TOPÓR "MOTO-MOTO"
3 maja 1989 roku papież Jan Paweł II przyjął na audiencji w Lusace przedstawicieli władz plemiennych. Wśród nich był również wódz plemienia Babemba z synem. Syn wodza ofiarował Ojcu Świętemu topór, który kiedyś należał do jego pradziada Mwamby. Mwamba zaś przekazał go misjonarzowi, ojcu Józefowi Dupont.
- Co oznacza napis "Moto-Moto" na trzonie topora? - zapytał Ojciec Święty.
- Napis ten to przydomek, jaki nasz lud nadał ojcu Dupont; przydomek ten znaczy ogień - odpowiedział wódz i opowiedział następującą historię:
Sto lat wcześniej, w roku 1898, ojciec Józef Dupont, nowy biskup Nyassa, przygotowywał się do złożenia wizyty groźnemu wodzowi plemienia Babemba. Pomimo licznych ostrzeżeń i informacji okrucieństwie tamtejszego króla biskup zdecydował się na tę podróż. Wcześniej jednak wysłał tam posła, by zawiadomił króla o przybyciu misjonarza i ofiarował mu przy tej okazji od biskupa dar.
Wkrótce ojciec Józef sam wyruszył w podróż. Kiedy jednak przybył na teren plemienia, wojownicy Mwamby zabronili mu wstępu.
- Wracaj do siebie! Teren ten jest zakazany dla białych! - rozkazał jeden z nich.
- Nie mogę wrócić! Przybywam z daleka do waszego wodza. On na mnie czeka - ojciec zwrócił się do mówiącego.
- Nie czeka! To właśnie on wydał rozkaz, aby cię nie wpuszczać na nasz teren. Jeżeli nie odejdziesz, będę musiał cię uwięzić - tłumaczył wojownik.
- Nie odejdę! Spełniaj więc swą powinność - spokojnie rzekł misjonarz.
Wojownicy zaprowadzili biskupa do chaty i tam go strzegli.
Mijały dni i mimo ponawianych próśb wódz nadal nie wyrażał zgody na przyjęcie misjonarza, który w tym czasie zdążył już zaprzyjaźnić się z miejscową ludnością. Wielu z nich przychodziło do niego po lekarstwa, inni po radę, a jeszcze inni porozmawiać lub posłuchać, co mówi o Jezusie Chrystusie.
Kiedy wiadomość o tym dotarła do Mwamby, wtedy dopiero wyraził zgodę na spotkanie.
- Podziwiam twoją odwagę, biały człowieku - rzekł na powitanie wódz. - Wszyscy tu o tobie mówią. I to dobrze mówią. Muszę ci się teraz przyznać, że na początku chciałem ciebie zabić.
- O! To byłoby za łatwe... Wiesz przecież, wodzu, że przyjaźnią można więcej zdziałać niż okrucieństwem - odparł biskup.
I tak mijały tygodnie i miesiące. Król pogodził się z obecnością misjonarza na swoim terenie. Coraz częściej zapraszał go na rozmowy, a czasem nawet zasięgał u niego rady. I gdy pod koniec roku 1898 zachorował, natychmiast wezwał go do siebie.
- Ojcze, nadszedł czas mego odejścia. Odchodzę szczęśliwy, bo ty ukazałeś mi wspanialsze Królestwo. Mam jednak ogromną prośbę. Mój syn Mfoupa jest jeszcze za młody, by rządzić ludem, dlatego tobie powierzam swoje królestwo.
- Przyjacielu, nie mogę spełnić twojej prośby. Jestem sługą Chrystusa - odpowiedział ojciec Józef.
- Proszę cię, spełnij mą wolę. Pokieruj mym ludem według własnej myśli. Przyjmij ten topór, który należał do mego ojca i jest symbolem naszej władzy.
Nie odmawiaj umierającemu - błagał Mwamba.
Biskup nie odmówił. Wziął na swe barki nowy ciężar. Z wielką rozwagą i w porozumieniu z radą plemienną zniósł niektóre okrutne zwyczaje, m.in. zwyczaj uśmiercania niewinnego człowieka, który miał towarzyszyć zmarłemu wodzowi w jego ostatniej drodze. Wytłumaczył zebranym, że zmarły przebywa już w obecności Boga i nie jest sam.
Minął rok. Syn zmarłego wodza, Mfoupa, osiągnął odpowiedni wiek do sprawowania władzy, dlatego ojciec Józef natychmiast przekazał mu swą władzę.
- Weź ten topór, Mfoupa, i sprawuj sprawiedliwe rządy. Pamiętaj zawsze, że to są twoi bracia.
- Zgadzam się, ale na trzonku wyryję twoje imię, by wszystkie pokolenia pamiętały, że to ty wskazałeś nam drogę do prawdziwego Boga.
Niedługo potem ksiądz biskup zachorował. Choroba była poważna, dlatego musiał opuścić życzliwe plemię udać się na leczenie. Na pożegnanie młody wódz chciał wręczyć misjonarzowi topór, aby zawsze pamiętał o plemieniu Babemba.
- Nie! Nie mogę tego przyjąć. Na zawsze pozostaniecie w mej pamięci. Topór niech zostanie tutaj. Przekażesz go Mfoupa swemu synowi, gdy dorośnie. Będzie on zawsze symbolem waszej władzy, ale również symbolem wiary!
Świat Misyjny 5 1990 s. 3
Nikolas53