JEST TYLE DOBROCI.doc

(26 KB) Pobierz
Jest tyle dobroci

Jest tyle dobroci...

 

Kubuś lubił wszędzie chodzić z babcią. Na zakupy, na spacer, do kiosku po gazety. Tego dnia byli ra­zem w aptece. Po powrocie babcia zajęła się przygotowaniem obiadu. Chłopczyk pomagał jej dzielnie, gdyż byli trochę spóźnieni. Zdążyli jednak. Zanim rodzice wrócili z pra­cy, a Beatka ze szkoły, wszystko było gotowe.

* * *

- Babciu, co ci powiedział w aptece ten pan, który stał za tobą w kolejce?

- Widziałeś to? - zdziwiła się babcia.

- Ktoś cię zaczepiał? - zaniepo­koił się tato. - Jakiś żebrak?

- Nie, nie. Opowiem od po­czątku. Pani przede mną już płaci­ła. Trzymałam w ręku recepty i otwartą portmonetkę. Kiedy przy­szła moja kolej, podałam receptę i zapytałam o cenę leku. Pani magi­ster sprawdziła, a potem wymieniła kwotę. Podałam drugą receptę i też zapytałam, ile kosztuje lekarstwo? Zawsze tak robię, żeby się upew­nić, czy nie zabraknie mi pienię­dzy. Czekałam. Wtedy mężczyzna stojący za mną powiedział półgło­sem: - Proszę się nie martwić, ja dopłacę za panią. - Byłam tak za­skoczona, że nie odezwałam się, ani nie odwróciłam głowy. Poczu­łam coś w rodzaju zawstydzenia...

- Czy byłaś w tej beżowej, sta­rej kurtce? - zapytała Beatka. - Mo­że on myślał, że jesteś całkiem biedną osobą?

- Coś ty! - oburzył się Kubuś. - Babcia była w nowym płaszczu i w kapeluszu.

- Nie podziękowałaś mu? - za­pytała mama. - Zachował się bar­dzo ładnie.

- Też tak pomyślałam, kiedy minęło pierwsze zaskoczenie. Zapłaciłam, odwróciłam się, żeby odejść i wtedy spojrzałam na niego.

Zwyczajny, w średnim wieku, skromnie ubrany. Nie znam go. -

Dziękuję panu - powiedziałam. Uśmiechnął się i odrzekł: - Nie ma za co. Przepraszam.

- Przyznaję, byłam wzruszona. Taki drobiazg, a świadczy o czło­wieku.

- Gesty życzliwości zasługują na uznanie i pochwałę - rzekła ma­ma.

- Oczywiście - przyznał tato. -Dzięki Bogu, że oprócz wielkich imprez dobroczynnych i urzędowej pomocy społecznej istnieje też i rozwija się takie małe, prywatne pomaganie bliźnim. Ujawnia się wtedy - czasem niespodziewanie -dobroć, której wiele jest w sercach ludzkich.

- Bardzo często ma ona swoje źródło w chrześcijańskiej postawie wobec drugiego człowieka - dodała babcia. - Skoro przyjęliśmy przyka­zanie, że mamy miłować się wza­jemnie, to powinniśmy także poma­gać sobie.

- Widziałem kiedyś w sklepie – rzekł Kubuś – jak pan Leon zapłacił za zakupy jakiegoś chłopca, który zgubił pieniądze. Jeszcze lody mu kupił.

- Ciocia mojej koleżanki, farmaceutka opowiadała, że pewnego razu cała kolejka w aptece złożyła się, żeby wykupić lekarstwo dla sta­rego inwalidy. Ci ludzie pięknie po­stąpili, prawda?

- Prawda - zgodziła się mama. -Ja też coś wam opowiem. W zeszłym roku widziałam, jak starsza pani ku­powała jarzyny. Wybrała kilka ma­łych marchewek, pietruszkę i kalarepkę. - Ile się należy? - zapytała nie­śmiało. Właściciel straganu - postaw­ny mężczyzna o groźnym wyglądzie - włożył jarzyny do torebki, dodał jeszcze dwie cebule i odrzekł: - Nic się nie należy, paniusiu. Na zdrowie!

- Do dziś pamiętam, jak ładnie to powiedział - łagodnie, dyskret­nie, ciepło.

- Kochani, dosyć tych opowie­ści - powiedziała babcia. - Mogli­byśmy podawać jeszcze wiele przy­kładów ludzkiej dobroci. Zamiast tego zastanówmy się, czy my sami umiemy dostrzegać potrzeby innych. I obdarzać ich dobrocią. Czasem wystarczy rozejrzeć się uważnie wokół siebie. Wierzcie mi!

Zofia Śliwowa

Zgłoś jeśli naruszono regulamin