Steven Saylor-Roma Sub Rosa - 08 - Rubikon.pdf
(
1802 KB
)
Pobierz
STEVEN SAYLOR
Cykl ROMA SUB ROSA
tom 8
R
UBIKON
Księgozbiór DiGG
2012
CZĘŚĆ PIERWSZA
MINERWA
ROZDZIAŁ 1
ompejusz będzie nieźle wkurzony - powiedział Dawus.
- Zięciu, masz wyraźną skłonność do wygłaszania oczywistych stwierdzeń. -
Westchnąłem.
Zacisnąłem zęby i uklęknąłem, aby przyjrzeć się z bliska. Martwe ciało leżało
twarzą w dół na samym środku mojego ogrodu, u stóp brązowego posągu
Minerwy, niczym pogrążony w modłach czciciel bogini. Dawus krążył wokół
mnie i osłaniając oczy przed jaskrawym światłem słonecznym, podejrzliwie
spoglądał ku czterem rogom otaczającego perystyl dachu.
- Nie rozumiem, jak zabójca mógł tu wejść i wyjść nie zauważony przez
nikogo z domowników - mruknął, marszcząc czoło, co nadało mu wygląd
przerośniętego chłopca.
Zbudowany jak grecki posąg i równie inteligentny, mawiała o nim w żartach
Bethesda. Mojej żonie nie podobało się małżeństwo naszej jedynej córki z
niewolnikiem, zwłaszcza zaś z takim, który okazał się na tyle bezczelny (albo
głupi), aby zafundować jej ciążę. Ale cóż... cokolwiek byśmy o nim myśleli,
Diana była w nim zakochana. No i trudno zaprzeczyć, że owocem ich
wzajemnej skłonności jest piękny syn, którego wrzask w tej chwili słyszałem;
domagał się od mamy i babci, aby wypuściły go do ogrodu, i darł się tak, jak
tylko dwulatek potrafi. Jednak w ten słoneczny styczniowy ranek nie można
było pozwolić Aulusowi na zabawę na świeżym powietrzu, ponieważ w
ogrodzie leżały zwłoki.
Chodziło przy tym o nie byle kogo: Numeriusz Pompejusz był krewnym
Pompejusza Wielkiego, którymś z jego kuzynów, choć o dwa pokolenia
młodszym. Przybył do mojego domu sam, przed niespełna półgodziną, a teraz
leżał martwy u mych stóp.
- Nie mogę tego pojąć. - Dawus podrapał się w brodę. - Zanim wpuściłem
Numeriusza, dobrze się rozejrzałem po ulicy, jak to zawsze robię. Nie
zauważyłem, aby ktokolwiek go śledził.
- P
jako ochroniarz; przy
jego masywnej budowie taka funkcja sama się narzuc
a
ła. Został wyszkolony
nie tylko do walki, ale i do wykrywania niebezpieczeństwa. Jako mój zięć
przejął na siebie obowiązek strzeżenia domu i w tych niespokojnych czasach
do niego należało otwieranie gościom drzwi. Kiedy niejako tuż pod jego nosem
zdarzyło się morderstwo, przyjął to jak osobistą porażkę. W służbie u
Pompejusza za taki błąd czekałoby go co najmniej ostre przesłuchanie.
Ponieważ milczałem, Dawus zaczął przesłuchiwać sam siebie. Kroczył po
ogrodzie tam i z powrotem, na palcach odliczając kolejne pytania.
- Dlaczego go wpuściłem? No, znałem go z widzenia, nie był zupełnie obcy.
Wiedziałem, że to Numeriusz, młodszy kuzyn i ulubieniec Pompejusza, a przy
tym dobry i uprzejmy człowiek. Przyszedł sam, nie miał z sobą nawet
niewolnika do ochrony, nie widziałem więc potrzeby, by kazać mu czekać na
ulicy. Wpuściłem go do westybulu. Czy zapytałem go o posiadaną broń? Prawo
oczywiście zabrania noszenia broni w obrębie murów miasta, ale nikt dzisiaj
tego nie przestrzega, więc owszem, zapytałem. On zaś wcale nie protestował,
tylko od razu oddał mi swój sztylet. Czy go dodatkowo zrewidowałem, zgodnie
z twoim zaleceniem nawet wobec obywateli? Tak, a on mi na to bez szemrania
pozwolił. Czy zostawiłem go choćby na chwilę samego? Nie. Zostałem z nim w
westybulu, do ciebie zaś posłałem małego Mopsusa, by oznajmił przybycie
gościa, i czekałem na twoje polecenie, aby go wprowadzić. Otrzymawszy je,
przyprowadziłem go tutaj, do ogrodu. Bawiliście się w słońcu z Dianą i
Aulusem, niemal dokładnie tam, gdzie teraz leży trup. Odesłałeś oboje do
domu. Czy zostałem z tobą? Nie, bo mnie też kazałeś odejść. Ale ja coś
przeczuwałem! Powinienem był tu zostać.
