9801.txt

(671 KB) Pobierz
ANTHONY PIERS
   
   
   
WYSPA WIDOKÓW
   
PRZEKŁAD KATARZYNA DOROŻAŁAVAN DAALEN
TYTUŁ ORYGINAŁU ISLE OF VIEW

1. WYZWANIE CHEX
   
   Chex była zdesperowana. Jej ukochany rebaczek, Che, zgubił się i obawiała się najgorszego. Miał tylko pięć lat i mimo iż posiadał, tak jak i ona, talent lekkoci, jego skrzydła nie były jeszcze na tyle rozwinięte, aby mógł latać. Tak więc zadowalał się najdziwniejszymi podskokami i był szczęliwym małym centaurem  a teraz w niezrozumiały sposób zaginšł.
   Jak mogło do tego dojć? Była akurat w ich zagrodzie, gdzie zatykała sitowiem szpary w cianach, aby zapobiec przecišgom. Mieszkali w pobliżu terytorium Żywiołu Powietrza, gdzie często występowały przecieki wiatru. W ciepłe dni było to bardzo przyjemne, natomiast w nocy bywało zimno. Dlatego też używała sitowia, jednakże musiała pracować szybko i z uwagš, ponieważ sitowie, jak to sitowie, łatwo przecieka*. Każdy otwór musiała zatykać kilkakrotnie, zanim miała pewnoć, że będzie on szczelny. Tak więc skoncentrowała się, by zakończyć robotę, nie baczšc w tym czasie, co dzieje się z Che.
   A teraz nie mogła go nigdzie znaleć. Wołała go i latała ponad polanš, szukajšc go ze stale wzrastajšcym niepokojem. Nie miała wštpliwoci: Che tutaj nie było.
   Cheiron wyjechał na zebranie skrzydlatych potworów i nie wróci do domu przez kolejnych kilka dni. Odetchnęła: jak mogłaby spojrzeć swemu mężowi w twarz i poinformować go, że zgubiła ich rebię? Oczywicie nie mogła tego zrobić, po prostu musiała jak najprędzej odnaleć Che.
   Kilkakrotnie obleciała obszar wokół polany, bacznie patrzšc w dół, jednakże widziała jedynie las. Lubiła to miejsce, dajšce im poczucie prywatnoci, z drzewami skrywajšcymi większoć tego, co działo się w jego obrębie, a teraz ukrywajšcymi przed niš jej rebię. Musiała wejć pod baldachim listowia.
   Poszybowała w dół i wylšdowała w pobliżu zagrody. W poszukiwaniu ladów kłusem zatoczyła pełne koło wokół polany. Na rodku, tam gdzie Che harcował, ziemia była rozkopana, jednak trawa na skraju miała nadal zielony kolor. Musiał pójć do lasu, chociaż wiedział, iż miał pozostać w pobliżu zagrody.
   Zrobiła następne koło, tym razem bliżej drzew. Nagle zauważyła niewielki odcisk kopytka skierowany w stronę lasu. Więc Che szedł tš drogš!
   Ale dlaczego? Che znał zasady i zawsze był posłusznym małym centaurem. Wiedział, że w głębokim lesie Xanth czaiły się przeróżne niebezpieczeństwa, takie jak smoki, wikłacze i hipnotykwy. Nie powinien był ić tš drogš.
   Niestety, poszedł. Szukała ladów. Na poczštku wyglšdało, jakby się wahał, jak gdyby czego szukał. Następnie lady stały się bardziej konkretne i prowadziły prosto w największš gęstwinę lasu.
   Chex szła za nimi ze wzrastajšcym niepokojem. Dotšd miała nadzieję, że Che po prostu wybrał się na spacer i był gdzie w pobliżu, że zaplštał się w jeżyny, z których nie mógł się sam wydostać. Lecz teraz zaczęła obawiać się czego gorszego: oddalił się dlatego, że został przez co zwabiony. Było mało prawdopodobne, aby to co miało jakiekolwiek dobre zamiary.
