym runem
Wierzb i buków skalpel cienki ,
By wydobyć wszystkie lęki ,
Wszystkie cienie zaściankowe ,
I klimaty tak niezdrowe ,
Słowem to , od czego w nucie
Swym wyparciem zręcznie uciekł
Ulubieniec ów salonów ,
Książę cwanych histryjonów.
Szalona kala głowa
Świętości narodowe ,
Jak Chopin bez Chopina
Ma swe wartości cenne
Przekazać Polakowi ,
Gdy młodym nikt nie powie ,
Na co nadstawiać uszu
...
Wirydarz