- Numeriusz powiedział, że ma wiadomość przeznaczoną tylko dla mnie -
odparłem. - Jeśli już nawet we własnym domu człowiek nie może spokojnie
rozmawiać... - Rozejrzałem się dookoła, patrząc na starannie przycięte krzewy
i jaskrawo pomalowane kolumny otaczającego ogród portyku. Zerknąłem do
góry, na posąg Minerwy; mimo upływu lat jej twarz pod wielkim hełmem
wciąż była dla mnie nieprzenikniona. Ogród znajdował się w centralnej części,
w sercu domu... w sercu mojego świata... i jeżeli tutaj nie jestem bezpieczny, to
znaczy, że już nigdzie nie ma dla mnie spokojnej przystani. - Nie dręcz się tak,
Dawusie. Dobrze wykonałeś swoje zadanie. Wiedziałeś, że Numeriusz jest tym,
za kogo się podaje, i wziąłeś jego broń na przechowanie.
- Ale taki Pompejusz ani na chwilę nie pozostaje bez ochrony, a ja...
- Czyżbyśmy dożyli takich czasów, że zwykły obywatel musi naśladować
Pompejusza bądź Cezara i ochrona musi stać nad nim przez okrągłą dobę,
nawet kiedy sobie wyciera tyłek?
Kiedy Dawus był niewolnikiem, służył Pompejuszowi
*
*
, wybaczy zapewne autorowi tę
drobną zmianę w życiorysie Dawusa (wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza)
Uważny czytelnik poprzedniej części cyklu
Morderstwa na Via Appia
Dawus zmarszczył czoło. Wiedziałem, co myśli: że takie wyrażenia do mnie
nie pasują, że muszę być porządnie wstrząśnięty i usiłuję nie dać tego po sobie
poznać, że jego teść jest już za stary, by poradzić sobie z szokiem w rodzaju
odkrycia zwłok w ogrodzie jeszcze przed południowym posiłkiem. Spojrzał
znów na dach i rzekł:
- Ale przecież to nie Numeriusz stanowił zagrożenie. To ten człowiek, który
tu za nim przyszedł. Facet musi być jak jaszczurka, żeby tak błyskawicznie i
bezszelestnie wspinać się po murach. Nic nie słyszałeś, ojcze?
- Mówiłem ci, że rozmawiałem przez chwilę z Numeriuszem, potem
zostawiłem go samego i poszedłem do gabinetu.
- Ale to tylko parę metrów stąd. Co prawda Minerwa mogła ci przesłonić
widok, a twój słuch...
- Mój słuch jest tak samo dobry jak u każdego innego sześćdziesięciolatka! -
przerwałem mu.
Dawus skinął głową z szacunkiem.
- W każdym razie dobrze, że cię tu nie było, kiedy zjawił się zabójca, bo
inaczej...
- Bo inaczej i mnie mógłby udusić?
Dotknąłem sznura, który wciąż był okręcony wokół szyi Numeriusza tak
mocno, że aż wrzynał się w skórę. Narzędziem zbrodni była prosta garota:
krótka linka zamocowana do dwóch końców grubego kijka służącego do jej
zaciskania. Dawus przyklęknął obok mnie i rzekł:
- Morderca musiał zajść go od tyłu, zarzucił mu garotę na szyję i skręcił
kijem. Paskudna śmierć.
Odwróciłem się, czując nagłą słabość, Dawus zaś ciągnął:
- Ale za to cicha. Numeriusz nie mógł nawet krzyknąć. Może na początku
wydał jakiś jęk czy charkot, ale potem sznur odciął mu dopływ powietrza.
Widzisz, teściu, jak Numeriusz zarył tu piętami w żwir? No, w ten sposób
hałasu by nie narobił. Gdyby choć mógł rąbnąć pięścią w Minerwę... Ale obie
ręce miał zajęte: instynktownie próbował chwytać za sznur, by uwolnić gardło.
Zastanawiam się... - Dawus znów spojrzał na dach. - Zabójca nie musiał być
duży. Przy garocie nie trzeba wielkiej siły nawet wtedy, gdy ofiara jest dobrze
zbudowana, pod warunkiem że zostanie zaskoczona.
- Mówisz z własnego doświadczenia, mój zięciu?
- Och, u Pompejusza nauczono mnie wielu podobnych rzeczy... - Dawus
rzucił mi zawadiacki uśmiech, który jednak szybko zniknął z jego twarzy, kiedy
zobaczył moją minę. - Nie sądzisz chyba, że ja...
- Oczywiście, że nie - zapewniłem go. - Ale kto wie, czy taka myśl nie zaświta
Pompejuszowi? Powiedz mi, czy jest coś, za co mógłbyś chować do niego
urazę? Coś, o czym nie wiem? Czy zdarzało się, że byłeś w jego służbie źle
traktowany?
Plik z chomika:
sote12
Inne pliki z tego folderu:
Jabłoński Witold - Tajemnica Baronessy.pdf
(601 KB)
David Baldacci - Kolor prawdy(1).pdf
(1827 KB)
David Baldacci - cykl Amos Decker t1 - W pułapce pamięci.pdf
(3270 KB)
Baldacci David - Pierwsza dama.pdf
(2115 KB)
Baldacci David - Sotto Pressione.pdf
(1253 KB)
Inne foldery tego chomika:
Pliki dostępne do 01.06.2025
Pliki dostępne do 09.04.2026
Pliki dostępne do 19.01.2025
! # Wrzucone - sprawdzone i pełne Ebooki 2 #
!!!! Dr. Jerzy Jaśkowski - artykuły
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin