TERESKA
- Dlaczego to musiało spotkać właśnie mnie? Dlaczego? - Kasia z żałością patrzyła na swój zabandażowany palec.
- Ależ nie rób z tego tragedii - zdenerwowała się w końcu mama. - Ja też w dzieciństwie grałam w siatkówkę i nie jeden raz zdarzyło mi się wybić palec. To bardzo częsta kontuzja siatkarzy.
- Ale dlaczego właśnie mnie musiało to spotkać? Teraz w ogóle nie będę mogła nic robić, może nawet nie będę mogła chodzić do szkoły.
- A niby, dlaczego? Po, pierwsze jest to tylko jeden palec i masz jeszcze dziewięć zdrowych, aby się nimi posługiwać, a po drugie zwichnęłaś palec lewej ręki, więc nic to nie przeszkadza w pisaniu w szkole.
- Ale już jak na niego patrzę, to robi mi się słabo i na pewno zaraz zemdleję. A w nocy to już zupełnie nie wiem, jak będę spać. Bo jak się mam ułożyć, żeby palcowi nic się nie stało? A jak się skrzywi jeszcze bardziej i może będzie potrzebna operacja? W szpitalu to chyba umarłabym ze strachu! I na pewno coś strasznego by mi robili z tym palcem!
- Wiesz co? - oznajmiła mama - idę do pani Stasi z naprzeciwka, bo muszę zrobić zastrzyk jej chrześnicy, która do niej przyjechała na Wielkanoc. Jest w twoim wieku. Zajmij się, więc czymś, a ja za kilkanaście minut wrócę?
- Mówisz, że jest w moim wieku? A mogłabym iść z tobą? Pokażę jej swój palec, ona na pewno mnie zrozumie.
- No nie wiem... - zawahała się mama - wyglądasz tak żałośnie, że chyba nie dasz rady dojść te kilkanaście kroków na drugą stronę ulicy... Przecież masz strasznie chory palec...
- Dobra już, dobra, przestań ze mnie żartować. Naprawdę chcę z tobą pójść poznać tę dziewczynkę.
- No to ubieraj płaszczyk i wychodzimy.
Kasia bez słowa zdjęła z wieszaka płaszcz i bez problemu go założyła. Nawet z zapięciem guzików przy pomocy dziewięciu palców nie miała żadnego problemu. Mama przyglądała się jej bez słowa.
Kiedy weszły do mieszkania pani Stasi, ta od razu zajęła się Kasią, a mama poszła do drugiego pokoju robić zastrzyk. Po chwili wróciła.
- Możesz teraz iść do Tereski. Powiedziałam jej, że przyszłaś.
Kasia żwawo ruszyła w stronę drzwi. Jakież było jej zdziwienie, gdy w pokoju ujrzała wesołą dziewczynkę siedzącą... na wózku inwalidzkim!
- Cześć! - powiedziała i wyciągnęła do Kasi rękę - jestem Teresa. - Cześć - wyjąkała Kasia wyciągając dłoń - jestem Kasia.
- Siadaj - Tereska zaprosiła Kasię gestem - pogadamy. Pewnie jesteś zaskoczona, ale nie przerażaj się. Kilka lat temu mieliśmy wypadek samochodowy. Wcale nie mam żalu do losu, że tak się stało. Wręcz przeciwnie, codziennie dziękuję Panu Bogu, że wszyscy przeżyliśmy. A wózek? No, cóż - nic takiego. Można się przyzwyczaić. Wiesz co? Pokażę ci sztuczkę. To mówiąc, dziewczynka nagle poderwała przód wózka do góry, szybko okręciła nim wkoło
i spadła z powrotem na dywan.
- Fajnie? Kolega uczył mnie tego cały tydzień.
- Kolega? To ty masz kolegów?
- Jasne, i to ilu. Koleżanki oczywiście też. A najwięcej w klubie sportowym. - W... w... klubie...?
- Tak. Gram w siatkówkę w drużynie niepełnosprawnych. Mam nawet dwa dyplomy.
- W siatkówkę? Kasia mimowolnie popatrzyła na swój zabandażowany palec. - Ojej, nie zauważyłam. Co ci się stało? - Tereska z troską popatrzyła na Kasi rękę.
- Eee... nic takiego. Wiesz, serwowałam tak ciapowato, że nie dość, że trafiłam w drabinki, to jeszcze wybiłam sobie palec. - Obie dziewczynki roześmiały się serdecznie.
- Kasiu, idziemy - w drzwiach pokoju pojawiła się mama.
- Mamusiu, pozwól zostać mi jeszcze chwilkę, tak fajnie sobie gawędzimy, wrócę za pół godziny - poprosiła Kasia.
- Jeżeli tylko pani Stasia pozwoli...
- Ależ oczywiście, niech zostanie - odezwała się sąsiadka.
W domu Kasia cicho podeszła do mamy. - Przepraszam za moje zachowanie - wyjąkała. - Byłam okropna z tym palcem, choć nic strasznego się nie stało. Wiesz, pytałam Tereskę, jak to robi, że jest taka pogodna mimo swego kalectwa, a ona mi powiedziała, że nasze cierpienia są niczym w porównaniu z tym, co Pan Jezus wycierpiał na krzyżu. I że to, iż czasem zsyła nam jakieś cierpienie, jest znakiem, że nas bardzo kocha. A przecież po Wielkim Piątku jest Zmartwychwstanie, więc powinniśmy się cieszyć, bo Pan Jezus żyje!
- Cieszę się, że to zrozumiałaś - uśmiechnęła się mama. - A może jutro pomożesz mi upiec ciasto? Zabierzesz je do pani sąsiadki i zjecie razem z Tereską.
- Hurra! Dziewczynka aż podskoczyła z radości.
- Tylko... - mama nagle spoważniała - nie wiem, czy dasz radę. Masz przecież wybity palec...
Kasia popatrzyła na nią spod czoła.
- Chyba żartujesz, żachnęła się i rzuciła się mamie na szyję!
Joanna Wilkońska Posłaniec SJ 4/2005 s. 18-19
Nikolas53