   Po chwili jej najgorsze podejrzenie potwierdziło się: spostrzegła oznaki zasadzki. Co się tutaj przyczaiło, czekajšc na Che, i schwytało go. Wokół leżało nieco pociętej winoroli, której z pewnociš użyto do zwišzania rebaka, a ziemia była rozkopana. Jednak co zamiotło jš zmiotkš z rosnšcego nie opodal krzewu zmiotkowego i wymazało wszystkie lady. Nie mogła stwierdzić, kto lub co porwało jej rebię. Była jedynie pewna, że dokonano tego szybko i po cichu.
   Rozglšdała się wszędzie wokół, ale od miejsca zasadzki nie prowadziły jakiekolwiek lady. Jednak nie było to miejsce, z którego mogłaby odfrunšć jakakolwiek istota na tyle duża, aby unieć z sobš małego centaura. Winorole były splecione z listowiem drzew, a kilka pętli szubienicznych czyhało tylko na jakiego nieostrożnego smoka czy gryfa, aby zrobić sobie ucztę. Wyglšdało na to, że porywacz i rebię rozpłynęli się w powietrzu.
   Chex wzdrygnęła się. To oznaczało magię! Che został magicznie przeniesiony do innej częci Xanth.
   Ale dlaczego? Zrozumiałaby drapieżcę pożerajšcego swojš zdobycz, jakkolwiek obraz ten był przerażajšcy. Ale żeby zwabić Che w zasadzkę i uprowadzić go za pomocš czarów? Na co mógł się komu przydać skrzydlaty rebak centaura, który jeszcze nawet nie potrafi latać?
   Ale przynajmniej oznaczało to, że żył. Zdusiła w sobie obawę przed najgorszym, ponieważ nie mogłaby jej znieć. Ale jak długo jej rebię pozostanie jeszcze przy życiu? Może jego pogromca nie zdawał sobie sprawy, że Che nie umie jeszcze latać i w momencie gdy to odkrył
   Musiała znaleć pomoc. Che musi zostać odnaleziony, zanim co gorszego mu się przytrafi.
   Pobiegła z powrotem na polanę, rozłożyła skrzydła, trzepnęła się mocno ogonem i wzleciała w powietrze. Uderzajšc ogonem, mogła sprawić, że wszystko stawało się lekkie. Tak pozbywała się na przykład kšsajšcych much; w momencie gdy dotknęła ich ogonem, stawały się zbyt lekkie, aby na niej siedzieć, i wzlatywały jak wystrzelone w powietrze, gdzie musiały jaki czas brzęczeć, zanim znowu były w stanie opać. Jeli chciała sama siebie uczynić na tyle lekkš, aby móc latać, uderzała ogonem własne ciało  jej skrzydłom było dużo łatwiej nieć zmniejszonš wagę. Gdy efekt lekkoci zanikał i znowu stawała się ciężka, po prostu uderzała się raz jeszcze. Próbowała jednak nie robić tego przy końcu lotu, ponieważ mogłoby jej to utrudnić pozostanie na ziemi w razie nagłego powiewu wiatru.
   Leciała wysoko ponad lasem, kierujšc się na południe. Po chwili przelatywała ponad Wielkš Rozpadlinš, gdzie przyjaciel księżniczki Ivy, Stanley Steamer, miał patrol. Wiedziała, że porywacz nie zabrałby tu Che, ponieważ Stanley znał go i rozprawiłby się z każdym, kto chciałby go skrzywdzić. Ale dokšd zabrano Che? To była straszna tajemnica.
   Leciała nadal na południe, w kierunku Zamku Roogna. Tam znajdował się król Dor i jeli ktokolwiek był w stanie jej pomóc, to na pewno on. Potrafił rozmawiać z nieożywionymi przedmiotami, dzięki czemu nic nie miało przed nim tajemnic.
   Odnalazła zamek, z jego pięknš architekturš i malowniczymi wieżyczkami, i poszybowała w dół, aby wylšdować w sadzie. Zbierała tam owoce młoda kobieta. Chex wiedziała, kto to mógł być.
    Chex!  zawołała dziewczyna, gwałtownie kiwajšc do niej rękš. Miała piegi, jasnobršzowe włosy splecione w dwa warkocze, a jej sposób bycia sprawiał, że wyglšdała na młodszš, niż w rzeczywistoci była. Wyglšdała na piętnacie lat.
