III
Zamek Czarnego Pana. Komnata Bellatrix Lastange. Oczy śmierciożerczyni przebiegała po linijkach tekstu listu, który powinien zostać otwarty już piętnaście lat temu.
Droga Bello!
Co u ciebie słychać? Nie musisz odpowiadać.Pisze, ponieważ wiem, że się nie spotkamy, a chciałabym Cię prosić o opiekę nad dzieckiem moim i Fabiana. Tak, ciąża przebiegła pomyślnie i ja, i ona jesteśmy całe. Ginewra jest w sierocińcu w Meadows, gdzie ją umieściłam, ponieważ osobiście nie będę mogła Ci jej przekazać. Jest gorzej niż źle. Ścigają nas mnie i Fabiana (a właściwie tylko Fabiana).Jestem pewna, że szybko ją odbierzesz, dlatego nie zastrzegałam, że niemożna jej adoptować. W razie czego wiedz, że prawo (adoptować ją)pozwala dopiero po roku, od umieszczenia w sierocińcu. Chce Cię prosić, żebyś wysłała ją do Hogwartu ze swoim nazwiskiem, czyli jako Ginewrę Isabellę Black. Kończę już Bello, powodzenia. Przekaż jej, że ją kochamy ja i Fabian.
Twoja przyjaciółka
Jamelia Potter(nie Snakes)
Czytając ostanie słowa listu, Bella miała ogromne poczucie winy, że ją zawiodła. Jamelia siostra, tego idioty, Jamesa Pottera, zawsze była inna niż on. Już sam fakt, że była w Slytherinie przesądzał o jej wyższości nad Rogacze. Bella wstała gwałtownie. Postanowiła odwiedzić ten sierociniec, może jeszcze nie jest za późno. Wzięła ze sobą zdjęcie, które było dodane do listu, przedstawiało ono Jam, Ginny i Fabiana, szczęśliwych i uśmiechniętych, tuż po urodzeniu małej. Zdjęcie wykonane było mogolskim aparatem przez pielęgniarką ze szpitala. W drzwiach wejściowych minęła się z Peterem, który próbował ją zatrzymać, ale gdy mu się to nie udało, krzyknął tylko.- Wieczorem zebranie!
Dilayna