MAXIKAZ (TRAPERZY ZNAD WISŁY)
I. Choć głośno o mnie w Warszawie pozwólcie, że się przedstawię
Kazik mi na imię dali w skrócie – Kaz.
W Ciechocinku mam mieszkanie tu samotne bawię panie
Umilając im czas w okolicy z tego słynę
Że gdy spojrzę na dziewczynę zanim zacznę grać to ona mówi pas
Może właśnie więc dlatego wszystkie damy mój kolego
Już po randce mówią do mnie Maxi Kaz.
W sanatorium lub na wczasach raczej łatwo o grubasa
Łysy, stary, sztuczna szczęka, szkło jak dwa od piwa denka
Wtedy ja do akcji wkraczam swoim wdziękiem je uraczam
Żeby były w siódmym niebie zawsze daję wszystko z siebie
Ale tylko jeden raz, taki ze mnie Maxi Kaz.
REF: Zimny jak polodowcowy głaz
W Ciechocinku tam gdzie dom zdrojowy
Maxi Kaz rusza na łowy
Na deptaku czai się na panie
Każda szansę dziś dostanie
Taki ze mnie Maxi Kaz
II. Panny i zamężne damy chciałyby jakiejś odmiany
Na wczasach to normalne – mówię wam
A ja tą odmianę daję w nocy, kiedy rano wstaję
Do mojego domu wracam zawsze sam
Jedna zagraniczna wdowa powiedziała Mr Love
Jeśli będziesz moim chłopcem gniazdko ci wymaszczę złotem
Ale dla mnie monogamia nudna jest do wyrzygania
Źródłem prawdziwej podniety coraz nowsze są kobiety
Ale tylko jeden raz – taki ze mnie MaxiKaz.
jovan111