    Elektra!  odpowiedziała Chex, gdy jej stopy dotknęły podłoża. Próbowała teraz stanšć mocno na nogach.
   Z pewnociš Elektra chciała jš ucisnšć. Zderzyły się ze sobš, a kolizja ta odrzuciła lekkš centaurzycę w tył. Niezbyt zręcznie to wypadło, jednakże wylewnoć była drugš naturš Elektry, a może nawet pierwszš. Ta wspaniała dziewczyna była narzeczonš księcia Dolpha.
    A gdzie jest Che?  zapytała Elektra z wyrazem zainteresowania na piegowatej twarzy.
   Na moment Chex prawie zapomniała o swym nieszczęciu. Teraz powróciło ono ze zdwojonš siłš.
    Zniknšł!  jęknęła.  Co go porwało! Muszę znaleć pomoc, żeby go odnaleć zanim  nie była w stanie mówić dalej.
    To straszne!  wykrzyknęła Elektra.  Musisz natychmiast powiedzieć królowi!
   Jakby nie dlatego Chex tu przyleciała!
    Tak, muszę  oznajmiła Chex. Poszły w stronę zamku.
    Och, zapomniałam!  zawołała Elektra, a warkocze frunęły wokół jej głowy, gdy odwróciła się w stronę Chex.  Król Dor wyjechał!
    Wyjechał?  zapytała Chex zaniepokojona.  Dokšd?
    Z uroczystš wizytš do króla Naboba z ludu Naga.
    Och? A co to za uroczystoć?
    No, oni sš sprzymierzeńcami i może wkrótce będš mieli powód do kolejnej uroczystoci. No wiesz, Nada.
   Nagle Chex zrozumiała niemiałoć dziewczyny. Nada z Naga była drugš narzeczonš księcia Dolpha i w swej ludzkiej postaci całkiem uroczš młodš damš. Zwišzek ten miał charakter polityczny, jednak wszyscy wiedzieli, że Dolph wolał księżniczkę Nadę od Elektry. Zbliżał się moment, w którym Dolph będzie musiał dokonać wyboru między nimi dwiema i, niestety, dla Elektry przyszłoć nie zapowiadała się zbyt różowo. Była wspaniałš dziewczynš, jednak Nada była pięknš księżniczkš.
   Niestety, Elektra znajdowała się pod działaniem zaklęcia. Nie tylko kochała Dolpha, który uratował jš z bardzo długiego snu, ale umarłaby, gdyby nie wyszła za niego za mšż. A nikt przecież nie chciał jej mierci! Jeszcze większš ironiš było jednak to, że Nada nie kochała Dolpha. Pięć lat od niego starsza, traktowała go jak niedorostka. Jednak dała słowo i zamierzała dotrzymać go w sposób, jakiego wymaga się od księżniczek. Dla wszystkich było jasne, że Dolph mógł uszczęliwić obydwie dziewczyny, polubiajšc Elektrę  jednak to nie uszczęliwiłoby Dolpha, on za nie był na tyle dojrzały, aby zrobić co, na co nie miał ochoty. Była to trudna sytuacja.
   Jednakże Chex miała w tej chwili swój własny poważny problem.
    A królowa Iren
    Jest z Greyem Murphym w Zamku Dobrego Maga.
    Przecież musi być kto, kto przejšł rzšdy!  wykrzyknęła Chex rozdrażniona.
    Tak, oczywicie. Mag Murphy.
    To może lepiej zobaczę się z nim.  Chex nie była specjalnie zadowolona z takiego obrotu rzeczy, jako że nigdy nie ufała Murphyemu w pełni, nie mogła jednak czekać na powrót do pałacu kogo z rodziny królewskiej.
   Mag Murphy był siwiejšcym, raczej zwykłym, starszym mężczyznš.
    Tak, mogę ci pomóc, centaurzyco  powiedział.  Najpierw zorganizuję poszukiwania twojego zaginionego rebaka. A następnie rzucę przekleństwo na tego, kto jest odpowiedzialny za uprowadzenie, aby w ten sposób utrudnić jego wysiłki. To powinno zapewnić poszukiwaczom czas na ukończenie ich misji.
   Było to więcej, aniżeli Chex mogła się od niego spodziewać. Przypomniała sobie jedna...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin